niedziela, 15 czerwca 2014

Kamperem za kołem polarnym 2014. Część 7 ROSJA - Półwysep Kolski


                  Po opuszczeniu Kem chcemy koniecznie wjechać na Półwysep Kolski, do Murmańskiej oblasti (województwa?). Po drodze pierwsza niespodzianka. Po raz pierwszy w Rosji, przez ponad 100 kilometrów telefony komórkowe nie mają zasięgu. No, tak trochę dziwne odczucie. Ale i tak, co kilka minut, albo jesteśmy przez kogoś wyprzedzani, albo kogoś mijamy. No i zaczynają się odcinki remontowanej drogi. Gdzieś po 200 kilometrach jazdy, widzimy na poboczu niebieski obelisk. Jest godzina 22.30. Gdyby nie polarny dzień, to znaczy taka szarówka bardziej, mogliśmy go przegapić. Zatrzymujemy się. To oznaczenie kręgu polarnego. Radość na pokładzie! Osiągamy swój kolejny mały cel. Przekraczamy tą umowną, geograficzną granicę na naszym globie. Czas na sesje fotograficzną. Doklejamy na obelisku informację o naszej podróży i jedziemy dalej. Robi się coraz później. Wiemy, że nie dojedziemy do większego miasta. Około północy skręcamy do losowo wybranej wioski. Leśna się nazywa. Ciężko znaleźć miejsce do zaparkowania. Jest jasno. Ktoś kręci się koło swojego domu. Pozwala bez problemu stanąć koło niego.

