niedziela, 19 października 2014

LITWA, ŁOTWA, ESTONIA - praktyczny poradnik podróżnika

To co wiemy, to zapodajemy.
Próżno tu będzie szukać informacji o kempingach, czy innych hotelach.
Podzielimy się jedynie informacjami przydatnymi w uprawianiu tego ....... "klasycznego" karawaningu.

Litwa

        Kraj dobrze znany karawaningowej braci, bo tuż za miedzą położony. O Wilnie i Trokach już wszystko zapomnieliśmy, bo lata temu tam byliśmy. Na Litwie obowiązuje jeszcze waluta lit o wartości około 1 lit = 1.2 plz, ale już niedługo! Od 1 stycznia 2015 Litwa wejdzie do strefy euro.
        Tymczasem podam kilka przykładowych cen (w litach) z naszej tegorocznej podróży: kawa 4, WC 1, drożdżówka 1 LIT, chleb ciemny 2.69, papryka czerwona 9.99 kg, banany 5.19 kg, wstęp do parku w skansenie Rumszyszki 2, do skansenu 5, parking przy skansenie Rumszyszki 8, muzeum pałacowe Rakiszkach 3 + 5 za wykonywanie zdjęć. Czyli ceny generalnie jak w Polsce

Nasze miejsca postojowe:

          Kowno. Ciekaw miejsce na P free, koło zamku, kilkaset metrów od Rynku. Na miejscu płatna WC. Wieczorami b.tłoczno, w nocy i w ciągu dnia spokój. Dobre do zwiedzania starego miasta. Niestety, nigdzie w okolicy nie znalazłem wody. (N 54.899830° E 23.887190°)

          Kilka kilometrów od centrum Kowna znajduje się największy na Litwie zespół klasztorny Pożajście. Obok duży P free, idealny na nocleg. W nocy cisza i spokój. Jest możliwość zatankowania wody w restauracji klasztornej. Wokół ciekawe trasy rowerowe. Koordynay miejsca: (N 54.875915° E 4.020525°)
       Pożajście. Kilkaset metrów od głównego parkingu klasztornego, jest kolejne miejsce, z możliwością zatrzymania się kamperem. Duży, bezpłatny parking, nad brzegiem "koweńskiego morza". Możliwość kąpieli i biwakowania. Na miejscu bezpłatna toaleta. Teren oświetlony. Możliwość ciekawych spacerów. Sądząc po śladach opon, okresowo mają tu miejsce popisy. (N 54.876621° E 24.014859°)
 
       Pożajście. Dwa kilometry dalej mamy możliwość zatrzymania się na miejscu biwakowym, w porcie jachtowym. W sezonie stoją tam litewskie przyczepy. Jest to popularne miejsce niedzielnego odpoczynku. Teren ogrodzony Płatne. (N 54.886705° E 24.023925°).
         Duży kompleks parkingów, obok skansenu w Rumszyszkach. Opłata 8 lit/dobę. Nie ma problemów z pozostaniem na noc. Przy wejściu do skansenu pomieszczenie ochrony. Możliwość nabrania wody w WC. (N 54.866277° E 24.201940°)
        W Rumszyszkach jest biały kościół z XIX wieku. Obok parking, na którym możemy się zatrzymać na noc. Nieopodal studnia, z której nabierzemy wody do kampera. Koordynaty (N 54.859827°  E 24.202805°). Oczywiście wszystko free.
        Trzecie miejsce w Rumszyszkach, gdzie możemy zatrzymać się na noc, to uroczy brzeg zalewu kowieńskiego. Jednak w tym przypadku, przed zjazdem na sam brzeg, powinniśmy pieszo przejść około 100-200 metrów utwardzoną drogą, aby upewnić się, że nasz kamper poradzi sobie z wyjazdem, lub czy nie jest za duży. Gałęzie. Postój free (N 54.859105°  E 24.214326°)
        

      
        Kolejne miasto to Kiejdany, z zaparkowaniem nie ma problemów, ale poza zwiedzaniem, to wody szukałem tu też. I oto studnia ogólnodostępna, położona między domami, z dobrą wodą. (N 55.285808°  E 23.979215°)
       
    
       
