poniedziałek, 9 czerwca 2014

Kamperem za kołem polarnym 2014. Część 6 ROSJA - Karelia

           Tego dnia daleko nie ujechaliśmy. O zmierzchu zatrzymujemy się kilkadziesiąt kilometrów, od kilkumilionowego Sankt Petersburga. W ciszy, spokoju i niemal wiejskiej atmosferze. W Szlisselburgu, nad jeziorem Ładoga. W jakimś przewodniku otrzymanym w czasie zwiedzania Peterki było napisane, że jest to klucz do Newy, a nawiasem mówiąc rzeki krótkiej niesłychanie. Newa wypływa właśnie z jeziora Ładoga i po 80 kilometrach wpada do Bałtyku. Tymczasem w Szlisselburgu wybudowano twierdzę na wyspie, gdzie Newa swój bieg zaczyna. Twierdza niezdobyta, teraz w ruinę popadła. Poza tym mały skansen artylerii okrętowej i rzecz bezcenna, rozmowa z właścicielem sklepu z pamiątkami. Pochodzi on z dalekiej północy i powiedział nam co warto w drodze do Murmańska zobaczyć. Gdzie zjechać, gdzie się zatrzymać. Takie informacje to rzecz bezcenna, gdy polskie przewodniki milczą w tym temacie. Tuż za miasteczkiem kolejny ciekawy skansen. Ponieważ jest to miejsce, gdzie dokonano odblokowania (po trzech latach okrążenia przez Niemców) Stalingradu, więc wystawiono kilka unikalnych czołgów, umocnień itp.
           Kolejnego dnia ruszamy dalej. Gdzie fatalne rosyjskie drogi? Tyle nam o nich opowiadano. Oczywiście najwięcej mówlili Ci, którzy w Rosj nigdy nie byli. No, ale to taka nasza narodowa specjalność.
          Jedziemy sobie tak, jedziemy przez tą Rosję. Na zmianę z Teresą prowadzimy nasz domek. Czasami nas zaskoczą ekrany dźwiękochłonne, za którymi 3 drewniane domki stoją. Po południu wjeżdżamy do Republiki Karelii. Informuje o tym napis nad drogą. Karelia, to takie 2/3 powierzchni Polski, ale za to prawie 30 tysięcy rzek i rzeczek i ........ ponad 60 tysięcy (!!!) jezior. Piszę o tym, aby można było sobie wyobrazić, co nam będzie teraz towarzyszyło. Przez najbliższe kilkaset kilometrów.
           Wieczorem nie mamy patentu na nocleg, więc skręcamy za kierunkowskazem do wioski Keskozero. Skusił nas asfalt, który do niej prowadzi. No i odległość kilometra. O ten asfalt na bocznych odnogach dróg nie tak łatwo. Większość bocznych dróg ma nawierzchnię szutrową. Nawet na długości kilkunastu kilometrów. Choć trzeba też powiedzieć, że te które poznaliśmy, były "bezdziurawe".
              Wróćmy do wioski. Wybieramy sobie prosty kawałek trawy koło jednego z domów, idę zapytać, czy możemy się tu zatrzymać na noc. Miła gospodyni odpowiada, że nie ma problemu, a jej syn proponuje wjechanie na teren posesji. Korzystamy i w ten sposób poznajemy Wierę, babuszkę przemiłą, jest karelką. Czasami mówi do nas w swoim ojczystym języku. Nie kumamy, ni ciorta. Poznajemy historię jej rodziny, oprowadza nas po swoim domu. Pokazuje rosyjską banię. Uruchamia patefon na korbkę. Częstuje karelskimi przysmakami. To kalitki. My dajemy jej krakowskie pamiątki i pokazujemy filmy ze swoich podróży. Jest zachwycona, szczególnie afrykańskimi dziećmi.
          Wieczór i poranek szybko mijają. Babcia Wiera uświadamia nam jeszcze jedną prawdę. Mamy małe szansę nspotkanie prawdziwej rosyjskiej wioski. Większość wiejskich domów zamieniła się w dacze. Ludzie, nawet starsi, wolą na zimę przenosić się do swoich mieszkań w mieście, gdzie ciepła woda jest i do sklepu niedaleko. Do swoich wiosek, gdzie stoją ich rodzinne domy, wracają wiosną. Na weekendy dojeżdżają do nich, pracujące w mieście dzieci.
            Kolejny kierunek - Pietrozawodsk. Stolica Karelii. Wiera dała nam namiary na możliwość postawienia kampera, koło jej zimowego miejsca zamieszkania. Jednak po spacerze, po mieście postanawiamy jechać dalej. Sama stolica taka sobie, 2-3 godzinny spacer po niej wystarcza. Chyba, że zaplanujemy z miejscowego portu rejs na wyspę Kiży (warto!), na to trzeba conajmniej dwa dni zaplanować. Ale z wyspy nici. Najbliższe wolne miejsce na statku dopiero za dwa dni, ale i tak bojkotujemy ten kierunek. Cena biletu jest wprawdzie demokratyczna, po 2500 rubli od człowieka - w obie strony. Dodatkowo trzeba jeszcze zapłacić za wstęp na wyspę: 330 rubli Rosjanie i 880 zagranicznicy. O nie! Już w Petersburgu dwukrotnie odszedłem demonstracyjnie od kasy z powodu takich zasad. Postanowiliśmy nadal trzymać się tej reguły. Ciekawe jest, że Rosjanie, z którymi rozmawialiśmy na temat tego zróżnicowania cen (niespotykanego nawet w Afryce) nie potrafią tego logicznie wytłumaczyć i jest im trochę nieswojo. Takie zasady obowiązują jeszcze w około 40% (po naszemu uważaniu) miejscach, gdzie wstęp jest płatny. Bo decyzje o wysokości cen biletów, podejmują poszczególne administracje (dyrekcje) danego obiektu.
