wtorek, 23 września 2014

Kamperem za kołem polarnym. Część 12. Estonia, Łotwa, Litwa. Inaczej mówiąc, już do odwrotu ........


                    Pribałtyki. To trzy małe kraje, które przejeżdżamy w ciągu tygodnia, w drodze powrotnej. Można by szybciej, bo to zaledwie kilkaset kilometrów, ale. No właśnie, ale. Kilka miesięcy wcześniej, jadąc do Rosji, popatrzyliśmy na wschodnie rubieże tych trzech krajów. I wcale nie był to czas stracony! Teraz zaplanowaliśmy trasę bliżej bałtyckiego brzegu. Wnioski? Litwa, Łotwa i Estonia mają wspólną historię. Przez wieki okupowane przez swoich sąsiadów. Niemieckie zakony, Szwedzi, Rosjanie i Polacy. Trudno więc się dziwić, że historycznie rzecz biorąc, to na przykład Litwini, wcale nas nie mają za co kochać. Ale to już historia. Zostawmy ją różnym „zapamiętywaczom” z jednego, czy też drugiego kraju.
                Po opuszczeniu promu z Helsinek, spędzamy dwa dni w Tallinie. Bo jest, na co popatrzeć w estońskiej stolicy. Kamperem stajemy prawie w centrum, pięć minut piechotą od starego miasta. Starówka, to obowiązkowy punkt do zwiedzenia. Widać, że Estończycy wcale nie wstydzą się, bliskich kiedyś kontaktów z Rosją – nawet tą radziecką. Zresztą, w Estonii swobodnie możemy posługiwać się językiem rosyjskim. Gdy tymczasem taka Litwa, przeszłą już chyba cała na angielski.
Czyli jeden dzień spacerujemy po tallińskiej starówce, na której nie brakuje ciekawych zabytków, a dzień drugi poświęcamy na „przyległości”. Skansen Rocca Al Mare, pałac carski, muzeum sztuki współczesnej. To taki Tallinn w pigułce. Trzeba jeszcze dodać, że turystów tu nie brakuje. Wakacje w pełni, a my zauważamy ciekawy sposób na zarobienie kilku dodatkowych euro. Otóż w wielu sklepach, obok informacji o ofercie, jest też wywieszka o możliwości skorzystania z WC. Wstęp ujednolicony 1 EUR. Nie mniej ciekawa była dla nas natowska obecność. Wiadomo, ze Estonia nie ma swoich wojsk lotniczych. Oddelegowane są tam samoloty innych krajów, a w związku z napięciami na Ukrainie, byliśmy świadkami „demonstracji siły”. W południe, kilkakrotnie przeleciała nad Tallinnem, na małej wysokości, para F16. Narobiła tyle huku, że chyba każdy zrozumiał ich intencję – ręce precz od Estonii!!! Tak tylko przez moment się rozmarzyłem o paliwie, które te samoloty zużyły w ciągu kilku minut lotu. Starczyłoby tego paliwa (gdyby to był olej napędowy) na kilka lat podróży, dla kilku kamperów. Bo mowa tu o 10 (~) tonach paliwa lotniczego. Ale dość tego pacyfistycznego tonu.
            Z Tallinna jedziemy na zachód, wzdłuż bałtyckiego wybrzeża. Jakieś ciekawe klify są po drodze, jakieś fajne wodospady (Kejla-Joa). Potem miasto Haapsalu, z kilkoma interesującymi zabytkami: zamkiem biskupim albo starym dworcem kolejowym. Choć generalnie miasteczko to traktowane jest, jako miejsce startowe do zwiedzania estońskich wysp. Dokonujemy tu jeszcze jednego „odkrycia”. Po wielu miesiącach obcowania z czystymi wodami – czy to morskimi, czy wodami z jezior – w czasie spaceru po hapsalskiej plaży, oczom naszym ukazał się ...... totalnie brudny Bałtyk. O ile sprawiało mi przyjemność nurkowanie i focenie w wodach morza Białego czy Barentsa, to Bałtyk w Estonii zniechęcił mnie do jakiegokolwiek kontaktu z nim.
                 Potem czas na kolejne estońskie miasteczko, a właściwie to kurort – Parnu. Uważane jest za letnią stolicę Estonii. Jest tu dobre biuro informacji turystycznej i ciekawa Starówka. Tak w sam raz na 3-4 godzinny pobyt. Przy deptaku Ruutli zobaczymy kilka kilkusetletnich domów. Możemy tu też spotkać muzykujących przy ulicy ….. Peruwiańczyków (to Ci z Zakopanego?). Potem rzucamy okiem na średniowieczną Czerwoną Wieżę z oryginalną dachówką. Jeszcze tylko jeden, czy drugi kościół i jedziemy w kierunku Łotwy.