              
        Szetejnie, po litewsku Seteniai. Malutka wioska położono nieopodal Kiejdan, którą rozsławił Czesław Miłosz. Miłośnicy jego twórczośwci wiedzą o co chodzi. W trzecim domu od wjazdu na teren parku mieszka kobieta zarządzająca tym miejscem pracy twóczej. Bo nie jest to muzeum. Tu możemy poprosić o możliwiść wjazdu i noclegu w parku. Możliwość zatankowania wody i rozpalenia ogniska. Miejsce mistyczne :-) N 55.393828°  E 24.033323°)

          Rakiszki słyną z pałacu Tyzenhauzów. Jak już zwiedzimy kilka ekspozycji wystawowych, to możemy poprosić o możliwość noclegu w pałacowym parku z XVIII wieku. Wjazd przez boczną bramę (N 55.966396°  E 25.600942°) otwartą non stop. Samo miejsce postojowe (N 55.964811°  E 25.601346°). Na tyłach pałacu wąż z możliwością nabrania wody. Miejsce sympatyczne i spokojne.

        W Rakiszkach jest jeszcze jeden ważny zabytek - kościół z XIX wieku, a obok niego SP (stellplatz) free. Oświetlony. (N 55.963424°  E 25.583348°)


 
       
        Birże. Stare miasto z siedzibą Radziwiłłów. Obok kilka parkingów, na których możemy się zatrzymać na noc. Ten najbliżej wejścia do muzeum N 56.205186° E 24.757091°. Zwykły przymuzealny parking.

       Birże. Ciekawsze miejsce jest po drugiej stronie zamku. Duży plac, ze studnią, gdzie możemy zatankować wody do kampera. Wszystko free. Koordynaty N 56.203190° E 24.753560°. 
                Jako ciekawostkę pokażę cennik muzeum, które zlokalizowane jest w odrestaurowanym zamku Radziwiłłów. No właśnie. Wszystko w języku litewskim. Zrezygnowałem z wejścia, gdy dowiedziałem się, że opisy eksponatów też są po litewsku. Więc niech sobie Litwini sami zwiedzają. :-( . Tymczasem na pobliskim parkingu (N 56.204575°  E 24.760695°) jest dostępne free WiFi.      
           Możejki. Miasto tranzytowe, przy łotewskiej granicy. Zatrzymaliśmy się tutaj, późnym wieczorem, na parkingu przed marketem IKI  (N 56.304084° E 22.341942°). Ciekawostką na tym parkingu jest zakaz ruchu wszelkich pojazdów po godzinie 23.00





 

Łotwa

Kilka przykładowych cen. Tu obowiązuje euro.
Wstęp do zamku Rundales (bilety studenckie po 4.27 EUR) + foto 1.42. Chleb 0,55, chleb razowy 1,1. Olej napędowy (diesel) 1,304. Muzeum fotografii w Rydze 3.2EUR dla seniorów. Wstęp do kościoła w Rydze 1, WC 0,2. Kawa 2.15, żółty ser 4-4.5 za kg, wstęp do zamku Sigulda 0.71.
        Nim podam nasze miejsca postojowe, to napiszę o dwóch minach, na jakie najechaliśmy w tym kraju. Nawigacja wskazuje ok., na mapie papierowej droga "czerwona", a w realu ...... kilkanaście kilometrów pylącego szutru. I to dwie takie przygody.
Teraz miejsca postojowe dla kamperów:
 
       Bauskas. Do miasta wjechaliśmy późną nocą (za sprawą dróg gruntowych), więc na poszukiwanie miejsca czasu nie było. Nie mniej okazało się, że całkiem dobry jest duży praking przed marketem maXim. N 56.406036°  E 24.187420°
      
      
      
