niedziela, 13 maja 2018

Przygotowania do podróży - teoria i praktyka

        Minęło sporo tygodni od czasu ostatniego wpisu na bloga. Byliśmy w tym czasie pochłonięci przygotowaniami do kolejnej podróży.
Teraz jest chyba dobry moment, aby podzielić się spostrzeżeniami jak, naszym zdaniem oczywiście, należy przygotowywać się do karawaningowego wyjazdu.
        "Naukowo" rzecz ujmując, to wygląda tak:

Przygotowania teoretyczne. 

        Zaczynają się kilka miesięcy przed podróżą. Na ogół wtedy decydujemy gdzie i na jak długo pojedziemy? Jeśli ktoś wyjeżdża na krótki urlop, albo w miejsce dobrze sobie znane, to dalsze czytanie tego wątku, może sobie darować. Podobnie Ci, którzy jeżdżą kamperem bez planu, bez celu. 
        Najpierw analizujemy ile mamy czasu. Potem wyznaczamy cel. Mamy strategię, aby póki zdrowie dopisuje jechać jak najdalej. Na krótkie, bliskie wyjazdy przyjdzie pora, gdy trzeba się będzie stawiać do doktora. 
Potem trasa dojazdu do celu. 
        Prawie nigdy nie wracamy tą samą drogą. No, może z wyjątkiem Mauretanii i Sahary Zachodniej, gdyż tam jest tylko jedna droga. 
Każda podróż to droga, cel i powrót do domu. 
        Obliczamy ilość kilometrów, sprawdzamy ceny paliwa. Stać nas? Pamiętajmy o kilku zasadach. Im wyższa cywilizacja, tym droższy pobyt. Im dłuższy wyjazd, tym niższe koszty podróży. Potem trzeba trochę po inwestować. 
Kupujemy mapy papierowe i przewodniki. 

        W Polsce liczą się praktycznie dwa wydawnictwa: Bezdroża i Pascal. Jadąc w bardziej egzotyczne miejsca, posiłkujemy się czasami wydawnictwem Globtrotera. Choć tu z poziomem merytorycznym różnie bywa. Jeśli ktoś kuma po angielsku, to jest, choć wcale nie tani, Lonely Planet. Arystokracja wśród przewodników.        
   
       
   
        W temacie map, to próbowaliśmy różnych. Ostatecznie stanęło na mapach Reise Know-How. Niebieskie okładki mają. Aktualne i cholernie wytrzymałe, gdyż drukowane na płótnie papierowym. Cokolwiek to znaczy. Na wszystkie inne, papierowe mapy, zużyliśmy już wiele metrów taśmy samoprzylepnej.
        Nasza droga staje się coraz bardziej szczegółowa. Wiemy jaką trasą pojedziemy. Wiemy co chcemy zobaczyć. Teraz czas na internet i wyszukiwarkę google. Na wschodnie kierunki, lepsza jest yandex.com. Staramy się wyszukać jakieś blogi, albo specjalistyczne grupy dyskusyjne. Tam ludzie podpisują się swoimi nazwiskami i głupot nikt raczej nam nie zapoda. W internecie sprawdzamy pogodę i klimat na naszej trasie. Obyśmy nie byli zaskoczeni, jak jedna z naszych karawaningowych podróżniczek, która napisała, że "w czasie wakacji, w Maroku jest cholernie gorąco" (!) Gdy już grzebiemy w internecie, to nie zapomnijmy poczytać o aktualnej sytuacji społecznej i politycznej w danym regionie świata. Czy są to miejsca stabilne? Czy zbliżają się jakieś wybory? Jaka religia dominuje? Czy mają miejsca konflikty na tle religijnym lub narodowościowym?
     Kolejne nasze przygotowanie dotyczy znajomości języka kraju, do którego się udajemy. 
Nie, nie uczmy się go na kursie, ale zróbmy sobie "ściągę" z kilkoma podstawowymi zwrotami: tak, nie, dzień dobry, dziękuję, ile kosztuje ......... takich, kilkanaście zwrotów. Z liczebnikami łącznie.
Jeśli będą chęci, to więcej nauczymy się już na miejscu.
        Czas na sprawy zdrowotne i zagrożenia z tym związane. Generalne pytanie - czy i na co należy się zaszczepić? Preferujemy spokój. Nie zalecamy przesady. Raczej posiłkujmy się doświadczeniem innych podróżników. Jeśli będziemy się konsultować z lekarzem medycyny tropikalnej, to najchętniej zaszczepi nas na, a raczej za ........ powiedzmy 2 tysiące złotych na głowę. 
        Sami też jesteśmy często pytani, czy ubezpieczamy się na czas podróży? Odpowiadamy zgodnie z prawdą, że nie. Ubezpieczyć można się na 2-3 tygodniowy urlop, ale 6 miesięczny wyjazd, to wydane kolejne tysiące złotych. My zabieramy ze sobą potencjalnie niezbędne nam lekarstwa i środki opatrunkowe. Łącznie z gipsem. Sami najwięcej wiemy o swoich dolegliwościach, co nam się może przytrafić w drodze.
Na targu w Mali
Sery z Togo.
      Patrzymy w sieci internetowej na ceny produktów i ich dostępność w danym kraju. To zagadnienie pozostawiam najczęściej Teresie, która wie co i ile kosztuje? Wyruszając do krajów egzotycznych, powinniśmy sprawdzić, na jakie produkty żywnościowe mamy szanse na miejscu. Jakie warzywa, jakie mięsa, czy wędliny. Co za tym idzie, będziemy mogli zaplanować, czego i ile zabrać.
Co zabierać do jedzenia? Osobiście mamy swoje zwyczaje. Na czas, jak to nazywamy "przerzutu", czyli szybkich i długich odcinków jazdy, zabieramy z domu mrożonki i gotowe dania w słoikach lub puszkach. Nie tracimy wtedy czas, na przygotowanie obiadokolacji.
Śniadanie Wielkanocne.
Druga składowa naszych zapasów żywnościowych, to posiłki "na
czarną godzinę". Są to puszki lub gotowe dania typu kaszotto. Leżą sobie one długo w garażu i służą nam awaryjnie.
Poczęstunek w górach Riff (Maroko)
        Generalnie, całe nasze zapasy żywnościowe są dobrze zaplanowane i uzależnione od kierunku i pory roku naszej podróży. Bo jeśli wypadają w międzyczasie jakieś tradycyjne święta, to i na takie okoliczności jesteśmy przygotowani. Tradycja to tradycja.
        Ostatni okres przed wyjazdem, to wizyta na witrynie naszego MSZ. Jest tam dział dla podróżujących i ostrzeżenia dla turystów. Warto się zarejestrować w systemie Odyseusz, który jest serwisem konsularnym. My się zawsze rejestrujemy, choć nigdy nam ten system nie zadziałał. Za to doskonale działają serwisy informacyjne ministerstw spraw zagranicznych Francji i Wielkiej Brytanii. Warto z nich korzystać. Szczególnie w czasie wyjazdów do Afryki. Można jeszcze rzucić okiem na mapę ostrzeżeń dla turystów. Jednak z dużym dystansem, gdyż polskie MSZ przyjęło zasadę, że najlepiej by było gdyby Polacy nie włóczyli się po świecie.
        Waluta. Kupować w kantorze, brać gotówkę, czy karty? Próbowaliśmy już wszystkich opcji. Teraz tylko karty z małą ilością euro lub dolarów, na wszelki wypadek. Ta mała ilość, to może być i 300 i 500 banknotów, o nie najwyższym nominale. Resztę załatwią karty. Najlepiej różne - visa i master. Jeszcze lepszym rozwiązaniem jest otwarcie konta w banku, który oferuje wypłatę z zagranicznego bankomatu, bez prowizji.
        Jaką nawigację przygotować? Próbowaliśmy i tego i owego. Obecnie korzystamy z aplikacji do telefonów z androidem. Sygic, MapsMe i Navitel. Mapy do tych programów pokrywają cały świat. Na własny użytek, korzystam jeszcze z aplikacji Maverick. Zaznaczam na niej POI, czyli interesujące mnie punkty, a w ich opisie umieszczam dodatkowo ....... zdjęcie.

