środa, 21 maja 2014

Kamperem za kołem polarnym 2014. Część 4 ROSJA - Psków



       Granica - część rosyjska. Nawet nie było tak źle. Dostajemy do wypełnienia karty emigracyjne. Jedna część z danymi personalnymi zostaje na granicy. Druga część jest do zwrotu, w czasie wyjazdu z Rosji. Drobne nieporozumienie z malczikiem (jak go nazywała funkcjonariuszka ichniejszej SG). To taki zbieracz kadu. Ubrany w jakiś roboczy mundur polowy, staje w drzwiach kampera i pyta: żubrówkę masz? Nie mam – odpowiadam niezgodnie z prawdą. Ale wszyscy Polacy mają i nam dają. Ja nie mam, a dać Ci mogę folder – jak podróżować po Krakowie. Ogląda folder, zwraca mi go i mówi – na pewno w lodówce masz żubrówkę. Otwieram mu lodówkę – żubrówki niet. Tu też nie masz żubrówki, pyta wskazując na szafkę z ubraniami? Otwieram mu – żubrówki brak. Robi kwaśną minę i odchodzi. Koniec przygody ze strażnikiem. Podjeżdżamy do budki celniczki. Bla, bla, bla i zużywamy trzy egzemplarze deklaracji celnej, którą trzeba wypełnić. Bo, o ile karta emigracyjna jest po rosyjsko-angielsku, to deklaracja celna tylko po rosyjsku. I na kilku ekonomicznych rubrykach musieliśmy się zaciąć. Choć przyznać trzeba, że celniczka wykazywała dużo dobrej woli i pomagała w zawiłościach biurokratycznych i wydawaniu kolejnych czystych blankietów do wypełnienia. Dostała za to foldery o Małopolsce, aby się na służbie nie nudziła.
        No i pojechali dalej. Najpierw przygraniczna stacja benzynowa, tankowanie, ale czy można płacić kartami? Oczywiście. Jedziemy full, daję kartę i pierwsze zdziwienie. Łączność z polskim bankiem trwała krócej, niż w czasie płatności w Polsce!
        Kierunek Psków i małe zaskoczenie w czasie zamykania przejazdu kolejowego. Oprócz dzwonka, czerwonego światła, szlabanu – z jezdni wysuwają się dodatkowe zapory. Ot, tam władza dba o obywatela. Nikt pod pociąg nie wjedzie. U nas?
            Potem pierwszy kontakt ze sklepem wielkopowierzchniowym w Pskowie. Jest wszystko, a ceny trochę (czasami bardziej trochę) wyższe niż w Polsce. Pada deszcz, ściemnia się i przegapiliśmy zjazd na parking, który wcześniej wygooglałem w necie. Nieco dalej jakiś hotel. Przed nim parking, pytam o cenę – 150 rubli (15 zł). Parkujemy pomiędzy dwoma Porsche 911. Kto bogatemu zabroni?
Rano ochraniarz przynosi nam 30 litrowy kanister wody, a my idziemy w miasto. Najpierw jakiś pomnik Lenina, informacja turystyczna (dobrze wyposażona i obsługa gawarit po angielsku), a potem na kreml.
                 Ten Wielki Kreml. Najlepiej ufortyfikowane miasto na wschodzie Europy. Potężne mury i widoczne z odległości nawet 30 kilometrów złote kopuły cerkwi. To pod tymi murami zjawiły się w XVI wieku wojska Stefana Batorego. To na widok tych potężnych murów król powiedział: a) o Jezu, b) o Boże, a według trzeciej wersji, która mówi o Batorym, jako żołnierzu niejednego pola bitwy – musiało to zabrzmieć: o k ……. I tej ostatniej wersji trzymał się będę. Poza tym między bajki należy włożyć przesłanie Jana Matejki, zawarte w obrazie „Batory pod Pskowem”. Batory Pskowa nie zdobył, a można dodać więcej. Wojska zaczęły mu się z lekka buntować, po kilkunastu miesiącach mieszkania w namiotach, nieopodal miasta.
              Tu miejsce na kolejną historię. Otóż w Pskowie, kilka kilometrów od Kremla, położony jest Mirożskij monastyr. Założony w XII wieku, stare zbiory biblioteczne mieści, szkołę pisania ikon itp. Ze wszech miar warty zwiedzenia. Teraz będzie o tej historii. Gdy Batoremu nie wychodziło zdobycie Pskowa, to zapewne, jako „cel zastępczy” wskazał ten ufortyfikowany monastyr. Wiadomo, że nic tak nie wpływa dobrze na morale żołnierzy, jak jakieś zwycięstwo. Rozpoczęto ostrzał z armat i dokonano nawet wyłomu w murach obronnych. Miejsce to znane jest obecnie właśnie, jako „wyłom”. Ale co z tego? Obrońcy umieścili w tym wyłomie ikonę Bogurodzicy, która odrzuciła agresorów i uniemożliwiła zdobycie klasztoru. Jest więc Matka Jezusa przychylna, nam Polakom, czy też nie? Sam już nie wiem!
            Późnym popołudniem jedziemy w kierunku Wielkiego Nowgorodu. Do celu zwyczajowo nie dojeżdżamy. Zatrzymujemy się na nocleg w malutkiej wiosce Bor, jadąc wcześniej 100 kilometrów super drogą. W wiosce spotyka nas to, co lubię najbardziej – wieczorne rozmowy z tubylcami. Powiem tylko, że drogę, którą wcześniej jechaliśmy, budowała dwa lata wcześnie polska firma. No cóż, nasze firmy budują drogi w Rosji, a Chińczycy u nas. Ja tej ekonomii nie kumam!  Idziemy spać.

Ciekawy przejaz kolejowy.
Psków. Kopuły katedry Troickiej.
Nasz SP w Pskowie.
Wnętrze cerkwi Piotra i Pawła.
Psków. Wejście do kremla.
Psków. Kreml. Katedra Troicka.
Wnętrze Katedry Troickiej.
Psków. Mirożskij monastyr.
Dieriewnia Bor. Nasz nocleg i miejsce tankowania wody
za pomocą żurawia studziennego. Krystalicznie czysta
woda, wprost do naszego zbiornika.

3 komentarze:

  1. Śledzę uważnie, robi się coraz ciekawiej. Uwaga na znaki stopu i podwójne ciągłe. Zwłaszcza te mocno wyblakłe. Ulubione miejsca do niespodziewanych kontroli milicyjnych. W razie wątpliwości popełnienia wykroczenia najlepiej wyciągnąć telefon i dzwonić do ambasady polskiej. Działa fantastycznie. Jest też wersja na "ja też jestem policjantem. nie nie mam legitymacji, nie wolno nam wywozić z kraju". Ostatecznie można na "nic nie rozumiem" :)
    Pozdrawiam
    PS Ostatnie zdjęcie szczególnie urokliwe.

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że będąc gościem, trzeba przestrzegać przepisy gospodarzy. Wymaga tego szacunek i problemów też nie ma. Nawet w Rosji, po 2000 km i 3 tygodniach jazdy. Ale na podsumowanie czas nadejdzie i będzie to zapewne zimny prysznic na rusofobów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pani Tereso ,Panie Andrzeju. Oczywiście, że trzeba przestrzegać przepisów. Czasem jednak można się pomylić. Np brak tablicy "koniec terenu zabudowanego", oznakowanie "zakaz wyprzedzania przez 2km", pominięcie znaku STOP itp. Rosja to wspaniały kraj, wymaga troszkę cierpliwości.

    OdpowiedzUsuń

Szukaj na blogu