piątek, 11 kwietnia 2014

Kamperem za kołem polarnym 2014.

           Przygotowania zakończone. Za kilkadziesiąt godzin wyruszamy na północ, aby kilka miesięcy spędzić za kołem polarnym. Poznać północno-zachodnią część Rosji, Norwegię i Finlandię. Jak zwykle nie stawiamy sobie żadnych celów sportowych, nie dokonamy żadnego wyczynu, nie pobijemy rekordu. Ot, po prostu, tam jeszcze nie byliśmy! Jesteśmy ciekawi ludzi, natury i chcemy zweryfikować swoją potoczną wiedzę o Rosji i Skandynawii. Chcemy też zdobyć doświadczenie w uprawianiu karawaningu w północnej Europie. Swoje przeżycia i spostrzeżenia opisywać będziemy szczegółowo na naszym blogu, a także w prasie i na forach dyskusyjnych. Jak zwykle postaramy się o ciekawy materiał fotograficzny i dokumentację video. Być może uda nam się potem przekonać innych rówieśników, do zmiany sposobu życia ?

Emerycie nie siedź w domu - ruszaj w Świat.

            Z Krakowa wyjeżdżamy 13 kwietnia 2014, kilkanaście dni spędzimy na Litwie, Łotwie i w Estonii. Maj to chyba dobry okres na poznanie fragmentu Rosji. Najpierw Psków, Nowogród i Petersburg, a potem kierunek Półwysep Kolski i Murmańsk. Czerwiec chcemy spędzić w północnej Norwegii, tak do wysokości Lofotów. Lipiec przeznaczamy na Finlandię - od północy po Helsinki, a sierpień to czas rezerwowy, gdyby wpadły nam do głowy jakieś nowe pomysły.

Kamperem przez Świat wspierają:



    - lider rynku akumulatorów (nie tylko do kamperów) w Polsce i Europie

 

    - jeden z czołowych na świecie producentów aparatów fotograficznych




    - Marszałek Województwa Małopolskiego




     
     
     
    - Prezydent Miasta Krakowa

     
       
      - krakowskie wydawnictwo podróżnicze, specjalizujące się w przewodnikach turystycznych i albumach




      - wydawca wysokiej klasy literatury podróżniczej
     
    •  
    - którą reprezentuje LOYCON systems jako Generalny przedstawiciel w Polsce


       
       
      - powietrzne systemy poziomujące
       
       
       
       
       
       
    •   GLOSTAR   - producent chemii profesjonalnej, również do kamperów

    •   Wydawnictwo PASCAL   - oferujące przewodniki i mapy

    •    Interia.pl   - portal internetowy

    •    PERFEKT   - Studio Reklamy z Kalisza

    •    4 WIATRAKI   - Przedsiębiorstwo Wielobranżowe Borowski

    oraz  DS KSEN   - wsparcie niemieckojęzycznej strefy karawaningowej

     
     

    Patronat medialny nad projektami Kamperem przez Świat:

     

     
     

     

    Ponadto szukajcie nas na:
    - facebooku (kamperem przez świat)
    - karawaningowych forach internetowych
     
     
       
       
     

    niedziela, 30 marca 2014

    Kamperem przez Świat na Festiwalach Podróżniczych.

            W przerwie, między przygotowaniami do naszego kolejnego wyjazdu (o szczegółach za dni kilka), wystartowaliśmy w dwóch festiwalach podróżniczych. Chcieliśmy sprawdzić, jakie szanse ma polski karawaning, w konfrontacji z różnymi "Kajakiem wokół Annapurny" czy też " Rowerem na biegun południowy". No i przede wszystkim, czy w wieku prawie 60 l. można być "podróżnikiem" ?

    Najpierw był Navigator. Fajna impreza, gdzie poznaliśmy wiele osób zarażonych szwędaniem się po świecie. 

       
     Na Festiwal dotarliśmy kamperem.                                                      Wygłosiliśmy tu swoje expose "Kamperem przez Świat - czyli pomysł na życie emeryta"
                 Zostaliśmy wyróżnieni za Przepełnioną pozytywną energią opowieść emeryta, za obalanie stereotypów, za odwagę i chęć pokazania, że życie może być zawsze kolorowe i ciekawe.