        Jak już mamy wszystko zaplanowane, to kilka tygodni przed wyruszeniem, przystępujemy do praktycznych przygotowań.

Przygotowania praktyczne.

        Od lat praktykujemy pewien podział pracy i zakresu działania, przed wyruszeniem w drogę. Wszystko (prawie), co dotyczy wnętrza kampera, to domena kobiety.
Na zewnątrz jest moje królestwo.

..... zewnętrzne.

        Dokumentacja kampera. Sprawdzamy ważność przeglądu rejestracyjnego pojazdu. Jeśli kończy się w trakcie podróży, to przed wyjazdem dokonujemy wcześniejszego przeglądu. Pamiętajmy, że bez aktualnych badań technicznych nasze ubezpieczenie może nie działać. 
Jak już o ubezpieczeniu mowa, to obowiązkowe OC powinno obejmować okres naszego wyjazdu. Jeśli koniec okresu ubezpieczenia przypadnie nam w trakcie podróży, to powinniśmy postarać się o zawarcie nowego - kilka miesięcy wcześniej. Dobry agent ubezpieczeniowy poradzi sobie z takim problemem. Do ubezpieczenia OC koniecznie, przy podróży za granicę, pamiętajmy o "zielonej karcie". To ona działa poza granicami Polski.
        Kolejna sprawa, to międzynarodowe prawo jazdy. Ważne kilka lat, kosztuje koło 30 PLN, a zapotrzebować go można w wydziale komunikacji, nawet przez internet. W sieci znajdziecie wykaz krajów, gdzie takie prawo jazdy jest wymagane. 
        Tylko uwaga, są dwie konwencje międzynarodowe i dwa różne wzory tych praw jazdy. Trzeba wiedzieć gdzie, poza Europę jedziemy i dobrać właściwy wzór. Z drugiej strony patrząc, to w czasie naszych wyjazdów międzynarodowego prawa jazdy, jeszcze nigdy nie okazywaliśmy. 
Wybór czy wyrabiać? Należy do Ciebie. 
        Czas popracować fizycznie.
 Zacznijmy od silnika. Każdy jest inny. Każdy ma inne, choć podobne, zasady eksploatacji. Wymiana oleju. Wymiana filtra powietrza, paliwa. Rozrząd, co pewien czas i takie inne rzeczy, których wykonanie powierzam na ogół wykwalifikowanym mechanikom. Jeśli nasz wyjazd trwa, powiedzmy 20 tysięcy kilometrów, to zabieram ze sobą zapasowe filtry i olej, który wymieniam gdzieś w trasie. Jadąc do Afryki, tego nie zrobiłem. Za to teraz 2 x wymieniłem olej i wszystkie filtry. 
Części zapasowe firmy FAST
        Zapasowe też zabieram ze sobą, bo: będzie znowu ponad 20 tysięcy kilometrów i chyba spore zapylenie. Bo i stepy i pustynie też w Azji Centralnej są. Części zapasowe? Są różne szkoły w tym temacie. My mamy pasek klinowy, linkę i pedał sprzęgła, komplety żarówek i bezpieczników. Filtry, olej. Jakieś tam jeszcze drobiazgi. Na obecny wyjazd, w części zapasowe zaopatruje nas hurtownia CELKAR z Niepołomic. Jest ona dystrybutorem części zamiennych włoskiej firmy FAST, a te cieszą się dobrą opinią. Nie tylko w Europie.
Tym razem wyjątkowo zabrałem też kompletny rozrusznik, który zaczął mi szwankować, a którego nie zdążyłem wymienić przed wyruszeniem. Najwyżej w drodze odkręcę 3 śruby i dokonam wymiany podzespołu. Czy warto coś zabrać więcej? Często jesteśmy pytani: czy nie mamy dużych awarii kampera? Boimy się, jeśli coś stanie się z pojazdem, na terenie Europy, gdzie sam wjazd na kanał kosztuje, powiedzmy 100 EUR, a naprawia się samochody poprzez komputer. Jeśli coś się dzieje niedobrego poza Europą, to jesteśmy pewni, ze miejscowe "złote rączki" naprawią wszystkie mechanizmy. 
Droga przez Afrykę.
        Bieżnik w oponach mamy wystarczający do zaplanowanych kilometrów. No i do kierunku wyjazdu dostosowany? W ciepłych klimatach i przy przeładowanym kamperze, nie trudno o przygody, jakich kilka mieliśmy na terenie Afryki Zachodniej. Można też rozważyć wrzucenie na dach kampera 1-2 dodatkowych opon? Najlepiej w pokrowcu, bo słoneczko tam praży!
        Nim przejdę do omówienia zasilania części pokładowej kamper, w energię elektryczną, to powiem o pewnej zasadzie, którą się kierujemy od kilku lat.
WSZYSTKO MAMY ZDUBLOWANE.
        W czym rzecz? Otóż, jeżeli wyjeżdżamy na kilka miesięcy, często w rejony, gdzie nie ma dostępu do sklepów specjalistycznych, to wtedy wszystkie ważne dla nas wyposażenie jest podwójne. Nie możemy sobie pozwolić na pozbawienie się możliwości normalnego funkcjonowania.                   Korzystania z komputera, łączności, edycji zdjęć, montażu filmów, właściwego oświetlenia do czytania, nawigacji i wiele, wiele innych. Przykładowo: elektryczna maszynka do golenia i dwa kable ją zasilające, zasilacz do komputera na 220v i drugi na 12v.
         Laptop jeden, ale w zastępstwie czeka tablet 10 cali z dodatkową klawiaturą. Taki prosty, tani OVERMAX z 2 MB pamięci RAM. Można coś na nim po edytować i popisać też. 