          Przed laty była to osada robotników leśnych. Skończyło się pozyskiwanie drewna. Osada zmieniła się w osiedle z daczami. Rano jedziemy dalej, w kierunku pobliskiego miasta Kandalaksha. Miasto, a raczej miasteczko, położone jest kilkanaście kilometrów od Koli, czyli głównej drogi na północ i zwyczajowo niewymienione w naszych przewodnikach. Czyli „odkrywamy Amerykę”. Może niezupełnie odkrywamy, bo już wcześniej polecali nam to miejsce spotkani Rosjanie. Aleksander polecał, aby koniecznie pojechać jeszcze kilkaset kilometrów na wschód od Kandalakshy, do miejscowości Umba (wspaniała rosyjska wioska) i Kashkarantsy (gdzie ametysty „leżą na brzegu morza”). Jednak najpierw szukanie jakiejś informacji turystycznej. Jakoś się to udaje i od miłej pracownicy otrzymujemy dużo informacji. Najpierw ciekawe miejsce do postoju kampera. Potem jesteśmy namawiani, do wędrówki pieszej w kierunku tajemniczego labiryntu. No i „powinniście koniecznie pojechać do Umby!” Za dwa tygodnie będzie tam międzynarodowy festiwal folklorystyczny, ale i teraz jest tam, co oglądać. Pytam o stan drogi. Na mapie, to cieniutka kreska. Prawdopodobnie nie jest zła.
          W mieści widzimy sporo rozbawionej młodzieży, która odświętnie ubrana, chodzi z kolorowymi szarfami. Okazuje się, że to absolwenci, którzy ukończyli szkołę średnią. Piszę o tym, gdyż późnym wieczorem – to znaczy „godzinowym” wieczorem, bo słońce po raz pierwszy nie zaszło tej nocy – zebrała się w pobliżu miejsca, gdzie nocowaliśmy. Mówimy sobie, nie będzie lekko. Pewno jakaś orgietka się szykuje? Ile alkoholu się poleje? I co? I nic! Trochę spacerów, śmiechu i około północy wszyscy się rozeszli. Uczcie się polscy maturzyści!
       Następnego dnia, kilka godzin spędzamy na wędrówce w kierunku kamiennego labiryntu, z przed 4 tysięcy lat. Nie jest on jedynym na terenach północnej Europy. Fajną rzeczą w czasie naszej wędrówki była świadomość, że trasę wyznaczyli, opisali i rozpropagowują autentyczni miłośnicy turystyki. Widać, że komuś się chcę. Że pomimo pewnych niedoróbek (słabe i nietypowe oznaczenie trasy – czerwone kropki), Rosjanie chcą pozyskać turystów, nawet na odległych terenach. Znajomość angielskiego? Wśród pracowników obsługi turystów i młodszej generacji, nie ma problemu. Na trasie naszej wędrówki spotykamy młodych skautów(?). Uczą się zachowania w czasie spotkania z niedźwiedziem i bytowania w lesie. Oni też namawiają nas do zwiedzenia Umby.
Ja wykonuję jeszcze kilka zanurzeń w Morzu Białym. To moje pierwsye nurkowanie w tym akwenie. Woda ma +8 stopni. Da się wyżyć. Kilka fotek i na powierzchnię.
Decydujemy się też na odwiedzenie Umby. Późnym popołudniem ruszamy na wschód Półwyspu Koleskiego. Droga? Pierwsze kilometry w remoncie. Potem ponad 1o0 kilometrów dobrej, asfaltowej drogi. Po drodze miejsca, z super widokami na wyspy Morza Białego. Brak ruchu i ludzi. W Umbie jesteśmy późnym wieczorem. Szukamy muzeum, aby koło niego stanąć, a ranek zacząć od zwiedzania. Jest na końcu wioski. Kobieta obok, sprząta jeszcze koło budynku. Ma na imię Irina i na pytanie, czy możemy się zatrzymać koło muzeum, odpowiada pytaniem. Zezwolenie macie? Jakie zezwolenie? No jak to, zezwolenie FSB (federalnej służby bezpieczeństwa, dawnej KGB). Co za żart? Przekonuje nas, że wszyscy obcokrajowcy muszą mieć zezwolenie służb tajnych, na wjazd do tej wojennej strefy. Załatwia się to około miesiąca.
           Co za jajo? Informacja turystyczna nas tu kieruje, za 2 tygodnie mają festiwal, a tu kobieta na serio nas traktuje? Lubię takie klimaty. Najpierw jedziemy na policję. Tam dostajemy informację, że chyba jest tu jakaś strefa wojskowa, że chyba nawet jakaś tablica była przed miejscowością, ale teraz? Jak odjedziemy kawałek od strefy bazowania okrętów podwodnych, to możemy przenocować. Czyli pierwszą informację już mamy. Sami zapodali. Jedziemy kilometr dalej na cypelek i spokojnie nocujemy. Rano rozmawiam z mieszkańcem sąsiedniego domu. Nazwijmy go „złotousty”, Jak to jest z tym wjazdem dla turystów zagranicznych? Zdziwił się. Dzwoni do swojej znajomej w administracji. Potwierdza, że trzeba mieć zgodę FSB, ale mało kto przestrzega ten przepis. Jednak kara może być! Złotousty jest zdegustowany. Mówi, że każdy wie, kiedy wpływają okręty podwodne. Na przykład ostatnio jakiś wrócił z rejsu oceanicznego, bo jeździły po wiosce samochody sprawdzające jego ciche zachowanie i coś zakłócające.
      No proszę, znowu niechcąco wszystkiego się dowiaduję. Jako pacyfistę-amatora, trochę mnie bawią te zabawy wojenne. Już chyba wszyscy rozumni ludzie na świecie mają głęboko „gdzieś” te wszystkie wojny, zbrojenia, zagrożenia. Chcą żyć normalnie. Tylko w naszych mediach słuchać można codziennie militarne bzdety, od których na wymioty się już zbiera. Czy Polakom odpowiada taki kierunek?
            Wracajmy na trasę. Decydujemy się zwiedzić „starą Umbę”. Warto było. Nic nadzwyczajnego się nie stało. Jednak kolejne 150 km „w poszukiwaniu szmaragdów” sobie odpuszczamy. Czasu nam braknie, ale i droga do Kashkarantsy już tylko gruntowa. W czasie wyjazdu z Umby dokładnie szukamy tablicy informującej o obowiązkach obcokrajowców. O kurcze, jest! Ledwo widoczna, praktycznie nieczytelna (vide foto).
          Wracamy do Kandalaksha i nie był bym sobą, gdybym nie udał się natychmiast do ….. jaskinia lwa! J Chcę mieć informację z pierwszej ręki. Najpierw idę do punktu informacji turystycznej, gdzie informuję, że wprowadzają w błąd turystów, co do podróży do Umby. Proszę o informację gdzie jest siedziba FSB. Robi się małe zamieszanie. Idziemy z pracownicą do biblioteki, aby ustalić siedzibę służb. Tam słyszy naszą rozmowę jakiś emerytowany naczelnik miejscowej policji. Dziwi się, że takie kretyńskie przepisy jeszcze istnieją. Ktoś słyszy, że chcemy dokładnie napisać, jak to jest z tym zezwoleniem. Ktoś widzi naszywkę National Geographic TRAVELER na moim polarze i prosi o autograf, na jakimś egzemplarzu miesięcznika. Ja dowiaduje się gdzie jest siedziba FSB i jedziemy tam. Na rozmowę czekam może 2 minuty? Pracownik prosi o chwilę cierpliwości, gdyż chce się upewnić, co do przepisów dla obcokrajowców chcących odwiedzić Umbę. Wraca i potwierdza, że takowe zezwolenie trzeba mieć. Można o takie wystąpić nawet mailem, miesiąc przed planowaną podróżą. Trudno, takie mają prawo i musimy je przestrzegać. Jesteśmy tylko gośćmi. No można mieć tylko uwagi, że coś z obiegiem informacji (szczególnie turystycznej) nie działa.
Ale się rozpisałem, ale chciałem możliwie wiernie oddać klimat tego etapu naszej podróży po Rosji.
        Kolejne miasto to Apatity. Tu akurat nic specjalnego nie ma. Warto natomiast podjechać jeszcze kilkanaście kilometrów dalej, do miasta Kirovsk. Te miasteczka położone są już w górach Khibiny. Zima tu jeszcze w pełni. Bytujemy wśród metrowych zasp śnieżnych. Dookoła kawał przedwojennej architektury. Kawał historii wydobycia minerałów w tym rejonie Rosji. Na miejscu jest super ciekawe muzeum minerałów i ekspozycją eksploatacji apatytów. I to wszystko za darmo.
Ruszamy dalej na północ. Przejeżdżamy przez rejon Monchegorska. Widoczna gołym okiem jest dewastacja środowiska naturalnego.
             I w końcu Murmańsk. Czas na chwilę zadumy przy pomniku ofiar Kurska. Potem monumentalny, ponad 30 metrowy pomnik obrońcy zapolarnych regionów Rosji w czasie wielkiej wojny. Na muzea brakuje już czasu. Jest za to czas na ślubne zdjęcia pary mieszanej. On rybak z Holandii, ona Rosjanka. Obawiałem się, czy nocy poślubnej w kamperze nie będą chcieli przeżyć. Ale nie. Pstryk, pstryk i do domu.
Zostały dwa dni ważności naszych wiz. Robimy ostatnie zakupy w supermarkecie. Kończymy je około północy, w pełnych promieniach słońca. Nocujemy poza Murmańskiem i rano ruszamy w kierunku oddalonej o 150 kilometrów granicy z Norwegią. Po drodze zatrzymujemy się jeszcze w Dolinie Pamięci. Znowu zazdrościmy Rosjanom sposobu traktowania swoich bohaterów. Szacunku do historii i munduru.
Teren jest bezludny. W kierunku morza ciągną się tereny wojskowe.
           I nagle huk pod kamperem. Mina? Nie. Urwane tłumiki. Bezludzie. I co? I nic. Rzecz normalna w czasie wielomiesięcznych podróży. Kto się obawia takich przygód, lepiej nich w domu zostanie. Ja robię „myk” pod kampera i odkręcam ostatecznie tłumiki. Trochę głośniejsi ruszamy w poszukiwaniu warsztatu. Najpierw jakieś miasteczko, ale okazuje się jednostką wojskową z czołgami i transporterami. Teoretycznie można by zaryzykować, ale nim wytłumaczę, że ja z NATO chcę tu coś zespawać – dużo czasu może upłynąć. Miasteczko Zapolyarny. W jednym warsztacie spawacz ma wolne, drugi ma roboty po uszy, ale kieruje mnie do swojego znajomego spawacza. Aleksiej patrzy i mówi, drobna sprawa. Zdemontuje się, zespawa, założy nowe gumowe wieszaki, bo stare są pourywane i pojedziecie. Naprawa trwa może godzinę? Aleksiej jedzie jeszcze do sklepu, kupuje nowe wieszaki. Opowiada o najgłębszym na świecie odwiercie geologicznym, który znajduje się kilka kilometrów za miasteczkiem. Otwór o głębokości ponad 12 kilometrów wiercono chyba z 20 lat! Ostatnie wiertło złamało się i koniec. Teraz w tym miejscu stoi mały budynek. Szkoda. Dziękujemy Aleksiejowi za pomoc. Są jeszcze na świecie ludzie, którzy bezinteresownie udzielą Ci pomocy. Czy już tylko w Rosji? Oby nie.

