wtorek, 16 sierpnia 2016

Rosja 2016 - Moskwa i region centralny - kamperem 4

          Jednak przełamuje się, i kilka obrazków z rosyjskiego muzeum lotnictwa zapodaję. Na mnie (i nie tylko), oglądanie tych eksponatów MUZEALNYCH (!) zrobiło duże wrażenie.
Mi-12

Su-100 + dwie bomby jądrowe.

M-50

Su-7L. Odrzutowiec na płozach.

Tu-95. Ciągle lata i atakuje. Rok 2015 cele ISIS w Syrii. 
     
Camping Sokolniki
Moskiewskie osiedle mieszkaniowe.


        Tego samego dnia, już o zmroku stajemy w Moskwie. I od razu wyjaśnienie, jakie otrzymaliśmy od Rosjan. Moskwa i Rosja, to dwie różne płaszczyzny. Dwa różne „kraje”. W Moskwie jest wszystko na plus. Kultura, ruch uliczny, ludność (12-14 mln) i ceny również. Zaopatrzeni w takie informacje, stajemy na jedynym chyba w tym mieście campingu Sokolniki. N 55.81596  E 37.67597 Nie liczę tu oczywiście różnego rodzaju parkingów przyhotelowych, ale o tym później. Parking należy do miasta, więc i ceny są miejskie. Za dobę trzeba liczyć na 3 osoby 1500 rubli. Jest punkt zrzutu szarej wody, opróżnienia toalety (dobrze przygotowany), niektóre gniazdka z prądem działają, jest jakiś aneks kuchenny i nawet jeden (!) prysznic na cały kemping. Czyli da się wyżyć. Natomiast, czego nie ma? Żadnej mapki, czy innej informacji o Moskwie, nie ma biletów komunikacji miejskiej. My jednak spisujemy sobie na kartce, co pani w recepcji nam mówi i jedziemy do centrum. Jakieś 300 metrów od kempingu jest przystanek tramwajowy. Wsiadamy do linii 25, w kierunku miasta. Pamiętajmy, że w Rosji, a w Moskwie szczególnie, pieszy ma pierwszeństwo nawet, gdy zbliża się do przejścia.
Grób poległych za ojczyznę.
Miłe to i szkoda, że w Polsce tak nie jest w praktyce. Tramwaj podjeżdża, czekamy aż się zatrzyma i dopiero wtedy wkraczamy na jezdnie. W komunikacji miejskiej wchodzimy ZAWSZE przednimi drzwiami. Tam są bramki obrotowe. My nie mamy biletów, więc kupujemy u motorniczego. Cena jednakowa na wszystkie środki komunikacji moskiewskiej. Łącznie z metrem, to 50 rubli od osoby. Justa kasuje bilety. Przykłada wszystkie 3 na raz do czytnika i wchodzi tylko ona. My zostajemy w czarnej ……….. Stoimy w przedsionku. Tramwaj jedzie około kwadransa. Dojeżdżamy do końcowej pętli, więc o pomyłce nie ma mowy. Tuż przed pętlą motorniczy otwiera swoje drzwi i pyta, dlaczego nie weszliśmy dalej?
Pod murem Kremla. Feliks Dzierżyński
Odpowiadamy żartobliwie, ale zgodnie z prawdą, że my z Polski, mało jeszcze obeznani z zawiłościami miejscowej techniki. Mówi, że trzeba było mu powiedzieć, to by nam otworzył przejście do wagonu. Potem pyta nas, dlaczego Polacy tak nienawidzą Rosjan? Odpowiadam mu z godnie z naszą wiedzą, że nienawidzi może 2-3 miliony Polaków. Pozostałe 90 procent ma zapewne inny pogląd. Odpowiedział, że tak jest też w Rosji. Durnych nie brakuje, ale teraz on nam dziękuję za te słowa i jeszcze długo potrząsał moją ręką. Mówiąc, dziękuję Wam. To było takie miłe, pierwsze spotkanie w Moskwie. Potem przesiadka do metra. Trzeba przejść kolejne 300-400 metrów do takiego małego pawilonu, z małymi literkami „M” dookoła. To stacja metra Sokolniki. Znowu kasa, znowu bilety za 50 rubli.
Moskwa. W muzeum im.Puszkina
Pytanie, na który peron do centrum i po 2-3 minutach siedzimy już w wagonie pędzącym w podziemnych tunelach. Na stacjach metra można robić zdjęcia. Byle nie policjantom. Niektóre stacje moskiewskiego metra przeszły już do historii architektury, jako socrealizm i to wysokiego lotu. Jedziemy 6 lub 7 stacji. Do stacji Ochotnyj Riad. Są zapowiedzi przez głośniki. W metro jest internet, ale tylko dla posiadaczy rosyjskich numerów telefonów. Wysiadamy, kierujemy się tunelami, za strzałeczkami „Krasnaja płaszczad” i wychodzimy na powierzchnię, tuż przed Placem Czerwonym. Dalej według uznania. Jak zaplanować indywidualne zwiedzanie Moskwy? Sami dokładnie nie wiemy. Nie udało nam się przez tydzień czasu namierzyć jakiejś informacji. Więc pytamy, czytamy i kombinujemy. Mauzoleum Lenina i innych czynne w wybrane dni do godziny 13.00. Trzeba odstać w kolejce około pół godziny. Wstęp free. Kreml nieczynny chyba w czwartki.
Polska czapka w Muzeum Armii Rosyjskiej.
Generalnie, co zabytek, to inaczej. Dzwonimy do starych „latających” znajomych Sviety i Andrieja. Mówią, że zaraz nas zabierają samochodem na wycieczkę po Moskwie. Takie miłe spotkanie po latach. Pokazują nam centrum Moskwy w pigułce. Łubianka, punkt widokowy ze wzgórza z moskiewskim uniwersytetem, poznajemy historię Łubianki numer 3 (dom na nabrzeżu), pomnik Piotra I, sobór Chrystusa Zbawiciela, moskiewski Manhattan i wiele, wiele innych. Przez cały czas żar leje się z nieba. O spacerach nie ma mowy. Kolejne dwie noce spędzamy w podmoskiewskim jacht klubie naszych znajomych, gdzie najpierw próbujemy żeglować – bezskutecznie, bo albo flauta, albo burza.
Żeglowanie prawie w Moskwie.
Kolejny dzień spełnia się moje ciche marzenie i jedziemy do Kubinki. Podmoskiewskiej miejscowości, oddalonej od Sokolnik o bagatela 90 km! Kamperem trudno by było przedrzeć się przez zatłoczone obwodnice Moskwy i zapewne byśmy zrezygnowali. Co to jest Kubinka? Chyba największe na świecie muzeum czołgów. Prawdziwy mężczyzna tu być musi! Tym razem na trzech kartach pamięci uwieczniłem takie rarytasy jak naszą rozpoznawczą tankietkę TKS, Tygrysy, Pantery, jedyny na świecie egzemplarz niemieckiego czołgu Mysz, samobieżne działo Carl z 600 mm armatą, które brało udział w tłumieniu powstania warszawskiego. Stary i nowy sprzęt pancerny różnych armii świata. Dziesiątki prototypów czołgów rosyjskich, a prawie na naszych oczach przywieziono rosyjski czołg o wysokości ……. najwyżej 150 cm. Balsam na moje serce. Troszkę zapewne mniejszy, na serca moich dziewczyn
Zaplecze muzealne. Co to?


