sobota, 16 maja 2015

Kamperem ..... - "Szlakiem Przygody" przez świętokrzyskie pojechane


Krajowe zloty karawaningowe.
        Temat rzeka. Jedni w nich nie uczestniczą wcale. Inni żyją od zlotu, do zlotu - z małą przerwą na dwutygodniowy wyjazd do Grecji albo węgierskie wody termalne. I jedni i drudzy mają swoje argumenty za i przeciw. Trzeba je uszanować, bo ile w Polsce kamperów, a jest ich tysiące - tyle argumentów za ich zakupem. Ten najczęściej cytowany to "wolność" , którą jakoby daje Ci posiadanie kampera. Bzdura wierutna Może kiedyś wrócimy na blogu do tego tematu, a dokładniej: do psychologicznych aspektów posiadania kampera.
        Nim ruszymy w podróż  po świętokrzyskim, opowiem tylko o jednej mojej rozmowie, z przypadkowo spotkanym niedawno, posiadaczem kampera z Warszawy. Miejsce zamieszkania Kolegi, nie ma oczywiści żadnego związku z naszą rozmową. Kolega zapytał mnie wprost, czy często jeżdżę na zloty, bo nie za bardzo przypomina sobie moją twarz. Odpowiadam zgodnie z prawdą, że przez ostatnie 10 lat, może na 4-5 zlotach byłem. Na to On mówi: Człowieku, to co Ty wiesz o karawaningu? Na zloty trzeba jeździć, na zloty! Pokiwałem tylko głową i obiecałem poprawę.

video
          Tymczasem w długi majowy weekend trafiła nam się prawdziwa perełka, wśród krajowych zlotów karawaningowych. Kolega Piotr Jankowski z ekipą Górali Świętokrzyskich, zorganizowali wspaniałą imprezę turystyczną, pod nazwą Zlot SZLAK PRZYGODY.
Przez kilka dni poznawaliśmy w grupach, po kilkanaście kamperów każda, najciekawsze zakątki ziemi świętokrzyskiej. Codziennie zwiedzaliśmy krainy: Natury, Legend, Talentów, Trzech Rzek, Czterech Żywiołów czy też Krainę Sacrum i Profanum. Uczta dla miłośników turystyki i Gór Świętokrzyskich. W czasie trwania tej imprezy dało się zauważyć duże zaangażowanie miejscowych władz samorządowych i organizacji turystycznych. To nie Podhale, gdzie tylko dudki się liczą! Fajnie, że komuś jeszcze coś się chcę!
Tutaj znajdziemy więcej informacji o tym ciekawym zlocie:  http://www.camperteam.pl/forum/viewtopic.php?t=20484
          Tak to już jest w tym naszym karawaningu. Nie ważne dokąd, ale ważne jak podróżujesz!
Czy każdy Twój wyjazd przybliży Cię choć trochę do poznania Świata?
Każdy sam sobie musi odpowiedzieć na takie pytanie.

