wtorek, 24 lipca 2018

2018 Azja cz.1 Rosja-> Ałtaj -> Mongolia

1. Trasa do Uralu, czyli do granicy Europy

Witajcie!
           Kolosalny poślizg w blogowaniu, ale dopiero teraz, po dwóch miesiącach od wyjazdu z Polski, udało nam się zwolnić tempo i wrócić do wolnego przemieszczania się. Takiego, jakie lubimy.     
Startujemy z okolic Pałacu Kultury.
Nie dla szpanu, ale tu mogliśmy
najszybciej odebrać swoje paszporty. 
        Przyczyny początkowego zamieszania były dwie: miesięczny poślizg z otrzymaniem jednej wizy (jakaś panienka permanentnie wpisywała zły numer paszportu na wizie) oraz wyjazd w grupie, z nieznanym nam wcześniej karawaningowcem.
        Jednak powyższe problemy są już za nami i obecnie dojeżdżamy do rosyjsko-kazachskiej granicy.
        W pierwszej części przekażemy kilka praktycznych porad, dla jadących, swoimi domkami na wschód.
W kierunku granicy z Mongolią.
        Pierwszy punkt docelowy, to Moskwa. My już tam byliśmy, ale nasz znajomy nie, więc niech zobaczy. Z Warszawy najkrótsza droga wiedzie przez Białoruś. Dalej jest przez Pribałtyki, a dodatkowo Estończycy wprowadzili prawdopodobnie, jakieś internetowe zgłoszenia do odprawy celnej.
Więc załatwiamy "od ręki", za 10 EUR wizę tranzytową przez Białoruś i kierunek Brześć. Przed granicą grzebię jeszcze w internecie i zaskoczenie! Miałem chytry plan: Brześć -> Mińsk -> Smoleńsk.
Po drodze zapalenie znicza pod Lenino, a tymczasem nici z tego!
Białoruś, podobnie jak Kazachstan, weszła w unie z Rosją i praktycznie znieśli granice. Prawie, bo jest jeszcze uzgadniane, kto jest persona non grata w Rosji, a kto na Białorusi? Ale to problem polityków.
        Jadąc więc zaplanowaną przez nas trasą, wiedziemy do Rosji i tu są dwie możliwości, opisywane przez innych turystów w sieci. Zaraz po opuszczeniu Białorusi, trafimy na rosyjski patrol policji i w czasie kontroli dokumentów okaże się, że do Rosji wjechaliśmy nielegalnie. Zostaniemy odstawieni na Białoruś. Jeśli nie trafimy na kontrolę policyjną, to mamy drugą możliwość.
W czasie próby wyjazdu z Rosji okaże się, że byliśmy w niej nielegalnie, nie mamy karty migracyjnej, pieczątek odprawy granicznej itd.
Czyli będzie kara i na wiele lat możemy zapomnieć o uzyskaniu rosyjskiej wizy.
Cóż zatem czynić?
Jest legalne wyjście i tak sami zrobiliśmy. Ale o tym za moment.
        Najpierw odprawa graniczna. Polska, albo jak kto woli Unijna.
Obok nas przejeżdża z 10 samochodów małego ruchu granicznego. To tacy młodzi, miejscowi chłopcy, którzy na Białoruś po paliwa jadą. Znają się ze strażnikami, więc myk, myk i pojechali.
Tymczasem, z nami zaczyna jazdę jakiś młody funkcjonariusz SG.
Czyj to rower?
Mój.
Drogi?
Drogi.
Jakieś dokumenty zakupu?
Nie mam.
Cel wyjazdu?
Miałem odpowiedzieć: handel rowerem, ale zgodnie z prawdą mówię, że półroczny wyjazd do kilku krajów azjatyckich.
        Strażnik poszedł na konsultację. Wrócił po dłuższej chwili z drugim, starszym  strażnikiem.
Proszą o otworzenie komory silnika. Drugi strażnik zauważył po chwili, że tabliczka znamionowa z numerem VIN pojazdu, przymocowana jest dwoma różnymi nitami. Mówię, że jeszcze z 10 miejsc jest w pojeździe, gdzie wybito numer VIN i można go porównać.
Mówi, że nie trzeba i po godzinie jedziemy dalej.
Mam takie spostrzeżenie.
        Przejechaliśmy blisko 50 krajów, wiele granic znanych z przemytu i nielegalnego wwozu samochodów, ale tak przebiegłych strażników, nie spotyka się za często. Stawiamy znak równości ze strażnikami senegalskimi, którzy upierali się, że wjazd do ich kraju, bez wizy, dozwolony jest dla krajów UE, a Poland chyba w Europie nie leży.
        Potem Białorusini.
Dosłownie kilka minut.
Wypełnienie karty migracyjnej, rzut okiem na kampera i "witamy na Białorusi".
Białoruski parking. Czysto tu.
        Teraz czas powiedzieć, jak legalnie wjechać z Białorusi do Rosji?
Trójstyk granic.
Dawniej zwany Trzema siostrami.
Można tego dokonać wyłącznie przez jedno przejście graniczne. Kiedyś zwane "Trzy Siostry". Znajduje się ono na trójstyku granic Białorusi-Ukrainy-Rosji. N 52.11200  E 31.78173
W tym miejscu wjeżdżają do Rosji wszystkie samochody z UE.
Ponieważ to przejście położone jest na samym dole, więc nie bardzo jest sens jechać płatną autostradą przez Mińsk. Zaryzykowałem licząc, że boczne drogi na Białorusi nie będą takie złe.
Białoruska droga.
        Aby ta sztuczka się udała, zaraz po wyjechaniu z przejścia granicznego, trzeba skręcić w prawo, na drogę P17, a po około 40 kilometrach, skręcić w lewo na Kobryń. W Kobryniu, po przejechaniu nad autostradą, skręcamy na światłach w prawo i taką małą obwodnicą miasta, z kilkoma sklepami (po kilkuset metrach, z parkingiem po prawej stronie - polecamy napój z brzozy) i bankomatami, dojedziemy do drogi M10.
Dalej trasą poprzez Drohiczyn i Homel, dojedziemy do przejścia granicznego.
Stan drogi nie budzi zastrzeżeń.
Nocleg na Białorusi.
       Na Białorusi spędziliśmy jedną noc. W spokojnej wiosce. N 52.26899  E 26.93845
Kałonki, czyli hydranty z wodą, są dostępne tak, jak w Rosji.
Szczegóły w naszych wcześniejszych poradach.
        Granicę z Rosją pokonujemy bez problemów, z tym że rosyjscy celnicy są bardziej dokładni. Otwierają wyrywkowo 2-3 szafki. Pytają o lekarstwa. No i trzeba, jak przed laty, wypełnić kartę migracyjną (to jest proste) oraz deklarację celną (tu już lepiej znać język rosyjski). Część A karty migracyjnej zostawiamy na wjeździe, a część B trzeba oddać w czasie wyjazdu z kraju. Dlatego pilnujemy jej, niczym paszportu swego. I jeszcze zostaliśmy skierowani do okienka, gdzie wykonano ksero paszportów kierowcy i dowodu rejestracyjnego kampera. Koszt 60 rubli.
Droga na Moskwę.
        Zaraz za granicą tankujemy tani, rosyjski olej napędowy w cenie 42 ruble za litr. Jeden rubel to 6 groszy w bankowym rozliczeniu. Czyli literek o połowę tańszy, niż w Polsce!
Płatności oczywiście kartą.
Jedziemy na Moskwę drogą M3, tak zwaną "ukrainką". Po drodze dwa punkty poboru opłat. Jeden na N 54.61758  E 36.11540, na którym płacimy za kampera 160 rubli, a cena zależy od wysokości pojazdu. Drugi punkt poboru opłat jest na N 54.86756  E 36.34818, gdzie opłata wynosi 100 rubli.     
Moskwa wieczorową porą.
        Do Moskwy wjeżdżamy już późnym wieczorem. Ruch spory, ale wielkich korków nie odczuwamy. Kierujemy się na Sokolniki. N 55.81571  E 37.67679
Camp Sokolniki.
        To już klasyka w stolicy Rosji. Nic mądrzejszego się w tym mieście nie wymyśli. Słyszeliśmy wprawdzie o polskich kamperach, nocujących gdzieś na parkingach w centrum miasta,. w cenie 1000 rubli za noc, przy hotelach, albo nawet pod mostem. W Sokolnikach opłata za dwie osoby + kamper to kwota 1400 rubli za dobę. Podłączenie prądu dodatkowe 250 rubli.
Zabawy na Placu Czerwonym.
Korzystanie z komunikacji miejskiej w Moskwie, to koszt 50 rubli, za bilet jednorazowy.
        Po dwóch dniach jedziemy dalej. Nieubłaganie zbliża się koniec ważności naszych wiz, na wjazd do Mongolii. Wizy te wyrabialiśmy jako pierwsze, nie wiedząc jeszcze o problemach z moją wizą do Rosji.
Nocleg w Nowogrodzie.
        Niżny Nowogród. Stajemy w spokojnym miejscu N 56.33115  E 44.00432. Mam tylko kilka godzin na zwiedzanie, a warto tu zostać nawet kilka dni. Największe wrażenie zrobiła na mnie Wołżańska Akademia Transportu Rzecznego. Jedyna na świecie szkoła wyższa, kształcąca specjalistów żeglugi śródlądowej.
Za moment jest już ok.
       
