poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Kamperem za kołem polarnym 2014. Część 10. FINLANDIA północna


                   Finlandia. Jeden z najmniej znanych krajów w Europie. Podobnie jak Albania. Przeciętnemu człowiekowi kojarzy się z firmą Nokia i komarami. Przez karawaningowców traktowana na ogół tranzytowo. W czasie objazdu Skandynawii, czy też w drodze na północ. Postaramy się nieco zmienić podejście do tego ciekawego kraju.
Brak przewodników, nadrabiamy informacjami z internetu. Na polskich forach karawaningowych, jak zwykle ubogie informacje. My dajemy sobie miesiąc na ten region Skandynawii, a i to nie na całą Finlandię, ale na jej wschodnią część. Czy to wystarczy, aby zrozumieć, co Finowie mają w głowie?
          Ze Szwecji kierujemy się do Rovaniemi, miasta położonego w fińskiej Laponii. Musimy pamiętać, ze do Laponii nie jedzie się na zwiedzanie zabytków. Tu znajdziemy, ostatnią w Europie, dziewiczą przyrodę. Wyjątkiem jest miasto Rovaniemi. Stolica regionu, z kilkoma muzeami, ciekawym deptakiem Koskikatu, z kilkoma obiektami, które zaprojektował genialny architekt – Alvara Aalto. Spędzamy tu dwa dni. Rezygnujemy jednak z muzeum Arktikum, gdyż słabo przemawia do naszej wyobraźni wypchamy niedźwiedź, na rzecz muzeum historycznego, gdzie spędzamy kilka godzin, w autentycznych, dziewiętnastowiecznych zabudowaniach rodziny Saamów. Potem włóczymy się po mieście, podziwiając to, co zaprojektował Aalto. Zaczyna coś do nas docierać. Zaczynamy doceniać rolę architektury i designu w naszym otoczeniu. Za to już zaczynamy lubić Finlandię.

      Kilka kilometrów za Rovaniemi leży wioska (?) Napapiiri, czyli miejsce, gdzie mieszka i urzęduje Święty Mikołaj. Jedziemy tam, aby doręczyć list, napisany przez pannę Justynkę z Krakowa. Ponieważ w języku fińskim napapiiri oznacza koło podbiegunowe, więc można się domyśleć, ze takowe jest tam wymalowane. Robimy jakieś zdjęcia, oglądamy sklepy z pamiątkami i podziwiamy zaparkowane przed nimi, samochody ich właścicieli. Jakieś tam Ferrari, czy inne Maserati. Normalka.
         No i w końcu nadszedł czas na spotkanie z naturą. Kierunek północny-wschód. Miasteczko Kemijarvi.
                  Wspomnę tu jeszcze o języku fińskim. Najpierw powiem, ze na znak „protestu” przeciwko temu językowi, nie nauczyłem się żadnego słowa po fińsku! Po arabsku coś tam, coś tam. W innych językach podobnie, ale po fińsku nawet przywitać się nie umiem. Przeczy to moim zasadom, że wypada znać, choć kilka słów, w języku kraju, który odwiedzamy, ale fiński??? Wiecie zapewne, ze w angielskim są, no powiedzmy 3 przypadki, w niemieckim na cztery sposoby odmieniamy rzeczowniki, w języku polskim (trudnym do nauki) przypadków mamy 7, a fiński? Tu jest ich aż …… 15. Mało tego. Finowie nie mają przyimków (z, do, w, za, pod itd.) Wszystko załatwiają końcówkami rzeczowników. Musimy się głęboko wsłuchiwać, w końcówki wyrazów. Od tej ostatnie literki zależy sens wypowiedzi. Czy Fin jedzie na polowanie, wraca z polowania, jest na polowaniu, chce nas zabrać na polowanie. Dość. Lepiej już rozmawiać z nimi po angielsku. Chyba wszyscy go znają. I niech tak zostanie.