czwartek, 7 maja 2015

Kamperem ..... - na Navigator Festival 2015


       
        Dwa tygodnie po częstochowskim zlocie wzięliśmy udział w nowohuckim Navigator Festival. Wydawało się nam, że jest to festiwal podróżniczy - wzorem Trzech Żywiołów, czy trójmiejskich Kolosów. Włożyliśmy sporo pracy w przygotowanie do rozreklamowania podróży karawaningowych. Zdjęcia "podrasował" nam krakowski artysta fotografik Adam Olszowski. Przyjęliśmy również nieco odmienną formułę opowiadania o swoich podróżach. Bez cytowania wiedzy z przewodników, bez opowiadania "na lewo widzę most, na prawo widzę most". Z naszych kilkuletnich wyjazdów karawaningowych wynikało, że podróże kształcą! . Za sprawą naszego środowiska, znajomych i rodziny, że oglądając TV, czytając prasę, czy też surfując po internecie, stajemy się z biegiem lat "ukształtowanymi" europejczykami.
Takimi, jakich najchętniej widzą polityczni przywódcy, czy też medialni kreatorzy (dziennikarze) naszego świata. Wiemy (?) kto wróg, a kto przyjaciel. Kto nas chce uszczęśliwić, a kto źle nam życzy. Kto w przeszłości nas zawiódł, a kto myśli o naszym dobrobycie i bezpieczeństwie narodowym. Tymczasem, gdy ruszymy w świat, to ten Świat wcale nie okazuje się taki oczywisty i prosty, jak nam się codziennie opowiada. Trzeba wytężyć swój rozum, aby sobie wszystko poukładać, zrozumieć i wrócić mądrzejszym ze swojej podróży. Tymczasem tegoroczny Navigator Festival wyeksponował dwa bloki tematyczne: rowerowy i wysokogórski. Rowerowy lans to obecnie wiele miesięcy pedałowania niskobudżetowego. Oczywiście wcześniej rzucamy pracę, przerywamy naukę, nie zakładamy rodziny, nie mamy mieszkania, albo z mamusią mieszkamy.
Zdjęcie: Strefa foto NCK
        Z podróży wracamy ze zdjęciami otoczenia naszej drogi lub osób, które nas przygarnęły po drodze. Ot, taka typowa ucieczka przed życiem. Na drugim biegunie to są prawdziwi wyczynowcy, himalaiści, wspinacze. Ludzie, którzy swoje całe życie związali z górami i ich aktywność zawodowa wokół gór się kręci. Jako zawodowcy muszą przesuwać granicę, sprawdzać się i ciągle rywalizować. No cóż, ani z jednymi, ani z drugimi, nie jest nam po drodze. Swoją obecność na Festivalu chcieliśmy zadedykować tysiącom (prawda, że ładnie brzmi!) polskim emerytom i przekonać ich, że nie muszą spędzać najpiękniejszego okresu swojego życia przed telewizorem, czy jałowych dyskusjach na ławeczce, ale odważyć się i ruszyć w świat. Przygotowaliśmy więc nieco kontrowersyjny projekt. W tle nasza kilkutygodniowa podróż przez Rosję, a na pierwszym planie obalanie mitów o tym kraju, którymi jesteśmy na codzień karmieni.
Mówiąc dosadniej i krócej - człowieku, zrób w końcu użytek ze swoich oczu, uszu i rozumu i przestań być zwierzęciem stadnym!
W tym pomogą Ci zapewne podróże, a szczególnie podróże karawaningowe, gdy swoim małym domem na kółkach ruszysz w Świat. I co? I nic. Dwa kampery i przyczepa kempingowa, jako jedyne 3 prezentacje, nie zostały przez komisję sędziowską zauważone. Przez moment jeszcze myślałem, że przebijemy się ze swoimi pomysłami podróżniczymi w przyszłości, pod patronatem Navigator Festival. Nic z tego, nawet nie odpowiedzieli na taki wniosek.
Trzeci z lewej Robert
       Ale są i jasne strony uczestniczenia w takiej imprezie. Nawiązaliśmy fajne kontakty i nasze plany podróżnicze na zimę 2015/2016 wyraźnie się krystalizują! Jak już skończę opisywać "praktyczne poradnictwo" z zakresu karawaningu, to postaram, się napisać coś w temacie, jak przygotowujemy się do naszych podróży karawaningowych.
        I jeszcze jedno zaskoczenie nas zaskoczyło. Zainteresowanie bractwa karawaningowego taką imprezą podróżniczą było prawie ....... zerowe. Spotkaliśmy tylko podkrakowskiego kamperowca Roberta.

wtorek, 5 maja 2015

Kamperem ..... - zaczynamy nowy sezon. Częstochowa w kwietniu 2015.

     
             Blog został ostatnimi czasy zaniedbany. Biję się w piersi. Robiliśmy wiele rzeczy dla innych, a dla bloga czasu zabrakło. Tak już w przyszłości nie będzie! Wszystko nadrobimy.

                      III Pielgrzymka Karawaningowa na Jasną Górę.
Od spotkania w Częstochowie zaczynamy swój nowy sezon karawaningowy. Po powrocie z dalekiej północy, kamper "odpoczywał" w Krakowie. Tej zimy, więcej czasu poświęcamy naszej małej podróżniczce - Justynce.