Tutaj przypomniała nam się przygoda z przed kilku lat, z naszym wjazdem do Armenii. Chciano od nas, jako obywateli Europy, opłaty wjazdowej, której przeznaczenia nikt na granicy nie umiał nam wytłumaczyć. Wtedy zawróciliśmy kampera z powrotem do Gruzji, a zdziwiony armeński oficer zapytał nas, czy gdyby nie było tej opłaty, to byśmy odwiedzili jego kraj? Odpowiedzieliśmy, że po to tu wjechaliśmy.
W ubiegłym roku już w Armenii takich opłat nie było.
Oczywiście nie uznaję, że jest to jakakolwiek nasza zasługa, ale jakiś mały kamyczek?
              No i w końcu są dziury w jezdni. Piękne, głębokie. Takie, o jakich opowiada się w Polsce. W Pietrozawodsku spotkaliśmy wiele takich.
Wyobraźcie sobie. Obwodnica miasta. Po dwa pasy ruchu w każdą stronę. Spory ruch. Nagle droga w naszym kierunku zwęża się do jednego pasa, a nawet zahacza o pobocze, bo w poprzek jest dziura. Głęboka na 30 cm, dobrze wyjeżdżona, stara dziura. Miejscowi kierowcy wiedzą o niej, z daleka hamują, tworzą jeden korek. W innym miejscu, na odcinku 100 metrów, same dziury!
Czyja to wina? Moskwy? Czy miejscowej administracji? Z całą pewnością jest to NIEZROZUMIAŁE postępowanie merów, czy jak ich tam zwał. W każdym z tych przypadków. wystarczy jeden robotnik, taczki z kamieniami i dziury zasypane. O ile nie ma się pieniędzy na ekipę remontową z płynnym asfaltem. Komuś zależy na takim obrazie Rosji?
Podobna sytuacja w niektórych miejscowościach, ma miejsce w sprawie śmieci. Po weekendzie, wokół kontenerów lub parkowych koszy na śmieci, walają się puszki, plastikowe opakowania, butelki itp. Widać, że Rosjanie wrzucają śmieci, tam gdzie ich miejsce. Kto to ma wywozić?
Znowu jakcyś "carscy" urzędnicy nic nie robią? Może czas takich pogonić na 4 wiatry?
Ale są w Pietrozawodsku jeszcze jedne fajne rzeczy. Rzeźby nad brzegiem jeziora. Dary zaprzyjaźnionych miast, nawet amerykańskich.
          Potem czas na Biełomorsk. Kolejne miasto, na trasie naszej podróży na północ. Znowu miejsce polecane przez spotkanych Rosjan, bo przewodniki..? Więc najpierw muzeum regionalne. W jednej izbie, Ceny różne dla swoich i obcych. Jakieś śmieszne te ceny, 3 albo 5 złotych, po przeliczeniu. Ale zasada zasadą. Kupuję tylko mapkę powiatu. Szkicem zwaną, to ważne jak się potem okaże. Chcę jakieś wioski zwiedzić. Pierwszy deszcz nas dopada. Ale jeden dzień zapuszczam się rowerem do oznaczonych na szkicu ciekawych wiosek. Na oko jakieś 30 km w jedną stronę. Ciekawa jazda, bo w zdłuż kanału Biełomorskiego. W tym miejscu odsyłam do książki " Archipelag Gułag". Robi wrażenie ta konstrukcja. Dzisiaj prawie bezużyteczna. Ale pedałuję dalej tymi duktami, wśród mokradeł. Dojeżdżam po 20 kilometrach do pierwszej z wiosek. Do Suchoje. Pierwsza rozmowa i już wszystko jasne. To wioska letniskowa. Wszyscy mieszkają zimą w mieście. Do kolejnej wioski jest jeszcze ze 30 km! Okazuje się, że szkic, to szkic i nijak się ma do skali. Więc czas zawrócić, tym bardziej, że zaczyna padać.
Potem jazda, kilka kilometrów do miejsca, gdzie są pietroglify. Dość popularne na północy Europy, naskalne rysunki, z przed kilku tysięcy lat. Robią wrażenie!
Potem kolejne 100 kilometrów na północ i dojeżdżamy do Kem. Dokładnie, to kilkanaście kilometrów dalej, do Kem-port, a jeszcze dokładniej, to wioska Rabocheostrovsk. Pod względem scenerii fotograficznej, to totalny odlot. Tak jak przypuszczaliśmy, na rejs na wyspę Sołowiecką szans nie mamy. Może jutro, ale bez powrotu. Trzeba swój namiot wziąść itd. Za to spotykamy Aleksandra. Człowieka światłego, który oprowadził nas po okolicy i wiele ciekawych rzeczy opowiedział. Poznajemy też Dimę, fotografa amatora, który przyjechał tu robić zdjęcia, ze swojego miasta oddalonego o 5000 kilometrów! Powiem tylko tyle. Kto oglądał rosyjski film Ostrov (Wyspa), ten pozna miejsca, które załączamy. Film prawdopodobnie jest świetny. Zobaczymy.
Potem krąg polarny.
Ale o tym w kolejnym odcinku napiszemy.