       Rundale. Już tylko dla tego barokowego pałacu warto przyjechać na Łotwę. Wokół jest kilka prywatnych parkingów, poza sezonem nieczynnych. Nam wystarczało miejsce, gdzie zatrzymują się autokary z wycieczkami. Duży free parking, oświetlony, z ujęciem wody do zatankowania. N 56.415684°  E 24.031292°.
      Okolica Rundale. Jeśli ktoś szuka ustronnego miejsca, może się zatrzymać kilometr dalej, obok tenisowych kortów N 56.419120° E 24.013936°
         Osiemdziesiąt kilometrów dalej znajduje się Ryga - stolica Łotwy. Miasto 700 tysięczne, w połowie zamieszkałe przez Łotyszów i Rosjan. W przeciwieństwie do Litwy, gdzie chyba wszyscy czują wstręt do języka polskiego i rosyjskiego, tu bez problemu możemy rozmawiać po rosyjsku. Starówka wpisana jest na listę światowgo dziedzictwa UNESCO. My spędziliśmy tutaj 3 dni. Dwa wydają się niezbędne, aby poznać, choć trochę, to miasto. Zdradzę teraz naszą metodę na wynajdywanie fajnych miejsc postojowych dla kamperów. Otóż rozmawiamy na ten temat z kierowcami napotkanych autokarów turystycznych. Oni znają chyba wszystkie tajemnice, gdzie za free, można się zatrzymać (nawet na noc), jak najbliżej atrakcji turystycznych. W Rydze jest taki parking, tuż przy Starym Mieście (N 56.956844°  E 24.098259°). Staliśmy tam w ciągu dnia. Jednak na nocny wypoczynek miejsce wydaje się nazbyt ruchliwe. Pytaliśmy okolicznych mieszkańców o bezpieczeństwo w tym rejonie. Twierdzili, że nie ma problemu. Jednak pobliska droga przelotowa nie nastraja optymistycznie. Dlatego dwa kolejne noclegi spędziliśmy w super cichym zakątku, bok łotewskiej stacji TV (patrz foto). N 56.936790°  E 24.114156° Piękny stąd widok na nocną Rygę. Do centrum można dotrzeć rowerem lub pieszo. Gdy braknie wody, wspomogą nas pracownicy ochrony z bramy wjazdowej.

        Jeśli ktoś chce bliżej centrum, to może się zatrzymać przy bocznych uliczkach, gdzie widzieliśmy parkujące kampery N 56.934716°  E 24.147932°. Sami tego miejsca nie testowaliśmy.
         Sigulda - miasteczko położone na skraju Parku Narodowego Gauja. Dawno, dawno temu Krzyżacy wybudowali w okolicy kilka swoich zamków. Obok jedneg z nich, na sporym parkingu, można się zatrzymać na noc N 57.165975°  E 24.851855°

          Kilkaset metrów dalej jest jeszcze większy parking, również z możliwością zatrzymania się kamperem N 57.163283°  E 24.853080°. Miejsce trzecie w Siguldzie, często wymieniane w publikacjach, to parking przy wejściu na teren Parku Narodowego (N 57.170348°  E 24.861597°). Sami tu nocowaliśmy, ale miejsca wyżej wymienione wydają się ciekawsze. Muszę jeszcze dodać, że jeśli nie gnamy przez Łotwę "na złamanie karku", to rejon rzeki Gauja wydaje się godny zatrzymania na 1-2 dni. Można tu zaplanować kilka ciekawych wycieczek rowerowych lub pieszych. Miejscowa informacja turystyczna zaopatrzy nas w ciekawe materiały informacyjne i mapy.

        W sąsiednej Turaida jest ciekawy zamek z XIII wieku i duży plac postojowy, gdzie w nocy panuje niczym nie zmącona cisza (N 57.186088°  E 24.844838°). Natomiast w ciągu dnia sami ocenimy, czy okoliczne tereny prawidłowo zostały nazwane Łotewską Szwajcarią? W okolicy mogę wymienić jeszcze miejsca noclegowe, które nam polecano, ale których osobiście nie widzieliśmy. SP w lesie, nad jeziorem N 57.363170°  E 25.172830°. SP koło rzecznego promu N 57.254320°  E 25.044080°. To ostatnie miejsce znane jest kajakarzom i w czasie sezonu może tu być dość gwarnie.
         Miasteczko Sabile. Jak już tutaj dotarliśmy, to okazało się, że jest tutaj najdalej na północ rosnąca winnica! Ale nie mniej ciekawa była ogrodowa wystawa kukieł N 57.044259°  E 22.576239°. Warto przystanąć tu na chwil kilka.

          Przy okazji możemy wody zatankować N 57.046250°  E 22.572637°. Jak już się tu zatrzymamy, to warto udać się na mały spacer, po tym małym miasteczku. Naprawdę warto.

