wtorek, 28 lipca 2015

Kamperem ........ - podróże małe i duże.


          Od zawsze moje zdziwienie budzą dyskusje polskich karawaningowców i pytania. Ile dni byliście? Ile kilometrów przejechałeś? Mówiąc krótko, chodzi w takich rozmowach o wyścig, rekord, tempo, ile wytrzymam, ile kilometrów w trzytygodniowy urlop przejadę. Masakra.
Trochę mi to przypomina rozmowę dwóch szybowników, który z nich jest lepszym ....... kosmonautą. Panie i Panowie. Kamper nie służy do wyścigów. Lepsze do tego są pojazdy z F1. Nie musicie w swoich kamperach jechać po kilkanaście godzin na dobę. Lepiej od Was robią to kierowcy TIR'ów. Nie musicie w ciągu dwóch tygodni objechać Bałtyk, a w ciągu trzech całą Europę, a w 18 godzin dojechać na greckie plaże! Przykłady te z życia wzięte są.
Moim skromnym zdaniem, jeśli ktoś tak postępuję to znaczy, że nabył nieodpowiednie narzędzie do realizacji swoich ambitnych planów. Zakup kampera był jego dużym błędem.
           No właśnie, bo kamper to tylko NARZĘDZIE. Narzędzie do wędrówki, włóczęgi, podróży przez świat. Ale, czy czasami ten Świat, nie zaczyna się już za progiem naszego domu?
Otóż naszym zdaniem .... tak.
Bo nie ważne jest gdzie!
Ważne jest: jak, po co i z kim będziesz wędrował.
-------------------------------------------------------------------
          Kilka tygodni temu odbyliśmy taką krótką, ale jakże urokliwą podróż. Był to weekendowy wypad z Krakowa do ....... Tyńca. Ponieważ musieliśmy przejechać prawie przez cały Kraków, to i odległość musiała wynosić kilkanaście kilometrów. Stanęliśmy na łące (N 50.021781°  E 19.802559°), nad brzegiem Wisły. Jeśli ktoś pragnie większej "izolacji", może się zatrzymać po drugiej stronie Wisły N 50.021045°  E 19.799964°).  My za plecami mieliśmy opactwo Benedyktynów. Blisko 1000 lat historii patrzyło na nas z wapiennego wzgórza, a my w końcu spokojnie zwiedziliśmy to miejsce. Mieliśmy czas na spędzenie wieczoru ze znajomymi, którzy na noc wrócili jednak do swoich krakowskich domów. Był czas i na spacer i na poranny jogging wałami Wisły, na obserwację innych turystów, a nawet upierdliwych niczym letnie komary młodzieńców, wzniecających kurz na swoich quadach. Śpiew ptaków, plusk ryb. Czy to mało, czy dużo jak na piątkowo-niedzielny wyjazd?
My wspominamy mile, również takie podróże kamperem.
Czego i Wam życzymy. :-)









   


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szukaj na blogu