środa, 1 marca 2017

Afrykańska odyseja - 06 Burkina Faso

BURKINA FASO. Tłumaczy się, jako kraj ludzi prawych, szczęśliwych.


Nowy kraj.
Graniczny punkt kontroli
        Szlaban i posterunek pograniczników burkińskich. N 13.90573  W 02.85414 Skrupulatnie nas spisują, trochę zdziwieni, co my tu robimy? Pytają o trasę przejazdu, cel podróży i takie tam. Ruch na granicy zerowy. Dopiero po prawie 30 kilometrach odprawa celna. Zasady te same, co w Mali. Najpierw znak drogowy STOP. N 13.81052 W 02.66986 Potem idziemy do baraku z dokumentami pojazdu i właściciela. Celnik wypisuje dokument celny pojazdu, a my płacimy jedynie 5000 CFA. To jeszcze nic.
        Naprzeciwko posterunku celników jest pierwszy na ziemi burkińskiej bar. Od wielu tygodni pierwsze zimne piwo. Nie macie pojęcia jak smakuje w takim upale. Szok. To wszystko rozgrywa się przed miejscowością Thiou. W samej miejscowości jeszcze posterunek żandarmerii. Trzeba go zaliczyć N 13.80266  W 02.65707. Żandarmi sami kserują sobie paszporty. Nic za to nie płacimy. 
Nocleg za Ouahigouya.
Przed pierwszą większą miejscowością Ouahigouya znowu żandarmy i pytania gdzie jedziemy i po co. W samym miasteczku znajdujemy „salon” sieci komórkowej AIRTEL i za 7 500 CFA kupujemy kartę startową i doładowanie internetu 2 GB. Dodatkowo płatne jest skonfigurowanie telefonu, był był dostęp do netu. 500 CFA. Niezbyt mi się to podoba, ale ….. Wieczorem jesteśmy świadkami narodowego święta Burkinian. Drużyna narodowa w piłkę nożną wygrała z faworytem pucharu Afryki, drużyną Tunezji (trener Kasperczak) 2:0 Miasto oszalało, tańce, śpiewy, trąbki, syreny. Na nocleg wyjechaliśmy za miasto i zatrzymaliśmy się za meczetem. N 13.51490  W 02.39460 Było spokojnie prawie do północy. Potem przyjechały żandarmy i nas wylegitymowali dość szczegółowo. 
Punkt opłaty drogowej
       Następny dzień zaczynamy od opłaty drogowej na N 13.46531  W 02.38466. Cena 2000 CFA. Droga do stolicy kraju Ouagadougaou (czytaj łagadugu), której nazwę w skrócie wymienia się „łaga” jest dziurawa. 

        Wyjazdowa na wschód jest koszmarnie dziurawa. To samo na południe, choć tu jest najmniej dziurawa, co wcale nie obligowało nas do płacenia na bramkach. Przyjechaliśmy tu wyłącznie po wizę entente. To taki specjalny rodzaj wizy turystycznej, ważnej dwa miesiące, która upoważnia Cię do jednokrotnego wjazdu, do pięciu krajów. W praktyce do czterech, gdyż obecnie Wybrzeże Kości Słoniowej wycofało się z tej umowy.
        I jeszcze jedna uwaga, wizę można wyrobić tylko (?) po wjechaniu na „normalnej” wizie, do stolicy jednego z tych krajów, a są to: Burkina Faso, Niger, Benin i Togo. Stajemy na terenie „dzielnicy białych”, o czym nie wiedzieliśmy i rankiem udajemy się do Biura Paszportowego, gdzie wypełniamy wnioski wizowe, jak na foto. 
On i drzewo
Codzienny rytuał.
     
        Opłata 25 000 CFA za jedną wizę, do czterech krajów. Dobra to cena. Odbiór wizy jest następnego dnia po południu. I tu zaczyna się jazda. We wniosku podawaliśmy (jest taka rubryka) datę wjazdu do pierwszego kraju na 5 lutego. Tymczasem wizy wydano z ważnością od 30 stycznia. 
             Nie pomogła awantura, wizyta u jakiegoś kierownika itp. Nie, bo nie, bo tak ma być i koniec. Pomału uczymy się afrykańskich zachowań. Jak czarny człowiek popełni błąd, a ma jakąś minimalną władzę, to nigdy się nie przyzna! Będzie szedł w zaparte, głupio się tłumaczył, ale się nie cofnie. Gdzie te czasy, gdy Burkina była krajem ludzi prawych i szczęśliwych? Jak ktoś będzie ciekawy krótkiej historii tego kraju, to sobie materiały znajdzie w tym temacie. Oczekując na odbiór wiz pokręciliśmy się po mieście. N 12.35848  W 01.54009 to studnia z wodą. 
Można gdzieś tam w okolicy przenocować. N 12.36955  W 01.52726 to park pamiątek, z wieloma sklepikami i warsztatem wyrobów z brązu. N 12.37351  W 01.51684 jedyne w stolicy muzeum. Muzeum Muzyki. Wstęp 1000 CFA, czynne od poniedziałku do soboty, z przerwą 12.00-15.00. Te południowe przerwy obowiązują w 90% afrykańskich muzeach. Późnym popołudniem opuszczamy to rozkrzyczane, roztrąbione, zatłoczone motorkami miasto i kierujemy się na wschód. 
Kilka fotek z Ouagadougaou.