            Około godziny 22.00 zbliżamy się do strefy granicznej. Zasieki, elektronika, kamery, oświetlenie. Granica – zamknięta. Przejście czynne jest od rana do 21.00 Dobrze, że mamy dzień w zapasie, bo inaczej były by poważne kłopoty. Nocujemy nad jeziorkiem. Rozmowy z miejscowymi ludźmi i rano wjeżdżamy na przejście graniczne. Ruchu brak, więc celnicy i inni funkcjonariusze mogą nam poświęcić więcej czasu. Ale wszystko w przyjętej formie. Po stronie norweskiej najwięcej ich interesowało, czy nie wwozimy jakiegoś jedzenia lub alkoholu z Rosji. Potem szok!!!
             Autentyczny szok w czasie wyjazdu z przejścia granicznego. Stoi kilka kamperów, kilkanaście osób, autokar turystyczny. Fotografują nas, pozdrawiają, pokazują znak viktoria. Czujemy się jak małpy w zoo. Jak małpy, które obserwują ludzi zachowujących się jak …… małpy. Co myśmy zrobili? W odczuciu tych turystów zachodnioeuropejskich jesteśmy bohaterami? Bo podróżowaliśmy po Rosji? Bo wróciliśmy żywi?  Europejski ciemnogród.
Czas teraz na jakieś małe podsumowanie naszej miesięcznej podróży po północno-zachodniej Rosji.
      Uprasza się, aby ten wątek odpuściły sobie osoby, którym Rosja kojarzy się z trzema miastami: Moskwa, Katyń i Smoleńsk. Niech sobie żyją dalej po swojemu. O szczegółach naszej podróży na wschód zapodamy dokładnie w „praktycznym poradniku podróżnika”. Teraz tylko rozprawimy się z kilkoma mitami i bajkami jakie słyszeliśmy przed naszą podróżą.
          Prezydent Putin popierany jest przez większość Rosjan. Żyje im się coraz lepiej. Nawet emerytom. Pracy nie brakuje. Sklepy pełne towarów. Ceny trochę wyższe niż w Polsce. Z wyjątkiem paliwa. Tankowaliśmy nawet po 2.80 zł za litr ON. Przestańmy pouczać Rosjan kto ma nimi przewodzić. Popatrzmy lepiej na swoje bagienko. Dodam jeszcze, że nikt na wschodzie nie przejmuje się polskimi obsesjami antyrosyjskimi. Obawiałem się, że w kontaktach z ludźmi mogą mieć jakieś „ale” do Polski. Nic takiego miejsca nie miało. Ciekawe było podejście do historii. Historia była, jaka była i nikt tego nie zmieni. Nie pomoże żadne burzenie pomników. Lenin był, działał, zrobił to, co zrobił. Kropka.
              Policja zatrzymała nas raz tylko z mojej winy, gdy przekroczyłem podwójną ciągłą. Zwrócono mi uwagę i nic, czyli tzw. „łapówki „ schowajmy między bajki. Putin ukrócił łapownictwo w tej formacji. Obecnie początkujący rosyjski policjant drogówki zarabia 3 tysiące dolarów, sierżant około czterech. To wysokie pensje, a za łapówkę idzie się w dyby bezapelacyjnie.
Podobnie ciekawie wygląda historia Chodorkowskiego. Ale to nie temat podróżniczy.  
                Drogi są różne. Już pisałem, że za bezsensowne dziury w miastach odpowiada administracja i ona powinna być ścigana za nieróbstwo. Podobnie jak za wywóz nieczystości. Prawdziwy bałagan widzieliśmy do tej pory na Ukrainie i w Afryce. Wracając do dróg, to do bocznych miejscowości prowadzą na ogół drogi gruntowe, choć na ogół równe i bez dziur. Natomiast remont Koli  woła o pomstę do nieba . Na odcinku ok.1000 kilometrów są chyba 3 odcinki remontowane, na długości około 60 kilometrów. Ok. to się chwali, ale będę strzelał… że remontu dokonują chińskie firmy (? ), bo organizacja jest do niczego. Prace trwają na odcinku powiedzmy 1-2 kilometrów, a stary asfalt zerwano na odcinku 20 kilometrów!!! Co za osioł to organizuje? Kto takie remonty nadzoruje?

