niedziela, 27 grudnia 2015

Kamperem - po Sycylii - zaczynamy cz.1

     
        Dotarliśmy, po miesięcznym zwiedzaniu południowych, a dokładniej, to południowo-zachodniego rejonu, lądujemy w Messynie. Zbliża się północ. mamy jakiś plan, zobaczyć ze 2 punkty w tym mieście. Tymczasem po wyjeździe z portu, wpadamy w jeden wielki korek. mamy jakieś namiary na miejsca postojowe dla kamperów, ale to głównie przy ulicy lub jakiś parking. Jak się jedzie w korku, to trudno ocenić, co nadaje się na miejsce postojowe. Skręcamy w kierunku wybrzeża. Może tam?
Jest coraz gorzej. Bardzo slamsowato. Jak to najczęściej bywa w portowych miastach. Nie mamy tutaj oporu natury kryminalnej, bo gdy staniemy w nocy i następnego dnia pojedziemy dalej - to nie ma specjalnie czego się obawiać. Natomiast mamy uwagi natury estetycznej i zapachowej.. Więc wracamy na drogę prowadzącą na południe wyspy. Dlaczego ten kierunek? Ponieważ za kilka tygodni będziemy z Palermo odpływać do Afryki, więc logika wskazuje ten kierunek zwiedzania wyspy.
        Za miastem ruch wyraźnie mniejszy. Jedziemy wzdłuż autostrady. Przez mniejsze i większe miasteczka. Właściwie, to nie wiadomo gdzie jedno się zaczyna, a gdzie kończy. Całe wybrzeże jest zabudowane, każdy kawałek ziemi ogrodzony. Ciemności też nie ułatwiają oceny, co nadaje się na zatrzymanie kamperem. Ze dwa razy wjeżdżamy "na nosa" w boczne uliczki. Z jednej wycofuje się tyłem, przez dobre kilka minut. Dobrze, że nie ma ruchu.

        Dopiero po dobrej godzinie, w miejscowości Ali Terme udaje nam się znaleźć fajne miejsce na nocleg. N 38.008439°  E 15.428531°. Oświetlone, spokojne, zielono dookoła i delikatny szum morza. Kąpiel i do spania. Następnego dnia widzę obok kampera rower, a na nim estoński proporzec. To sympatyczny Kuno. Estończyk, który od kilku miesięcy jedzie na rowerze wokół Europy. Super podróż. Teraz kieruje się do Stambułu. Rano wyciągam rower i robię to, co robię na ogół w czasie naszych podróży. Jadę znaleźć kolejne miejsce dla kampera. Okazuje się, że z tym nie ma problemu. W każdej miejscowości droga prowadzi wzdłuż plaży, a tam wcześniej czy później, znajdziemy jakieś ciekawe miejsce na nocleg. Już w sąsiedniej Nizza di Sicilia znajduje ciekawy parking nadmorski N 37.993445°  E 15.414474°.

        Miasteczka (?) przez które przejeżdżam są średnio interesujące. Czasami jakiś kościół, czasami pomnik. Po prawej miejscowość Santa Teresa i saraceńska wieża (La torre dei Saraceni). Zatrzymałem się tu na moment. Trzeba uhonorować imię swojej żony. Zabytek zamknięty. W przewodnikach zero informacji i dopiero w internecie wyczytałem, że wieżę wybudowano w wieku XIII, dla obrony przez saraceńskimi piratami. Wieża ma dwie podziemne kondygnacje i 500 metrowy tunel do sąsiedniej wieży Baglio. Ta ostatnia jest niestety w ruinie. Dzięki takim zabytkom uczę się historii regionu, który zwiedzamy, historii wyspy, czy całego kraju. Wiem już, że Sycylia, to region chyba najmniej włoski w całych Włoszech. To skutkuje pewną odrębnością, w stosunku do kontynentalnej części kraju. Skoro potomkami dzisiejszych mieszkańców są i rodzime plemiona Sykanów, a potem Grecy, Rzymianie, Bizancja, Arabowie, Normanowie, dynastie królewskie z Francji, Hiszpanii, Austrii ............ to tak w skrócie, aby zrozumieć, że obecnych Sycylijczyków tak szybko nie zrozumiemy. W tym i ich tradycji, którą jest również ......... sycylijska mafia.
        Znowu nie mogłem powstrzymać się, przed napisaniem kilku podstawowych (!) wiadomości o regionie aktualnie zwiedzanym. Ale będę do bólu powtarzał swoją teorię, że DO KAŻDEJ PODRÓŻY MUSIMY SIĘ PRZYGOTOWAĆ. Nie tyle fizycznie, ale i mentalnie. Inaczej będziemy się poruszać niczym niewidomy w księgarni. Można, ale będzie to tylko namiastka poznania.
        Jadę dalej rowerem wzdłuż wybrzeża. W San Alessio widzę trzy kampery stojące na końcu ślepej, nadmorskiej uliczki. Podjeżdżam, aby zapisać koordynaty GPS N 37.928965°  E 15.354348°.