         Tymczasem jesteśmy w Kemijarvi. Miasteczko rzeźbiarzy. Znajdujemy sobie ciekawą miejscówkę do postoju nad jeziorem, a sam ruszam rowerem na poszukiwanie dzikich zwierząt. To będzie wielogodzinna jazda, z dala od ludzkich skupisk. Było pysznie. Znowu przekraczałem krąg polarny. Ciekawe plenery fotograficzne. Przez wiele godzin, tylko spotkania ze zwierzętami. Lecz niestety ciągle brak łosia na rozkładzie. Widzieliśmy setki znaków drogowych, ostrzegających przed tym grubym zwierzem. Tylko gdzie on sam się ukrywa? Mimo wszystko, trzeba pamiętać, ze połowo śmiertelnych wypadków drogowych w Finlandii, to skutek spotkania tego zwierza na jezdni. Jak się waży czasami ponad 700 kg, to łatwo sobie wyobrazić, jak wygląda zderzenie z samochodem. Może to jeszcze kwestia drugiego, co do ważności święta, obchodzonego przez Finów? Najważniejsze jest Juhannus, gdy Finowie świętują odejście nocy polarnej. Ale tuż za nim plasuje się Święto Myśliwego Polującego na Łosie. Jak się hucznie obchodzi takie święto, to może łosi już nie ma?
            Zostawiamy łosiowy problem i jedziemy na Parku Narodowego Oulanka. Trzeba wiedzieć, że w Finlandii jest ponad 30 parków narodowych, a Finowie bardzo poważnie traktują sprawy ochrony przyrody. Czasami nawet za bardzo poważnie. Wyobraźcie sobie, że czasami wozimy w kamperze, przez 2 dni swoje śmieci, bo nie ma ich gdzie wyrzucić. Po prostu nie ma kubłów i koszy. Nawet na parkingach. Żartujemy, ze Finowie są tak porządni, ze boją się bałaganu w kontenerach na śmieci. Ale z drugiej strony, to powinniśmy czerpać dobre przykłady. Ot, takie plastikowe butelki tzw. pety. U nas zaśmiecają nasze polskie otoczenie. Tymczasem wystarczy wprowadzić kaucje za takie opakowanie. W Finlandii to 40 eurocentów za butelkę, I co? I ludzie wrzucają butelki do specjalnych automatów w sklepach wielkopowierzchniowych, biorą kwit na 10, czy 20 EUR i idą po pieniądze do kasy. Można? Pewnie można, ale u nas w kraju są inne priorytety.

      Oulanka, chyba najpiękniejsze park narodowy w Finlandii. Choć oddalony od głównych tras przelotowych turystów, położony przy rosyjskiej granicy, warty jest odwiedzenia. Przez park ten prowadzi tak zwany szlak niedźwiedzia. Karhunkierros. Dla Finów rzecz kultowa. Potrafią godzinami dyskutować o tym szlaku. Jak go przejść, jakie warianty zastosować, gdzie warto nocować. Dlaczego akurat ten szlak ich tak wciąga? Nie wiem. Obcokrajowcy, którzy od lat mieszkają w tym kraju, też nie maja pojęcia, dlaczego akurat Karhunkierros ich wciąga? My robimy jednodniowe szlaki – najpierw koło Visitor Centre, a potem przenosimy się do wioski Juuma i przechodzimy Mały Szlak Niedźwiedzi, czyli Pieni Karhunkierros. Nie muszę chyba dodawać, że po drodze nie widzieliśmy ani niedźwiedzi, ani łosi.
       W Kuusamo dopadł nas deszcz i uziemił na cały dzień. Czyli WiFi i internet. Nie jest o niego trudno na terenie Finlandii. Musimy przyznać, że pogoda była dla nas, do tej pory, łaskawa. Padało trochę po wjeździe do Rosji, prószyło śniegiem na dalekiej północy i pokropiło dopiero teraz. Małysza nie spotkaliśmy i pojechaliśmy dalej.

                  Do Raatteentie.  Plenerowe muzeum „wojny zimowej”. Czas wspomnieć o zagmatwanej historii Finlandii. Finlandia została Finlandią, a tak naprawdę to dokładna nazwa tego kraju brzmi Suomi, dopiero w 1917 roku. Wcześniej ziemie te były we władaniu Szwecji, a pod koniec Rosji. Zima 1939/40 to okres tak zwanej „wojny zimowej” z ZSRR. Dla Finów, to okres bohaterskiego zmagania. Na wschodzie kraju, co krok spotkamy pamiątki z tamtego okresu. Tu odbyła się potyczka, tu zginął żołnierz fiński, tu odparliśmy atak rosyjskiego batalionu itp. Potem nastąpił, chyba wstydliwy dla Finów, okres przyjaźni i braterskiej pomocy ze strony Hitlera. Finowie przesiedli się na sprzęt z wymalowanymi czarnymi krzyżami. Potem odcięli się od tej znajomości. Sami tłumaczą, że są mistrzami politycznego lawirowania.
Zostawmy ich z tym historycznym problemem. Na szczęście nie maja tam braci (brata) polityków i jest im z tym dobrze, gdyż w parlamencie fińskim jest kilka partii, ale wszystkie one tworzą …….. koalicję rządową. No, bo kto mądry będzie głosował na ludzi, którzy tylko gadają, zamiast brać współodpowiedzialność za kraj? Jakież to mądre!

