piątek, 22 stycznia 2016

Kamperem - po Sycylii - cz.4 - czyli statystyki są nieubłagane.

WYJAŚNIENIE. I objaśnienie w jednym.

        01 styczeń 2016. Samo południe. Gdzieś na Sycylii. 
Bez jakiegokolwiek ostrzeżenia, zgasł mi laptop i już się nie podniósł.
Jest problem.
        Wiele spraw pisanych jest w trakcie, wywoływanie zdjęć, magazynowanie rawów, blogosfera.
Wydawało mi się, że do podróży przygotowani jesteśmy na maxa. Wszystkie zasilacze, ładowarki, okablowania są zdublowane. Bo tak trzeba.
Ale śmierć laptopa jest niespodzianką. Co robić? Dwa wozić w kamperze?
Paranoja.
        Nie mam gotowego pomysłu na taką sytuację.
Łączność ze światem jest, bo przecież teraz wszystkie smartfony śmigają w internecie, ale pisanie palcem po ekranie - nie wchodzi w rachubę!
        Na szczęście jest rodzina i dobrzy ludzie.
Konsultacja z synem. Ma jakiś stary 10 calowy w zapasie. Sposób dostarczenia na Sycylię? Poczta Polska zrobi to za symboliczne sto kilkadziesiąt złotych. Tylko na jaki adres? Jakiś tutejszy urząd pocztowy? Dobra, ale ile to potrwa, jakie zasady w tej materii tu obowiązują?
Szukam na fejsie jakiegoś kontaktu z adresem sycylijskim.
Jest!
Jeszcze raz podziękowania dla Joanny i jej męża
        W nieco ponad tydzień od katastrofy, następca laptopa dotarł do nas.
Jednak nie wszystko teraz będzie po naszej myśli. Dodawane zdjęcia będą takie, jakie będą.
Na 10 calach i dwóch mega pamięci - cudów nie będzie. Podobnie z pozycjonowaniem zdjęć w tekście.
Czyli od tej pory przedkładamy treść bloga, nad jego wygląd. I tak już do naszego powrotu do Polski będzie. 
        Opisałem powyższy przypadek dość dokładnie, nie po to, aby się tłumaczyć, ale aby pokazać, że w podróży różne rzeczy mogą nas zaskoczyć, a wyjście z każdej sytuacji znaleźć można. 
 
        Chcę teraz powrócić do naszej dalszej podróży po Sycylii. Zerknąłem jednak na statystyki bloga i zobaczyłem, że o ile nasza wędrówka po kontynentalnych Włoszech była w zainteresowaniu, to na Sycylię nikt specjalnie się nie wybiera.
        Czyli mój opis, od tego momentu nabierze tempa, a więcej czasu poświęcę na kolejne nasze
 zwariowane przedsięwzięcia, które chcę sfinalizować za kilka miesięcy.
Słowo o zjeździe z Etny. Już po zmroku, jechaliśmy w kierunku Acireale. Miasta na wybrzeżu. Było trochę błądzenia, zawracania, gdyż są pobudowane nowe drogi, część wiosek jest opuszczonych, drogi zarośnięte drzewami, a nasza nawigacja nie grzeszy nowymi mapami.
      
        W Samym Acireale umówiliśmy się z Waldim i Waldi na wyznaczonym miejscu czekał, sporym parkingu, prawie w centrum miasta. Opiekuje się nim jakiś bezrobotny i za pół EUR od pojazdu, mieliśmy zapewnioną opiekę i można było kolejnego dnia rozpocząć zwiedzanie. Miejsce bez mediów niestety. N 37.614323°  E 15.169330°.
      
        Co do samego miasta, to po raz kolejny utwierdziło nas w przekonaniu, że Włosi uwielbiają samochody, nie lubią chodzić, a w ślad za tym nie budują chodników.
        Bo i dla kogo? Oto kilka przykładów. Z kilku różnych miast sycylijskich.
      
        Co jeszcze w Acireale nas spotkał? Na przykład wizyta w piekarni, takiej małej, rodzinnej. Zaczynamy pomału łapać zagadnienie włoskiego pieczywa, co i jak się nazywa, dlaczego takie diablo drogie itp.