     
    Trzy tygodnie później, zostajemy nominowani do nagrody podróżników na Festiwalu 3 Żywioły.
     


    . Na takiej imprezie najcenniejsze są, jak zwykle, spotkania i kuluarowe rozmowy z podróżnikami. Nie do pogardzenia jest też uczestnictwo w różnych warsztatach (foto, video itp). Na zakończenie wręczenie nagród i wyróżnień. Ku zdziwieniu, chyba wszystkich uczestników festiwalu, Wielka Kapituła najwyżej oceniło - z pomiędzy nominowanych (samotnie przez Atlantyk, rowerami przez Amerykę Południową, wyprawa dookoła świata itp.) - budowę szkoły w Ghanie !?!?!

            Musimy przyznać, że nasza obecność, na tych dwóch dużych imprezach podróżniczych, została bardzo dobrze przyjęta. Organizatorzy, jak i uczestnicy, byli chyba zaskoczeni, że można na emeryturze żyć podróżując, albo podróżować, tak jak by się normalnie żyło.
    (foto: Adam Gryczyński, Tomek Siuda, Jacek999, kamperemprzezswiat)

    piątek, 21 marca 2014

    MONTENEGRO i BiH - praktyczny poradnik podróżnika

    Czarnogóra.

            Ostatnimi czasy kraj ten stał się dość popularnym celem wyjazdu polskich karawaningowców. Czarnogóra to kraj wielkości naszego województwa, często nazywana jest (też poprawnie) Montenegro. Wyodrębniła się z Serbii dopiero w 2006 roku w drodze referendum i to w sposób zupełnie pokojowy. Zaraz potem czarnogórcy wprowadzili sobie walutę EUR, która obowiązuje na równi z innymi krajami Unii, choć sama Czarnogóra nie jest członkiem UE.
    Czyli waluta miejscowa to: 1 EUR = 1 EUR

    Bankomaty i płacenie kartami - bez problemów.
    Przykładowe ceny (kwicień/maj 2011 roku) to: gaz LPG 0,75 EUR, olej napędowy 1,27 EUR, winietka roczna za kampera do 3,5 tony = 10 EUR. Tunel SOZINA (długośćponad 4 km) z Sutomore do Podgoricy 5 EUR (samochód osobowy 2,5 EUR). Autocamping w Żabljaku - 20 EUR za 3 doby z prądem (można się targować !!!).Ceny promu "na skróty" przez zatokę kotorską: motocykl 1,5 EUR, samochód osobowy 4 EUR, samochód do 5 ton - 8,5 EUR. Czyli za prom zapłacimy tyle samo, co za paliwo, gdy będziemy jechać drogą okrężną przez Kotor. 10 kg butla z gazem LPG (wymiana) to wydatek 16-17 EUR.
          Parking w miejscowości Perast nad Kotorem - samochód 2 EUR za godzinę,wypożyczenie roweru 2 EUR/godzina, roweru elektrycznego 3 EUR, a dziwnego pojazdu o dwóch kółkach, na którym stoimy i pochylamy drążek - 10 EUR za godzinę.

            Teraz coś dla ciała: kawa lub piwo w lokalu 1 EUR, mleko w kartonie 0,69 do 1,5 EUR, chleb od 0,6 EUR, jajka 10 szt. 1,2 EUR, ziemniaki 1 EUR, konserwy rybne od 1 EUR, kultowe wino Vranac od 3 do 10 EUR, papryka 3,35 EUR, pomidory 2,2 EUR za kilogram, ogórki 1 EUR, szynka pieczona 10,8 EUR za kilogram, kiełbasa szynkowa 4,35 EUR, ser camembert (250 gram) 3,64 EUR, ser edamski 6,l9 EUR za kilogram, filet z kurczaka 7,2 EUR za kilogram, olej słonecznikowy 1,65 EUR, banany 1,3 EUR, truskawki 2,2 EUR. No i znany na Bałkanach burek - od 1 EUR.
    Coś dla duszy, czyli przykładowe bilety wstępu do:
    rzymskiej willi Urbana w Risan - 2 EUR, ruiny miasta Stary Bar - 1 EUR, Masalina czyli najstarsza oliwka świata - 1 EUR. Wstęp do parku narodowego Durmitor 2 EUR, Budwa Cytadela - 2 EUR, Budwa Muzeum Archeologiczne 2 EUR, Kotor Stare Miasto 2 EUR, a katedra Trifuna dodatkowe 2 EUR. Perast kościół św.Mikołaja 2 EUR, a muzeum miejskie 2,5 EUR. Kilkanaście EUR zostawimy za wstępy do muzeów w byłej stolicy Czarnogóry - mieście Cetinja.


