wtorek, 1 grudnia 2015

Kamperem - kierunek Sycylia ..... cz.7 Napoli

        Neapol. Będzie też o jego najbliższej okolicy. O Wezuwiuszu i Pompejach. W tle będzie oczywiście kamper.
Tuż przed Neapolem (Napoli), a właściwie, to już w jego wielkiej aglomeracji, jest miejscowość Pozzuoli. Normalnie, staram się nie wyręczać przewodników, ale w tym przypadku zrobię wyjątek. Otóż w tej miejscowości jest aktywny krater wulkanu, który warto zobaczyć. Bo następny, to będzie dopiero na Sycylii (?).

        Tak wygląda część aktywnego krateru wulkanicznego. nazywa się on Vulcano Solfatara.  Nie ma tu oczywiście lawy, ale są gazy "z piekła rodem", gorące wody, coś posykuje i takie różne czary mary. Jak widać na zdjęciu, podobało mi się tu.

        Jak przystało na wulkan, wjazd do niego jest ukryty, a wiedzie przez widoczną bramę. Swoim kamperem zmieściłem się po złożeniu lusterek bocznych. N 40.827613°  E 14.135441°.
Za bramą jest już normalnie. Kasa, a tam propozycja. Bilet wstępu do krateru 7 EUR osoba. Jest też możliwość zatrzymania się kamperem na tamtejszym kempingu (też za widoczną bramą) w cenie 10 EUR kamper i po 10 EUR osoba. W cenie osoby jest już zawarty bilet do wulkanu. Z perspektywy czasu widzę, że trzeba było zatrzymać się w tym miejscu. Nie znając realiów Neapolu z przyległościami myśleliśmy, że bez problemu znajdziemy inne miejsce postojowe. Nic z tego! Wszędzie tłok, albo niebieskie linie (parking płatny), albo slamsy mało zachęcające. Od biedy można było zatrzymać się w N 40.859889°  E 14.082977°, choć w tym wypadku, bez skutera, czy roweru, to się nie obejdzie.

        Wezuwiusz (po włosku Vesuvio). Tak wygląda z dołu. Zasłynął wybuchem w 79 roku, a więc blisko 2000 lat temu. Trzy okoliczne miasta, w tym Pompeje wtedy zalał lawą i zasypał popiołem. Potem się wyciszał i w 1944 roku zasnął (?) na dobre. Na wysokość 1000 metrów (wierzchołek krateru ma ponad 1280 metrów) można dojechać nawet kamperem. Droga jest kręta ale do ostatnich parkingów asfaltowa. Cena za parking 5 EUR. Potem trzeba wykupić bilet wstępu do parku narodowego za 8 EUR i ostatnie 200 metrów wysokości wejść na własnych nogach, taką oto ścieżką. Znawcy tematu twierdzą, że sam krater nie robi specjalnego wrażenia. Trzeba sobie również zdać sprawę, że na górze może nieźle wiać, a widoczność może być zerowa. Ja miałem trochę szczęścia i wieczorem zobaczyłem Neapol - jak na zdjęciu. Jednak wybrałem opcję bez kampera.
Wjazd na rowerze, a potem niezapomniany zjazd na dół. Nie, nie, żaden to wyczyn. W tym samym czasie wjeżdżało i zjeżdżało z Wezuwiusza kilkunastu innych kolarzy. Jeszcze inne opcje odwiedzenia tego wulkanu, to autobus z Neapolu. Kilka mnie mijało, ale skąd i gdzie - nie wiem. Jako miejsce startu do wjazdu (a może pieszo? Takich też spotkałem!) można wpisać sobie ostatnie skrzyżowanie: N 40.820097°  E 14.382796°.

        Pompeje. To kolejne po Rzymie miejsce, gdzie z premedytacją zatrzymujemy się na strzeżonym miejscu postojowym dla kamperów. I to na całe 3 dni. Mniej się nie da. Jeden dzień na Wezuwiusz przeznaczony, drugi na Neapol, a trzeci na Pompeje. Same Pompeje żyją z turystów, których jest ponad 2 miliony rocznie! Więc i miejsc dla kamperów i parkingów i kempingów tutaj nie brakuje.Ceny? Światowe. Na parkingu, najbliżej wejścia do muzeum - 2 EUR za godzinę, 48 za dobę. Wybraliśmy parking Raiola. Cena 15 EUR za dobę, za trzecią zapłaciliśmy 10. Plusy, to położenie. Dwieście metrów od stacji kolejowej i dwa razy tyle do ruin Pompei. Parking prowadzi Ukrainka, która rozumie język polski i sama nieźle mówi po naszemu. W cenie jest woda, toalety i zrzut wody. Jednak tego ostatniego nie próbowałem, sam najazd nie napawał mnie optymizmem. Za podłączenie prądu trzeba dodatkowo zapłacić aż 5 EUR za dobę! Widocznie takie są Pompeje. Koordynaty miejsca N 40.751852°  E 14.499687°.