Muzealna nowość.

Samobieżne działo z powstania warszawskiego.

Obiekt 279, czyli 4 gąsienice.
        Dziękujemy Svieta i Andrzeju za poświęcony nam czas i pokazanie rzeczy, których sami byśmy na pewno nie zobaczyli.
Parking w centrum Moskwy.
Teraz temat postoju kamperem w centrum Moskwy. Każdy tu bywający polski kamperowiec mówi, że nie ma problemu. Przeszedłem na piechotę kilka stojanek (parkingów) w okolicach Placu Czerwonego. Przecież tu wszędzie obowiązuje jeden cennik! 100 rubli za godzinę postoju. 2400 za dobę. Nigdzie nie chcę być inaczej. Czyli stoisz gdzieś między blokami, albo pod innym mostem. Ciągły ruch samochodów, spaliny. Brak dostępu do wody itp. Na jedną noc zapewne byśmy wytrzymali, ale więcej? Muszę jeszcze dodać, że niewłaściwe parkowanie w Moskwie grozi spotkaniem z samochodem, jak na zdjęciu poniżej.
Łowcy czekają na sygnał.
Zielone lawety, w asyście policjanta podjeżdżają, same ładują sobie "ofiarę" dźwigiem i wywożą w siną dal. Nie jest im obce wyciąganie samochodu z pomiędzy innych. Ciekawe, czy i kampera sobie załadują? 
Więc wróciliśmy na kolejne 2 doby do Sokolnik. Tu niespodzianka, bo nie jesteśmy już samymi wśród Rosjan. Jest kamper z Niemiec (jadą do Mongolii), Hiszpanie wracają z Kazachstanu. Czesi robią objazdówkę, no i przyprowadzili swoje małe stadko niemieckich kamperowców Maciek i Ania. To Ci, których spotkałem kilka dni wcześniej w Pereslaviu.