                  Kolejne miasteczko to Kuhmo. Może za wiele powiedziane miasteczko? Liczy 12 tysięcy mieszkańców. Tyle, co dwa osiedla mieszkaniowe Nowej Huty. Jest tam i park tematyczny i małe muzeum zimnej wojny. Jednak na mnie największe wrażenie zrobiła jazda rowerem. Jakieś tam głupie 70 kilometrów, ale za to, od godziny 20 do pierwszej. Cały czas w słońcu! Dzikimi ostępami leśnymi. Nocne (?) odgłosy ptaków, klimaty fotograficzne, tylko ja i natura. Pycha!
          Kolejne nasze etapy to miasteczko Nurmes (wystarczy godzinę czasu na zwiedzenie) i Park Narodowy Koli. Przy tym parku zatrzymam się na moment. W parku tym największym dobrem, można powiedzieć – dobrem narodowym, jest widok ze wzgórza, w kierunku jeziora Pielinen. Ta niesamowita panorama była natchnieniem dla wielu poetów, malarzy, a obecnie fotografów. Czuje się tam natchnienie. Sam nawet pewien dwuwiersz popełniłem w tym miejscu J. Byłem też świadkiem, gdy o zachodzie słońca, grupa Finów, siedząc na szczycie Koli, śpiewała ludowe pieśni karelskie. Uczta dla ucha.

Bo taka właśnie jest Finlandia.
     Nadal nie rozumiemy Finów, jednak wjechaliśmy już do północnej Karelii, podzielonego regionu, którego rosyjska część, tak bardzo spodobała nam się przed dwoma miesiącami. Jak będzie tutaj?

Już zaczynamy o tym pisać.
Rovaniemi. Arktikum i Marttiini.
 
Rovaniemi. Muzeum Historyczne Poykkola.
  
Muzeum Historyczne Poykkola. Pomieszczenia domowe.


Muzeum Historyczne Poykkola. Zbiory muzealne

Rovaniemi. Napapiiri. Mikołaj wita.

Rovaniemi. Napapiiri. Urząd pocztowy ze smerfami.

Kemijarvi. Kościół i dzieło Rogera Gaudreau z Kanady.

Kemijarvi. Nocne widoki.

Okolice Kemijarvi. Rowerowy tour.

Okolice Kemijarvi. Rowerowy tour.

Okolice Kemijarvi. Rowerowy tour.

Okolice Kemijarvi. Rowerowy tour.

Okolice Kemijarvi. Rowerowy tour i polarny krąg.

Jezioro Vikajarvi

Jezioro Vikajarvi 2

Park Narodowy Oulanka. Droga do Juumy.

Park Narodowy Oulanka. Juuma. Pieni Karhunkierros.

Park Narodowy Oulanka. Juuma. Pieni Karhunkierros 2

Park Narodowy Oulanka. Juuma. Pieni Karhunkierros 3

Park Narodowy Oulanka. Juuma. Pieni Karhunkierros 4

Oulanka. Kiutakongas. Katarakty Oulankajoki

Oulanka. Kiutakongas. Katarakty Oulankajoki 2

Park Narodowy Oulanka. Kiutakongas. Reniferek.

Park Narodowy Oulanka. Kiutakongas. Kamera straży.

Park Narodowy Oulanka. Tu zaczyna się Karelia.

Raatteentie. Muzeum wojny zimowej. Obelisk pamięci.

Raatteentie. Muzeum wojny zimowej. Rozstrzelany czołg.

Raatteentie. Muzeum wojny zimowej.

Nurmes. Jezioro Pielinen
 
Nurmes. Kościół z 1897 roku z 2500 miejscami siedzącymi


Nurmes. Śpiewajace drzewo
Kuhmo. Pomnik karelczyka

 Laplandia. Polarny krag po raz enty.
Kuhmo. Nocny rower wokół jeziora Lammaslavi.
 