            W czasie podróży po Czarnogórze trzeba rozgraniczyć podróże po czarno-górskim wybrzeżu od zwiedzania części górskiej tego kraju. Jadąc wybrzeżem Adriatyku, czujemy się niczym w Chorwacji: hotele, pensjonaty i cały przemysł "pod turystów" - głównie rosyjskich. Wypożyczalnie samochodów? Nie ma sprawy: Yaris od 50 EUR za dzień, skutery, w zależności od pojemności, od 10 do 25 EUR za dzień. Gdy odjedziemy w głąb kraju, znajdziemy ciszę i bardziej dojrzałych turystów.
    Stan dróg - jak w Polsce. Policja do turystów nastawiona pozytywnie.
            Choć w czasie przekraczania granicy, spotkaliśmy się z pytaniem, czy mamy polskie piwo ? Smakosz jakiś czy co ? Spojrzałem na tego celnika - wycofał się do swojej budki.
    W czasie dłuższego podróżowania po Czarnogórze, trzeba "wykazać pewną czujność" w tankowaniu wody. Czasami stacje benzynowe, knajpki za miastem, prywatne domy itp.

    Nasze miejsca postojowe na terenie Czarnogóry, które mogę rekomendować.

    Wielka Plaża - trudno podać koordynaty. Jest to kilkunastokilometrowy odcinek piaszczystej plaży, pomiędzy miastem Ulcini, a granicą z Albanią. Prowadzi tam jedna asfaltowa droga, z wyraźnymi kierunkowskazami. Przez pierwsze 3-4 km będziemy mieli zjazdy do szeregu kempingów. Są one o przeciętnym standarcie, a średnia cena w maju wynosi 10 EUR za kampera.
    My pojechaliśmy trochę dalej (N 41.893763 E 19.294088) i za free, na plaży staliśmy sami. Jednak (albo, na szczęście) wszystkie ośrodki i okoliczne lokale były nieczynne i dlatego brak było wody do zatankowania. W przerwie między kąpielami można, a nawet wypada wybrać się na rowerach do Ulcinj.




    Stari Bar - bezpłatny parking w centrum miasteczka. (N 42.092417 E 19.132992). Oświetlony, w nocy spokój i cisza. Dookoła ciekawe turystyczne knajpki. Jedna z nich z ciekawymi zbiorami etnograficznymi - wstęp wolny. Parking położony jest na początku drogi turystycznej, w odległości kilkuset metrów od ruin ciekawego miasta z XII wieku. Kilka kilometrów od naszego postoju leży wioska Mirowica, a w niej rośnie i owocuje, najstarsze drzewo oliwne na świecie. Liczy sobie ponad 2000 lat.

    Virpazar - to najważniejsza wioska nad czarnogórskim brzegiem jeziora Szkoderskiego. Stoimy na bezpłatnym parkingu, obok małego rynku, przy komisariacie policji (N 42.246035 E 19.091158). Na rynku sklep i piekarnia. Nad brzegiem jeziora knajpki i przystań dla łodzi, które za 30-50 EUR zabiorą nas na rejs po jeziorze. Najwyższa cena to rejs kilkugodzinny, z poczęstunkiem. Na rynku jest ogólnie dostępne ujęcie wody. Teren oświetlony i spokojny. Alternatywnie możemy się zatrzymać po drugiej stronie mostu, gdzie jest spory parking dla turystów przyjeżdżających na rejsy. Virpazar to dobre miejsce wypadowe na wycieczki rowerowe lub skuterem. Dla wymagających górska droga w stronę granicy albańskiej. Wspaniała, całodzienna wycieczka, wiedzie "trochę górami" w kierunku wioski Rijeka Crnojevića. Po płaskim dojedziemy do wioski Zabljak Crnojevića, miejsca zapomnianego przez turystów, ze wspaniale położonymi ruinami XV wiecznego zamku władców tych ziem.

