niedziela, 21 sierpnia 2016

Rosja 2016 - Moskwa i region centralny - kamperem 5

       Co jeszcze można zobaczyć w Rosji w ciągu 3dni? Jest kilka alternatyw. Najpierw jednak trzeba wybrać kierunek powrotu do Polski. Przez Pribałtyki (Łotwa, Estonia)? Już tyle razy tam bywaliśmy.
Droga z Moskwy na Tułę
Przez Ukrainę? Mówi się, że na wschodzie wojna. Donieck? Ługańsk? Ekonomicznie to dobrze wygląda, bo bliżej do Krakowa i paliwo tanie, ale bezpieczeństwo najważniejsze? No i mamy medialną informację, że niedawno Ukraińcy poturbowali kilkoro Polaków i ich samochód w rejonie lwowskim. Policja nie interweniowała. Hmmmmm. Konsultujemy zagadnienie w kraju i za granicą. Nasz znajomy Tomek, ze Straży Granicznej, czyli osoba jak najbardziej kompetentna twierdzi, że przez Ukrainę można śmiało. Byle nie na kierunku działań bojowych. 

No to Ukraina. 
Nie znamy jej wschodniej części. Nie byliśmy w Kijowie. Co jednak można „po drodze” w Rosji jeszcze zobaczyć? Ryazan, Tułę, Kursk? Niezastąpiona Svieta doradza – Tuła.
Tuła. Centrum handlowe.
Więc tam pędzimy autostradą z Moskwy. Po drodze mijamy stacje z możliwością zatankowania propanu. Sami też tankujemy swoją butlę po 16.10 rubla za litr. Przykładowe stacje:  N 55.56496  E 37.60256,  N 54.91606  E 37.51283. Po południu stajemy na olbrzymim parkingu, przy nowym centrum handlowym w Tule. N 54.19264  E 37.63356 Dziewczyny biegną na zakupy, bo w Moskwie nie było na to czasu i nasza lodówka się wypróżniła. Ja do centrum miasta, na kreml, gdzie zlokalizowane są prawie wszystkie atrakcje Tuły. 

Muzeum Samowarów
Muzeum Samowarów. Mnie nie powaliło na kolana. Nie czuję tej dyscypliny parzenia herbaty. Wstęp na teren kremla jest free, ale co to za kreml? Odbudowany, odrestaurowany, po prostu piękny. Tylko duszy w nim brak. Jest za to Muzeum Broni (bilet 200 rubli). Bo przecież Tuła to również stara fabryka karabinów. Mam już trochę dość broni wszelakiej, ale mimo to .......... wszedłem. I powiem Wam, że nie żałuję. Robili w tutejszej fabryce i robią nadal prawdziwe cuda. Szczególnie broń myśliwska zaimponowała mi wykonaniem i grawerunkiem. 
Tulski kreml. Jak malowany.


Tuła. Muzeum broni.

Tuła. Broń myśliwska.

Tuła. Kałasznikowa jednak nie pokonali.
        Wracając do kampera zapytałem policjantów, gdzie można by zanocować? Wskazali mi mały parking N 54.19278  E 37.62830. Dla mnie trochę za blisko ruchliwej jezdni położony. Robimy w kamperze krótką naradę. Nie zostajemy w Tule. Wybieramy nowy cel. Na kierunku Ukrainy, blisko Tuły.
Nasz SP w Jasnej Polanie.
Jasna Polana. Jest położona nieco na uboczu, więc nocleg powinien być spokojny. I taki był. N 54.07382  E 37.53249. Do rana, bo potem zaczynają się zjazdy turystów. Trudno się dziwić. To miejsce dość magiczne i ważne dla rosyjskiej kultury. Tu powstała „Anna Karenina”, „Wojna i pokój” i inne mniej znane rzeczy. Czyli już wszyscy wiedzą? Tak, Lew Tołstoj tu żył i tworzył. Wstęp na teren posiadłości i parku 50 rubli. Oprowadzanie przez przewodnika (tylko tak wejdziemy do wnętrz) 300. Dla mnie bomba. Zaraz po powrocie biorę się za wojnę. Potem przeczytam pokój. Ale najważniejsze, co wyniosłem z Jasnej Polany, to zrozumienie i poczucie sympatii do tego rosyjskiego pisarza.
Jasna Polana. Nasza przewodniczka.