                          



        Od 10 do 12 kwietnia 2015 jesteśmy "zakotwiczeni" na olbrzymich parkingach jasnogórskich. W sumie na zlot (pielgrzymkę) przyjechało z kraju, a nawet z za granicy, 388 załóg (przyczep i kamperów). Ilość imponująca! Nie słyszałem, aby jakiemuś organizatorowi, udało się zebrać w jednym miejscu więcej uczestników. Warunki dla karawaningowców są tutaj bardzo dobre. Sam pobyt na strzeżonym parkingu "co łaska". Opłata wnoszona jest w czasie wjazdu na teren postojowy. Zwyczajowo przyjęto, że wypada wpłacić 10 złotych za jedną dobę. Możemy tu przyjechać również indywidualnie, co już wcześniej, osobiście sprawdziliśmy. Dla zainteresowanych koordynaty bramy wjazdowej na parkingi:  N  50.812299°  E 19.094396°. W czasie zlotu, a myślę, że i dla indywidualnych kamperowców, koszt podłączenia do prądu, to wydatek 10 złotych dziennie. Wodę też znajdziemy i jeden, czy dwa kanistry, możemy sobie nabrać. Trzeba jednak pamiętać, że teren parkingów, to nie kemping i nie możemy tutaj zachowywać się niestosownie! Uszanujmy gościnność Ojców Paulinów. 


        W czasie pielgrzymki była okazja spotkać się ze starymi znajomymi. No cóż, jak się miesiącami wędruje po świecie, to krajowe życie towarzyskie na tym cierpi. Tymczasem Komplecik nabiera coraz większego doświadczenia karawaningowego, a Adi w końcu stał się kamperowcem (czytaj: właścicielem kampera), gdyż nabył i przybył na zlot, swoim fajnym, białym domkiem. Poznaliśmy też członków ekskluzywnego Camper Net Clubu. Zlot ten miał charakter pielgrzymki na Jasną Górę, albo pielgrzymka miała charakter zlotu karawaningowego, dlatego nie mogło zabraknąć wśród nas, nieoficjalnego kapelana polskich karawaningowców - księdza Mariusza.




        W czasie częstochowskiego zlotu był też czas na spacer z OLYMPUSEM E-P5 po jasnogórskim wzgórzu. Wiele tam interesujących motywów dla fotografii architektury. Pod murami klasztoru spotkaliśmy jeden ze zlotów motocyklistów. Bo jak to w Polsce bywa, zlotów motocyklowych na Jasną Górę jest kilka.

          W ciągu tych trzech dni udało mi się wygospodarować kilka godzin, na rowerową jazdę po ziemi częstochowskiej. Na dystansie tych 100 km udało mi się zobaczyć kilka fajnych miejsc, ot choćby kościół w Dankowie, który ostał się wśród ruin zamku bastionowego z XV wieku.






        Nastał w końcu czas powrotu do Krakowa. Ale po to wymyślono karawaning, aby być sobie  sterem, żeglarzem i okrętem czyli odcinek 140 kilometrów pokonywaliśmy przez 2 dni. Po raz kolejny przekonałem się, że Jura Krakowsko-Częstochowska jest ciągle niedoceniana w karawaningu, a są tutaj i fajne miejsca postojowe i ciekawe zabytki. Tu przykładowo Ogrodzieniec po lewej, a po prawej prywatny zamek,  no może jego ruiny w Mirowie.
Sezon 2015 rozpoczęty, a teraz czas na przygotowania do podróżniczego Festiwalu Navigator.

sobota, 21 lutego 2015

GRECJA cz.1 (półwysep Halkidiki) - praktyczny poradnik podróżnika


(lipiec/sierpień 2013)

       Trochę na wyrost nazwałem ten wpis "praktyczny poradnik ...". Grecja jest na tyle dobrze znana polskim karawaningowcom, a każdy z nich ma swój patent na urlop w tym uroczym kraju, że nie ma sensu wyważać otwartych drzwi. Czy na pewno? Przed naszym wyjazdem na Ptysiowakacje 2013 chciałem "zasięgnąć języka" co i jak na Halkidiki. Zapytałem więc na forach internetowych. Odpowiedzi były bardziej niż skromne. Dobił mnie - już w Grecji - jeden z  członków internetowego forum CamperTeamu. Ktoś mu zasugerował, że skoro ta dużo jeździ po okolicy, to mógłby namierzyć i zapodać w internecie miejsca tankowania wody. Odpowiedź krótka: Niech frajerzy zapodają do internetu, ja nie będę się takimi pierdołami zajmował.  Zostawmy jednak bez komentarza takie zachowanie, nich sobie ten człowiek sępi nadal. 

