czwartek, 28 lutego 2013

Maroko. Opuszczamy Saharę Zachodnią.


               Dalej, to znaczy wyżej i wyżej. Na północ. Jedyną drogą ku Europie.
Sławetną w środowisku globtroterów N1. 

              Zaczynamy też zadawać sobie pytanie. Skąd ten wiatr, który towarzyszy nam od kilku tygodni? Kukamy do internetu. O Jezu !!! Wstyd o tym pisać. Wykazaliśmy totalny brak przygotowania się do wyjazdu, z zakresu "klimatologii stosowanej".
Przecież znajdujemy się ciągle poniżej 35 stopnia szerokości geograficznej. Jest to strefa pasatów. Wiatrów wiejących prawie „non stop” z kierunku NE, z siłą około 4 B.
      No to sprawa jasna. Miejmy nadzieję, że Góry Atlas wyhamują nam niedługo te wiatry?

 
       Już z kampera, po raz ostatni rzucamy okiem na Zatokę Dakhla, w czasie odpływu. Morze cofnęło się o kilka kilometrów.


         Kilkadziesiąt kilometrów dalej, już za miejscowością Skaymat, dostrzegamy dziwny, biały klif.
Gdy podchodzę bliżej okazuje się, że to konstrukcja geologiczna, o strukturze skały, ale zbudowana z ……. białych muszli! Czasami muszle są całe, jednak w większości to przemielony, sprasowany pył, z którego powstała skała. Ktoś doda fachowy komentarz ?

 
         I znowu mijają kilometry po pustyni. Teraz droga ma jednak jeden gigantyczny plus. Jedziemy ciągle ze słońcem „w plecy”. Co za ulga dla oczu.

              Po 150 kilometrach zjeżdżamy w prawo, na nowo otwartą drogę. Według informacji uzyskanej od poznanego, na jednym z postojów Słoweńca, powinniśmy tą drogą dojechać do ciepłego źródła siarkowego. Może skorzystamy z kąpieli?

 
          Jednak najpierw stopka. Camele mają pierwszeństwo. Jest ich chyba setka.

 
         Po kilku kilometrach zatrzymuje nas widok, jakiego nie widzieliśmy od wielu miesięcy. Piękna łąka, z kolorowymi trawami. Ma około kilometra średnicy. Nic ją nie zjadło, a dookoła piasek, piasek, piasek. Czy to tutaj jest to ciepłe źródło? Nie możemy jednak odnaleźć żadnego śladu wody.      

Odpuszczamy więc temat i po dwóch godzinach wracamy na N1.

 
            Robi się późno. Nie dojedziemy dzisiaj do żadnego znanego nam miejsca postojowego. Widzimy w oddali jakieś zabudowania. Według tablicy jest to miasteczko (osiedle?) Aftissate.
Ale nie napisano, że jest to miasteczko widmo. Zero mieszkańców! Zatrzymujemy się między ładnymi domkami. Podchodzę do klifu popatrzeć na morze, a tam:

 
     Zaskakujący widok. To znowu rybackie slumsy. Tam żyją ludzie !! Nad nimi stoi piękny, kolorowy kompleks mieszkaniowy. O co tu chodzi ?
      Dla przypomnienia – jesteśmy ciągle na terytorium zwanym Saharą Zachodnią. Terytorium Maroka.

 
Kolejnego dnia mijamy miasteczko Boujdour. Wyrasta ono wprost z pustyni. Nic ciekawego.

     Wieczorem skręcamy na nową drogę, której nie ma na mapie, a dzięki której ominiemy stolicę regionu saharyjskiego – nijakie, garnizonowe miasto El Ajoun).
W czasie takiego wyjazdu, ciągle trwa giełda informacji, między podróżującymi kamperowcami: jaka droga, gdzie stanąć, gdzie można nabrać wody itp.