        Co jeszcze robimy w Moskwie? Jeden dzień gospodarczy, pranie po miesięcznej podróży. Ja rowerem jadę z Sokolnik w miasto. Da się. Podziwiam Tverskoj, Arbat, okolice Teatru Wielkiego, Centralne Muzeum Armii Rosyjskiej (150 rubli). Trudno tyle rzeczy zobaczyć w jeden dzień na piechotę. Wszystkie interesujące punkty w Moskwie, są porozrzucane po mieście. To nie Petersburg, gdzie wszystko (prawie) mamy w zasięgu spaceru. Kolejny dzień jedziemy z Justą ponownie metrem do centrum. Powtarzamy sesję foto na Placu Czerwonym.
Justa do góry nogami na placu zabaw.
Kilka dni wcześniej chodziliśmy jak w angielskim smogu i zdjęcia wyszły byle jakie. Okazało się, ze płoną lasy na Uralu i wschodni wiatr przywiał dymy aż do Moskwy. I do tego ta upalna pogoda. Mimo to oddajemy cześć wodzowi rewolucji, odbijamy się od Kremla – zamknięty. Tu wyjaśnię jedną rzecz. Prawie każde rosyjskie stare miasto ma swój kreml. To jego ufortyfikowana, historyczna część, gdzie za murami mieszkał jakiś miejscowy władca. Natomiast Kreml pisany z dużej litery, zarezerwowany jest dla moskiewskiej części miasta, gdzie jest siedziba – kiedyś cara, a obecnie prezydenta. Potem mieliśmy do wyboru: Trietiakowska, czy muzeum Puszkina? Wybraliśmy to drugie (300 rubli osoba), jako bardziej urozmaicone tematycznie. Jeszcze Grób Poległych za Ojczyznę z wartą honorową, spacer po Arbacie i wieczorem wracamy do Sokolnik. Na nasz ostatni moskiewski dzień przenosimy się bliżej innych atrakcji. Znalazłem miejsca, gdzie za free można spokojnie stanąć na noc i kilka fajnych rzeczy mieć w zasięgu spaceru.
Kamper, Robotnik i Kołchoźnica.
Najbardziej romantyczne jest nocowanie pod monumentalnym pomnikiem Robotnika i Kołchoźnicy N 55.82789  E 37.64424. Miejsce oświetlone, bezpieczne, w nocy spokojne. Pamiętać jednak trzeba, że Moskwa to nie rosyjska prowincja i kałonki z wodą tutaj nie spotkamy! Za to 200 metrów od wskazanego parkingu możemy wejść na teren wystawienniczy targów, gdzie między innymi jest oferowana do sprzedaży broń, przed którą drży nasz obecny minister wojny. Zestawy do zestrzelenia samolotów „niewidzialnych” i bezpilotowych, a nawet kompleks rakietowy „Topol” do wysyłania rakiet na odległość 10 tysięcy kilometrów. Oferty po rosyjsku i angielsku. Tylko kupować!
Fragment oferty sprzedaży.
Ale nie przyjechaliśmy tu kupować cokolwiek. Zwiedzamy pobliski Park Zdobywców Kosmosu. Potem taki „dzielnicowy” park wypoczynku, z atrakcjami, na widok których Justa aż podskakiwała z radości. No tak, w Rosji wszystko musi być naj. No, ale skoro są pieniądze, to i musi być zabawa! Stara kapitalistyczna prawda. Wskażę jeszcze inne „odkryte” miejsca postojowe w tym rejonie Moskwy: 



        P free przy ulicy N 55.81304  E 37.62377 (foto po lewej) lub bardzo spokojne miejsce, z pobliskimi sklepami N 55.81731  E 37.62887 (foto po prawej)








        Dodam jeszcze, że na zachód od centrum Moskwy jest już nowy PŁATNY odcinek autostrady zbudowany. Cena za przejazd zależy od wysokości pojazdu i w przypadku kamperów jest strasznie wysoka! Sami zobaczcie na poniższych zdjęciach.
Bramki autostradowe.

Cennik
Wysokościomierz na przeciw okienka kasjera.

          Moskwę opuszczamy po 6 dniach. O wiele za krótki to pobyt, ale do końca ważności wizy pozostały tylko 3 dni!
Bezpłatną autostradą w stronę Tuły.

1 komentarz:

  1. Ech. Tez myślałem żeby spotkać się ze Swietą i Andriejem, ale przy dwudniowym pobycie w Moskwie to nie wyszło. Nawet na grób Wysockiego nie dałem rady pojechać.

    OdpowiedzUsuń

Szukaj na blogu