           Kolejne nasze miejsce postojowe wybraliśmy (wyjątkowo!) na parkingu stacji benzynowej, bo: była tu sieć WiFi, a my mieliśmy pilne prace w internecie. Ponadto zapasy wody trzeba było uzupełnić. N 56.930807°  E 23.587680°. To duża stacja koło kąpieliska Jurmała. Skoro już napisałem o stacji i wodzie, to warto wiedzieć, a my tego odkrycia dokonaliśmy dość późno, że na większych stacjach paliw na Łotwie, są szafy szklane - jak ta widoczna na zdjęciu. Napisane na niej powinno być "gaiss" co oznacza powietrze (kompresor) i "udens", co po łotewsku znaczy woda. Na ogół jest tam konewka, którą cierpliwi naleją sobie wody do kampera. W dobrym tonie jest zapytać obsługi stacji o możliwość nabrania wody. Węża do tankowania wody, w takich miejscach raczej nie podłączymy. Czyli generalnie szukamy dużych, firmowych stacji i napisu "udens".
 
         Tu jest przykład ze stacji Statoil ..... na Litwie! Vanduo, to woda. Teraz warto zapoznać się, jak w danym języku nazywana jest woda i już tego drogocennego płynu nie powinno nam zabraknąć, w czasie uprawiania karawaningu po Europie.
       Wróćmy jeszcze na moment na Łotwę. Obok miasteczka Tukuma jest pięknie odrestaurowany pałacyk-muzeum. Obok niego, nad uroczym stawem możemy kampera na noc postawić N 56.966084°  E 23.194654°.
 

Estonia 

           Trochę przykładowych cen, oczywiście w EUR. Ziemniaki 0.39 za kilogram, pomidory 1.59, drożdżówki 0.19, biały ser biały 4 euro, pielimieny z mięsem 2.8 za kg, LPG 0.679 za litr, diesel 1.305, pizza mrożona kupiona w sklepie od 2.59, jogurt 0.85, drożdżówki na wagę ok.7 za kg, Bilet wstępu do skansenu 3 EUR (emeryci). Obiad regionalny 2 osoby 22 EUR, piwo około 1. Sałatka regionalna w Kurlandii 4.3. Za 0.7 euro zjemy deser regionalny.

Takie ceny obowiązują na Starówce Tallinna.





        
         Tallinn. Dopływamy z Helsinek w środku nocy. Ciężko coś znaleźć blisko Starówki i do tego w ciemnościach. My mamy jednak szczęście i dostajemy zgodę na postawienie kampera obok restauracji Klaus. Cicho, bezpiecznie, a co najważniejsze - 5 minut pieszo do największych atrakcji turystycznych miasta. Niejako przy okazji jest tu tanie i dobre jedzenie. 
       Potem przenosimy się poza centrum Tallinna. Jest tu jakiś camping Tallinn City, ale dla nas, jego lokalizacja i warunki jakie oferuje, to jakieś nieporozumienie. Niektórzy myślą inaczej. N 59.447777°  E 24.808889°. Jeśli ktoś ma nadwyżkę 20 EUR, może zatrzymać się w porcie jachtowym (N 59.467648° E 24.824390°)
             Ale my, kilkaset metrów wcześniej znajdujemy bezpłatny wielki plac N 59.464868°  E 24.825622°, a 400 metrów od niego jest spore centrum handlowe.     
       
         
 
       
       
         
        Kolejne kilkaset metrów dzieli nas od spokojnego, oświetlonego miejsca postojowego (free oczywiście), nad brzegiem morza, gdzie można udać się na poranny jogging, albo inne biegi N 59.463861°  E 24.821225°

       Jeszcze jedno fajne miejsce udało nam się namierzyć w Tallinnie. Trochę na uboczu. Jak jesteśmy w grupie, to może być interesujący SP. Na betonowym nabrzeżu N 59.448078°  E 24.754037°
 Ze stolicy Estonii jedziemy na zachód. Na przedmieściach Tallinna położony jest skansen wsi estońskiej (N  59.431489°  E 24.637824°) o nazwie Rocca al Mare. Najlepiej zwiedzać go na rowerze, a w rejonie wejścia są duże parkingi, na których zapewne można przenocować w swoim kamperze.
Kilkadziesiąt kilometrów dalej może zwiedzić dwie przyrodnicze ciekawostki. Klif morski (N 59.422113°  E 24.330467°) oraz wodospad Keila Joa (N 59.395718°  E 24.295693°).
        W miejscowości (uzdrowisku) Haapsalu, a właściwie, to tuż przed nią, zatrzymujemy się na oświetlonym placu byłej radzieckiej jednostki wojskowej N 58.943672°  E 23.579632°. W samym mieście można stanąć na parkingu N 58.948306°  E 23.539198°, obok zamku katedralnego z XIII wieku. 
 