        Tu znajdziecie miejsca postojowe i punkty tankowania wody, jakie znaleźliśmy w czasie naszej ponad sześciotygodniowej wędrówki po Halkidiki.  


        Asprovalta - turystyczne miasteczko, przy zjeździe z autostrady na Halkidiki. Stajemy przy plaży, kamper za kamperem (20-30 kamperów). Jest to miejsce popularne wśród karawaningowców z Bułgarii, Rumunii i Serbii. Ze swoich krajów mają do tego miejsca "rzut beretem". Obowiązuje zasada, że na noc chowamy wszystkie akcesoria campingowe do kampera! Oznacza to, że respektujemy "No Camping". Po drugiej stronie drogi, koło tenisowego kortu, jest "byle jaka" toaleta. Możemy tu opróżnić swoją kasetę. Market jest przy wjeździe do miasteczka, kilkaset metrów od tego miejsca. Na plaży są 2-3 prysznice. Dobrze jest zaparkować w pobliżu! N 40.713955°  E 23.706236°
        Stavros. To kolejne miasteczko, które sąsiaduje z Asprovaltą, jednak jest mniej turystyczne. Zaraz za centrum zaczyna się długa plaża z możliwością parkowania kamperów. Bliżej miasta stoją kampery i przyczepy Romów. Dalej pozostali karawaningowcy. Na miejscu jest pawilon z toaletami. Można tam i wody zatankować. Na plaży spotkaliśmy parę krakowskich emerytów, którzy w tym miejscu wypoczywają od kilkunastu lat. Od maja do września. N 40.662704°  E 23.718410° Samą wodę możemy również zatankować na głównym placu miasteczka N 40.665740°  E 23.700147°

         Olimpiada. Potem wjeżdżamy w pagórkowatą część Halkidiki. W miasteczku (dosć ciekawym) jest wyznaczone miejsce do postawienia kamperów ale: zacienione i w sąsiedztwie cmentarza N 40.594034°  E 23.781178°. My zatrzymaliśmy się bliżej plaży N 40.593111°  E 23.782238° , gdzie jest prysznic. Ale najciekawsze miejsce do postoju jest dopiero w porcie.
        Olimpiada-port. Stajemy sobie z boku, aby nikomu nie przeszkadzać. Miejsce jest urokliwe. Dodatkowo w głębi parkingu, pod zboczem jest ściana z wodą, gdzie możemy zatankować swojego kampera. Na zdjęciu w prawym-górnym rogu, za drzewami. N 40.590999°  E 23.787933° W lewej części zdjęcia zobaczyć można betonowe miejsce do wodowania łodzi. Kilkaset metrów dalej możemy się zatrzymać obok ruin jońskich osadników z VII wieku p.n.e.


         Stagira - ruiny antycznego miasta.  Parking, to może za dużo powiedziane. Raczej ślepa uliczka, gdzie możemy stanąć kamperem. Jest tutaj jedno z wejść do ruin (Uwaga: w 2013 roku budowano już oficjalne wejście z kasami biletowymi). Jest też plaża z prysznicem. Ostatni odcinek dojazdu nie ma asfaltu. N 40.590926°  E 23.790713°                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                      

     