Droga za Kuhmo.
 
Droga za Kuhmo 2
 
Koli. Spacer po parku narodowym

Koli. Finowie na szczycie wzgórza.

Koli. Nocne próby chóru.

Koli. Nocne widoki z parku narodowego.
 

wtorek, 15 lipca 2014

Kamperem za kołem polarnym 2014. Część 9. SZWECJA


         Szwecję traktujemy tranzytowo. Wiadomo – brak czasu. W ciągu czterech dni przemieszczamy się z Norwegii do Finlandii – północną częścią tego kraju. Ciągle jesteśmy ponad 200 kilometrów ponad kręgiem polarnym.
Czyli za dużo o tej Szwecji nie napiszemy, ot najwyżej jakieś małe spostrzeżenia.
          Najpierw więc, spostrzegliśmy w tej Szwecji, że ledwo śniegi zeszły, a oni już użytkowują swoje kempingi. I te szwedzkie kampery nawracające tam i z powrotem.
Tacy z nich „ostrzy” turyści?

         Zobaczymy jak to będzie w najbliższym parku narodowym? Bo wyczytaliśmy w przewodniku, że będziemy przejeżdżać koło Parku Narodowego Abisko.  Mały to park, właściwie jedna dolina, ale za to najczęściej odwiedzany w całej Szwecji. Jedną z przyczyn, jest zapewne fakt, że zaczyna się tu (lub jak kto woli, kończy) szwedzki narodowy szlak turystyczny Kunglesden zwany. Są tu wielkie parkingi, na których ciągle stoi kilkadziesiąt samochodów. Ich właściciele ruszyli na „Królewski szlak”. Kiedy wrócą? No cóż, szlak liczy drobnostka, ponad 440 kilometrów! No chyba, że poszli na całość, czyli na szlak Nordkalottleden. To taki szlak pieszy przez całą Skandynawię, o długości około ……. 800 kilometrów. My mamy mniejsze ambicje. W jeden dzień……..
         No właśnie – dzień. Dokładnie to było tak. Kampera postawiliśmy coś koło godziny osiemnastej i ruszyliśmy pieszo w góry. To jest właśnie urok dnia polarnego. Można się włóczyć przez całą dobę! Słońce ciągle jeszcze nie zachodzi. Nawet, gdy niebo zachmurzone jest, to bez problemu można wędrować po górach. Ile tylko sił starczy. Cudowna pora dla lubiących naturę. Trzeba jeszcze dodać, że szereg gatunków zwierząt prowadzi nocny tryb życia. Chodząc więc, po „górach i lasach”, w takie „jasne noce”, zobaczyć można to, czego w środkowej Europy nigdy nie zobaczymy. Bo człowiek jakoś słabo w ciemnościach widzi. Jest to więc jeden z argumentów, aby podróżować również za kołem polarnym.

             Na pierwszy rzut ruszyliśmy zobaczyć kanion rzeki Abiskojokk. Kapitalne kaskady, w wąskim korycie rwącej rzeki. Potem kierujemy się z dna doliny, w stronę góry Niulla. Szczytu nie zdobywamy, ale widoki mieliśmy przepyszne. Powrót do kampera koło północy.  Potem pełne zaciemnienie żaluzjami, aby choć trochę oszukać organizm. Inaczej się nie da. Mam już za sobą okres, gdy w środku nocy brałem aparat fotograficzny i ruszałem w plener. Tak bywało w Rosji i na początku Norwegii, Bo takie super miękkie światło daje wtedy słońce! Bo wtedy ta magiczna „złota godzina” (interesujący się fotografią wiedzą, o czym piszę) trwa wiele, wiele godzin.  

        Kolejny dzień spędzam na szlaku królewskim. Oczywiście nie na całym! Jakieś 20 kilometrów udało mi się przejść. Zauważyłem jednocześnie, że sporo miejscowych turystów rusza na szlak – w gumiakach. No dobra, trochę błotka tu i ówdzie jest, ale od razu gumiaki? Gdy wracałem z Abisko bocznym szlakiem zrozumiałem, dlaczego? W terenie podmokłym, są na ogół położone drewniane kładki. Ale czasami ich brakuje. Albo chcemy sobie skrócić drogę przez łąkę. I wtedy wracamy z mokrymi butami do górskich wędrówek. Co dobre na Karpaty czy Alpy, wcale nie musi się sprawdzać w Skandynawii. Te ich gumiaki (zielone) mają chyba jakieś wkładki do wielogodzinnych wędrówek?