Są takie odcinki drogi.
Stan dróg nadal dobry. Jednak jest sporo remontów nawierzchni, albo mostów. Tak z perspektywy patrząc, to około 5% odcinków dróg, którymi jechaliśmy przez Rosję, było remontowanych. Jazda zastępczymi drogami, albo po zerwaniu asfaltu, jest wtedy dość uciążliwa.
        Sprawa kolejna, to fotoradary. Są stałe, zamontowane przy drodze, w skrzynkach koloru szarego, oraz mobilne, umieszczane obok, albo na dachu samochodu osobowego, zaparkowanego przy jezdni. Nie obsługuje tego policja, ale jakieś firmy zewnętrzne, albo osoby fizyczne? Na zasadzie umowy? W sumie, to mądre rozwiązanie.
W tym miejscu dodam niepotwierdzoną, ale pochodzącą od Polaka zamieszkałego, od dłuższego czasu w Moskwie, że zdjęcie samochodu obcokrajowca, nie skutkuje sankcjami, gdyż nie ma systemu powiadomień na przejścia graniczne.
Stanowisko nawigatora wycieczki:
nawigacja+mapa z punktami+
rejestrator+mapa papierowa.
Druga informacja to ta, że limit na fotoradrachach ustawiony jest na +20 km/h.
Info też nie potwierdzone!
Jeśli już przy ruchu drogowym jesteśmy, to pamiętajmy że piesi w Rosji śmiało wchodzą na pasy, a kierowcy zatrzymują się, aby ich przepuścić!
Generalnie kultura jazdy wydaje nam się wyższa niż w ......... Polsce. No, może z wyjątkiem zmiany pasa, albo włączania się do ruchu. Tu trzeba być bezwzględnym, szybkim i odważnym. Nie wpuszczają!
        Kolejnym etapem naszej drogi był Swiżajsk. Miejsce przeurocze, godne poświęcenia kilku godzin. Nawet swoim Mavicem PRO tu zalatałem i materiał z powietrza zmontowałem. Jeśli dodamy do tego spokojne miejsce noclegowe (niestety bez mediów) N 55.76860  E 48.65105, tuż przy zabytkach, to dalsza rekomendacja wydaje się zbędna.
Kazań i jego kreml.
        Kazań. Tu być trzeba. Dogodnym miejscem do zatrzymania się, a wydaje mi się, że i noclegu, jest wielki parking obok stadionu. N 55.79633  E 49.10106  Oczywiście darmowy. Położony kilkaset metrów od najważniejszych zabytków miasta.
Urocza rzeczka i komary.
       Kolejny nocleg spędzamy w wiosce  Enaberdino. Nad uroczą rzeczką, nieopodal źródła z krystaliczną wodą. N 55.97618  E 52.33035 Wybieranie takich miejsc noclegowych przychodzi "z czasem". Po iluś miesiącach, czy też latach w podróży, nabywamy pewnego doświadczenia. Czasami jest "pudło" i trzeba jechać dalej, ale w większości przypadków instynkt nas nie zawodzi. Trzeba też pamiętać, że Rosja to największy kraj na świecie.
Rosyjskie widoki.
     Mamy tu wiele wspaniałych miejsc, krajobrazów, choć oczywiście nie wszystkie punkty są dostępne dla naszych kamperów. Musimy też pamiętać, że większość bocznych dróg, do wiosek i osad, które są oddalone nawet o kilkadziesiąt kilometrów, nie jest utwardzonych. 