Smartfona każdy w załodze ma swojego, ale dodatkowy, nie używany już telefon, też jest na podorędziu. Gdy za granicą kupimy kartę prepaid z internetem, a wtedy swój krajowy numer trzeba gdzieś przełożyć. 
        Kable do ładowania urządzeń z USB -> mikro, mamy w ilości +4. 
        Potem zapakowałem do kampera coś z "wyższej półki". Ponieważ nasze karawaningowe podróże są ściśle związane z wykonywaniem przez nas zdjęć i filmowaniem, gdyż ta dziedzina ciągle nas "kręci", więc zabieramy ze sobą dwa aparaty fotograficzne. Główny i zapasowy i ............... jeszcze jeden, do zdjęć podwodnych. Nie są to żadne lustrzanki, bo takich (ciężar!) nie używa chyba żaden podróżnik, ale bezlusterkowce z optyką 4/3. 
Panasonic
        Głównym naszym aparatem tej podróży jest Lumix GH4, użyczony przez Panasonic Polska. Aparat z funkcją nagrywania video w jakości 4k, do zastosowań profesjonalnych. Pomny awarii aparatu, w czasie naszej afrykańskiej odysei, zapakowałem też korpus Olympusa EP-5. Szkła, czyli obiektywy aparatów fotograficznych od Olympusa, pasują oczywiście do Panasonica. 
Olympus
        Firma Olympus zaopatrzyła nas również, w jeden z ich najlepszych obiektywów: 12-40 PRO. Do zdjęć podwodnych, a na trasie będziemy mieli i Bajkał i mongolskie jeziora, dostaliśmy Olympusa Tough TG-4. Trzecią rzeczą od Olympusa, w naszym wyposażeniu, jest rejestrator dźwięku DM-650. Tak sobie wymyśliłem, że dobry obraz video powinien mi dać Lumix GH4. Dźwięk niekoniecznie. Myślę, że warto będzie wspomagać się rejestratorem, a potem to wszystko połączyć. W film zawierający wspomnienia z wakacji.
Jednak powiedzmy sobie szczerze. 
         Jeśli ktoś nie ma  zacięcia do fotografii artystycznej, to w zupełności wystarczy mu fotografowanie smartphone. Do pokazania zdjęć rodzinie, jako swoje wspomnienia, czy też umieszczenia w mediach społecznościowych, wystarczy z powodzeniem zdjęcie z telefonu. 
        Tu taka mała dygresja. W czasie naszej wędrówki przez Włochy, obserwowałem turystów zwiedzających atrakcje turystyczne. Czym wykonują zdjęcia? Około 80% robi je ......... telefonem, kilkanaście procent (15) jakimiś małymi kompaktami, a pozostałe 5% obwieszonych jest dużymi aparatami.
       
        Czas na prąd. Zrobiłem mały rachunek sumienia i wyszło mi, że w czasie obecnego wyjazdu, będziemy potrzebowali trochę więcej prądu. Więcej zdjęć, filmowania, czy też pracy komputera, to mały pikuś. Ale jedzie z nami dron Mavic PRO, z firmy DJI ARS z Warszawy oraz rower elektryczny firmy Ecobike z Wrocławia. Jeżeli, a na pewno tak, będziemy oba te urządzenia intensywnie eksploatować, to zapotrzebowanie na prąd będzie większe.
        Dlatego poprosiliśmy amerykańską firmę EXIDE (jak to ładnie zabrzmiało), a dokładniej jej polski oddział w Poznaniu, z którym mamy przyjemność współpracować już wiele lat, o dodatkowy akumulator żelowy. W sumie mamy więc 120+120+85 Ah. Dużo i jeżeli nie mamy takiej potrzeby, to nie przesadzajmy. Akumulatory sporo ważą. Dwa zamontowałem pod siedzeniem, w części mieszkalnej. Jeden pod fotelem kierowcy. 
Pierwsza uwaga. WSZYSTKIE akumulatory powinny być wykonane w tej samej technologii. Jeśli AGM, to AGM. Jeśli Gel, to gel. Sprawa druga, to sposób podłączenia - koniecznie jak na załączonym szkicu. Sprawa trzecia, to odpowiednia średnica okablowania, która zależy od wielkości akumulatora i długości podłączenia.
        No tak. Zamontowałem dodatkowy akumulator, a teraz trzeba to jakoś doładowywać! Przez lata, miałem założony na dachu jeden panel 100W. W czasie podróży po Afryce, prądu mieliśmy na przysłowiowy styk. 
        Zacząłem więc czytać, pisać i dzwonić po różnych firmach fotowoltaicznych. Na konsultacje. Chodziła mi też po głowie turbina wiatrowa. Taka dedykowana do pojazdów karawaningowych. Dobry kwadrans, na rozmowę telefoniczną, poświęcił mi Paweł. Właściciel firmy EcoSystem. Bogata wiedza plus przyjemny kontakt zaowocował montażem na naszym kamperze, dwóch dodatkowych paneli elastycznych, po 100W każdy. Jednak, nie to jest najważniejsze.
        Zostałem uświadomiony i przekonany do wymiany regulatora. Z popularnego typu PWM na droższy o powiedzmy 200 PLN regulator MPPT. Aby się nie wdawać w rozważania teoretyczne powiem tylko, że MPPT daje o 20-30% większy prąd ładowania z paneli słonecznych. Czyli nawet do pojedynczego panelu warto taki regulator zainstalować. Na koniec jeszcze jedna uwaga. Możemy sobie dokupić dedykowany kabel do regulatorów Tracer, który pozwala nam na podłączenie regulatora do smartphone lub laptopa i uzyskiwanie szeregu parametrów ładowania i stanu naładowania akumulatorów. Wygodniejsze to, niż wpatrywanie się w wyświetlacz Tracera.
           