        Biała Plaża. Jadąc dalej na południe spotkamy dwa-trzy miejsca z zagospodarowanymi plażami. Pierwsze z nich to "Biała plaża". Stoi tu kilka przyczep i jeszcze więcej namiotów. Cenę negocjuje się najczęściej w barze. Osobiście nie korzystaliśmy z tych miejsc, pozostawiając je dla Bułgarów albo Rosjan. N 40.584768°  E 23.796727°                                           Po prawej Plaża Totos. Z tej też nie skorzystaliśmy. Przeznaczenie i zagospodarowanie podobne jak plaży powyżej. N 40.581979°  E 23.800126°
        Jedziemy dalej, po drodze mijamy camping na plaży Zepko i dojeżdżamy do Stratoni. Miasteczka z kopalnią srebra, ołowiu i cynku. Odziwo, wcale nie odczuliśmy obecności tego przemysłu wydobywczego. Stajemy przy plaży. Dno jest tu bardzo ciekawe - szybko opada. Po sąsiedzku mały port rybacki, a po stronie drugiej, na skwerze pompa, gdzie możemy zatankować wody. Niedaleko znajdziemy opuszczone toalety, gdzie możemy opróżnić swoje kasety. N 40.509117°  E 23.826462°
         Kilka kilometrów dalej, jadąc drogą nr 16 w kierunku półwyspu Atos, trafimy do monastyru Kakovo. Miejsce jest ciekawe, warto odbyć tu krótki spacer. Ale warto też zatankować wodę z ujęcia pod oleandrami N 40.453713°  E 23.816724°
         Plaża Ierissos. Miejsce kultowe wśród bywalców na Halkidiki. Wspaniała plaża, cisza, formacje skalne. Kompletny brak infrastruktury. Są dwa miejsca do zatrzymania się N 40.418627°  E 23.859333° to ciekawsze oraz N 40.412361°  E 23.865030°. Aby dojechać na miejsce należy skręcić z drogi 16 w boczną drogę utwardzoną w punkcie E 40.410609°  E 23.859857°. Można by tu kempingować tygodniami, gdyby nie brak wody. Najbliższe ujęcie jest oddalone o 3 kilometry, na skwerze, przy głównym skrzyżowaniu miasteczka Ierissos N 40.397033°  E 23.876129°. Widzieliśmy też stojące kampery (nawet polskie) niedaleko portu N 40.395563°  E 23.888086°, a przy wjeździe do portu, po stronie prawej, znajdziemy również ujęcie wody.
        Jednak najlepiej napoić swojego kampera obok Lidla,  przy wyjeździe z miasta. N 40.393299°  E 23.871111°. Na przeciw Lidla położony jest grecki sklep wielkopowierzchniowy. Przed nim można nawet zanocować, ale uwaga na osłony przeciwsłoneczne dla samochodów osobowych. Kampery się tu nie zmieszczą! Tymczasem jesteśmy praktycznie na półwyspie Atos. To znaczy, można jeszcze dalej dojechać. Drogą asfaltową do Nea Roda (ładne plaże). Można gruntową drogą do Koumitsa (domki letniskowe i namioty wśród krzaków). Tylko po co? Jeśli ktoś chcę zwiedzić klasztory lub wejść na górę Atos, musi tam dotrzeć tylko drogą morską, po uzyskaniu "wizy" w Salonikach. Zainteresowani zapewne dotrą do szczegółów.

        Teraz robimy duży przeskok, aż na Sithoni. Do Vourvourou. Jest tutaj ujęcie wody (foto) N 40.200652°  E 23.764701° i kolejne kultowe miejsce dla miłośników Halkidiki. Ich ukochany cypel, na który przyjeżdżają od lat, na wiele letnich miesięcy. Mówię o spotkanych tu Polakach. N 40.200328°  E 23.769933° Praktycznie wszystkie miejsca są zacienione. Starzy bywalcy mają swoje ulubione drzewa, pod którymi koczują co roku. Jest to ciekawy rejon dla właścicieli jednostek morskich. W sąsiedniej Fteroti jest camping i mały port jachtowy.
        Jak nam się znudzi cień na cyplu, to możemy przenieść się kilka kilometrów dalej, na plażę Vourvourou. Jednak unikajmy sąsiedztwa ośrodków wypoczynkowych. Po wystawieniu leżaków, wlaściciele traktują pewne odcinki wybrzeża jak swoją własność. N 40.193722°  E 23.773611°. Dalej na południe, możemy jechać lokalną drogą przy wybrzeżu. Spotkamy wtedy kilka miejsc, gdzie "na osobności, możemy zatrzymać się na dni kilka.