        Sondowałem też możliwość zatrzymania się na jednym z wielu parkingów, które oferują postój dla kamperów (foto obok) N 40.746703°  E 14.487527°.  Jeśli wpiszemy te koordynaty w Google Earth i popatrzymy z góry na ten rejon, to zobaczymy parking obok parkingu! Cena? 15-18 EUR za dobę. Pytam, chcąc się upewnić, czy z noclegiem? Odpowiedz, NIE. Nie wolno w kamperze spać, ani spożywać posiłku. Zaparkować i wyjść. Oto co robi masowa turystyka z miejscowymi.

        No to jeszcze mała przestroga, z karawaningowego tematu. Na parkingu Raiola spotkaliśmy niemieckiego kampera, bez szyby w toalecie. Pomyślałem o włamaniu. Pytam właściciela o szczegóły przygody kryminalnej we Włoszech i słyszę, że to wina żony! Nie zamknęła okna w toalecie i po wjeździe do tunelu okno odleciało. Warto zapamiętać sobie dobry karawaningowy zwyczaj. Przed wejściem do kabiny kierowcy robimy obchód dookoła kampera. Sprawdzamy: zamknięcie okien, wlewu wody, zamknięcie luków, drzwi wejściowych i garażu, podniesienie nóg postojowych, schowania anteny TV, zamknięcie dachowych hek, odłączenie kabla 220V i zjechanie z najazdów. Dopiero potem wsiadamy do kabiny i uruchamiamy silnik. Wtedy niespodzianek nie będzie.

        Jeszcze kilka słów o Pompejach. O muzeum jakimi są ruiny starożytnego miasta. Zasypanego, jak już wspomniałem wcześniej, w roku 79 naszej ery, 5-6 metrową warstwą popiołu wulkanicznego z Wezuwiusza. Zasypane miasto odkryto przypadkowo w XVI wieku, a od połowy wieku XVIII zaczęto prowadzić prace wykopaliskowe. Początkowo w sposób dość "rabunkowy". Odkopane dzieła sztuki trafiały do kolekcji różnych papieży, kardynałów, bogatych Rzymian, ale zapewne i przeciętnych ludzi z tamtego okresu. Dopiero w wieku XIX zakończono to "eldorado", a wszystkie wykopane przedmioty zabezpieczano w muzeum w Neapolu. I tak czyni się do dnia dzisiejszego, bo trzeba pamiętać, że odkopano dopiero część starożytnych Pompei. Co jeszcze kryje się pod warstwą popiołów (foto po prawej)?

        I dojechaliśmy do kolejnego etapu - do Neapolu. Trzeba wiedzieć jedną rzecz. Zwiedzenie ruin miasta Pompeje, to dopiero połowa sukcesu. Zobaczymy tam ruiny domów, ulice, amfiteatr, resztki malowideł ściennych itp. Natomiast całe wyposażenie i wszystko to, co cennego znaleziono w ruinach, znajduje się w Neapolu w Narodowym Muzeum Archeologicznym. Szkoda tylko, że muzeum gnije w oczach! Obok jeden z przykładów. Popatrzmy, co się dzieje za pierwszą rzeźbą. Szkoda.

        No tak, ale my znajdujemy się w Pompejach i trzeba dotrzeć do Neapolu. Kampera zostawić. Potem udać się na stację kolejową Napoli. W kasie kupić bilet za 2,5 EUR i za około 50 minut wysiąść na ostatniej stacji. To będzie Neapol. Droga powrotna podobna. Pociągi jeżdżą co około 60 minut. Oby tylko nie przegapić ostatniego połączenia! O ile pamiętam, to jest koło godziny dwudziestej. Taka jazda pociągiem pozwoli nam zobaczyć jak wyglądają przedmieścia dużego, włoskiego miasta.