          Pijaństwo Rosjan? Znowu padliśmy ofiarą propagandy. Zabraliśmy ze sobą cały domowy barek, no, bo wiadomo... Alkohol leje się tu strumieniami. I co? I wieziemy swoje zapasy dalej.
              Bezpieczeństwo? Jeszcze kilka lat temu, jak podkreślali wielokrotnie nasi rozmówcy, nasza podróż mogła nie być taka przyjemna. Obecnie przestępczość w Rosji jest już nieporównywalnie mniejsza. Rosjanie mają problemy w południowych republikach. Na pozostałych obszarach jest już normalnie. Prawie zawsze staliśmy swoim kamperem „w dziwnych miejscach” i nikt nawet nie starał się podejść do niego, o czym poinformowałby nas, włączony alarm czujnikowy. Czyli mówiąc krótko, bardziej należy się bać przestępczości we Włoszech, na riwierze francuskiej czy też w Hiszpanii. I niech tak zostanie.
           Jest jeden duży minus Rosji. To te sławetne ceny biletów dla obcokrajowców. Na ogół dwukrotnie wyższe, niż dla ziomali. Ok., zgodzę się z takim podejściem, jeśli wprowadzą inne ceny dla rudych i inne dla łysych. Wtedy będzie przynajmniej śmiesznie.