        Data wyjazdu zbliża się coraz szybszymi krokami. Prąd jest, ładowanie akumulatorów jest. No tak. Potrzeba jeszcze napięcia 230V. Choć by do roweru elektrycznego. Jego akumulator potrzebuje sporego poweru. No i na czasie, z polskiego oddziały firmy DOMETIC, przyszła propozycja użyczenia nam, na czas podróży, konwertera DSP 1512. Zobaczymy jak się sprawdzi w życiu. Jego moc stała to 1500W, a plusy to: pełny sinus na wyjściu i zdalne sterowanie. Zamontowałem. Dotychczasową naszą przetwornice oczywiście też zabrałem. 
Zgodnie z opisaną powyżej zasadą. ZDUBLOWANIE najważniejszych elementów.
Co jeszcze zapakowałem do kampera?
        Kanistry plastikowe. Na wschodni kierunek zabrałem 2 x 30 litrów na wodę i jeden dwudziestolitrowy na paliwo.

..... wewnętrzne.

       Domena Teresy. Część kuchenna. Łazienka. Garderoba. Ja dbam o jedną rzecz. O właściwe rozłożenie środka ciężkości. Najcięższe rzeczy umieszczamy na poziomie podłogi. Najlżejsze pod sufitem.
        Osobiście wykorzystujemy całą powierzchnie alkowy na magazyn. Umieszczamy tam skrzynki  pozyskane z kiosków warzywnych. Takie lekkie, plastikowe. Mieści się ich około dziesięciu. Jest tam umieszczona elektronika, prezenty, które otrzymujemy z urzędu miasta Krakowa (foldery, smyczki, długopisy). Kolejna skrzynka zawiera suweniry otrzymane od Marszałka Województwa Małopolskiego. Albumy, wydawnictwa turystyczne reklamujące Małopolskę.
Jest tam też miejsce na skrzynkę z lekarstwami, zapasy papierów wszelakich, zapasową pościel i suche artykuły spożywcze.
Z przysłowiowego jedzenia zabieramy rzeczy "na drogę" oraz "na czarną godzinę". Więcej nic nie napiszę, bo każdy ma swoje preferencje żywieniowe.
Warto tylko pamiętać, że jakieś słoiki, puszki warto umieścić w miejscu chłodniejszym. My je ustawiamy w skrzynkach, w garażu - czyli z tyłu kampera.
        Jest tam też miejsce na turystyczną pralkę. Taką za 200-300 PLN, zasilaną 230V. Przy dłuższych wyjazdach jest ona niezbędna.

Przed każdym wyruszeniem w drogę. 


Swoista CHECK LIST'a:

Samochód:
- zamocowanie haka holowniczego, połączenia elektrycznego, linki awaryjnej, nacisku na hak
- ciśnienie w ogumieniu (łącznie z zapasem),
- poziom oleju, paliwa, płynu hamulcowego, chłodnica, spryskiwacz
- oświetlenie zewnętrzne

Przyczepa kempingowa i kamper: (jak wyżej oraz dodatkowo)
- zamknięcie wszystkich okien, w tym dachowych
- zamknięcie drzwi szafek oraz lodówki (zabezpieczamy)
- zakręcenie butli gazowych, o ile nie posiadamy reduktora umożliwiającego korzystania z gazu w czasie jazdy (np. reduktor TRUMA duo control)
- przełączyć zasilanie lodówki na 12V
- zabezpieczyć wszystkie luźne przedmioty leżące na stole, półkach, na piecu
- zabezpieczyć wyposażenie łazienki przed wypadnięciem z półek
- zwolnić hamulec i podnieść koło manewrowe w przyczepie
- podnieść podpory (nogi)
- odłączyć kabel zasilania 230V
- sprawdzić poziom wody, opróżnić kasetę WC i zbiornik wody szarej
- usunąć i zabrać kliny najazdowe
- zdjąć z kół osłony przeciwsłoneczne
- w czasie obchodu wokół zestawu lub kampera, sprawdzić zamknięcie zewnętrznych klap
- do nawigacji wprowadzić cel podróży

Warto pamiętać: 
aby wyrobić w sobie nawyk obejścia wokół kampera lub zestawu, gdy wszyscy pasażerowie są już wewnątrz. To ostatnia czynność przed ruszeniem w drogę.
Po każdym, nawet obiadowym postoju na poboczu. Unikniemy wtedy wielu niespodzianek.

Szczęśliwej drogi !!!