        Pozwoli nam to uniknąć szoku, gdy już rozpoczniemy wędrówkę po Neapolu. Przy okazji nie powtarzajmy znanego powiedzenia: zobaczyć Neapol i umrzeć, bo nie ma to nic wspólnego z pięknem tego miasta! Świadczy to tylko o braku znajomości historii i ........ wstydu możemy się najeść. Generalnie mówiąc, to Neapol nie przypadł nam do gustu i wieczorem chętnie z niego wyjechaliśmy. No cóż, może nasze zmysły estetyki i powonienia są zbyt wymagające? Może to co wypada w krajach azjatyckich, czy arabskich, to nie bardzo przystoi w "cywilizowanej Europie"?


     

     

        Dla pewnej frywolności, wróćmy jeszcze na moment do Muzeum Archeologicznego w Neapolu. Dokładnie mówiąc, do jednego z działów o nazwie Gabinet Sekretny. Wstęp od 14 lat, chyba, że z osobami dorosłymi. Wtedy bez limitu. Jest tam zbiór eksponatów o szeroko pojętym zabarwieniu erotycznym. Ale uwaga! Aby go dobrze zrozumieć trzeba znowu trochę wysiłku, trochę przygotowania, trochę przygotowania do takiej podróży w czasie.

     
        Pamiętajmy, że w starożytności seks, orgie, homoseksualizm, czy nawet kazirodztwo było powszechnie akceptowane. I to nie tylko w Pompejach, ale w całym Cesarstwie Rzymskim. Wiem, jest to pewne uproszczenie, ale pozwoli nam zrozumieć, skąd w muzeum tak bogaty zbiór erotyków się znajduje. Nie jest to żadna sensacja, tak kiedyś tak bywało. Tymczasem patrząc na ochraniarza, jak należy go nazwać? Strażnik trzech .......?

     
        Tutaj widzimy takie małe dzieła sztuki zwane tintinnabule. Jedne służyły do dzwonienia, a drugie jako kaganki do świecenia. Trzeba mieć wyobraźnie!


     
         Z rzeczy poważniejszych, to chodząc po muzeum, udało mi się natrafić na otwarte drzwi do pomieszczenia, gdzie prowadzone były prace nad mumiami. Mało rozumiałem z tego co naukowcy, czy też asystenci tam robią, ale wzbudzili mój podziw.




        Na koniec dzisiejszego blogowpisu, podzielę się jeszcze jednym kamperowym doświadczeniem. Skończył się nam gaz w jednej butli i trzeba wyjaśnić sprawę, co dalej? Nie muszę chyba dodawać, że na żadnym polskim forum internetowym, poświęconym sprawom karawaningu, żadnej informacji w tym temacie nie znalazłem. Więc po pierwsze. O zatankowaniu butli gazem LPG na włoskiej stacji benzynowej można tylko pomarzyć. To doświadczenie innego, napotkanego po drodze Polaka. Ale ja już od trzech lat mam zamontowany obok schowka z butlami gazowymi, zwykły zawór wlewowy, jaki spotykamy w samochodach osobowych z instalacją gazową. Z tym, że u mnie po drugiej stronie ścianki jest złącze do podłączenia butli. I co? I podjeżdżam do dystrybutora z LPG, pistolety włoskie pasują i proszę o zatankowanie 25 litrów. Proste?
Oczywiście w tym miejscu muszę kategorycznie stwierdzić, że takie postępowanie jest niezgodne z unijnymi dyrektywami i innymi przepisami prawa. Nie mniej, jak mawiają w ostatnich czasach polscy parlamentarzyści, jak prawo szkodzi człowiekowi, to nie należy go przestrzegać i wtedy jest ok. Ale tak na serio, to oczywiście do niczego nie namawiam, szczególnie jeśli chodzi o samodzielne ingerencje w instalację gazową kampera.
Ale bez tego, to w domu miał bym już kolekcję butli gazowych z różnych krajów świata.
Tylko proszę, nie przekonywać mnie, że sprawę rozwiązuje jeden duży zbiornik na gaz, zamiast butli gazowych. Są kraje, gdzie butle gazową kupisz, ale punktów tankowania LPG nie ma i wtedy .........



1 komentarz:

  1. Ach, coraz bliżej Kalabrii. Czekam niecierpliwie na kolejny wpis.

    OdpowiedzUsuń

Szukaj na blogu