        Przykładowo będzie to widoczne na zdjęciu miejsc przy plaży Karidi N 40.191940°  E 23.809170°. Możemy zobaczyć w programie Google Eart jak ten rejon wygląda. Pamiętajmy też, aby najpierw "na piechotę" sprawdzić trakie miejsca, czy bezpiecznie wjedziemy swoim kamperem (przyczepą).







        Przez kolejne kilometry wybrzeże jest mało dostępne dla kamperów. Jak już się trafi coś ciekawego, na przykład Pomarańczowa Plaża - to raczej dla małych kamperów. No i miejsce to wcale nie "powala z nóg". N 40.125500°  E 23.964389°








        Lepiej już przejechać 300 metrów dalej, potem skręcić w stronę wybrzeża i po kolejnych 300 metrach dojedziemy do jednego z bardziej urokliwych miejsc na Sithoni. Plaże, skały, zatoki. Sporo Greków tu plażuje, a oni chyba najlepiej wiedzą gdzie ciekawe miejsca są. N 40.125367°  E 23.969967°






        Kolejne miasteczko to Sarti. Tutaj wyznaczony jest plac do postawienia kamperów, w samym centrum N 40.093543°  E 23.979100° Teoretycznie wszystko jest tu ok, bo i plaża pod ręką i sklepy dookoła. Tylko ruch tutaj znaczny, a wieczorami mamy gwarantowane koncerty z pobliskich lokali. Wytrzymaliśmy jedną noc i pojechaliśmy dalej.

        Lepiej już wyjechać za miasto i zatrzymać się na parkingu, przy jakiejś plażowej tawernie. Oczywiście najpierw zapytajmy właściciela o taką możliwość. Przykładowo może być to N 40.078076°  E 23.981436°. Albo nieco dalej (foto po prawej) N 40.075667°  E 23.984111°

        Dalej zaczyna się trochę podjazdów i kończy się podróż wschodnim wybrzeżem Sithoni. Dojeżdżamy do punktu widokowego na przełęczy. Jest tutaj knajpka i ujęcie wody "w kapliczce". N 39.982692°  E 23.961100° Po sesji fotograficznej uzupełniamy życiodajny płyn i zjeżdżamy w dół.






         Porto Koufos. Na to miejsce powinniśmy zwrócić szczególną uwagę. Najbardziej znana jest plaża odległą o 3 kilometry od portu N 39.959622°  E  23.927455° Zmieści się tu kilkanaście kamperów. Spotkaliśmy tu kilku Włochów, którzy mieli na wodzie swoje łódki. Jest to miejsce spokojne, ale ma jeden minus. Plaża jest taka jaka jest. Znamy ładniejsze. Teoretycznie lepszym miejscem jest plaża w połowie drogi do miasteczka N 39.966576°  E  23.923753° Lecz tutaj będziemy stać przy drodze, mało uczęszczanej, ale jednak drodze. Jeszcze kwestia wody. Po tą musimy jechać aż do portu w Koufos. Przy betonowy nabrzeżu znajdziemy kran. N 39.970935°  E 23.919021° Czasami musimy się uzbroić w cierpliwość, gdy rybacy będą tankowali swoje kutry. No i ta woda, jakaś taka lekko słonawa. Może odsolenie nie działało dobrze, w czasie naszego pobytu? Dodam jeszcze, że w miasteczku jest kilka ciekawych tawern, a i zakupy zrobimy tu bez problemu. Dlatego spędziliśmy w tym miejscu kilka fajnych dni, spędzając czas na nurkowaniu i rowerowych wycieczkach. Potem ruszamy w drogę powrotną, na północ Sithoni. Tym razem jego zachodnim wybrzeżem.

        Torini. Miasteczko baaaaaaardzo turystyczne. Hotele, pensjonaty, restauracje. Są tu dwa miejsca przeznaczone do zatrzymania się kamperem. Pierwszy na południowym skraju, obok ruin starego kościoła N 39.976736°  E 23.903806°
        Drugie miejsce znajduje się na drugim krańcu miasteczka N 39.991325°  E 23.892839°. Tą miejscówkę możemy z czystym sumieniem polecić, na kilkudniowy popas. Międzynarodowe towarzystwo kamperowców, piaszczysta plaża, na miejscu mały bufet. Do sklepu też nie jest daleko. Jedyny minus to brak wody i możliwości opróżnienia toalety.