                 Ale po drodze robimy sobie jeszcze mały zapas ryb. Wspomnę tu o tym rybim  ewenemencie. Otóż jadąc kilka miesięcy wcześniej na północ, dokonaliśmy ciekawego odkrycia. Sklepowe ryby w Pribałtykach i Rosji są o niebo smaczniejsze od tych w Polsce. I to te wędzone, jak i w różnych marynatach. Co jest tego przyczyną? Ten sam Bałtyk. No, ale tacy Czesi, dostępu do morza nie mają a też potrafią mieć atrakcyjne smakowo ryby morskie. Stawiam więc na nasze ubogie przetwórstwo rybne.
              Przez Rygę przejeżdżamy późnym wieczorem, a następny dzień pracy zaczynamy od miasteczka Tukums, a dokładniej od położonego nieopodal pałacyku Durbe. To chyba najładniejszy klasycystyczny pałacyk na Łotwie. Za jakieś symboliczne grosze można obejrzeć jego wnętrza. Potem ruszamy w Kurlandię. Kurlandia, to historyczny region w zachodniej Łotwie. To tutaj, pod koniec II wojny światowej, dzielnie broniły się oddziały Lettland Legion. Łotewskie wojsko zorganizowane w ramach Waffen-SS. No cóż, Łotwa też ma trochę niechlubnej przeszłości za sobą. Dla nas to jest jednak tylko było-minęło. Bo w międzyczasie przejeżdżamy przez Sabile. Małe miasteczko, a raczej wioskę. Na chwil kilka, zatrzymała nas tutaj ekspozycja kukiełek ogrodowych, ciekawy kościół ewangelicki i kilka starych domów. Ale dopiero w kolejnym kurlandzkim miasteczku o nazwie Kuldiga, zatrzymujemy się na kilka godzin. Muszę powiedzieć, że tak urokliwego miejsca już dawno nie widzieliśmy. Są tutaj niespotykane wodospady. Może nie najwyższe, ze 2 metry mają, ale szerokie na 120. Najdłuższy w Europie most ceglany. Muzeum, kościół i kilka uliczek gdzie można się poczuć, niczym na planie filmu np. Noce i dnie. Są też restauracje, gdzie próbujemy kilku kurlandzkich potraw. Takie szprotki z ziemniakami? Palce lizać.

           Z Kuldigi kierujemy się prosto na południe, ku Litwie. Jeszcze tylko jedna przygoda nas spotkała. Jak nas Łotwa przywitała – tak i pożegnała. Na mapie wszystko ok. Droga czerwona. Nawigacja mówi ok. Tymczasem w realu znowu kilkanaście kilometrów drogi szutrowej!
Przeżyliśmy i kolejnego dnia Litwa, a dokładniej Żmudź i miasteczko Telsza. Można ominąć to miejsce. Z wyjątkiem dwupoziomowego kościoła, nie ma tu nic ciekawego do zobaczenia. Potem zaglądamy do Plunge. Pałac księcia Ogińskiego można oglądać tylko z zewnątrz. Od wielu lat trwa tu remont, choć miejsce to jest szczególnie ważne dla Litwinów. W Retowie zwiedzamy największy na Litwie neoromański kościół, a w rozreklamowanym, podkoweńskim miasteczku Czerwony Dwór nic już nie zwiedzamy. Jest sobota i w zespole pałacowo-zamkowym trwają ze trzy przyjęcia weselne. Kościół Tyszkiewiczów, pod wezwaniem świętej Teresy, nie zrobił na nas specjalnego wrażenia. Może to jednak już przesyt wielomiesięcznym "bieganiem po zabytkach"? Tak, to może być przyczyną.