       
 
       
 
        Przenieśmy się teraz bliżej Rosji. Ciekawe miasteczko Vaksali. Można się tu zatrzymać na oświetlonym parkingu, koło prokuratury (?) N 58.377740°  E 26.705680° 
         Ostatnią noc, przed wjazdem do Rosji, spędziliśmy w Voru, nad brzegiem jeziora o tej samej nazwie. Był tu zasięg WiFi, teren oświetlony i ciekawie zagodpodarowany brzeg jeziora.
      
       
 
      
 
       Następnego dnia okazało się, że w odległości kilometra, tuż przed miasteczkiem, jest ładnie zagodpodarowany parking "dla wędkarzy". Zapewne tu też można zanocować N 57.847420°  E 26.981946°
 
        Natomiast wodę możemy zatankować w publicznym miejscu, z przydrożnej pompy N 57.846076°  E 26.987408°


 
 
       I to było by na tyle, w temacie karawaningowym w Pribałtykach. Podałem tylko te dane, które osobiście sprawdziliśmy w czasie naszej podróży. W zapasie mieliśmy jeszcze kilkadziesiąt namiarów na miejsca postojowe, uzyskane od karawaningowców z innych krajów. Jednak, skoro ich nie widzieliśmy, to i nie wskazujemy.
Jakieś wnioski? Jak na nasz gust, to bardziej interesujące i przyjazne dla karawaningu są Estonia i Łotwa niż sąsiednia Litwa. Oczywiście taki pogląd jest rzeczą gustu.
W kolejnej części, podamy miejsca karawaningowe na terenie Rosji.  











wtorek, 23 września 2014

Kamperem za kołem polarnym. Część 12. Estonia, Łotwa, Litwa. Inaczej mówiąc, już do odwrotu ........


