wtorek, 29 grudnia 2015

Kamperem - po Sycylii - cz.2

        Po traumatycznych przeżyciach, z atakiem ryby związanymi, wsiadam na rower i jadę sprawdzić, co w Taorminie słychać? Tablice na wybrzeżu nie kłamały. Szpan, ciasnota i ciężko coś do postawienia kampera znaleźć. Pokukałem na małe muzeum, spacer po mieście i zobaczyłem, że wysoko nad miastem jeszcze jakieś domy widać. No to na rower. Bo jakoś przewodniki nic o tym miejscu nie mówią.

        Po drodze dziwne domki zobaczyłem. Może nie dziwne, ale świadczące o estetycznym podejściu swoich właścicieli. O ile Toarmin położony jest na wysokości 200 metrów nad poziom morza, to do Castelmola musiałem jeszcze pedałować ponad 300 metrów wyżej. Bo nad Taorminem położona jest właśnie urocza Castelmola.

        UROCZA. Z małego placu, położonego w starej części miejscowości, widać znaczną część wschodniej Sycylii. Dziesiątki kilometrów, miasta na wybrzeżu morza Jońskiego. Bywały tutaj znane osoby ze świata sztuki i polityki (Churchill, Mastroianni, Sofia Loren itd.)

        Spotkałem się też z opiniami, że jest to najpiękniejsza miejscowość na Sycylii, niektórzy idą dalej - w całych Włoszech. I to nie za sprawą zabytków. Bo tu zaledwie ruiny zamku na szczycie wzgórza się ostały. Ale za sprawą widoków. Widoków i historii okolicznych wzgórz, jaskiń i rdzennych plemion sycylijskich, które zamieszkiwały okolice, jeszcze przed kolonizacją grecką. Niech tych kilka zdjęć odda klimat okolicy. Kamperem, ktoś zapyta? Można, choć diablo wysoko, a na miejscu jest jeden mały, płatny parking. Byle więc poza sezonem.
Patrzę teraz na umieszczone powyżej zdjęcia i widzę, że nie oddają one atmosfery Castelmola. Chyba więcej skupiłem się na filmowaniu tamtego miejsca.
Widok na Castelmola z poziomu morza. Teleobiektywem wykonane.
Castelmola. Widok z ruin zamku króla Rogera.
Castelmola. Mistyczne wnętrze kościoła San Giorgio.

Castelmola. SP:  N 37.860527°  E 15.277286°
        
         Może ten dzisiejszy wpis na blogu jest nieco inny niż wcześniejsze, ale odstępstwo jest celowe. Chcę tu zwrócić uwagę, na rzeczy, których ja nie znalazłem, planując nasz wyjazd. Jednak moim zdaniem warte są odnotowania i zobaczenia.
        Skoro nie udało nam się zatrzymać w Taorminie, to wybraliśmy z Waldim kolejne miasto Giardini Naxos. Jest to miejsce, gdzie Grecy zaczęli kolonizować Sycylię, czyli zaczęła się ....... cywilizacja. Hmmm. Odważne stwierdzenie. Do tego starożytne ruiny odkryte zostały dopiero w drugiej połowie XX wieku, a więc siłą rzeczy, stopień ich dewastacji i rozszabrowania jest niewielki. Nie chcieliśmy stawać na płatnych miejscach dla kamperów.


        Trzeba więc było coś wypatrzeć. Takie spokojne, oświetlone miejsce przy samej plaży w Recanati znalazłem N 37.815379°  E 15.265462°. Kilometr od centrum Giardini Naxos. Był czas i na kąpiele morskie i na wędrówki rowerowe po okolicy. Trzeba też lojalnie stwierdzić, że po sezonie jest tu chyba tylko jeden spożywczy sklep, gdzie można kupić chleb.