Granica dwóch kontynentów.
        Po ośmiu dniach jazdy zatrzymujemy się na małą sesję foto i video, przy obelisku z końca XIX wieku, uznawanym za granicę Europy i Azji. Nieopodal miasta  Pierwouralsk. Na małej przełęczy N 56.87020  E 60.04737.
        Dla nas jest to dodatkowa atrakcja. Dojechaliśmy do czwartego krańca kontynentalnej Europy, gdzie można dojechać kamperem. Za nami hiszpańska Tarifa (południe), Cabo da Roca w Portugalii (zachód), przylądek Slettnes w Norwegii, a teraz Pierwouralsk w Rosji.
Jest nam miło.




niedziela, 13 maja 2018

Przygotowania do podróży - teoria i praktyka

        Minęło sporo tygodni od czasu ostatniego wpisu na bloga. Byliśmy w tym czasie pochłonięci przygotowaniami do kolejnej podróży.
Teraz jest chyba dobry moment, aby podzielić się spostrzeżeniami jak, naszym zdaniem oczywiście, należy przygotowywać się do karawaningowego wyjazdu.
        "Naukowo" rzecz ujmując, to wygląda tak:

Przygotowania teoretyczne. 

        Zaczynają się kilka miesięcy przed podróżą. Na ogół wtedy decydujemy gdzie i na jak długo pojedziemy? Jeśli ktoś wyjeżdża na krótki urlop, albo w miejsce dobrze sobie znane, to dalsze czytanie tego wątku, może sobie darować. Podobnie Ci, którzy jeżdżą kamperem bez planu, bez celu. 
        Najpierw analizujemy ile mamy czasu. Potem wyznaczamy cel. Mamy strategię, aby póki zdrowie dopisuje jechać jak najdalej. Na krótkie, bliskie wyjazdy przyjdzie pora, gdy trzeba się będzie stawiać do doktora. 
Potem trasa dojazdu do celu. 
        Prawie nigdy nie wracamy tą samą drogą. No, może z wyjątkiem Mauretanii i Sahary Zachodniej, gdyż tam jest tylko jedna droga. 
Każda podróż to droga, cel i powrót do domu. 
        Obliczamy ilość kilometrów, sprawdzamy ceny paliwa. Stać nas? Pamiętajmy o kilku zasadach. Im wyższa cywilizacja, tym droższy pobyt. Im dłuższy wyjazd, tym niższe koszty podróży. Potem trzeba trochę po inwestować. 
Kupujemy mapy papierowe i przewodniki. 

        W Polsce liczą się praktycznie dwa wydawnictwa: Bezdroża i Pascal. Jadąc w bardziej egzotyczne miejsca, posiłkujemy się czasami wydawnictwem Globtrotera. Choć tu z poziomem merytorycznym różnie bywa. Jeśli ktoś kuma po angielsku, to jest, choć wcale nie tani, Lonely Planet. Arystokracja wśród przewodników.        
   
       
   