                 Za kilkadziesiąt kilometrów Polska i spotkanie z bliskimi. Jeszcze tylko musimy pokonać ten krótki, ale jakże „ciekawy” odcinek pomiędzy Kownem i Suwałkami. Tutaj królują kierowcy wielkich ciężarówek, tirami zwanymi. Pomimo szeregu ograniczeń szybkości, ciągłej, czerwonej linii, o szerokości ponad pół metra, trwa walka o przetrwanie! Pęd po nagrodę szefa, w wysokości 10 EUR. Byle szybciej dojechać do celu. Kto uskoczy na pobocze, ten przeżyje. Kto nie zdąży, będzie bohaterem newsa w teleexpresie. Negatywnymi bohaterami są kierowcy z rejestracją turecką, rumuńską, polską i litewską. Naprawdę nie ma na nich sposobu?
                       Jednak tytułem tego naszego wpisu jest podróż powrotna przez kraje bałtyckie i tego się trzymajmy. Jakiś wniosek? Naszym zdaniem warto choć raz w życiu zwiedzić ten region geograficzny. Choć niekoniecznie w takiej kolejności, jak kraje są położone względem Polski. Najciekawszą jest naszym zdaniem Estonia. Nie mniej interesująca jest Łotwa. Litwa? Choć leży „za miedzą”, to zdobyła w naszym rankingu, trzecie medalowe miejsce. Dla wyjaśnienia – Wilno, Troki, czy też Górę Krzyży – zwiedziliśmy już przed laty.

Teraz czas na podsumowanie naszej wycieczki „Kamperem za Kołem Polarnym”.


              Najpierw podziękujemy najbliższej Rodzinie, która w czasie naszej kolejnej nieobecności w kraju, zajmuje się za nas wszystkimi przyziemnymi i nie tylko, sprawami. Przyjaciołom i znajomym, a szczególnie Sławkowi z malutkiego Waldwegu i Komplecikowi, którzy wspierali nas na różne sposoby. Dziękujemy EXIDE za dobre akumulatory. Olympusowi za użyczenie sprzętu fotograficznego, który idealnie wpasował się do naszego stylu podróżowania. Wydawnictwom Bezdroża i Bernardinum za przewodniki turystyczne, a National Geographic Traveler za wsparcie medialne. Dziękujemy również Marszałkowi Województwa Małopolskiego, Prezydentowi Miasta Krakowa, firmom Intrak, Truma, Glostar i Perfekt za kolejną pomoc udzieloną naszej kamperowej podróży.bliski

               Jeśli kogoś interesują nasze praktyczne porady, z podróżowania kamperem na północ Europy, to zapraszamy za dni kilka. do "Praktycznych Porad Podróżnika". Nie będą to jednak namiary na campingi, czy inne renomowane restauracje i hotele. Podzielimy się jedynie uwagami z przekraczania granic, koordynatami miejsc postojowych na naszej trasie, cenami, czy też miejscami przydatnymi osobom uprawiającym karawaning.


EST Tallinn, widok ze wgórza Toompea
EST Tallinn, stara zabudowa wzgórza Toompea
 EST Tallinn, sobór Aleksandra Newskiego i F16
EST Tallinn, prawosławny sobór Aleksandra Newskiego
 EST Tallinn, wnętrze soboru
EST Tallinn, wieża Długi Herman z XIV wieku
 
EST Tallinn, sklep z pamiątkami i WC
EST Tallinn, spacer po Toompea
EST Tallinn, Plac Ratuszowy
EST Tallinn, kościół św.Ducha i 400 letni zegar
EST Tallinn, budynek Bractwa Czarnogłowych
EST Tallinn, spacer po Dolnym Mieście
 EST Tallinn, Muzeum Morskie
EST Tallinn, Muzeum Morskie i tablica pamiatkowa
EST Tallinn, skansen Rocca Al Mare
EST Tallinn, skansen Rocca Al Mare
EST Tallinn, skansen Rocca Al Mare
EST, Keila-Joa, wodospad
EST, Haapsalu, zamek biskupi z XIII wieku
 EST, Haapsalu, wody Bałtyku
EST, Parnu, stare domy
EST, Parnu, średniowieczna Czerwona Wieża
EST, Parnu, uliczne występy
ŁOT, Tukums, klasycystyczny pałacyk i my
ŁOT, Tukums, pałacyk i sypialnia dziecięca
ŁOT, Sabile, przydrożne kukiełki
ŁOT, Sabile, obraz na budynku
ŁOT, Kuldiga, najdłuższy w Europie most z cegły
ŁOT, Kuldiga, wodospad Ventas rumba
ŁOT, Kuldiga, stare domy
ŁOT, szutr przed litewską granicą
LIT, Telsza, katedra św.Antoniego Padewskiego
LIT, Telsza, katedra św.Antoniego Padewskiego
LIT, Plunge, pałac Ogińskiego
LIT, Plunge, fragment fasady pałacu Ogińskiego
LIT, Czerwony Dwór, kościół św.Teresy
LIT za kilka kilometrów PL
POL, spotkanie gdzieś na Mazurach.
Synowa i syn ruszają "śladami ojców",
czyli motorami przez Pribałtyki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szukaj na blogu