                    Pribałtyki. To trzy małe kraje, które przejeżdżamy w ciągu tygodnia, w drodze powrotnej. Można by szybciej, bo to zaledwie kilkaset kilometrów, ale. No właśnie, ale. Kilka miesięcy wcześniej, jadąc do Rosji, popatrzyliśmy na wschodnie rubieże tych trzech krajów. I wcale nie był to czas stracony! Teraz zaplanowaliśmy trasę bliżej bałtyckiego brzegu. Wnioski? Litwa, Łotwa i Estonia mają wspólną historię. Przez wieki okupowane przez swoich sąsiadów. Niemieckie zakony, Szwedzi, Rosjanie i Polacy. Trudno więc się dziwić, że historycznie rzecz biorąc, to na przykład Litwini, wcale nas nie mają za co kochać. Ale to już historia. Zostawmy ją różnym „zapamiętywaczom” z jednego, czy też drugiego kraju.
                Po opuszczeniu promu z Helsinek, spędzamy dwa dni w Tallinie. Bo jest, na co popatrzeć w estońskiej stolicy. Kamperem stajemy prawie w centrum, pięć minut piechotą od starego miasta. Starówka, to obowiązkowy punkt do zwiedzenia. Widać, że Estończycy wcale nie wstydzą się, bliskich kiedyś kontaktów z Rosją – nawet tą radziecką. Zresztą, w Estonii swobodnie możemy posługiwać się językiem rosyjskim. Gdy tymczasem taka Litwa, przeszłą już chyba cała na angielski.
Czyli jeden dzień spacerujemy po tallińskiej starówce, na której nie brakuje ciekawych zabytków, a dzień drugi poświęcamy na „przyległości”. Skansen Rocca Al Mare, pałac carski, muzeum sztuki współczesnej. To taki Tallinn w pigułce. Trzeba jeszcze dodać, że turystów tu nie brakuje. Wakacje w pełni, a my zauważamy ciekawy sposób na zarobienie kilku dodatkowych euro. Otóż w wielu sklepach, obok informacji o ofercie, jest też wywieszka o możliwości skorzystania z WC. Wstęp ujednolicony 1 EUR. Nie mniej ciekawa była dla nas natowska obecność. Wiadomo, ze Estonia nie ma swoich wojsk lotniczych. Oddelegowane są tam samoloty innych krajów, a w związku z napięciami na Ukrainie, byliśmy świadkami „demonstracji siły”. W południe, kilkakrotnie przeleciała nad Tallinnem, na małej wysokości, para F16. Narobiła tyle huku, że chyba każdy zrozumiał ich intencję – ręce precz od Estonii!!! Tak tylko przez moment się rozmarzyłem o paliwie, które te samoloty zużyły w ciągu kilku minut lotu. Starczyłoby tego paliwa (gdyby to był olej napędowy) na kilka lat podróży, dla kilku kamperów. Bo mowa tu o 10 (~) tonach paliwa lotniczego. Ale dość tego pacyfistycznego tonu.
            Z Tallinna jedziemy na zachód, wzdłuż bałtyckiego wybrzeża. Jakieś ciekawe klify są po drodze, jakieś fajne wodospady (Kejla-Joa). Potem miasto Haapsalu, z kilkoma interesującymi zabytkami: zamkiem biskupim albo starym dworcem kolejowym. Choć generalnie miasteczko to traktowane jest, jako miejsce startowe do zwiedzania estońskich wysp. Dokonujemy tu jeszcze jednego „odkrycia”. Po wielu miesiącach obcowania z czystymi wodami – czy to morskimi, czy wodami z jezior – w czasie spaceru po hapsalskiej plaży, oczom naszym ukazał się ...... totalnie brudny Bałtyk. O ile sprawiało mi przyjemność nurkowanie i focenie w wodach morza Białego czy Barentsa, to Bałtyk w Estonii zniechęcił mnie do jakiegokolwiek kontaktu z nim.
                 Potem czas na kolejne estońskie miasteczko, a właściwie to kurort – Parnu. Uważane jest za letnią stolicę Estonii. Jest tu dobre biuro informacji turystycznej i ciekawa Starówka. Tak w sam raz na 3-4 godzinny pobyt. Przy deptaku Ruutli zobaczymy kilka kilkusetletnich domów. Możemy tu też spotkać muzykujących przy ulicy ….. Peruwiańczyków (to Ci z Zakopanego?). Potem rzucamy okiem na średniowieczną Czerwoną Wieżę z oryginalną dachówką. Jeszcze tylko jeden, czy drugi kościół i jedziemy w kierunku Łotwy.

                 Ale po drodze robimy sobie jeszcze mały zapas ryb. Wspomnę tu o tym rybim  ewenemencie. Otóż jadąc kilka miesięcy wcześniej na północ, dokonaliśmy ciekawego odkrycia. Sklepowe ryby w Pribałtykach i Rosji są o niebo smaczniejsze od tych w Polsce. I to te wędzone, jak i w różnych marynatach. Co jest tego przyczyną? Ten sam Bałtyk. No, ale tacy Czesi, dostępu do morza nie mają a też potrafią mieć atrakcyjne smakowo ryby morskie. Stawiam więc na nasze ubogie przetwórstwo rybne.
              Przez Rygę przejeżdżamy późnym wieczorem, a następny dzień pracy zaczynamy od miasteczka Tukums, a dokładniej od położonego nieopodal pałacyku Durbe. To chyba najładniejszy klasycystyczny pałacyk na Łotwie. Za jakieś symboliczne grosze można obejrzeć jego wnętrza. Potem ruszamy w Kurlandię. Kurlandia, to historyczny region w zachodniej Łotwie. To tutaj, pod koniec II wojny światowej, dzielnie broniły się oddziały Lettland Legion. Łotewskie wojsko zorganizowane w ramach Waffen-SS. No cóż, Łotwa też ma trochę niechlubnej przeszłości za sobą. Dla nas to jest jednak tylko było-minęło. Bo w międzyczasie przejeżdżamy przez Sabile. Małe miasteczko, a raczej wioskę. Na chwil kilka, zatrzymała nas tutaj ekspozycja kukiełek ogrodowych, ciekawy kościół ewangelicki i kilka starych domów. Ale dopiero w kolejnym kurlandzkim miasteczku o nazwie Kuldiga, zatrzymujemy się na kilka godzin. Muszę powiedzieć, że tak urokliwego miejsca już dawno nie widzieliśmy. Są tutaj niespotykane wodospady. Może nie najwyższe, ze 2 metry mają, ale szerokie na 120. Najdłuższy w Europie most ceglany. Muzeum, kościół i kilka uliczek gdzie można się poczuć, niczym na planie filmu np. Noce i dnie. Są też restauracje, gdzie próbujemy kilku kurlandzkich potraw. Takie szprotki z ziemniakami? Palce lizać.