        W temacie map, to próbowaliśmy różnych. Ostatecznie stanęło na mapach Reise Know-How. Niebieskie okładki mają. Aktualne i cholernie wytrzymałe, gdyż drukowane na płótnie papierowym. Cokolwiek to znaczy. Na wszystkie inne, papierowe mapy, zużyliśmy już wiele metrów taśmy samoprzylepnej.
        Nasza droga staje się coraz bardziej szczegółowa. Wiemy jaką trasą pojedziemy. Wiemy co chcemy zobaczyć. Teraz czas na internet i wyszukiwarkę google. Na wschodnie kierunki, lepsza jest yandex.com. Staramy się wyszukać jakieś blogi, albo specjalistyczne grupy dyskusyjne. Tam ludzie podpisują się swoimi nazwiskami i głupot nikt raczej nam nie zapoda. W internecie sprawdzamy pogodę i klimat na naszej trasie. Obyśmy nie byli zaskoczeni, jak jedna z naszych karawaningowych podróżniczek, która napisała, że "w czasie wakacji, w Maroku jest cholernie gorąco" (!) Gdy już grzebiemy w internecie, to nie zapomnijmy poczytać o aktualnej sytuacji społecznej i politycznej w danym regionie świata. Czy są to miejsca stabilne? Czy zbliżają się jakieś wybory? Jaka religia dominuje? Czy mają miejsca konflikty na tle religijnym lub narodowościowym?
     Kolejne nasze przygotowanie dotyczy znajomości języka kraju, do którego się udajemy. 
Nie, nie uczmy się go na kursie, ale zróbmy sobie "ściągę" z kilkoma podstawowymi zwrotami: tak, nie, dzień dobry, dziękuję, ile kosztuje ......... takich, kilkanaście zwrotów. Z liczebnikami łącznie.
Jeśli będą chęci, to więcej nauczymy się już na miejscu.
        Czas na sprawy zdrowotne i zagrożenia z tym związane. Generalne pytanie - czy i na co należy się zaszczepić? Preferujemy spokój. Nie zalecamy przesady. Raczej posiłkujmy się doświadczeniem innych podróżników. Jeśli będziemy się konsultować z lekarzem medycyny tropikalnej, to najchętniej zaszczepi nas na, a raczej za ........ powiedzmy 2 tysiące złotych na głowę. 
        Sami też jesteśmy często pytani, czy ubezpieczamy się na czas podróży? Odpowiadamy zgodnie z prawdą, że nie. Ubezpieczyć można się na 2-3 tygodniowy urlop, ale 6 miesięczny wyjazd, to wydane kolejne tysiące złotych. My zabieramy ze sobą potencjalnie niezbędne nam lekarstwa i środki opatrunkowe. Łącznie z gipsem. Sami najwięcej wiemy o swoich dolegliwościach, co nam się może przytrafić w drodze.
Na targu w Mali
Sery z Togo.
      Patrzymy w sieci internetowej na ceny produktów i ich dostępność w danym kraju. To zagadnienie pozostawiam najczęściej Teresie, która wie co i ile kosztuje? Wyruszając do krajów egzotycznych, powinniśmy sprawdzić, na jakie produkty żywnościowe mamy szanse na miejscu. Jakie warzywa, jakie mięsa, czy wędliny. Co za tym idzie, będziemy mogli zaplanować, czego i ile zabrać.
Co zabierać do jedzenia? Osobiście mamy swoje zwyczaje. Na czas, jak to nazywamy "przerzutu", czyli szybkich i długich odcinków jazdy, zabieramy z domu mrożonki i gotowe dania w słoikach lub puszkach. Nie tracimy wtedy czas, na przygotowanie obiadokolacji.
Śniadanie Wielkanocne.
Druga składowa naszych zapasów żywnościowych, to posiłki "na
czarną godzinę". Są to puszki lub gotowe dania typu kaszotto. Leżą sobie one długo w garażu i służą nam awaryjnie.
Poczęstunek w górach Riff (Maroko)
        Generalnie, całe nasze zapasy żywnościowe są dobrze zaplanowane i uzależnione od kierunku i pory roku naszej podróży. Bo jeśli wypadają w międzyczasie jakieś tradycyjne święta, to i na takie okoliczności jesteśmy przygotowani. Tradycja to tradycja.
        Ostatni okres przed wyjazdem, to wizyta na witrynie naszego MSZ. Jest tam dział dla podróżujących i ostrzeżenia dla turystów. Warto się zarejestrować w systemie Odyseusz, który jest serwisem konsularnym. My się zawsze rejestrujemy, choć nigdy nam ten system nie zadziałał. Za to doskonale działają serwisy informacyjne ministerstw spraw zagranicznych Francji i Wielkiej Brytanii. Warto z nich korzystać. Szczególnie w czasie wyjazdów do Afryki. Można jeszcze rzucić okiem na mapę ostrzeżeń dla turystów. Jednak z dużym dystansem, gdyż polskie MSZ przyjęło zasadę, że najlepiej by było gdyby Polacy nie włóczyli się po świecie.
        Waluta. Kupować w kantorze, brać gotówkę, czy karty? Próbowaliśmy już wszystkich opcji. Teraz tylko karty z małą ilością euro lub dolarów, na wszelki wypadek. Ta mała ilość, to może być i 300 i 500 banknotów, o nie najwyższym nominale. Resztę załatwią karty. Najlepiej różne - visa i master. Jeszcze lepszym rozwiązaniem jest otwarcie konta w banku, który oferuje wypłatę z zagranicznego bankomatu, bez prowizji.
        Jaką nawigację przygotować? Próbowaliśmy i tego i owego. Obecnie korzystamy z aplikacji do telefonów z androidem. Sygic, MapsMe i Navitel. Mapy do tych programów pokrywają cały świat. Na własny użytek, korzystam jeszcze z aplikacji Maverick. Zaznaczam na niej POI, czyli interesujące mnie punkty, a w ich opisie umieszczam dodatkowo ....... zdjęcie.

        Jak już mamy wszystko zaplanowane, to kilka tygodni przed wyruszeniem, przystępujemy do praktycznych przygotowań.

Przygotowania praktyczne.

        Od lat praktykujemy pewien podział pracy i zakresu działania, przed wyruszeniem w drogę. Wszystko (prawie), co dotyczy wnętrza kampera, to domena kobiety.
Na zewnątrz jest moje królestwo.

..... zewnętrzne.