        Stoi Francuz, drugi Francuz i ......... Polak!!! To nie przewidzenie. Polak. Waldek ze Szczecina z żoną Bebe. Jak, gdzie, skąd tutaj się wziął? Camperteam? Nie reaguje. Może jakiś karawaning, a może choć karawanier? Pytam oczywiście o internetowe grupy dyskusyjne. Waldek nie wie o co pytam! Dwa lata temu przeszedł na emeryturę. Sprzedał dom. Postawił mniejszy. Kupił kampera i w ubiegłym roku zimę spędzili na Półwyspie Apenińskim. Ale samorodek!!! Super. Nie czerpiąc informacji z przepaścistych źródeł internetowych. Nie czytając kultowych periodyków karawaningowych, można uprawiać karawaning. Karawaning, w jego najlepszym wydaniu. Jeszcze ubiegłej zimy Waldkowie podróżowali z mapą Europu na kolanie. Gdy zobaczył to jakiś niemiecki karawaningowiec, to natychmiast zaopatrzył ich w mapy Hiszpanii i Portugalii. Choć Waldek spokojnie mu tłumaczył, ze jak będzie jechał, mając cały czas morze po lewej ręce, to wróci przecież do swojego Szczecina. No, co racja, to racja.
W tym roku Waldi operuje już bez problemu nawigacją GPS i internetem. Umawiamy się na spotkanie wieczorem i jadę dalej. Kilkaset metrów i widzę czynny kemping, taki dość prymitywny, ale płatny N 37.931146°  E 15.356195°. Jak ktoś lubi?

        W Fondaco Parrino "odkrywam" kolejne miejsce, gdzie możemy stanąć kamperem N 37.906032°  E 15.334475°. Trochę na uboczu, ale jeśli ktoś tak lubi?

        Jednak przede wszystkim odkrywam, że widoki , które mnie otaczają, coraz bardziej mnie zaciekawiają. Góry, często na szczytach bielą się zabudowania wiosek. Ruiny wież lub innych obiektów militarnych. Wystarczy na moment zatrzymać się i popatrzeć. Jest pięknie. Uczę się Sycylii. Choć muszę przyznać, że trudno tu o spotkanie równego odcinka drogi. Góra, dól, góra, dół. Czasami tylko góra, góra, góra. Tak było w przypadku, gdy wybrałem sobie kierunek do Forza d'Agro. Ot, tak z mapy, aby oddalić się od morza Zostawiam szukanie kolejnych miejsc postojowych. Widać, że nie będzie z tym problemów w przyszłości. Blisko godzinę zajmuje mi wyjazd do tego małego miasteczka. Po drodze widzę reklamy, ze jestem na szlaku filmowym Ojca chrzestnego. No tak, czytałem relacje osób, które jeździły po Sycylii zwiedzając miejsca, gdzie kręcono sceny do tego kultowego już filmu. Tymczasem wypedałowałem na górę. Chyba z 500 metrów npm. Po cichu myślałem, że w to urocze miejsce może i kamperem przyjedziemy? Tymczasem zrobiło mi się niebiesko w oczach. Niebiesko, ale nie z wysiłku fizycznego, ale od linii namalowanych na każdym skrawku płaskiej powierzchni. Na poboczu, na zakrętach, na placykach, na podwórkach. Wszędzie jesteś kierowany do automatu z biletami i płacisz pół EUR za godzinę zatrzymania się. Ot, jak się gra na turystach. Albo chce grać, bo z mojej obserwacji, to nie widzę tu turystów. Sam spaceruję i robię zdjęcia.