środa, 24 stycznia 2018

2018 Kierunek Azja Centralna i ...... dalej. Przygotowania do podróży cz.2 Drony

Co ma piernik do wiatraka?
Dron do kampera?
Już wyjaśniam.
Nasza styrana HDR-HC5
          Przez 10 lat, dzielnie służyła nam w drodze kamera wideo marki Sony. Służyła, służyła, a dzięki niej nasza filmoteka powiększyła się o blisko 30 płyt BR z zapisem naszych wojaży i kilkakrotnie więcej płyt DVD. Jednak już w czasie ostatniej wycieczki po Afryce Zachodniej, kamera odmówiła współpracy. Definitywnie. Na nową nie bardzo możemy sobie pozwolić. Pomyślałem więc, że będziemy się teraz wspomagać filmowaniem aparatem Olympus.
Można i tak .... ale, korzystając z faktu, że ostatnimi czasy nie podróżujemy, zaczytywałem się w nowinkach wszelakich. Dzięki temu, znalazłem informacje, że drony to obecnie rzeczy dostępne przeciętnemu śmiertelnikowi. W każdym wieku, a do dokumentowania podróży, wręcz są stworzone!
        Kilka miesięcy zajęło mi drążenie tematu. Od zera, aż do wykonywania pierwszych samodzielnych lotów, filmowaniem oraz fotografowaniem z powietrza. Efektami pracy podzielimy się już w czasie naszej podróży do Azji. Tymczasem opowiem jak zacząć, to znaczy  jak my zaczęliśmy, naszą przygodę z pilotowaniem statków powietrznych.
Teoretycznie drogi są dwie.
Można z marszu zakupić poważnego drona ze stajni DJI (chińska firma, obecnie światowy lider dronów półprofesjonalnych) lub zacząć od czegoś zabawkowego. Od  tak zwanej "biedronki", czyli drona w cenie 100-200 złotych, dzięki któremu opanujemy podstawy pilotażu, a jak go nawet rozbijemy, to i strata będzie do przełknięcia. Dodatkowo gwarantowane jest, że nie trzeba będzie nikogo z naszych dzieci, albo wnuków prosić, aby odeszły od telewizora. Wspólne wyjście na spacer, na pobliską łąkę gwarantowane. Bo tam będziemy latać. Prawie każdy będzie mógł spróbować swoich sił w pilotażu.

KZXX6
        Dzięki węgierskiej firmie ABCros otrzymaliśmy do nauki małą "biedronkę". Na początek kariery lotniczej - ekstra. Dron wpadał, upadał, spadał i nic mu się nie stało. Akumulator wystarcza na kilka minut zabawy. Po pokojach też delikatnie polataliśmy. Bez strat. Dron ma nawet kamerkę, ale tutaj niczego sobie od niej nie obiecujcie. Jak widać poniżej.
         Aby takiego drona prawidłowo utrzymać w locie, trzeba się nieźle napracować kciukami. Prawo, lewo, góra, dół, przód i tył. Jednak, gdy opanujemy te podstawowe manewry, a wiadomo, że dron, jak prawie każda maszyna latająca, nie ma ochoty nam w tym pomagać, to później - przy pilotowaniu tych poważniejszych (czytaj droższych) urządzeń, będziemy już o wiele spokojniejsi. Będziemy mogli pomyśleć, gdzie fajnie polatać, jakie ujęcia z powietrza zrobić a nie tylko o ewentualnej możliwości rozbicia kilku tysięcy złotych.

   
        Kolejnym naszym dronem został produkt poznańskiej firmy OVERMAX.
Model X-bee drone 8.0. Prawie dwukrotnie większy od "biedronki". Tym samym szybszy, z mocnymi bezszczotkowymi silnikami (zainteresowani wiedzą w czym rzecz). W powietrzu potrafi utrzymać się kilkanaście minut.
        No i w zestawie jest kamera sportowa. Activecam 4.1 
Foto z Activecam 4.1
        Nie jest to oczywiście kamera klasy GoPro, ale i cena nie jest ta. Tu za kwotę kilkuset złotych, otrzymujemy zestaw, którym już coś możemy zrobić. Zdjęcia z powietrza. Filmy z lotu ptaka. Choć latanie nadal jest w X-bee wymagające. Moim zdaniem, takie idealne do nauki, albo ...... doskonalenia latania dronami. W czasie pilotażu nie ma czasu na odpoczynek. Jednak dużym atutem tego modelu jest jego wytrzymałość. Na lotnicze katastrofy.
Loty ogródkowe.
        W czasie jednego z moich pierwszych lotów X-bee odleciałem za daleko i dron stracił łączność z kontrolerem lotu. Nie wiedziałem, że skutkuje to natychmiastowym wyłączeniem silników. No i dron spadł. Z wysokości kilkudziesięciu metrów. Wprawdzie nie na twarde podłoże, ale na trawę i ......... nic jemu, ani kamerze się nie stało! Solidna konstrukcja i warto przytoczyć w tym miejscu zasadę początkującego droniarza.
Nigdy nie latamy nad ludźmi, zwierzętami i pojazdami!
              Dopowiem jeszcze, że nie jest zadaniem tego blogu, przytaczanie instrukcji obsługi, czy też plusów i minusów danego urządzenia. Takich danych znajdziemy wiele w internecie. Chcę natomiast przekonać starych i młodych. Tych podróżujących i urlopowiczów też. Oto nastały czasy, że w drodze wystarczy nam w miarę dobry smartfon, do robienia zdjęć i filmów, na nasze prywatne potrzeby. Natomiast możemy zabrać, do przysłowiowej kieszeni drona, który zapewni nam niesamowite spojrzenie w miejscach, gdzie będziemy przebywać. Obecnie nie jest to ani drogie, ani trudne. Wypróbujmy więc sami jakieś latające maleństwo, albo coś poważniejszego. Ze stajni OVERMAX'a, który oferuje kilka modeli latających. Jak się przekonamy, że sobie poradzimy. Jak polubimy latanie i "kamerowanie z powietrza", to nasze wyjazdy i spojrzenie na otaczający świat, zyskają nowy wymiar.

Autoryzowany dystrybutor DJI

Już jest w naszych rękach.
        Teraz nastał czas na arystokrację wśród dronów. Dzięki firmie DJI ARS, która przekazała na potrzeby naszego projektu, drona wprost idealnego do podróży wszelakich, po kilku tygodniach samokształcenia, możemy doznać przyjemności pilotowania DJI Mavica PRO.
Platforma startowa.
Zimowe, krakowskie "powiśle"





        To z tego modelu będziemy prezentować swoją podróż po Azji Centralnej. Zainteresowanych bliższymi szczegółami, o dronach DJI, zapraszamy na stronę naszego sponsora, a poniżej prezentujemy nasze pierwsze kroki z Mavicem.
        Tym samym kończymy rozdział o "lotniczych" przygotowaniach do podróży. Wracamy na ziemię.
        W najbliższym czasie musimy: naprawić oświetlenie zewnętrzne w kamperze, wymienić ograniczniki w drzwiach, wymienić przedni reflektor, okna dachowe, dołożyć solarny panel  i wykonać jeszcze kilkadziesiąt innych rzeczy.