         Teraz przedstawię kilka ciekawych miejsc, oddalonych nieco od "cywilizacji". Będzie to praktycznie plaża obok plaży. Jadąc od strony Toroni, pierwsze miejsce, gdzie można stanąć kamperem to Tristinika Beach N 39.996488°  E 23.874298°. Dużo wolnego miejsca obok restauracji. Choć wydaje mi się, że może tu być trochę "muzycznie"! Dojazd drogą gruntową, ale utwardzoną.
         Niedaleko znajdziem małą zatoczkę - tylko dla siebie. No, może jeszcze na 2-3 kampery N 40.008139°  E 23.868167°.  Do tych dwóch miejsc dojeżdżaliśmy drogą polną, skręcając z "obwodnicy Sithoni" w punkcie N 40.001516°  E 23.887943°. Następnie jedziemy obok tawerny (foto) ze sklepem spożywczym (jedyna w okolicy!) N 40.001314°  E 23.881701°
       




        Czas na "Długą Plażę" Taka nazwa pasuje do tego terenu. Zmieści się tutaj nawet 100 kamperów. Stać można na piasku albo trawie, no powiedzmy wyschniętej trawie N 40.011020°  E 23.863676°. Plusem tego miejsca jest możliwość zatankowania wody. Pierwsze miejsce, to coś w rodzaju podłączenia węża strażackiego. Ktoś, coś tam poluzował i teraz wystarczy klucz francuski, aby nabrać wody. Ujęcie jest przy wjeździe na plażę N 40.011238°  E 23.864956°
        Drugie miejsce, gdzie napełnimy wodą swoje pojemniki, to kran umieszczony na wzgórzu, obok kapliczki. Jedynie dojazd jest tutaj niesympatyczny. Raczej nastawmy się na napełnianie kanistrów wodą i znoszenie ich na plażę N 40.012054°  E 23.861181° Wzgóze z kapliczką rozdziela plażę na dwie części. Pierwszą już omówiłem.
      Druga część plaży znajduje się w miejscu N 40.013904°  E 23.859778°. Pamiętajmy, aby najpierw idąc pieszo zaplanować sobię trasę dojazdu na miejsce postojowe!










        Kolejne dwa miejsca znamy tylko "z widzenia". To znaczy widzieliśmy, że stoją tam kampery. Pierwsze miejsce znajduje się obok Hotelu Poseidon. Jest tu plaża z prysznicami N 40.022840°  E 23.832734°
        Drugie miejsce, gdzie możemy zatrzymać się kamperem, znajduje się na przeciw Żówiej Wyspy. Plaża z kamyczkami, tylko ta jezdnia za plecami! N 40.032490°  E 23.812500°










      Po kilkunastu kilometrach dojeżdżamy do miasteczka Neos Marmaras. Kolejne miasteczko o wybitnie turystycznym charakterze. Lokale ale i ..... dwa bankomaty! Nie jest to często spotykane na Halkidiki udogodnienie. Tuż przed miejscowością sklep z "wodną kapliczką", czyli zakupy i tankowanie w jednym N 40.085565°  E 23.807038°. W samej miejscowości drugi "wodopój" N 40.095552°  E 23.787517°

        Jak już chcemy zatrzymać się w Neos Marmaras i zakosztować nieco cywilizacji, to zróbmy to przykładowo na parkingu. N 40.096920°  E 23.784532°. Po drugiej stronie jezdni, na małym skwerku, znajdziemy trzecie miejsce z wodą pitną. Trzeba jeszcze pamiętać, że zjeżdżanie kamperem na wybrzeże, nie jest dobrym pomysłem. Chyba, że skręcimy w lewo, zaraz za sklepem z wodopojem. Część uliczek jest bardzo stromych!!!