      Mieliśmy też plan B na miejsce postojowe. Bliżej centrum, ale mniej spokojnie. Za to na samym cyplu N 37.822223°  E 15.275989°. Tak na jedną noc będzie ok. Foto po prawej.
Jeśli ktoś ma ochotę na pełną opiekę serwisową, to może zatrzymać się na płatnych miejscach dla kamperów. Jeden jest prywatny i muszę powiedzieć, że był znacznie zapełniony - głównie kamperowcami z Włoch, ale był i Belg i Duńczyk jeden. Nie muszę chyba dodawać, że gdyby nie Waldi, Bibi i Kamilka (rasy pinczer), to do tej pory tylko między sobą moglibyśmy po polsku rozmawiać.
Oto komercyjne miejsca (camper sosta) w Giardini Naxos. N 37.821740°  E 5.266740°. Tutaj poza sezonem zapłacimy 15 EUR za dobę pobytu do 3 dni. W sezonie już 28 EUR!!!

        Tuż obok jest camper sosta prowadzona przez włoskie stowarzyszenie karawaningowe N 37.821555°  E 15.267787°. Tutaj za dobę zapłacimy tylko 10 EUR z prądem.







        Teraz na kilka dni zostawiamy wybrzeże i przenosimy się w góry. Do miasteczka Francavilla di Sicilia. Dla mnie super. W końcu nie widzę hoteli, pensjonatów, barów sezonowych itp urokliwych ruderi (to włoskie słowo). Jest prowincja, sycylijska prowincja. Kilka zabytków i kanion rzeki, która wytyczyła swój bieg w ....... świeżej, jeszcze ciepłej magmie wulkanicznej.

Są tutaj dwa miejsca dla naszych domków.

        Pierwszy Francavilla "przed stadionem". N 37.907495°  E 15.142642°. Na zielonej trawce, z dostępem do wody przy skrzyżowaniu dróg. Dokonałem tutaj porządku z "masą" kampera. Objaw z początku nie był dla mnie jednoznaczny. To jedno, to drugie urządzenie elektryczne "wariowało". Trzeba było konsultacji z expertami w kraju, a potem nurkowanie i czyszczenie połączenia: minus akumulatora z silnikiem. To samo po prawej stronie komory silnikowej (pod filtrem powietrza), pomiędzy skrzynią biegów, a ramą, w wiązce tylnego oświetlenia i po prawej stronie pod deską rozdzielczą. Tak to jest we Fiacie Ducato. Uffff. Cały dzień zszedł. Trudno się ustrzec przed taką usterką. Oby tylko takie w podróży się zdarzały.

        Tutaj my staliśmy, nie wiedząc, że 200 metrów dalej, za stadionem, jest oficjalane miejsce dla kamperów N 37.908002°  E 15.143894°. Może kiedyś to było ekskluzywne miejsce, z dostępem do wody i energii elektrycznej gratis. Teraz została tylko woda. Ale dobre i to.
No i jeszcze jedna rzecz. Od kilku dni towarzyszy nam widok na Etne. Ma coś w sobie ten najwyższy czynny wulkan Europy. Ten ponad 3 kilometrowy stożek widać z odległości kilkudziesięciu kilometrów. W różnych konfiguracjach, w dzień i o zachodzie słońca, w ciszy, gdy wyziewy unoszą się pionowo i w czasie wiatru, gdy zakryty jest horyzont. To hipnotyzuje, nie pozwala zapomnieć i wzmaga chęć wejścia tam. Taka okazja na wyciągnięcie ręki. Wertuje internet. Jak można dostać się do tego krateru? Mało, prawie zerowe informacje w tym temacie. Wiem, że trzeba najpierw wyjechać do dolnej stacji kolejki, na 2000 metrów. Można wejść od południa i północy. Że dookoła park narodowy, a rejon wpisany jest na listę światowego dziedzictwa natury UNESCO. Jest kilka opisów,że pogoda nie dopisała i zerowa widoczność była. Wiem, że zimą jeździ się tam na nartach. Nie ma na co czekać. Ruszamy. Poniżej kilka zdjęć Etny, które udało mi się popełnić i które zainspirowały mnie do ..............
O tym napiszę w kolejnym odcinku.

Tymczasem Etna w 4 foto odsłonach:







1 komentarz:

  1. Rewelacja, w trakcie lektury części pierwszej, wstrzelić się w moment publikacji części kolejnej. Pozdrawiam z Przemyśla, trzymam kciuki za dalszą część wyprawy i zawczasu składam serdeczne życzenia na nowy rok.

    OdpowiedzUsuń

Szukaj na blogu