No to do roboty.
        Do wyjazdu pozostało dwa i pół miesiąca czasu. 








środa, 3 stycznia 2018

2018 Kierunek Azja Centralna i ...... dalej. Przygotowania do podróży cz.1

Dawno nas tu nie było.
        Mówiąc krótko - sprawy osobiste zatrzymały nas w kraju. Bo okazuje się, że w XXI wieku trudno żyć tylko podróżami. Nawet podróżami na emeryturze. Czasami trzeba się zmierzyć z osiągnięciami cywilizacyjnymi (czytaj politycznym bagnem) i tak było w naszym przypadku.
Od jesieni zmniejszone emerytury mundurowe skutkują tym, że musimy się zmieścić w budżecie, poniżej 3 tysięcy złotych miesięcznie.
Dobytek nocnego stróża.
        Dlatego poszedłem, na kilka miesięcy do pracy. Pilnowałem nocami czegoś takiego. --->
Aby zebrać fundusze na kolejną podróż.
Natomiast w ciągu dnia szukałem osób i instytucji, które mogły by nas wesprzeć w drodze.
Kamperem przez Świat.
       Już prawie się udało. Dopinamy ostatnie sponsoringi i patronaty.
         Piszę o tym tytułem przestrogi dla młodych i starych. Dla bogatych i biednych.
Jak Wam nie starcza pieniędzy na podróż - postaraj się je zarobić. Jeśli masz ich za dużo - nie bój się ich stracić. Czy tak, czy tak, to pokieruj swoim życiem w ten sposób, szczególnie gdy mieszkasz w Polsce, aby być niezależnym od państwa.
W swojej książce rozwinąłem ten temat bardziej.
       
        Tymczasem klamka zapadła.
Dla swojej kolejnej podróży, szukaliśmy kierunku, który by:
- był tani w kosztach podróży (paliwo) i utrzymania,
- możliwie bezwizowy, bo pokonując kilka krajów z obowiązkiem otrzymania wizy, jesteśmy do tyłu    o kilkaset EUR,
- możliwy do zwiedza w okresie letnim, w przeciągu pół roku,
- rejony, których jeszcze nie zwiedzaliśmy.
Wyszło nam z tych założeń:

Rosja -> Kazachstan -> Kirgistan -> Mongolia -> Rosja


Nasz zestaw podróżny.
        Potem czas na zakupy map i przewodników. Jak widać, kierunek wybraliśmy dość dziewiczy. Jakieś niszowe przewodniki (zobaczymy, jaka jest ich wartość merytoryczna) oraz mapy wydawnictwa Reise Know-How, które to mapy od lat nas nie zawiodły - czytaj; nie potargały się w podróży.         
        Po drodze jakiś tranzyt przez Ukrainę musi być dokonany. Potem marzymy o zwiedzeniu delty Wołgi, morza Aralskiego, może na Bajkonur zerkniemy. Kolejno: trekking w Kirgizji, mongolskie parki narodowe, pustynia Gobi, no i perełka - jezioro Bajkał z okolicznymi górami.

        Z tego wszystkiego wyszło logo naszej wycieczki, którą prezentujemy poniżej.


Logo Kamperem przez Świat 2018

        Teraz przygotowania do wyjazdu ruszyły pełną parą. Ogłosiliśmy studniówkę, czyli 100 dni do domniemanej daty wyjazdu. Domniemanej, bo uzależniamy start od pogody. Kiedy nadejdzie wiosna?  Bowiem jechać będziemy na wschód, a w Kirgizji góry do 7 tysięcy dochodzą! Więc ciepełko być powinno.

        Zrobimy więc tak.
Do tej pory, opisywaliśmy na swoim blogu przebieg naszych podróży. Udzielaliśmy porad, sugerowaliśmy rozwiązania. Teraz, w odstępach tygodniowych, postaram się opisać, jak przebiegają nasze przygotowania do półrocznej podróży na wschód.
        Taka swoista, karawaningowa 

checklista

ZAPRASZAMY.


środa, 25 października 2017

Filmowa Afryka.


          Moja 10 letnia kamera Sony HDR, w końcu odmówiła współpracy. Po zrealizowaniu kilkaset godzin materiału, wyprodukowaniu kilkudziesięciu filmów DVD i tyle samo BR - nastał czas rozstania.
Jeszcze tylko ostatnie migawki z tegorocznej Afryki Zachodniej i zostajemy przy zdjęciach. Przy Olympusie. Oby jakiś nowszy model aparatu wpadł w moje ręce?
        Na wstępie podziękuje firmie INTRAK, dzięki której udało nam się uczestniczyć w World Travel Show. Poznaliśmy tak kilka ciekawych osób.
Czy wiecie, ze na poduszkach tej firmy jeździmy już 7 sezonów! Czasami po różnych bezdrożach. Afrykańskich bezdrożach. Tegoroczny przegląd nie wykazał niczego groźnego. Czyli ............  jedziemy dalej.
Poduszki INTRAK i wszystko jasne!

Afrykańska filmoteka.


Maroko

Mauretania

Mali

Burkina Faso

Niger

Benin

Togo


Senegal

czwartek, 12 października 2017

Kamperem przez Świat w .................. mediach.


     Skończyły się tegoroczne wyjazdy i nastał czas na medialne zaistnienie. Pokazaliśmy się to tu, to tam. Ciągle z tym jednym, misyjnym przesłaniem:
* EMERYCIE, RUSZAJ W DROGĘ

        Ale mamy też swoje przemyślenia w tej materii. Artykuł w prasie, czy też program telewizyjny, można totalnie schrzanić, albo zrobić fajny materiał.
Takim skrajnym, pierwszym przykładem może być "Fakt", który przysłał redaktora, zrobił sesje foto i video, a potem nic nie opublikował, bo nie było żadnej przygody, albo innej opowieści, mrożącej krew w żyłach. Wolno im. Ale mogli pierwej zadzwonić i zapytać, czy zostaliśmy w podróży zgwałceni, albo krokodyl komuś kończynę wydepilował?
        W innym artykule zostało napisane, że w czasie podróży kręcą nas zachody słońca i piękne widoki. Nie, nie kręcą. Nie po to się podróżuje.
     
