poniedziałek, 15 października 2012

Hiszpania - w kraju Basków

...... czyli wjeżdżamy do Hiszpanii. No już najwyższy czas ku temu. Choć północna Hiszpania miała być tylko etapem, w naszej podróży "Śladami Maurów", to jednak po dokładniejszym przeczytaniu przewodnika, a dokładnie przewodnika wydawnictwa "Wiedzy i Życia", nasze plany uległy korekcie.
W tym miejscu muszę pochwalić wydawnictwo Hachette Polska za kawał dobrej roboty. Przez naście lat podróżowania, nigdy nie wyjeżdżaliśmy nieprzygotowani merytorycznie. Na naszej domowej półce goszczą "przedstawiciele", chyba wszystkich polskich przewodników. Tegoroczny wniosek jest jednak tylko jeden. Skoro przygotowujemy duży wyjazd - nie oszczędzajmy na byle jakich przewodnikach, których czasami autorzy nie byli nawet w opisywanych miejscach !
Wracajmy na szlak.

ESP Hondarribia i miejsce postojowe dla kamperów.

W Hiszpanii zatrzymujemy się na 3 dni w małym, ale uroczym miasteczku Hondarribia. Będzie to też nasz pierwszy kontakt z Baskami. Ponadto jest tutaj fajne miejsce na postawienie kampera. W towarzystwie kilkunastu innyich, tego typu pojazdów. Głównie z Niemiec, Anglii, Holandii, Francji. O Polakach możemy jak na razie zapomnieć. W pobliżu jest woda, do plaży trzeba niestety przejść około ..... 100 metrów. Krzystam więc z kąpieli morskich "codnia".

ESP Hondarribia, część współczesna.

Pierwsze wrażenie jest dość neutralne. Małe portowe miasteczko, po sezonie. Dopiero po pierwszym spacerze można dostrzec jego uroki. Typową dla kraju Basków architekturę domów, no i ciekawą starówkę.

Uliczka starego miasta.

Stare miasto ma XV wieczny rodowód. Najstarsze budynki posiadają na frontowej ścianie duże tarcze herbowe.
 
Domy przy Placu Arma.
 
Przy głównym placu starego miasta stoi kilkanaście kolorowych budynków. Na parterze małe tawerny, bary, restauracyjki. Można zyskać duże uznanie Basków, gdy powiemy na powitanie, nie hiszpańskie "ola", ale baskijskie "kajiso". Mogę też dodać, że w dobrym tonie jest nauczyć się kilkunastu podstawowych słów w języku kraju, który odwiedzamy. Totalnie bez sensu jest namiętne wypytywanie Francuzów, czy mówią po angielsku. Podobnie Litwinów, czy mówią po polsku?
 
Gipuzkoa Plaza nocą.
 
 Nocny spacer po mieście sprawia dużo frajdy. Ciekawe podświetlenie, spokój, cisza, prawie puste lokale. Kawa 1 EUR, a do tego hasło dostępu do "zony WiFi". Tych kilka luźniejszych dni, pozwoliło nam złapać swój rytm podróżowania.
Zgodnie z przykazaniami mojego idola, od czasu podróży na Kretę, greckiego pisarza Kazantzakisa - ruszamy dalej, wzdłuż Zatoki Baskijskiej.
 
ESP Miasteczka Castro Urdiales.

 Na moment zatrzymaliśmy się w małym portowym miesteczku Castro Urdiales, gdzie na małym przylądku stoją koło siebie kościół Santa Maria (wielkości sporej katedry!) i zamek templariuszy.

Laredo. Nasz nocleg na plaży.

Kolejny punkt etapowy w Laredo. To już Kantabria, a same miasto znane jest z długiej plaży. Choć tej nocy trochę przesadziliśmy. Dookoła żywej duszy - to w naszym przypadku normalne. Jednak szumiące fale dały nam nieźle popalić. Na razie mamy dość tej morskiej egzotyki.

 
Laredo. Kościół Asuncion.
 
W mieście zwiedzamy ciekawy kościół i spacerujemy po starej części miasta. Ale nawet odwiedziny w miejscowej informacji turystycznej (paraktykuję to prawie na każdym etapie naszych podróży - krajowych i zagranicznych) nie powodują dłuższego zainteresowania tym kantabryjskim miasteczkiem.

Altamira.
 
To zdjęcie tylko sygnalizuje, że byliśmy tam. Wewnątrz nie było szansy na wykonanie jakiegokolwiek zdjęcia! Samo muzeum, to ............ Kaplica Sykstyńska pleolitu. To właśnie tu, pod koniec XIX wieku przypadkowo odkryto dzisiątki naskalnych malowideł, z których najstarsze pochodzą z przed ponad 15 000 lat !! To turystyczna perełka tego regionu. Kilka godzin spędzonych w muzeum wartych tego było.
 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szukaj na blogu