        Przede wszystkim kościoła, który pojawia się w drugiej części  Ojca chrzestnego. Sceny,a  nawet całego filmu nie przypominam sobie. Pewno zobaczymy go dopiero po powrocie. Tak było i z filmem Grek Zorba, który przypomnieliśmy sobie po Krecie, albo filmem Wyspa, po powrocie z Rosji. Powinniśmy chyba to zmienić. Najpierw film, albo kultowa książka, a potem szukanie klimatów w realu. Tylko, że nam ciągle czasu brakuje w czasie przygotowań do wyjazdów! Aby Wam nie brakowało, podrzucę jednak jakieś możliwości z Forza d'Agro: oficjalnie i płatnie N 37.914131°  E 15.337107°. Można spróbować noclegu nieco przed miasteczkiem N 37.913122°  E 15.339840° lub koło żandarmów N 37.913416°  E 15.335953°.

        W czasie rowerowego zjazdu w dół, wypatrzyłem jeszcze jedno miejsce, które nadają się dla kamperów. Na końcu miejscowości Mazzeo, przy plaży, poza sezonem nie było tam nikogo. Choć są tu niebieskie linie, to nie wiem, czy i jak są traktowane w okresie zimowym N 37.869821°  E 15.299522°.

     
          Dzień, czy dwa później ruszamy dalej na południe. Razem z Waldkami. Nasz "związek" ma charakter luźny, z dnia na dzień umawiamy się co dalej. Jak plany są zbieżne, to jedziemy w kolumnie. Jak nie, to umawiamy się w jakimś miejscu.

        Na pierwszy ogień poszedł Taormin. Miasto o charakterze wybitnie turystycznym. O specjalizacji hotelowo-autokarowej. Dodatkowym warunkiem jest posiadanie odpowiedniego konta bankowego, ze względu na dużą ilość "regionalnych produktów" oferowanych przez sieć, rozmieszczonych na głównej ulicy butików. Dominują jakieś Gucci, Valentino, Chanel.

        Kilka zabytków, to tylko tło dla dużych pieniędzy.Do tego zerowe szanse dla kamperów. Dozwolony jest tylko tranzyt takich pojazdów. Tak stoi napisane na znakach drogowych.


        Próbowaliśmy na dolnej stacji kolejki linowej.Trzeba pamiętać, że jedną z opcji zwiedzenia Taorminu, to wjazd do miasta kolejką górską. N 37.855110°  E 15.299640°. Jednak przy kolejce wyraźne oznakowanie. Kampery won! To za uboga klientela dla tego niemieckiego miasta. Niemieckiego, bo przed laty niemieccy turyści rozreklamowali go w swoim kraju. I tak już zostało. Zostawiamy więc ten niegościnny dla karawaningu Taormin i jedziemy kilka kilometrów do przodu.


        Zobaczyć Isola Bella (Piękna Wyspa), a jest na co popatrzeć. Obecnie to raczej półwysep niż wyspa. Prywatna posiadłość, nie tak dawno jakaś księżna tu rezydowała. Rezerwat przyrody i miejsce przyjazne nurkom. No, to choć na kilka godzin. Tylko zaparkować nie ma gdzie. Ciasna ta Sycylia, oj ciasna. Zostawiamy kampery na poboczu drogi i schodzimy na kamienistą plażę. Najpierw jakieś skośnookie proponują nam tajski masaż. Nie chcą się odczepić. (Isaola Bella, to ta niżej na foto, z willą na szczycie)


        Dopiero gdy z Waldkiem idziemy do wody, mamy spokój. Do czasu. Bo właśnie tutaj, na głębokości 1 metra przeżyłem pierwszy w życiu atak ryby! Chyba nie był to rekin? Ale to to miało około 50 cm długości, siedziało schowane za dużym kamieniem, a gdy podpłynąłem do tego potwora z głębin, to zamiast uciekać, jak przystało na każdą normalną rybę - otworzyła paszczę i pokazała ........ zęby. Normalnie szok. Prawie zawał, a ja dodatkowo nie umiem pod wodą płynąć do tyłu. Nie wiem jak udało mi się przeżyć?

        Dla bezpieczeństwa, Waldek nie zanurzał się już, po tym wydarzeniu, głębiej niż na 30 cm. Dalej będę pisał jutro, jak dojdę do siebie, po tych traumatycznych przeżyciach podwodnych. Wróciły wspomnienia.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szukaj na blogu