           Dojechaliśmy do ostatniego miejsca postojowego na "środkowym palcu" Półwyspu Sithoni. Cały obszerny teren, to pozostałość po campingu. Miejsce nazywa się albo: Akti Kouviou, albo Kastro, albo Plaża Aigianni. Infrastruktury nie ma tu praktycznie żadnej (zruinowane toalety?). Jedynie 2-3 lokale gastronomiczne przy plaży. Za to kilka metrów nad lustrem wody, znajduje się wspaniałe miejsce na postój kamperów i przyczep N 40.191020°  E 23.689426°. Roztacza się z tego miejsca wspaniały widok na okolicę. Gdy nie ma tu miejsca, możemy zatrzymać się poniżej, koło piaszczystej plaży. Teraz będzie o minusach. W roku 2013 policja nawiedzała to miejsce i nakazywała opuszczenie terenu. Miało to miejsce średnio raz w tygodniu. Czym kierowali się stróże prawa? Nie wiem. Może skargi sąsiadów, gdy już za duży ruch panował za ich ogrodzeniem? Było, nie było - osobiście to miejsce polecamy na postój. Miło było, gdy codziennie rano przyjeżdżał do kamperów grecki samochód z pieczywem, a czasami z warzywami. Na początku plaży, koło barów, są ogólnie dostępne toalety i prysznice. Jeśli będziemy klientami lokali - możemy śmiało z nich korzystać. Do miejsca postojowego możemy skręcić albo w punkcie N 40.196631°  E 23.693785°, albo skręcamy z drogi asfaltowej zaraz na początku plaży, a potem "na nosa", w sporym kurzu, dojedziemy na miejsce.

        Nikiti. Pobliskie miasteczko, do którego będziemy zapewne jeździć na zakupy. Może uda nam się zatankować wody w porcie jachtowym? Jest tam kilka stanowisk do podłączania jachtów N 40.216733°  E 23.663606°. Trzeba kogoś zapytać o zgodę, np. bosmana?



Opuszczamy ostatecznie Półwysep Sithoni i jedziemy w kierunku "trzeciego palca" - Półwyspu Cassandra. Po drodze mijamy miasteczko Metamorfosi. Jeśli chcemy tu zanocować, to najlepiej pod oliwnymi drzewami N 40.228593°  E 23.606724°. Blisko stąd do plaży, ale to jedyna atrakcja. Są jeszcze dwa miejsca gdzie możemy zatankować wodę. Pierwsze na skwerze N 40.228227°  E 23.603693°. Drugie przy obwodnicy miasta, obok małej kapliczki N 40.232540°  E 23.603521°. I już możemy jechać dalej.

         Psakoudia. To już nasza ostatnia miejscowość w podróży po Halkidiki w 2013 roku. Blisko 2 miesiące włóczęgi po plażach szybko minęły. Jeszcze tylko ostatnie zakupy w małomiasteczkowych marketach. Napełnienie zbiornika wodą z uroczego miejsca (to już nie kapliczka z kranem) N 40.262955°  E 23.515681° i poznanie ostatniego miejsca, gdzie możemy postawić swojego kampera N 40.250556°  E 23.506111°. Miejsca tu sporo, a wyboru dokonujemy jadąc polną drogą wzdłuż plaży i skręcamy w dowolną poprzeczną dróżkę. Jak na zdjęciu obok.
        Podróżując po Halkidiki musimy pamiętać o jednej rzeczy. Ten rejon, to jeszcze niezupełnie ta historyczna, prawdziwa Grecja. To Macedonia. Tutejsza ludność jest swego rodzaju mieszanką krwi macedońskiej, bułgarskiej, tureckiej i greckiej. Brak im luzu, typowego dla mieszkańców Peloponezu, a o wyspach greckich (Kreta!) już nie wspomnę. Musimy się z tym pogodzić, że prawie  wszyscy chcą naszych pieniędzy i traktują nas na równi z przeważającymi tu turystami z Serbii, Bułgarii, czy też Rumunii.
        Bo ta prawdziwa Grecja zaczyna się dopiero kilkaset kilometrów na południe od Półwyspu Chalcydyckiego.
PS. Pisownia Chalkidiki jest również poprawna i jedynki z ortografii nie będzie  :) .




Szukaj w tym blogu

Ładowanie...