         Na nocleg stajemy przy spokojnej plaży w Foum El-Oued. Zachód słońca, więc we mnie dusza artysty się budzi. J

 
       Kolejnego dnia jedziemy nadal wzdłuż wybrzeża. Ciągle zadziwiają nas domostwa rybaków zbudowane przy plażach. Jak można egzystować w takich warunkach?

 
       Potem pojawiają się niewidziane od kilku dni wydmy. Na razie są daleko i małe, kilkumetrowej wysokości.

 
         Potem stają się coraz większe, większe i dochodzą do drogi. Wieje wiatr, sypie piaskiem. Trudno jednak odmówić sobie przyjemności zrobienia małej sesji foto. Oto mały przykład.

 
    Ponieważ staliśmy dość długo, to piasek zrobił swoje ……………., żartuję oczywiście.

 
      Ruszamy dalej. Po kilkunastu kilometrach piasek zaczyna jednak niebezpiecznie wkraczać na jezdnię. Nie chcę tu przyganiać Królestwu Maroka, ale w Mauretanii nie dopuszczano do takich rzeczy. Ciężki sprzęt wkraczał do akcji, gdy tylko piasek zbliżał się do pobocza.

 
          Jedziemy jeszcze kawałek i oto pierwsza poważniejsza przygoda. Na odcinku setek metrów, jezdnia zrobiła się jednokierunkowa. Kosztem zawieszenia, trzeba te przeszkody pokonywać dość szybko. Jest mało ciekawie. Inne samochody spotykamy rzadko, do okolicznych miejscowości po kilkadziesiąt kilometrów. Jednak po południu wiatr cichnie, a "nawiewki" stopniowo znikają.

 
             Wieczorem znowu zbaczamy z N1 i za sugestią niemieckich kamperowców, wjeżdżamy na nocleg do Parku Narodowego Khenifiss. To jeden z dziesięciu marokańskich parków narodowych.

 
             Park jest olbrzymi, zajmuje obszar prawie 200 tysięcy hektarów. Są tu wspaniałe wydmy. Laguna, gdzie zatrzymują się ptaki z Europy (np. flamingi różowe). Żyją tu gazele, lisy pustynne, rysie caracal, a w morzu rekiny i raje.

 
           Dość duże pływy oceanu, powodują ciekawe podmywanie pustyni.

 
         Na terenie laguny łowi tylko kilka łodzi rybackich. Połowy odbywają się bez sieci.

 
        Rybacy nigdy nie wracają pusto. Wieczorem chodzą między kamperami, ze skrzynkami pełnymi ryb, które oferują do sprzedaży. Ceny oczywiście niezwykle atrakcyjne. Wygląd niektórych ryb też. Kupiliśmy u nich co nieco, ale tylko takie ryby, które z wyglądu przypominały ......... ryby. Bo już wiemy, że są też ryby niepodobne do ryb. Naprawdę!
 
        Jeszcze o jednej rzeczy wspomnę. Park parkiem, ale można tam i samochodem pojeździć, czy też chodzić gdzie i kiedy się chcę. Dziwne zasady. Ale ok.

 
       Ruszam więc na bezkrwawe łowy. Miejscowi pokazali mi nawet stado flamingów różowych. Tylko, że były około 2 km od nas. O podejściu ich można tylko pomarzyć. Zadawalam się więc czaplą na łowach i różnymi „drobiazgami” o dziwnych dziobach. J

 
      Trzy dni bytujemy na terenie parku narodowego. Potem sprawdzamy, co słychać na znanym francuskim placu postojowym dla kamperów. Mają się dobrze. Spotykamy tu też starego znajomego.

 
          Potem ruszamy do TanTan. Tego ostatniego saharyjskiego miasta. To tylko nasze zdanie, że tutaj jest koniec nadmorskiej Sahary

 
     Za jego rogatkami, które tworzą dwa wielbłądy, wjeżdżamy do „starego” Maroka.
Tego turystycznego. Znanego z folderów i ofert biur podróży. Tak będzie przynajmniej do Agadiru.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szukaj na blogu