                             Poza tym, przez miesiąc nie spotkaliśmy żadnego zagranicznego turysty karawaningowego. Był tylko jeden kamper rosyjski, dwie przyczepy kempingowe i po jednej wycieczce zorganizowanej – z Francji i Niemiec.

No cóż, my już mamy pewne nowe plany podróży w kierunku Rosji.

Ale nikogo namawiać do tego kierunku nie będziemy.

Niech zostanie jak jest.

Kirovsk. Nieczynny budynek dworca kolejowego z lat 30.
Półwysep Kolski. Kandalaksha. Nasz spokojny SP.
Półwysep Kolski. Kandalaksha. Pierwsze białe noce.
Kandalaksha. Oznakowanie ścieżki edukacyjnej.
Półwysep Kolski. Kandalaksha. Ścieżka edukacyjna.
Kandalaksha. Ścieżka edukacyjna. Efekty pracy więźniów.
Półwysep Kolski. Kandalaksha. Ścieżka edukacyjna.
Kandalaksha. Ścieżka edukacyjna i tajemniczy labirynt.
Kandalaksha. Na dnie Morza Białego
Kandalaksha. Na dnie Morza Białego 2
Kandalaksha. Wyspy w Zatoce Kandalaskiej.
Półwysep Kolski, Umba. Rzeka Umba
Półwysep Kolski, Umba. Stara wieś
Półwysep Kolski, Umba. Tajemnicza tablica
Półwysep Kolski. Kola. Reklama
Półwysep Kolski. Kola. Kierunek na Murmańsk.
Półwysep Kolski. Kirovsk. Nasz SP w centrum z WiFi.
Półwysep Kolski. Kirovsk. Plac centralny.
Półwysep Kolski. Kirovsk. Pomnik Kirowa
Półwysep Kolski. Kirovsk. Muzeum geologiczne
Półwysep Kolski. Kirovsk. Muzeum geologiczne 2
Kirovsk. Muzeum geologiczne. Minerały różne
Półwysep Kolski. Kirovsk. Muzeum geologiczne. Złoto
Półwysep Kolski. Kirovsk. Muzeum geologiczne. Ametyst
Muzeum geologiczne. Proces technologiczny apatytów
Półwysep Kolski. powrót z Kirovska. Ekostrowski przelew
Półwysep Kolski. Monchegorsk i problemy ekologiczne
Półwysep Kolski. Kola. Przed Murmańskiem
Półwysep Kolski. Kola. Trochę górek
Półwysep Kolski. Murmańsk. Port
Murmańsk. Pomnik pamięci marynarzy Kurska
Półwysep Kolski. Murmańsk. Młoda para.
Półwysep Kolski. Murmańsk. Pomnik bohatera
Półwysep Kolski. Murmańsk. Pomnik bohatera 2
Półwysep Kolski. Murmańsk. Polska moda.
Półwysep Kolski. Murmańsk. Prawie północ.
Półwysep Kolski. Kierunek Norwegia.
Półwysep Kolski. Kierunek Norwegia. Dolina Sławy
Półwysep Kolski. Kierunek Norwegia. Dolina Sławy 2
Kierunek Norwegia. Zapolyarny. Aleksiej przy tłumiku.
NOR Powitanie na granicy
NOR Powitanie na granicy 2

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szukaj na blogu