        Wieczorem jedziemy do kolejnego miasteczka. Do Aci Castello. Tak nam z przewodników wyszło. Nie wyszło tylko, gdzie mamy się zatrzymać. Ale nie zawiodła intuicja. W porcie rybackim zawsze miejsce się znajdzie. I się znalazło: N 37.555510°  E 15.148305°. Spokojnie, na boku, w cieniu średniowiecznego zamku. W porcie, a dokładnie, to w miejscu gdzie przesiadują rybacy, można wodę zatankować. Jeśli komuś to miejsce nie odpowiada, to może zatrzymać się kamperem na końcu promenady nadbrzeżnej N 37.559523°  E 15.155013°. Wokół mamy kilka ciekawych rzeczy do zobaczenia. Normandzka forteca, to ta na zdjęciu, fajne miasteczko, a w sąsiedniej Aci Terezza zobaczymy cyklopy. Ciekawe formacje skalne.



                
       Catania. (Katania). Jeden dzień jeździłem na rowerze, aby znaleźć jakieś sensowne miejsce dla kamperów. Wszędzie ceny zaczynają się od 10 EUR "za nic". Wypadało by, aby kampery zostawić gdzieś blisko centrum, aby nie zachodzić się na śmierć. Znalazłem jedno takie miejsce, free i w centrum. Na placu Palestro N 37.499560°  E 15.073325° . Alternatywy to: N 37.534388°  E 15.120434° (przed dużym sklepem IperSimply, dość daleko od centrum), N 37.520650°  E 15.112617° (parking nad morzem, z samozwańczym ochroniarzem), N 37.514390°  E 15.093412° (parking, wskazany dla kamperów, na nocowanie chyba za drogi), N 37.507109°  E 15.090554° (P w centrum, ochroniarze chcą 8-10 EUR za dobę, za kampera). Na południe od centrum są 2-3 strzeżone parkingi, które proponują przyjęcie na swój teren kampera. W czasie pieszej wędrówki po mieście, zainteresowały mnie wielkie lalki wykorzystywane w teatrze sycylijskim. Ich waga dochodzi do 30 kg!


        Z Katanii wyjechaliśmy już po zmroku. Ciężko było coś sensownego znaleźć na nocleg.Dopiero rano okazało się, na jakim śmietnisku stoimy. Okoliczne plaże wyglądały jeszcze gorzej. Ot, sycylijski folklor. N 37.442473°  E 15.087025°







             Wioska rybacka Brucoli. Tak nam się jakoś wymyśliło. Od kilku dni nie mogę doładować akumulatorów pokładowych. Było to spowodowane problemami z masą, a potem kilka pochmurnych dni. Tymczasem komputer wykorzystujemy po kilka godzin dziennie, nie mniej krócej włączony jest telewizor. Więc trzeba gdzieś podłączyć się na dobę, do 220V. W samej miejscowości jest fajna miejscówka, na brzegu, obok łodzi N 37.281683°  E 15.190123°. My zatrzymaliśmy się w pobliżu, na "parkingu dla łodzi". Pytam o prąd i wodę. Nie ma problemu - wjeżdżaj. Pytam o koszty - nie ma kosztów. Wieczorem jemy pyszną, miejscową  pizze. Warto tu też rzucić okiem na ciekawy port rybacki, na północ od zabudowań. Wygląda jak skandynawskie fiordy. Nad nim jest oficjalny parking dla kamperów N 37.284544°  E 15.186434°. Wody nabierzemy przy głównej ulicy miasta.

        Syrakuzy (Siracusa). Duuuuuże miasto. 2-3 dni to minimum, które powinniśmy tu zostać. Wszystkie miejsca postojowe dla kamperów zlokalizowane są w rejonie portu rybackiego. Wszystkie spokojne, oświetlone, z możliwością uzupełnienia wody i tylko jeden z nich płatny. Największe doświadczenie z tego miejsca posiada zapewne Waldi, bo chyba miesiąc tu spędzili. Więc tak, my staliśmy N 37.069298°  E 15.291425°. Mniej miejsca jest w punkcie N 37.066131°  E 15.291468°. Poniżej kilka nietypowych migawek z Syrakuz. Jakaś uliczka, relikwie świętych i jak wykorzystać elementy świątyni greckiej do budowy katedry.