        Na drugim końcu są fajnie zrobione materiały.

  Przykładowo. Pojawiły się u nas 3 przebojowe dziewczyny z portalu Co słychać w Krakowie i zrobiły bardzo dobry materiał o karawaningu.

Ekipa portalu "in-krakow" po pracy.
Emeryci z Krakowa, tak jak ....
(kliknij, aby obejrzeć)
        Było trochę telewizji i nawet prognoza pogody z kampera została zapodana. Poniżej krótkie migawki z warszawskiego studia oraz spotkanie w "Pytanie na Śniadanie". Można zauważyć różnicę, w porównaniu do tego samego programu, w którym gościliśmy w 2015 roku. Ten ostatni zniknął już z archiwum TVP, bo był emitowany "za Tuska". 

                   Kamperem przez Świat w PnŚ 2017
                             (kliknij, aby obejrzeć)
     
        Kolejne nasze spotkanie z tiwi, to wywiad na żywo, w dużej stacji informacyjnej. Tu mam pewne problemy, gdyż za przedstawienie tej 10 minutowej emisji, w moim blogu, stacja zażyczyła sobie kwoty 2 tysięcy złotych netto. No cóż, prawo silniejszego.

Ekipa TV, czyli Marcin Kwaśny i Marek  Żuber.


        Teraz czas na publikatory drukowane. Najpierw dość nietypowy, jak na tematykę podróżniczą dwutygodnik: PIELGRZYM. Wspominamy ten wywiad, udzieliliśmy go tuż przed wyjazdem do Afryki w 2016 roku, ale nie mieliśmy jeszcze okazji pochwalić się nim. Sam artykuł bardzo nam się podoba. Autorka - Pani Anna Gniewkowska-Gracz, każdym pytaniem trafiała, w to, co najistotniejsze w podróży. Sami najlepiej przeczytajcie.



Potem był Świat Kobiet. Jak poniżej.

Bardziej  blogowo było na portalu Fajne Podróże. Blogowo, ale ciekawie:


        Czasami lepiej posłuchać, niż poczytać. Byliśmy gośćmi Radia Kraków. Prowadząca program Przed hejnałęm, Pani Anna Piekarczyk to profesjonalistka:


        Zdaniem Seniora. To portal dla seniorów. Do tego okazjonalne czasopismo. Ale wykonanie bardziej niż nieprofesjonalne. Sami zobaczcie. Szkoda. Bo taką metodą nie zachęcimy polskich emerytów do podróży.


          Na końcu coś bardzo technicznego. Na portalu www.akumulator.pl, zamieściliśmy kilka naszych uwag o doborze i właściwej eksploatacji akumulatorów, które każdy z nas ma zamontowane w kamperze lub przyczepie.


       Poza tymi medialnymi przygodami, wakacje i początek jesieni spędziliśmy zwyczajnie. Na wakacjach w Beskidzie Niskim. No w końcu, po tej afrykańskiej harówce, to jakiś odpoczynek nam się należał? I wnuczkom też trzeba było przypomnieć, jak dziadkowie wyglądają!

Start na wakacje z wnuczkami: Justyna i Kornelia

Na wakacjach nie było nudno. Las w Beskidzie Żywieckim.

Byliśmy gośćmi na kempingu Przystań Podwierzbie
w Nowym Sączu. Fotografia "prawie rodzinna" :-)


           Po wakacjach wzięliśmy udział w warszawskiej Paradzie Seniorów. Parada, jak to parada. Myśleliśmy, że z tych tysięcy osób, setka lub dwie, posłuchają pogadanek o podróżach. Samo nazwisko Beaty Pawlikowskiej powinno być magnesem. Nic bardziej mylnego. 
Tłumy kłębiły się tylko wokół darmowego poczęstunku i kawy. 
Samo życie. 
Polskiego seniora życie. 



             Na koniec coś dla ducha. Nie     zapomnijcie być w przyszłym roku w Radomiu!  JazzCafe Festiwal. Tu można ustawić kampera, czy przyczepę  wśród swoich znajomych. Spotkać się z podobnymi Wam fanami. Rozsiąść się wygodnie i słuchać, nawet ze swojego łóżka. Dobrego, tradycyjnego jazzu. Taki zlot mógł by trwać tygodniami. 👍

wtorek, 30 maja 2017

Afrykańska odyseja - podsumowanie.

        Postaram się teraz podsumować i wyciągnąć jakieś wnioski z naszego wyjazdu, zwanego Afrykańską odyseją.
Nasza trasa 2016/2017
        Najpierw trochę faktów. Po prawej stronie widoczny jest faktyczny szkic naszego wyjazdu. Różni się znacznie od tego zamieszczonego w pierwszym wpisie. No cóż, życie zweryfikowało nasze plany. Inaczej się nie dało. Inaczej było by, w naszym mniemaniu, gorzej, dłużej, drożej i bardziej niebezpiecznie.
        Cała podróż .........., no właśnie, czy to była podróż? W mojej kategorii rozumienia podróży, nie. Wprawdzie był cel, był czas, ale właśnie tego czasu, w tak długiej drodze, po prostu zabrakło. Ale prawdę mówiąc, to już na początku nie zakładałem sobie takiego celu. Kierunek jaki obraliśmy, był mocno dziewiczy karawaningowe.
        Więc naszym celem było sprawdzenie, czy się da :
1. Czy się da przejechać afrykańską trasę kamperem bez specjalnych przygotowań do jazdy terenowej?
3. Czy można solo, czy lepiej małą grupą? Tylko młodzi, czy również emeryci dadzą radę?
I to praktycznie wszystko.
Na więcej zabrakło czasu. Na zwiedzanie, na zatrzymanie się, na poznanie, na zrozumienie.

Przejechaliśmy ponad 23 000 kilometrów.

Czas - trochę ponad 6 miesięcy.