        Dokumentacja kampera. Sprawdzamy ważność przeglądu rejestracyjnego pojazdu. Jeśli kończy się w trakcie podróży, to przed wyjazdem dokonujemy wcześniejszego przeglądu. Pamiętajmy, że bez aktualnych badań technicznych nasze ubezpieczenie może nie działać. 
Jak już o ubezpieczeniu mowa, to obowiązkowe OC powinno obejmować okres naszego wyjazdu. Jeśli koniec okresu ubezpieczenia przypadnie nam w trakcie podróży, to powinniśmy postarać się o zawarcie nowego - kilka miesięcy wcześniej. Dobry agent ubezpieczeniowy poradzi sobie z takim problemem. Do ubezpieczenia OC koniecznie, przy podróży za granicę, pamiętajmy o "zielonej karcie". To ona działa poza granicami Polski.
        Kolejna sprawa, to międzynarodowe prawo jazdy. Ważne kilka lat, kosztuje koło 30 PLN, a zapotrzebować go można w wydziale komunikacji, nawet przez internet. W sieci znajdziecie wykaz krajów, gdzie takie prawo jazdy jest wymagane. 
        Tylko uwaga, są dwie konwencje międzynarodowe i dwa różne wzory tych praw jazdy. Trzeba wiedzieć gdzie, poza Europę jedziemy i dobrać właściwy wzór. Z drugiej strony patrząc, to w czasie naszych wyjazdów międzynarodowego prawa jazdy, jeszcze nigdy nie okazywaliśmy. 
Wybór czy wyrabiać? Należy do Ciebie. 
        Czas popracować fizycznie.
 Zacznijmy od silnika. Każdy jest inny. Każdy ma inne, choć podobne, zasady eksploatacji. Wymiana oleju. Wymiana filtra powietrza, paliwa. Rozrząd, co pewien czas i takie inne rzeczy, których wykonanie powierzam na ogół wykwalifikowanym mechanikom. Jeśli nasz wyjazd trwa, powiedzmy 20 tysięcy kilometrów, to zabieram ze sobą zapasowe filtry i olej, który wymieniam gdzieś w trasie. Jadąc do Afryki, tego nie zrobiłem. Za to teraz 2 x wymieniłem olej i wszystkie filtry. 
Części zapasowe firmy FAST
        Zapasowe też zabieram ze sobą, bo: będzie znowu ponad 20 tysięcy kilometrów i chyba spore zapylenie. Bo i stepy i pustynie też w Azji Centralnej są. Części zapasowe? Są różne szkoły w tym temacie. My mamy pasek klinowy, linkę i pedał sprzęgła, komplety żarówek i bezpieczników. Filtry, olej. Jakieś tam jeszcze drobiazgi. Na obecny wyjazd, w części zapasowe zaopatruje nas hurtownia CELKAR z Niepołomic. Jest ona dystrybutorem części zamiennych włoskiej firmy FAST, a te cieszą się dobrą opinią. Nie tylko w Europie.
Tym razem wyjątkowo zabrałem też kompletny rozrusznik, który zaczął mi szwankować, a którego nie zdążyłem wymienić przed wyruszeniem. Najwyżej w drodze odkręcę 3 śruby i dokonam wymiany podzespołu. Czy warto coś zabrać więcej? Często jesteśmy pytani: czy nie mamy dużych awarii kampera? Boimy się, jeśli coś stanie się z pojazdem, na terenie Europy, gdzie sam wjazd na kanał kosztuje, powiedzmy 100 EUR, a naprawia się samochody poprzez komputer. Jeśli coś się dzieje niedobrego poza Europą, to jesteśmy pewni, ze miejscowe "złote rączki" naprawią wszystkie mechanizmy. 
Droga przez Afrykę.
        Bieżnik w oponach mamy wystarczający do zaplanowanych kilometrów. No i do kierunku wyjazdu dostosowany? W ciepłych klimatach i przy przeładowanym kamperze, nie trudno o przygody, jakich kilka mieliśmy na terenie Afryki Zachodniej. Można też rozważyć wrzucenie na dach kampera 1-2 dodatkowych opon? Najlepiej w pokrowcu, bo słoneczko tam praży!
        Nim przejdę do omówienia zasilania części pokładowej kamper, w energię elektryczną, to powiem o pewnej zasadzie, którą się kierujemy od kilku lat.
WSZYSTKO MAMY ZDUBLOWANE.
        W czym rzecz? Otóż, jeżeli wyjeżdżamy na kilka miesięcy, często w rejony, gdzie nie ma dostępu do sklepów specjalistycznych, to wtedy wszystkie ważne dla nas wyposażenie jest podwójne. Nie możemy sobie pozwolić na pozbawienie się możliwości normalnego funkcjonowania.                   Korzystania z komputera, łączności, edycji zdjęć, montażu filmów, właściwego oświetlenia do czytania, nawigacji i wiele, wiele innych. Przykładowo: elektryczna maszynka do golenia i dwa kable ją zasilające, zasilacz do komputera na 220v i drugi na 12v.
         Laptop jeden, ale w zastępstwie czeka tablet 10 cali z dodatkową klawiaturą. Taki prosty, tani OVERMAX z 2 MB pamięci RAM. Można coś na nim po edytować i popisać też. 
Smartfona każdy w załodze ma swojego, ale dodatkowy, nie używany już telefon, też jest na podorędziu. Gdy za granicą kupimy kartę prepaid z internetem, a wtedy swój krajowy numer trzeba gdzieś przełożyć. 
        Kable do ładowania urządzeń z USB -> mikro, mamy w ilości +4. 
        Potem zapakowałem do kampera coś z "wyższej półki". Ponieważ nasze karawaningowe podróże są ściśle związane z wykonywaniem przez nas zdjęć i filmowaniem, gdyż ta dziedzina ciągle nas "kręci", więc zabieramy ze sobą dwa aparaty fotograficzne. Główny i zapasowy i ............... jeszcze jeden, do zdjęć podwodnych. Nie są to żadne lustrzanki, bo takich (ciężar!) nie używa chyba żaden podróżnik, ale bezlusterkowce z optyką 4/3. 
Panasonic
        Głównym naszym aparatem tej podróży jest Lumix GH4, użyczony przez Panasonic Polska. Aparat z funkcją nagrywania video w jakości 4k, do zastosowań profesjonalnych. Pomny awarii aparatu, w czasie naszej afrykańskiej odysei, zapakowałem też korpus Olympusa EP-5. Szkła, czyli obiektywy aparatów fotograficznych od Olympusa, pasują oczywiście do Panasonica. 
Olympus
        Firma Olympus zaopatrzyła nas również, w jeden z ich najlepszych obiektywów: 12-40 PRO. Do zdjęć podwodnych, a na trasie będziemy mieli i Bajkał i mongolskie jeziora, dostaliśmy Olympusa Tough TG-4. Trzecią rzeczą od Olympusa, w naszym wyposażeniu, jest rejestrator dźwięku DM-650. Tak sobie wymyśliłem, że dobry obraz video powinien mi dać Lumix GH4. Dźwięk niekoniecznie. Myślę, że warto będzie wspomagać się rejestratorem, a potem to wszystko połączyć. W film zawierający wspomnienia z wakacji.
Jednak powiedzmy sobie szczerze. 
         Jeśli ktoś nie ma  zacięcia do fotografii artystycznej, to w zupełności wystarczy mu fotografowanie smartphone. Do pokazania zdjęć rodzinie, jako swoje wspomnienia, czy też umieszczenia w mediach społecznościowych, wystarczy z powodzeniem zdjęcie z telefonu. 
        Tu taka mała dygresja. W czasie naszej wędrówki przez Włochy, obserwowałem turystów zwiedzających atrakcje turystyczne. Czym wykonują zdjęcia? Około 80% robi je ......... telefonem, kilkanaście procent (15) jakimiś małymi kompaktami, a pozostałe 5% obwieszonych jest dużymi aparatami.
       