           Z Kuldigi kierujemy się prosto na południe, ku Litwie. Jeszcze tylko jedna przygoda nas spotkała. Jak nas Łotwa przywitała – tak i pożegnała. Na mapie wszystko ok. Droga czerwona. Nawigacja mówi ok. Tymczasem w realu znowu kilkanaście kilometrów drogi szutrowej!
Przeżyliśmy i kolejnego dnia Litwa, a dokładniej Żmudź i miasteczko Telsza. Można ominąć to miejsce. Z wyjątkiem dwupoziomowego kościoła, nie ma tu nic ciekawego do zobaczenia. Potem zaglądamy do Plunge. Pałac księcia Ogińskiego można oglądać tylko z zewnątrz. Od wielu lat trwa tu remont, choć miejsce to jest szczególnie ważne dla Litwinów. W Retowie zwiedzamy największy na Litwie neoromański kościół, a w rozreklamowanym, podkoweńskim miasteczku Czerwony Dwór nic już nie zwiedzamy. Jest sobota i w zespole pałacowo-zamkowym trwają ze trzy przyjęcia weselne. Kościół Tyszkiewiczów, pod wezwaniem świętej Teresy, nie zrobił na nas specjalnego wrażenia. Może to jednak już przesyt wielomiesięcznym "bieganiem po zabytkach"? Tak, to może być przyczyną.

                 Za kilkadziesiąt kilometrów Polska i spotkanie z bliskimi. Jeszcze tylko musimy pokonać ten krótki, ale jakże „ciekawy” odcinek pomiędzy Kownem i Suwałkami. Tutaj królują kierowcy wielkich ciężarówek, tirami zwanymi. Pomimo szeregu ograniczeń szybkości, ciągłej, czerwonej linii, o szerokości ponad pół metra, trwa walka o przetrwanie! Pęd po nagrodę szefa, w wysokości 10 EUR. Byle szybciej dojechać do celu. Kto uskoczy na pobocze, ten przeżyje. Kto nie zdąży, będzie bohaterem newsa w teleexpresie. Negatywnymi bohaterami są kierowcy z rejestracją turecką, rumuńską, polską i litewską. Naprawdę nie ma na nich sposobu?
                       Jednak tytułem tego naszego wpisu jest podróż powrotna przez kraje bałtyckie i tego się trzymajmy. Jakiś wniosek? Naszym zdaniem warto choć raz w życiu zwiedzić ten region geograficzny. Choć niekoniecznie w takiej kolejności, jak kraje są położone względem Polski. Najciekawszą jest naszym zdaniem Estonia. Nie mniej interesująca jest Łotwa. Litwa? Choć leży „za miedzą”, to zdobyła w naszym rankingu, trzecie medalowe miejsce. Dla wyjaśnienia – Wilno, Troki, czy też Górę Krzyży – zwiedziliśmy już przed laty.

Teraz czas na podsumowanie naszej wycieczki „Kamperem za Kołem Polarnym”.


              Najpierw podziękujemy najbliższej Rodzinie, która w czasie naszej kolejnej nieobecności w kraju, zajmuje się za nas wszystkimi przyziemnymi i nie tylko, sprawami. Przyjaciołom i znajomym, a szczególnie Sławkowi z malutkiego Waldwegu i Komplecikowi, którzy wspierali nas na różne sposoby. Dziękujemy EXIDE za dobre akumulatory. Olympusowi za użyczenie sprzętu fotograficznego, który idealnie wpasował się do naszego stylu podróżowania. Wydawnictwom Bezdroża i Bernardinum za przewodniki turystyczne, a National Geographic Traveler za wsparcie medialne. Dziękujemy również Marszałkowi Województwa Małopolskiego, Prezydentowi Miasta Krakowa, firmom Intrak, Truma, Glostar i Perfekt za kolejną pomoc udzieloną naszej kamperowej podróży.
 