      Potem zwiedzamy jeszcze skansen budownictwa saamów. Odległy kilkaset metrów od parku. No i jeszcze nauczka mała.

      Tyle ciekawych plenerów robię od dwóch dni, żongluję kartami pamięci i ….. tracę jeden dzień zdjęciowy. Po prostu nie zgrałem plików zdjęciowych z jednej karty. Poszła powtórnie do aparatu. Format i zdjęcia z ostatniego dnia pobytu w Abisko, a potem początek naszego pobytu w Kirunie, poszły się bujać.

       Jak już jesteśmy w pobliżu miasta Kiruna, to trzeba się tu zatrzymać na te 2-3 godziny. Krótki spacer, rzut oka na pobliską kopalnie rud żelaza. Zwiedzenie kościoła, który ufundował w 1912 roku koncern LKAB (właściciel kopalni rudy). Nie liczono się wtedy z pieniędzmi. Do prac przy budowie i wyposażeniu wnętrz tej świątyni, zaangażowano najlepszych, żyjących wtedy szwedzkich architektów i artystów. Trzeba jeszcze wspomnieć, że na północ od Kiruny, znajduje się olbrzymi teren we władaniu Centrum Przestrzeni Kosmicznej. Stąd w mieście, tu i ówdzie spotkać można, kilkumetrowe makiety rakiet.

        Kolejnych kilka godzin spędziliśmy na zwiedzaniu pobliskiej wsi Jukkasjarvi. Kiedyś byłą to wieś saamów (lapończyków). Pozostał tu po nich najstarszy w Laponii (1607) kościół drewniany, mały skansen i jeszcze coś współczesnego. To współczesne, to nic innego, jak budowany corocznie lodowy hotel (Ice Hotel). W zimie można w nim przenocować za jakieś 200-400 EUR, śpiąc na futrach z reniferów, na lodowym łóżku, między lodowymi ścianami, pod lodowym dachem. Coś dla turystycznych snobów, ale interes się kręci. Niestety w czasie naszej bytności, z hotelu pozostała tylko mokra plama i jeden lodowy blok. Nocna wycieczka rowerowa w poszukiwaniu łosia nic nie dała. Był lis, łosi niet. Choć znaki drogowe ostrzegające o ich istnieniu, stoją co krok.

Ostatniego dnia stanęliśmy w rezerwacie przyrody Masugnsbyn. Znowu jakaś wycieczka piesza do przełomu małej rzeczki. Przed północą rowerowa przejażdżka po rezerwacie. Rano spacer po terenie starej kopalni rud żelaza.

        Po południu wjeżdżamy do Finlandii. Gdyby nie tablica informująca o tym, zapewne przegapilibyśmy granicę.

          O Szwecji powiedzieć muszę jeszcze jedno. Gdy tu będziesz drogi Czytelniku, kup w sklepie spożywczym i popróbuj polarnego chleba. Cena niska, ale za to przez dni kilka wyśmienite jedzenie gwarantowane. Dla mnie odlot. 
Pierwszy szwedzki kemping, koło Norwegii

PN Abisko. Wycieczka na górę Niulla. Kanion Abiskojokk

PN Abisko. Trasa Kungsleden. Kanion Abiskojokk

PN Abisko. Trasa Kungsleden. Na trasie


PN Abisko. Trasa Kungsleden. Start

Jukkasjarvi. Dalej na wschód, z drogami też różnie bywa

 Jukkasjarvi. Lapońska kaplica z 1607 roku

Jukkasjarvi. Lapońska kaplica i kamper

Jukkasjarvi. Ołtarz lapońskiej kaplicy

Jukkasjarvi. Ambona

Jukkasjarvi. Nocna jazda rowerowa

Kiruna. Dar firmy LKAB. Kościół z 1912 roku. Wnętrze

Kiruna. Kamper z rakietą z CPK Esrange

Masugnsbyn. Górniczy skansen

Masugnsbyn. Rezerwat przyrody

Masugnsbyn. Rezerwat przyrody


Opakowanie Polarnego Chleba

Szukaj w tym blogu

Ładowanie...