        Czas na prąd. Zrobiłem mały rachunek sumienia i wyszło mi, że w czasie obecnego wyjazdu, będziemy potrzebowali trochę więcej prądu. Więcej zdjęć, filmowania, czy też pracy komputera, to mały pikuś. Ale jedzie z nami dron Mavic PRO, z firmy DJI ARS z Warszawy oraz rower elektryczny firmy Ecobike z Wrocławia. Jeżeli, a na pewno tak, będziemy oba te urządzenia intensywnie eksploatować, to zapotrzebowanie na prąd będzie większe.
        Dlatego poprosiliśmy amerykańską firmę EXIDE (jak to ładnie zabrzmiało), a dokładniej jej polski oddział w Poznaniu, z którym mamy przyjemność współpracować już wiele lat, o dodatkowy akumulator żelowy. W sumie mamy więc 120+120+85 Ah. Dużo i jeżeli nie mamy takiej potrzeby, to nie przesadzajmy. Akumulatory sporo ważą. Dwa zamontowałem pod siedzeniem, w części mieszkalnej. Jeden pod fotelem kierowcy. 
Pierwsza uwaga. WSZYSTKIE akumulatory powinny być wykonane w tej samej technologii. Jeśli AGM, to AGM. Jeśli Gel, to gel. Sprawa druga, to sposób podłączenia - koniecznie jak na załączonym szkicu. Sprawa trzecia, to odpowiednia średnica okablowania, która zależy od wielkości akumulatora i długości podłączenia.
        No tak. Zamontowałem dodatkowy akumulator, a teraz trzeba to jakoś doładowywać! Przez lata, miałem założony na dachu jeden panel 100W. W czasie podróży po Afryce, prądu mieliśmy na przysłowiowy styk. 
        Zacząłem więc czytać, pisać i dzwonić po różnych firmach fotowoltaicznych. Na konsultacje. Chodziła mi też po głowie turbina wiatrowa. Taka dedykowana do pojazdów karawaningowych. Dobry kwadrans, na rozmowę telefoniczną, poświęcił mi Paweł. Właściciel firmy EcoSystem. Bogata wiedza plus przyjemny kontakt zaowocował montażem na naszym kamperze, dwóch dodatkowych paneli elastycznych, po 100W każdy. Jednak, nie to jest najważniejsze.
        Zostałem uświadomiony i przekonany do wymiany regulatora. Z popularnego typu PWM na droższy o powiedzmy 200 PLN regulator MPPT. Aby się nie wdawać w rozważania teoretyczne powiem tylko, że MPPT daje o 20-30% większy prąd ładowania z paneli słonecznych. Czyli nawet do pojedynczego panelu warto taki regulator zainstalować. Na koniec jeszcze jedna uwaga. Możemy sobie dokupić dedykowany kabel do regulatorów Tracer, który pozwala nam na podłączenie regulatora do smartphone lub laptopa i uzyskiwanie szeregu parametrów ładowania i stanu naładowania akumulatorów. Wygodniejsze to, niż wpatrywanie się w wyświetlacz Tracera.
           
        Data wyjazdu zbliża się coraz szybszymi krokami. Prąd jest, ładowanie akumulatorów jest. No tak. Potrzeba jeszcze napięcia 230V. Choć by do roweru elektrycznego. Jego akumulator potrzebuje sporego poweru. No i na czasie, z polskiego oddziały firmy DOMETIC, przyszła propozycja użyczenia nam, na czas podróży, konwertera DSP 1512. Zobaczymy jak się sprawdzi w życiu. Jego moc stała to 1500W, a plusy to: pełny sinus na wyjściu i zdalne sterowanie. Zamontowałem. Dotychczasową naszą przetwornice oczywiście też zabrałem. 
Zgodnie z opisaną powyżej zasadą. ZDUBLOWANIE najważniejszych elementów.
Co jeszcze zapakowałem do kampera?
        Kanistry plastikowe. Na wschodni kierunek zabrałem 2 x 30 litrów na wodę i jeden dwudziestolitrowy na paliwo.

..... wewnętrzne.

       Domena Teresy. Część kuchenna. Łazienka. Garderoba. Ja dbam o jedną rzecz. O właściwe rozłożenie środka ciężkości. Najcięższe rzeczy umieszczamy na poziomie podłogi. Najlżejsze pod sufitem.
        Osobiście wykorzystujemy całą powierzchnie alkowy na magazyn. Umieszczamy tam skrzynki  pozyskane z kiosków warzywnych. Takie lekkie, plastikowe. Mieści się ich około dziesięciu. Jest tam umieszczona elektronika, prezenty, które otrzymujemy z urzędu miasta Krakowa (foldery, smyczki, długopisy). Kolejna skrzynka zawiera suweniry otrzymane od Marszałka Województwa Małopolskiego. Albumy, wydawnictwa turystyczne reklamujące Małopolskę.
Jest tam też miejsce na skrzynkę z lekarstwami, zapasy papierów wszelakich, zapasową pościel i suche artykuły spożywcze.
Z przysłowiowego jedzenia zabieramy rzeczy "na drogę" oraz "na czarną godzinę". Więcej nic nie napiszę, bo każdy ma swoje preferencje żywieniowe.
Warto tylko pamiętać, że jakieś słoiki, puszki warto umieścić w miejscu chłodniejszym. My je ustawiamy w skrzynkach, w garażu - czyli z tyłu kampera.
        Jest tam też miejsce na turystyczną pralkę. Taką za 200-300 PLN, zasilaną 230V. Przy dłuższych wyjazdach jest ona niezbędna.

Przed każdym wyruszeniem w drogę. 


Swoista CHECK LIST'a:

Samochód:
- zamocowanie haka holowniczego, połączenia elektrycznego, linki awaryjnej, nacisku na hak
- ciśnienie w ogumieniu (łącznie z zapasem),
- poziom oleju, paliwa, płynu hamulcowego, chłodnica, spryskiwacz
- oświetlenie zewnętrzne

Przyczepa kempingowa i kamper: (jak wyżej oraz dodatkowo)
- zamknięcie wszystkich okien, w tym dachowych
- zamknięcie drzwi szafek oraz lodówki (zabezpieczamy)
- zakręcenie butli gazowych, o ile nie posiadamy reduktora umożliwiającego korzystania z gazu w czasie jazdy (np. reduktor TRUMA duo control)
- przełączyć zasilanie lodówki na 12V
- zabezpieczyć wszystkie luźne przedmioty leżące na stole, półkach, na piecu
- zabezpieczyć wyposażenie łazienki przed wypadnięciem z półek
- zwolnić hamulec i podnieść koło manewrowe w przyczepie
- podnieść podpory (nogi)
- odłączyć kabel zasilania 230V
- sprawdzić poziom wody, opróżnić kasetę WC i zbiornik wody szarej
- usunąć i zabrać kliny najazdowe
- zdjąć z kół osłony przeciwsłoneczne
- w czasie obchodu wokół zestawu lub kampera, sprawdzić zamknięcie zewnętrznych klap
- do nawigacji wprowadzić cel podróży

Warto pamiętać: 
aby wyrobić w sobie nawyk obejścia wokół kampera lub zestawu, gdy wszyscy pasażerowie są już wewnątrz. To ostatnia czynność przed ruszeniem w drogę.
Po każdym, nawet obiadowym postoju na poboczu. Unikniemy wtedy wielu niespodzianek.