Jasna Polana. Dom Tołstoja.

Jasna Polana. Park i grób pisarza.
Zastanawiam się tylko, dlaczego czuję taki szacunek wobec Tołstoja, czy też Kazantzakisa? Jedno ich obu łączy. Czy to właśnie mnie tak intryguje i przyciąga? 

Po południu jedziemy dalej, nocleg znajdziemy gdzieś tam, bez planowania, na trasie. Teren staje się coraz bardziej pofalowany. Góra, dół. Góra, dół.
Rzeka Czerń.


Justa i cap

Gdy czas na jakieś jedzenie, skręcamy za miejscowością Czerń nad rzekę. Zatrzymujemy się przy ostatnim domu. Właściciel nie ma nic przeciwko temu. Opowiada o zniszczonej przez mera miasta rzece, o lisach, które mu zostawiły tylko koguta i takie tam plotki prowincjonalne. Justa biega od kota do capa, od konia do kozy. I tak nam mija wieczór Śpimy spokojnie.
Czerń. Tankowanie wody.
Rano nabieramy wody do picia z pobliskiego źródełka, a wody "technicznej" z kałonki. I dalej. 
Żelieznogorsk i "nibykot"
Jutro musimy przekroczyć granicę. Droga cały czas ok., tylko miejscowości i wiosek coraz mniej. Za miasteczkiem Żelieznogorsk znowu skręcamy w bok. Po kilometrze stajemy obok ładnego domu. Pytam właścicielki czy możemy? Nie ma problemu. Nagle zjawia się obok mnie Justa i po rosyjsku pyta, a kota to Wy macie? Ale siara! Uzależniać miejsce postoju kampera od kotów? Naszej Młodej chyba się w głowie poprzewracało na tym wschodzie. Na szczęście kot (taki dziwny, bo bez sierści) był i zostaliśmy. Ałła i Igor okazali się miłymi gospodarzami. Sami zaproponowali prąd i wodę do kampera, a już prawie o zmroku, zabrali nas swoim samochodem na punkt widokowy niesamowitej dziury w ziemi, która jest widoczna nawet z kosmosu.
Żelieznogorsk. Wielka dziura.
N 52.31335  E 35.40550. To miejsce wydobycia rudy żelaza. Wyrobisko ma już 450 metrów głębokości i z 10 kilometrów długości. Wydobycie trwa przez całą dobę. Warto było zobaczyć coś takiego. Dziękujemy.
Nasi gospodarze. Ałła i Igor.
Następnego dnia pokonujemy ostatnie 100 kilometrów i stajemy o 12.30, jako 50 pojazd w kolejce na przejście. Jako jedyni turyści. Jest kilka samochodów z rosyjską rejestracją, a reszta to „biznesmeni” z Ukrainy. Po ponad 4 godzinach powolnego podjeżdżania jesteśmy na terenie rosyjskiego przejścia. Podchodzi funkcjonariusz, zbiera paszporty.
Ostatnie 50 km do Ukrainy .....


..... bezludzie, ale urocze .......

        Po chwili przynosi je do kampera. Już bez drugiej części karty przekroczenia granicy, którą się wypełniało w czasie wjazdu.
..... i nagle już tylko ludzie.
Podchodzi celnik zabiera dowód rejestracyjny i deklaracje celną, którą wypełniało się w czasie wjazdu. Właściciel pojazdu idzie odebrać sam dowód rejestracyjny do wskazanego okienka. Na końcu wszyscy podchodzimy z paszportami do okien straży granicznej. W tym czasie celnik prosi o otwarcie kampera, wchodzi do środka. Prosi o otwarcie 2-3 szafek i po odprawie. Jeszcze jakiś mundurowy podchodzi i pyta prywatnie skąd jedziemy, jak się podróżuje i takie tam. Szlaban w górę i na Ukrainę. I tam dopiero się zaczyna jatka!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szukaj na blogu