Jedna z głównych ulic stolicy.

Menu dobrej restauracji.

Kościół katolicki.

Musee de la Musique

Ouagadougou, miasto motorków wszelakich.

Spółdzielnia brązownicza ze sklepikami.

Ouagadougou, nasza uliczka, nasze knajpki.
        
        W kierunku Nigru. Nocleg spontaniczny, jak to się mówi „w polu” N 12.43194  W 01.36135. Następnego dnia, kilka kilometrów dalej, punkt poboru opłat drogowych 3000 CFA. To ostatnia opłata drogowa, jaką zapłaciliśmy w tym kraju. Jest totalną głupotą płacić, wcale nie małe pieniądze, a jeździć slalomem pomiędzy dziurami w jezdni, z prędkością 30-40 kilometrów na godzinę. Kolejne punkty poboru będę podawał, ale my omijaliśmy je bokiem, czasami przez wioskę, czasami bez zatrzymywania się. Dla mnie osobiście jest zasadnicza różnica pomiędzy przestrzeganiem miejscowego prawa, a niszczeniem swojego pojazdu, zużyciem paliwa, stratą czasu i ……. płaceniem za to wszystko.
        I jeszcze jedna uwaga. Na przestrzeni tych wielu setek kilometrów dróg burkińskich, nie zauważyliśmy jakiejkolwiek ekipy, która łatała by te dziury. Nic. Liczą zapewne że z czasem dziury same się naprawią. Ale dokładnie mówiąc, to nie jest tak zupełnie, jak napisałem. Co pewien odcinek, widzimy z daleka jakieś grupki dzieci lub dorosłych, które zrywają się z pobocza i zasypują jakąś dziurę garnkiem, lub inną łopatką. Potem, gdy się obok nich przejeżdża,  wyciągają rączki po zapłatę. Niby logiczne, ale logiki w tym brak. W punkcie N 12.46275  W 01.31318 stoją żandarmi i legitymują.
Stacja LPG w Burkina
Nauka foto pozowania
     Stacje gazu LPG znajdziemy w N 12.32265  W 00.97573. Za nią znowu żandarmi i poważne sprawdzanie, czy to jadą turyści, czy też terroryści? N 12.26828  W 00.77730 Te ciągłe pytania. Od wielu miesięcy, jeszcze żadnemu żandarmowi, czy też innemu policjantowi, nie udało się rozszyfrować naszego pochodzenia, na podstawie tablicy rejestracyjnej. 
Jedynie ktoś tam, gdzieś tam, chciał popisać się swoją policyjną wiedzą i po spojrzeniu na tablicę z literkami PL, powiedział – poltugal.  

Po prawej i poniżej drogi w Burkina Faso. Te na wschód i południe kraju.

 

SP w Fada N'Gourma
        W tym rejonie Burkina, na tej międzynarodowej drodze, łączącej dwie stolice, nie są dziury. Są WIELKIE dziury w jezdni, gdzie jak żartowaliśmy, mógł sportowy samochód Kuby Wojewódzkiego w całości się schować. Policyjny checkpoint na N 12.18666  W 00.39364, potem celnicy sprawdzają twój dokument celny N 12.160022  W 00.10341, a nieco dalej żandarmi sprawdzaj, czy wszystko jest sprawdzone N 12.15556  W 00.05052. Z posterunkiem tych żandarmów jest kolejny posterunek żandarmów. Też ciekawych kto to i dokąd jedzie? N 12.08172  E 00.31042.
       Dopiero wieczorem, po wypiciu butelki zimnego piwa (600 CFA), stajemy za miastem Fada N’Gourma, na zasłużony wypoczynek N 12.04738  E 0036518. 
Miejscowy transport.
Można i tak.
         Miasto takie byle jakie. Gdzieś tam, ktoś miał safari park, ale nie udało się go odnaleźć. Ominęliśmy więc boczną drogą punkt poboru, przejechaliśmy przez pas startowy nieczynnego, polowego lotniska i ruszyliśmy na południe.                 Miałem taki chytry plan, a jednocześnie wielką ochotę zobaczenia bardziej poważnych dzikich zwierząt afrykańskich. Przejechać przez Park Narodowy Arley. No to w drogę!
Droga na południe, do Pama.