Szczęśliwej drogi !!!

środa, 24 stycznia 2018

2018 Kierunek Azja Centralna i ...... dalej. Przygotowania do podróży cz.2 Drony

Co ma piernik do wiatraka?
Dron do kampera?
Już wyjaśniam.
Nasza styrana HDR-HC5
          Przez 10 lat, dzielnie służyła nam w drodze kamera wideo marki Sony. Służyła, służyła, a dzięki niej nasza filmoteka powiększyła się o blisko 30 płyt BR z zapisem naszych wojaży i kilkakrotnie więcej płyt DVD. Jednak już w czasie ostatniej wycieczki po Afryce Zachodniej, kamera odmówiła współpracy. Definitywnie. Na nową nie bardzo możemy sobie pozwolić. Pomyślałem więc, że będziemy się teraz wspomagać filmowaniem aparatem Olympus.
Można i tak .... ale, korzystając z faktu, że ostatnimi czasy nie podróżujemy, zaczytywałem się w nowinkach wszelakich. Dzięki temu, znalazłem informacje, że drony to obecnie rzeczy dostępne przeciętnemu śmiertelnikowi. W każdym wieku, a do dokumentowania podróży, wręcz są stworzone!
        Kilka miesięcy zajęło mi drążenie tematu. Od zera, aż do wykonywania pierwszych samodzielnych lotów, filmowaniem oraz fotografowaniem z powietrza. Efektami pracy podzielimy się już w czasie naszej podróży do Azji. Tymczasem opowiem jak zacząć, to znaczy  jak my zaczęliśmy, naszą przygodę z pilotowaniem statków powietrznych.
Teoretycznie drogi są dwie.
Można z marszu zakupić poważnego drona ze stajni DJI (chińska firma, obecnie światowy lider dronów półprofesjonalnych) lub zacząć od czegoś zabawkowego. Od  tak zwanej "biedronki", czyli drona w cenie 100-200 złotych, dzięki któremu opanujemy podstawy pilotażu, a jak go nawet rozbijemy, to i strata będzie do przełknięcia. Dodatkowo gwarantowane jest, że nie trzeba będzie nikogo z naszych dzieci, albo wnuków prosić, aby odeszły od telewizora. Wspólne wyjście na spacer, na pobliską łąkę gwarantowane. Bo tam będziemy latać. Prawie każdy będzie mógł spróbować swoich sił w pilotażu.

KZXX6
        Dzięki węgierskiej firmie ABCros otrzymaliśmy do nauki małą "biedronkę". Na początek kariery lotniczej - ekstra. Dron wpadał, upadał, spadał i nic mu się nie stało. Akumulator wystarcza na kilka minut zabawy. Po pokojach też delikatnie polataliśmy. Bez strat. Dron ma nawet kamerkę, ale tutaj niczego sobie od niej nie obiecujcie. Jak widać poniżej.
         Aby takiego drona prawidłowo utrzymać w locie, trzeba się nieźle napracować kciukami. Prawo, lewo, góra, dół, przód i tył. Jednak, gdy opanujemy te podstawowe manewry, a wiadomo, że dron, jak prawie każda maszyna latająca, nie ma ochoty nam w tym pomagać, to później - przy pilotowaniu tych poważniejszych (czytaj droższych) urządzeń, będziemy już o wiele spokojniejsi. Będziemy mogli pomyśleć, gdzie fajnie polatać, jakie ujęcia z powietrza zrobić a nie tylko o ewentualnej możliwości rozbicia kilku tysięcy złotych.

   
        Kolejnym naszym dronem został produkt poznańskiej firmy OVERMAX.
Model X-bee drone 8.0. Prawie dwukrotnie większy od "biedronki". Tym samym szybszy, z mocnymi bezszczotkowymi silnikami (zainteresowani wiedzą w czym rzecz). W powietrzu potrafi utrzymać się kilkanaście minut.
        No i w zestawie jest kamera sportowa. Activecam 4.1 
Foto z Activecam 4.1
        Nie jest to oczywiście kamera klasy GoPro, ale i cena nie jest ta. Tu za kwotę kilkuset złotych, otrzymujemy zestaw, którym już coś możemy zrobić. Zdjęcia z powietrza. Filmy z lotu ptaka. Choć latanie nadal jest w X-bee wymagające. Moim zdaniem, takie idealne do nauki, albo ...... doskonalenia latania dronami. W czasie pilotażu nie ma czasu na odpoczynek. Jednak dużym atutem tego modelu jest jego wytrzymałość. Na lotnicze katastrofy.
Loty ogródkowe.
        W czasie jednego z moich pierwszych lotów X-bee odleciałem za daleko i dron stracił łączność z kontrolerem lotu. Nie wiedziałem, że skutkuje to natychmiastowym wyłączeniem silników. No i dron spadł. Z wysokości kilkudziesięciu metrów. Wprawdzie nie na twarde podłoże, ale na trawę i ......... nic jemu, ani kamerze się nie stało! Solidna konstrukcja i warto przytoczyć w tym miejscu zasadę początkującego droniarza.
Nigdy nie latamy nad ludźmi, zwierzętami i pojazdami!
              Dopowiem jeszcze, że nie jest zadaniem tego blogu, przytaczanie instrukcji obsługi, czy też plusów i minusów danego urządzenia. Takich danych znajdziemy wiele w internecie. Chcę natomiast przekonać starych i młodych. Tych podróżujących i urlopowiczów też. Oto nastały czasy, że w drodze wystarczy nam w miarę dobry smartfon, do robienia zdjęć i filmów, na nasze prywatne potrzeby. Natomiast możemy zabrać, do przysłowiowej kieszeni drona, który zapewni nam niesamowite spojrzenie w miejscach, gdzie będziemy przebywać. Obecnie nie jest to ani drogie, ani trudne. Wypróbujmy więc sami jakieś latające maleństwo, albo coś poważniejszego. Ze stajni OVERMAX'a, który oferuje kilka modeli latających. Jak się przekonamy, że sobie poradzimy. Jak polubimy latanie i "kamerowanie z powietrza", to nasze wyjazdy i spojrzenie na otaczający świat, zyskają nowy wymiar.