Kamperem przejechaliśmy 11 182 kilometry, przez 7 krajów.
Podróż trwała 132 dni, w tym 42 dni przebywaliśmy za kręgiem polarnym,
z czego 3 dni w Arktyce (wyspa Vardo).
Osiągnęliśmy, najdalej na północ wysunięty skrawek kontynentalnej Europy – przylądek Slettnes.
Udało nam się zrealizować wszystkie założone cele, a wnioski z nich płynące to:

- dla polskiego “średniobudżetowego” emeryta, realne jest podróżowanie swoim kamperem, po północnych rejonach Europy,
- północna Norwegia, jest regionem przereklamowanym turystycznie, podobnie jak lud Saamów. Jeśli północna Norwegia, to raczej tylko na ryby.
- Finlandia, to kraj niedoceniany w turystyce, o dużym potencjale w tym zakresie. Tu znajdziemy ciszę, spokój i pogodnych, życzliwych ludzi.
- zachodnia Rosja zaskoczyła nas pozytywnie. Wbrew negatywnym, powszechnym opiniom, to kraj przyjazny do uprawiania indywidualnej turystyki. Mili ludzie o słowiańskiej duszy. Ciągle dzika przyroda północy.
Musimy też pamiętać, że uszczuplają nam się coraz bardziej pozaeuropejskie rejony świata, gdzie można bezpiecznie podróżować kamperem. Dlatego my coraz częściej spoglądamy na wschód. Ten daleki i ten bliski

               Jeśli kogoś interesują nasze praktyczne porady, z podróżowania kamperem na północ Europy, to zapraszamy za dni kilka. do "Praktycznych Porad Podróżnika". Nie będą to jednak namiary na campingi, czy inne renomowane restauracje i hotele. Podzielimy się jedynie uwagami z przekraczania granic, koordynatami miejsc postojowych na naszej trasie, cenami, czy też miejscami przydatnymi osobom uprawiającym karawaning.


EST Tallinn, widok ze wgórza Toompea


EST Tallinn, stara zabudowa wzgórza Toompea


 EST Tallinn, sobór Aleksandra Newskiego i F16


EST Tallinn, prawosławny sobór Aleksandra Newskiego
 
 
 EST Tallinn, wnętrze soboru
 
 
EST Tallinn, wieża Długi Herman z XIV wieku


 
EST Tallinn, sklep z pamiątkami i WC


EST Tallinn, spacer po Toompea


EST Tallinn, Plac Ratuszowy


EST Tallinn, kościół św.Ducha i 400 letni zegar


EST Tallinn, budynek Bractwa Czarnogłowych


EST Tallinn, spacer po Dolnym Mieście


 EST Tallinn, Muzeum Morskie


EST Tallinn, Muzeum Morskie i tablica pamiatkowa


EST Tallinn, skansen Rocca Al Mare


EST Tallinn, skansen Rocca Al Mare


EST Tallinn, skansen Rocca Al Mare


EST, Keila-Joa, wodospad


EST, Haapsalu, zamek biskupi z XIII wieku


 EST, Haapsalu, wody Bałtyku


EST, Parnu, stare domy


EST, Parnu, średniowieczna Czerwona Wieża


EST, Parnu, uliczne występy


ŁOT, Tukums, klasycystyczny pałacyk i my


ŁOT, Tukums, pałacyk i sypialnia dziecięca


ŁOT, Sabile, przydrożne kukiełki


ŁOT, Sabile, obraz na budynku


ŁOT, Kuldiga, najdłuższy w Europie most z cegły


ŁOT, Kuldiga, wodospad Ventas rumba


ŁOT, Kuldiga, stare domy


ŁOT, szutr przed litewską granicą


LIT, Telsza, katedra św.Antoniego Padewskiego


LIT, Telsza, katedra św.Antoniego Padewskiego


LIT, Plunge, pałac Ogińskiego


LIT, Plunge, fragment fasady pałacu Ogińskiego


LIT, Czerwony Dwór, kościół św.Teresy


LIT za kilka kilometrów PL


POL, spotkanie gdzieś na Mazurach.
Synowa i syn ruszają "śladami ojców",
czyli motorami przez Pribałtyki.
 

Szukaj w tym blogu

Ładowanie...