Rezerwat przyrody Pama.

Droga przez rezerwat.

Po prostu wiejskie dzieci.
        Drogę zwyczajowo dziurawą, slalom, wytężona uwaga aby nie uszkodzić zawieszenia kampera. Po drodze widzimy mały staw, a w nim 3 słonie. Szybkie foto Okraszone jeszcze zdjęciem małp. Czyli dobrze się zapowiada i zwierząt w tej Afryce nie brakuje.
        Przed miejscowością Pama jest nieczynny punkt poboru. Zapewne kierowcy wybili w złości jego obsługę. Ale nieco dalej, już jakieś beczki i tablice – punkt poboru. N 11.24670  E 00.70989 Przejeżdżamy go bez zatrzymania, lekkim rozpędem. Jakieś cywile coś machają rękami. Nawet nie odmachałem. Dopiero kawałek dalej, w tej samej miejscowości N 11.24009  E 00.71851 żandarmi nas zatrzymały i wszystko z paszportów spisały. Trudno się dziwić.
Za Natiaboani. Wesoła wioska.

Jak wyżej. Wszyscy się bawią.

Przesyłka do Europy.
        To już strefa przygraniczna. Przed miejscowością Tindangou jest nowoczesny punkt ważenia pojazdów ciężarowych N 11.18434  E 00.82314. To ważny punkt, ale o tym za chwilę. No i teraz ważny moment. Musimy skręcić z „drogi głównej” w szutrową i ze 100 kilometrów nią przejechać do parku. Upewniamy się w kilku miejscach i u żandarmów, policjantów, a nawet jakieś przygodne osoby pytamy, czy naszymi samochodami dojedziemy do Arly? Wszyscy odpowiadają – tak. No to w drogę. Po 3 kilometrach sprawa się wyjaśnia. Przejedziemy, jak sobie drogę wyrównamy, bo takie tu wyboje i uskoki. Krew mnie zalewa. Jak tu ufać czarnym mieszkańcom?
Nocleg po odwrocie z Arly.
        Nocujemy na poboczu N 11.19094  E 00.85780 Dopiero o zmroku sprawa się wyjaśnia. Tą szutrową drogą przejeżdżają wielki ciężarówki! Powoli przebijają się, ciągną przyczepy. Jest to więc objazd, który omija punkt ważenia pojazdów, a droga jest przecież tranzytowa do Beninu. Takie pojazdy muszą zniszczyć taką szutrową drogę. Następnego dnia wracamy zdegustowani na północ. Inaczej do Nigru nie wjedziemy. Ot głupie 150 kilometrów przez dziury i pobocza, gdy dziury są już nie do ominięcia. Postanawiamy zatrzymać się gdzieś, na krótki wypoczynek.

Każde zatrzymanie to ......



Miejscowe pączki.










    Wybieramy maszt BTS i uzgadniamy (za pomocą drobnych upominków) z ochroną obiektu, że staniemy sobie nieopodal. N 11.38862  E 00.58045 Ponieważ jest to teren rezerwatu de Pama, więc pytam obsługę o dzikie zwierzęta. Są nad jeziorami, 12 kilometrów dalej na wschód. Chcę zmontować ekipę pieszą z naszej ekspedycji. Nikt nawet nie myśli o marszu. Więc jakiś kilkukilometrowy trekking sobie robię. Nic nie zobaczyłem.
        Już o zmroku przybiega jeden ochroniarz i 200 metrów dalej pokazuje mi kilka słoni obgryzających liście drzewa. Ponieważ mogły podejść do kamperów (?), odstrasza je krzykiem i machaniem rękoma. Po dwóch dniach stania na słoneczku, ekipie ode chciało się dalszego wypoczynku i ruszyliśmy dalej. Do Fada N’Gourma, a potem na wschód. Temperatury wyglądają codziennie dość podobnie. W ciągu dnia 36-37 stopni, nad ranem około 30. Da się jednak spokojnie żyć.
Zabawa dzieci.
        Wilgotność powietrza nie przekracza 3 stopni! Ostatni nocleg na burkińskiej ziemi, taki w polu, za wioską N 12.13313  E 00.88974. Nie najlepiej trafiony, ale tak to bywa, jak stajemy już po zmroku, szukając wcześniej jakiegoś cuda. Kolejnego dnia opłata drogowa na N 12.46612  E 01.49232 i odprawa graniczna Burkiny, już na terenie Nigru N 12.63100  E 01.57628. Tak oto, opuściliśmy ten dziwny, dla nas kraj.
Bardzo mądra dziewczyna
Burkinka.
Fakt, że jechaliśmy jego mniej atrakcyjną częścią, z fatalnymi drogami, wysokimi opłatami, naciągaczami itp. Może w drodze powrotnej pokaże nam swoje lepsze oblicze?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szukaj na blogu