Szlisselburg. Widok na ruiny Orzeszka.
 
Szlisselburg okolice. Miejsce odblokowania Leningradu.


Szlisselburg okolice.
Miejsce odblokowania Leningradu. Czołg ciężki KW1.


Szlisselburg okolice. Kamper za płyta pancerna


Szlisselburg. Skwer artyleryjski. Miejsce zabawy
w świąteczny dzień.


Kola. Ekrany dźwiękochłonne przy drewnianych domkach.


Kola. Granica Republiki Karelii. Bez kontroli.


Keskozero. Bania syna Wiery. Obiekt dumy i tradycji.


Keskozero. Wiera i Teresa.


Kola. Zmiennik za kierownicą. Ja z gazetką w dłoni.


Karelia. Wodospad Kivacz. Drugi w Europie wśród ..... :-)


Karelia. Wodospad Kivacz. Pomnik pamięci z monetami.


Biełomorsk. Wjazd do miasta.


Biełomorsk. W poszukiwaniu rosyjskich wiosek.


Biełomorsk. Kanał Biełomorski. Resztki pomostu?


Biełomorsk. Kanał Biełomorski. Wioska na drugim brzegu.


Biełomorsk okolice.
W poszukiwaniu rosyjskich wiosek. Wieś Suhoye.


Biełomorsk okolice. Wioska Suhoye.


Biełomorsk okolice. Suhoye. Morze Białe.


Biełomorsk okolice. Pietroglify kładki dla zwiedzajacych.


Biełomorsk okolice. Pietroglify i ich opisy.


Biełomorsk okolice. Pietroglify 1


Biełomorsk okolice. Pietroglify 2


Biełomorsk okolice. Pietroglify 3


Biełomorsk okolice. okolice wioski Suhoye.


Biełomorsk okolice. Kolianka w Sosnowcu, ale jaka woda?


Biełomorsk okolice. Studnia w lesie, tu woda ekstra.


Biełomorsk. Cmentarz, jakoś tak przy drodze?



Kola. Za Biełomorskiem. Aż nudno.


Kola. Skalne graffity. Przy drodze.


Kola. Pomniki drogownika.
Sztuka takie głazy postawić koparą, bo każdy tony waży.


Kem. Absolwent po zdaniu matury.


Kem. Rabocheostrovsk. Nasze miejsce postojowe.


Kem. Rabocheostrovsk. Spacer fotograficzny na Ostrov


Kem. Rabocheostrovsk.
Kamper-samoróbka przy filii sołowieckiego klasztoru.


Kem. Rabocheostrovsk. Zwiedzamy meteostancje.


Kem. Rabocheostrovsk. Autoportret po północy. Białe noce!


Kem. Rabocheostrovsk. Kopenhaska syrenka.


Kem. Rabocheostrovsk. We mgle.


Kem. Rabocheostrovsk.
Mgła i ...... zapomniałem jak się to nazywa? Help me


Kem. Rabocheostrovsk. Spacer fotograficzny i Ostrov.


Kem. Rabocheostrovsk. Spacer fotograficzny cd.


Kem. Rabocheostrovsk.
Port skazańców, do wywózki na sołowieckie wyspy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szukaj na blogu