        W tym miejscu rozstajemy się z polskimi karawaningowcami. Oni zostają na Sycylii, my musimy zwiększyć tempo jazdy, aby po nowym roku przeprawić się za morze. Jedziemy w centralną część wyspy. Palazzolo Acreide. Dobra informacja turystyczna, mieszcząca się w budynku urzędu miasta, zaopatrzy nas w ciekawe materiały, które pomogą nam w podziwianiu tego miasta i okolicy również. Bo jak mamy rower lub inny jednoślad, to warto powłóczyć się po miasteczkach i wioskach, gdzie turyści nie bywają, a wiele rzeczy warte są zobaczenia. Przed laty w Palazzolo Acreide wyznaczono miejsce dla kamperów, zostało ono nawet dobrze oznakowane na drodze dojazdowej. N 37.062241°  E 14.908845° Tylko wyposażenie jakoś się zestarzało. Kran bez wody, miejsce zrzutu toalety rozpadło się. Samo życie. Wyszperałem jeszcze jedno miejsce. Gdy już wydrapiemy się kamperem do ruin starożytnej Akrai, N 37.058022°  E 14.895192°, to możemy pozostać tam na noc. Nie zapomnijmy tylko o najazdach do poziomowania kampera! Moim zdaniem, bardziej urokliwym miejscem jest droga i jej obszerne pobocza, położone za ruinami. Widok jaki się  stamtąd rozpościera, zapiera dech w piersi N 37.054850°  E 14.895175°.
        
        
        Noto Antica. To też środek Sycylii. Totalne odludzie. Obcowanie z ruinami tego wcześniejszego Noto. Wyłącznie dla amatorów "starych kamieni" N 36.946667°  E 15.023137°. Niedaleko jest super klasztor, ale osobiście proponuję dojazd od drugiej strony. Będzie szerzej i mniej zakrętasów.
Tu nic dla kamperowców. Tu coś dla oka. Włoska klasyka - Piaggio i Vespa. Miodzio.

         W samym miasteczku Noto jest taki oficjalny parking dla kamperów. N 36.895032°  E 15.067735° Prawdę mówiąc, to nie chcieliśmy tam pozostawić kampera samego. Jakoś tak slamsowato za bardzo. Lepszy już jest nieco mniejszy N 36.888807°  E 15.075361°.

Jeżdżąc rowerem po okolicy, można spotkać fajne klimaty.
Na zdjęciu prywatna kaplica, a raczej mały kościół,
w prywatnym obejściu plantatora oliwek.
Z tyłu, za moimi plecami, jest brama na duży camping.
Obecnie zamknięty, ale czy w lecie te śmieci nadal tu leżą?
Gdzieś w rejonie N 36.712673°  E 15.119320° jest jedyny
odcinek  "dzikiej plaży", jaką spotkaliśmy
na wschodnim wybrzeżu Sycylii.
Wszystko inne zabudowane.
Oto wieczorny efekt erupcji, oddalonej o 30 kilometrów Etny. 

        Modica. Zaplanowaliśmy jeden dzień, byliśmy trzy. Inaczej się nie dało. Przez przypadek trafiliśmy na weekend, w czasie którego obchodzono Święto Czekolady. Bo właśnie Modica jest stolicą sycylijskiej czekolady. To była uczta duchowa - wspaniałe zabytki, ale i uczta cielesna. Nie wiedzieliśmy, że czekolada tak może wyglądać i tak może smakować. Przy okazji najwyższy w Europie most (w swojej kategorii), koncerty, degustacje itp. Najpierw staliśmy na placu w N 36.844370°  E 14.762378°

Miejsce N 36.853637° E 14.755588° też dla kamperów


Stoisko z czekoladami.
Widok z kampera na most.

Czekoladowy but.
Czekoladowa rzeźba.


Tu są socjaliści.
Malutkie Fiaty.


Szopka.
Spacerkiem po zabytkach.


Widok na Modice.
To też Modica.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szukaj na blogu