        Jeśli odliczymy kilkunastodniowy postój świąteczno-noworoczny w Dakhla, Wielkanoc w Hiszpanii i jeszcze jakieś kilkudniowe, niezaplanowane postoje, to można powiedzieć, że główna trasa zafundowała nam 100-200 kilometrów dziennej jazdy. Często po fatalnych drogach. Przejechaliśmy 9 afrykańskich krajów, większość dwukrotnie.
Czy założone cele udało się zrealizować?
Tak.
        Wybierając odpowiednio trasę, można kamperem przejechać, myślę - całą Afrykę.
        Jazdę solo odradzam. Będzie ona bardziej kosztowna (łapówki), bardziej męcząca,
        bardziej niebezpieczna w rejonach, przez które przejeżdżaliśmy.
        Mogą tu jechać wszyscy, byle zdrowi byli.
Wspomnienia z Sahary Zachodniej.
Nocleg na pustyni. Dookoła wielkie NIC.
Wielkie zakupy oliwek w Maroko. Starczy nam
na wiele miesięcy.


Noc. Jedziemy przez port Tanger Med. Dookoła wiele
policji. Wojsko pilnuje portu, a przez odchylane
ogrodzenie wchodzą sobie spokojnie nielegalni
emigranci. Promem do Europy

Uwagi i przemyślenia:

* optymalna ilość kamperów, to liczba 2. Nie ma tworzenia koalicji 2 na 1
* dobrze jest robić sobie kilkudniowe rozwody w grupie, dobra to terapia
* jak trafisz na fajnych partnerów na wyjazd, to można wtedy z nimi wielbłądy kraść
* wyjazd taki zalecany jest doświadczonym podróżnikom, wiele niespodzianek możemy spotkać
* przypomnijmy sobie jak słońce po niebie wędruje, a raczej ziemia się nachyla do słońca
* jeśli ktoś ma problemy z rozróżnieniem równik, zwrotnik, pora sucha - to odradzam
* generalna cena paliw oscyluje od 3,50 do prawie 4 PLN za litr, na Saharze najtaniej
* zagrożenie malarią jest największe w porze deszczowej, ale nie demonizujmy jej
* tylko nieleczona malaria zabija, dzieci chorują tam średnio 3 razy w roku
* choroby żołądkowe, pomimo częstego jedzenia "przy drodze", nas ominęły
* woda do picia - tylko butelkowana, ze studni - do wszystkiego innego
* konsultujmy stan bezpieczeństwa prawie codziennie z policją i wojskiem
* obowiązkowo powiadamiajmy nasz MSZ i placówki dyplomatyczne o naszej trasie
* tutejsi mechanicy naprawią Ci każdą usterkę w kamperze, lepiej lub gorzej, ale naprawią
* na całej trasie nie brakuje ryb, kur, jajek, pomidorów, papryki, kuskus itp
* obecnie Afryka jest praktycznie dostępna jedną tylko drogą - przez Maroko i Mauretanię
* Mali można przejechać z Bamako do Gao, wyżej Ci nie pozwolą wjechać, al kaida + inni
* Mauretanię na wschód musieliśmy trochę przegiąć, tak daleko jazda nie jest zalecana
* Niger, to praktycznie stolica Niamey i trochę kraju na wschód, bo dalej Boko Haram
* turystyczna wiza entante, to wspaniała sprawa, polecam
* wizy załatwiamy na miejscu, w ambasadach sąsiednich krajów, wcześniej bez sensu jest
* z wyjazdu finansowo wróciliśmy jak zawsze, na lekkim plusie
* opony, opony, opony!!! Ja kupiłem na wyjeździe 3 używane i 2 nowe sztuki dodatkowo
* filtry powietrza potrzebne co najmniej 3 sztuki, dmuchanie to tylko półśrodek
* olej silnikowy+filtr+wymiana w drodze, też należy rozważyć
* potrzebny jakiś patent na uszczelnienie kamperów przed wszędobylskim pyłem !!! 
* karty telefoniczne i internet można kupić wszędzie i prawie wszędzie jest zasięg
* łączność CB pomiędzy kamperami obowiązkowa
* nie reklamujmy się w internecie o miejscu i kierunku naszej jazdy
* poznanym przypadkowo ludziom nie podajmy naszych planów podróżniczych
* uważajmy na podrzutki niechcianych przesyłek (narkotyki, brylanty, fałszywe pieniądze)
* praktycznie karty Visa i MasterCard wystarczą nam na drogę
* kupno oryginalnej pamiątki z przed lat to fikcja - spóźniliśmy się o 100 lat
* ceny dla białego są najczęściej znacznie zawyżone - trzeba mieć patenty by nie przepłacać
* dzikie zwierzęta, szczególnie te z wielkiej 5 trudne są do zobaczenia
* każde dzikie zwierzę ucieka przed człowiekiem, tylko lwa nie sprawdziliśmy praktycznie
* nocleg na sawannie to praktyczne, logiczne i bezpieczne rozwiązanie
* cała zachodnia Afryka (?) to ciągłe KADU, czyli daj mi prezent, daj mi prezent
* łapówki nie daliśmy nigdy, choć raczej to zasługa, że były dwa pojazdy
* kamera nagrywająca non stop w kamperze, to praktyczna konieczność
* na spokojne zwiedzenie Afryki potrzeba minimum 2 lata czasu, tylko co po Kapsztadzie zrobić?
* turysta, który w 3 tygodnie przejechał terenówką Afrykę całą, to zły doradca do podróży
* najlepsze wrażenie wywarło na mnie Mali, negatywnie zaskoczyła Burkina Faso i Mauretania
* akumulatory EXIDE spisały się rewelacyjnie
* mój aparat Olympusa, po krótkiej chorobie i wizycie w serwisie, wrócił do pełni sił
* pamiętajmy o profesjonalnym czyszczeniu sprzętu foto, po podróżach przez Azję lub Afrykę
* zawieszenie pneumatyczne INTRAK, już któryś rok towarzyszy nam na wymagających drogach
* Bezdroża to przewodniki, a Brnardinum książki podróżnicze, zawsze są z nami w drodze
* Bergchem, to tania i dobra chemia do karawaningu, którą mogę śmiało polecić

* spotkaliśmy (w większości) tylko biednych i szczęśliwych ludzi - odwrotnie niż w Europie

Dopiero w Niemczech nastąpiło pożegnanie
i rozpad grupy. Każdy w swoją stronę pojechał.
Da się pół roku w dwa kampery?
Da się!!!

Do Polski wróciliśmy na pochód
majowy, ale jak tu żyć, 
gdy śnieg nas powitał
i podzielony kraj. :-(

Szukaj na blogu