Autoryzowany dystrybutor DJI

Już jest w naszych rękach.
        Teraz nastał czas na arystokrację wśród dronów. Dzięki firmie DJI ARS, która przekazała na potrzeby naszego projektu, drona wprost idealnego do podróży wszelakich, po kilku tygodniach samokształcenia, możemy doznać przyjemności pilotowania DJI Mavica PRO.
Platforma startowa.
Zimowe, krakowskie "powiśle"





        To z tego modelu będziemy prezentować swoją podróż po Azji Centralnej. Zainteresowanych bliższymi szczegółami, o dronach DJI, zapraszamy na stronę naszego sponsora, a poniżej prezentujemy nasze pierwsze kroki z Mavicem.
        Tym samym kończymy rozdział o "lotniczych" przygotowaniach do podróży. Wracamy na ziemię.
        W najbliższym czasie musimy: naprawić oświetlenie zewnętrzne w kamperze, wymienić ograniczniki w drzwiach, wymienić przedni reflektor, okna dachowe, dołożyć solarny panel  i wykonać jeszcze kilkadziesiąt innych rzeczy.


No to do roboty.
        Do wyjazdu pozostało dwa i pół miesiąca czasu. 








środa, 3 stycznia 2018

2018 Kierunek Azja Centralna i ...... dalej. Przygotowania do podróży cz.1

Dawno nas tu nie było.
        Mówiąc krótko - sprawy osobiste zatrzymały nas w kraju. Bo okazuje się, że w XXI wieku trudno żyć tylko podróżami. Nawet podróżami na emeryturze. Czasami trzeba się zmierzyć z osiągnięciami cywilizacyjnymi (czytaj politycznym bagnem) i tak było w naszym przypadku.
Od jesieni zmniejszone emerytury mundurowe skutkują tym, że musimy się zmieścić w budżecie, poniżej 3 tysięcy złotych miesięcznie.
Dobytek nocnego stróża.
        Dlatego poszedłem, na kilka miesięcy do pracy. Pilnowałem nocami czegoś takiego. --->
Aby zebrać fundusze na kolejną podróż.
Natomiast w ciągu dnia szukałem osób i instytucji, które mogły by nas wesprzeć w drodze.
Kamperem przez Świat.
       Już prawie się udało. Dopinamy ostatnie sponsoringi i patronaty.
         Piszę o tym tytułem przestrogi dla młodych i starych. Dla bogatych i biednych.
Jak Wam nie starcza pieniędzy na podróż - postaraj się je zarobić. Jeśli masz ich za dużo - nie bój się ich stracić. Czy tak, czy tak, to pokieruj swoim życiem w ten sposób, szczególnie gdy mieszkasz w Polsce, aby być niezależnym od państwa.
W swojej książce rozwinąłem ten temat bardziej.
       
        Tymczasem klamka zapadła.
Dla swojej kolejnej podróży, szukaliśmy kierunku, który by:
- był tani w kosztach podróży (paliwo) i utrzymania,
- możliwie bezwizowy, bo pokonując kilka krajów z obowiązkiem otrzymania wizy, jesteśmy do tyłu    o kilkaset EUR,
- możliwy do zwiedza w okresie letnim, w przeciągu pół roku,
- rejony, których jeszcze nie zwiedzaliśmy.
Wyszło nam z tych założeń:

Rosja -> Kazachstan -> Kirgistan -> Mongolia -> Rosja


Nasz zestaw podróżny.
        Potem czas na zakupy map i przewodników. Jak widać, kierunek wybraliśmy dość dziewiczy. Jakieś niszowe przewodniki (zobaczymy, jaka jest ich wartość merytoryczna) oraz mapy wydawnictwa Reise Know-How, które to mapy od lat nas nie zawiodły - czytaj; nie potargały się w podróży.         
        Po drodze jakiś tranzyt przez Ukrainę musi być dokonany. Potem marzymy o zwiedzeniu delty Wołgi, morza Aralskiego, może na Bajkonur zerkniemy. Kolejno: trekking w Kirgizji, mongolskie parki narodowe, pustynia Gobi, no i perełka - jezioro Bajkał z okolicznymi górami.

        Z tego wszystkiego wyszło logo naszej wycieczki, którą prezentujemy poniżej.


Logo Kamperem przez Świat 2018

        Teraz przygotowania do wyjazdu ruszyły pełną parą. Ogłosiliśmy studniówkę, czyli 100 dni do domniemanej daty wyjazdu. Domniemanej, bo uzależniamy start od pogody. Kiedy nadejdzie wiosna?  Bowiem jechać będziemy na wschód, a w Kirgizji góry do 7 tysięcy dochodzą! Więc ciepełko być powinno.

        Zrobimy więc tak.
Do tej pory, opisywaliśmy na swoim blogu przebieg naszych podróży. Udzielaliśmy porad, sugerowaliśmy rozwiązania. Teraz, w odstępach tygodniowych, postaram się opisać, jak przebiegają nasze przygotowania do półrocznej podróży na wschód.
        Taka swoista, karawaningowa 

checklista

ZAPRASZAMY.


środa, 25 października 2017

Filmowa Afryka.


          Moja 10 letnia kamera Sony HDR, w końcu odmówiła współpracy. Po zrealizowaniu kilkaset godzin materiału, wyprodukowaniu kilkudziesięciu filmów DVD i tyle samo BR - nastał czas rozstania.
Jeszcze tylko ostatnie migawki z tegorocznej Afryki Zachodniej i zostajemy przy zdjęciach. Przy Olympusie. Oby jakiś nowszy model aparatu wpadł w moje ręce?
        Na wstępie podziękuje firmie INTRAK, dzięki której udało nam się uczestniczyć w World Travel Show. Poznaliśmy tak kilka ciekawych osób.
Czy wiecie, ze na poduszkach tej firmy jeździmy już 7 sezonów! Czasami po różnych bezdrożach. Afrykańskich bezdrożach. Tegoroczny przegląd nie wykazał niczego groźnego. Czyli ............  jedziemy dalej.
Poduszki INTRAK i wszystko jasne!

Afrykańska filmoteka.


Maroko

Mauretania

Mali

Burkina Faso

Niger

Benin

Togo


Senegal

Szukaj na blogu