    Żabljak - czyli czarnogórskie Zakopane. Małe miasteczko położone u podnóża gór i Parku Narodowego Durmitor. Jadąc w ten rejon, od strony Podgoricy (możemy ją ominąć w zwiedzaniu), warto zastanowić się, czy nie warto zobaczyć małych, ale przepięknej urody gór Komovi. Na trasie spotkamy teżmonastyr Moraca i słynny most nad kanionem Tary. W samym Żabljaku mamy kilka możliwości postoju.
    1. Parking przed głównym wejściem do parku narodowego (N 43.154048 E 19.101291). Za parking płacimy w kiosku z biletami do parku. Cena za kamper wielki/mały to 3 lub 5 EUR za dobę, za przyczepę 3 EUR.
     
    2. W promieniu kilometra jest kilka autokempingów (czytaj: wyrównane tereny koło budynków, z toaletami i możliwością podłączenia prądu) My korzystaliśmy z "Mlinski Potok" (N 43.154837 E 19.100647) w cenie wyjściowej 10 EUR za dobę, końcowej 20 EUR za 3 dni, z prądem i tankowaniem wody. Jak widać na zdjęciu, w maju spadło na nas kilkanaście cm śniegu !!




    Śavnik - jadąc z Żabljaka, zatrzymaliśmy się na noc na rynku małego, sennego miasteczka (N 42.957203 E 19.094560). W nocy oświetlenie, na miejscu możliwość zatankowania wody, sklep i knajpka. Potem zjeżdżamy nową drogą, w kierunku Nikśica, z bajecznymi widokami na okoliczne góry. Jest też po drodze, punkt tankowania wody (N 42.932362 E 19.070148)



    Nikśic - jeśli musimy się tu zatrzymać, możemy to zrobić na bezpłatnych parkingach, przed muzeum miejskim, które mieści się w pałacu króla Mikołaja (N 42.769709 E 18.951521).





    Monastyr Ostrog - kultowe miejsce prawosławnych Bałkanów. Nie ma problemów z nocowaniem na dużych, bezpłatnych, oświetlonych parkingach, przy tak zwanym dolnym Ostrogu (N 42.669782 E 19.027043). W nocy będziemy mieli tutaj ciszę.





    Cetinja - miłośnicy historii, sztuki i wycieczek rowerowych, mogą w tym mieście spędzić nawet kilka dni. Są dwie możliwości nocowania:
    1. Parking w cichej uliczce, koło stadionu sportowego, free, z możliwością zatankowania wody (N 42.392631 E 18.925373). Tą opcję my wybraliśmy.




    2. Wielki parking, płatny, kilkaset metrów od najważniejszych zabytków starej stolicy Czarnogóry (N 42.386026 E 18.923628).







    Budva - miasto warte odwiedzenia, możliwości kamperowania w samym mieście kiepskie. Osobiście korzystaliśmy z dwóch miejsc: duża łąka koło plaży, gdzie jest lądowisko dla paralotni (N 42.282197 E 18.872709).




     Bliżej miasta jest bezpłatny, oświetlony parking hotelu PARK, często wykorzystywany przez kierowców TIR (N 42.285761 E 18.852015).






    O wiele lepiej prezentuje się, położona kilka kilometrów na północ ..........plaża Jaz, popularne miejsce wypoczynku mieszkańców Budvy. Możemy tu korzystać z bezpłatnych parkingów przy plaży (N 42.283760 E 18.804142), z możliwościązatankowania wody słodkiej na plaży. Można też "zakotwiczyć" się w przydomowym kempingu za 10 EUR doba, położonym przy tej samej plaży. I w końcu czas na ..........


    Kotor - tutaj chyba każdy ma swój patent na miejsce postojowe. My korzystaliśmy z małego, płatnego parkingu (N 42.421834 E 18.764371). Cena 3 EUR za dobę, możliwość zatankowania wody.
    Wokół zatoki kotorskiej jest sporo przydomowych kempingów o podobnych cenach. Przykładowo Autokamp "Jadran" w miejscowości Donji Stoliv. Za dobę: osoba 2,5 EUR, kamper 5 EUR, przyczepa 4,5 EUR, prąd 2 EUR.


    Bośnia i Hercegowina

                 Ten kraj potraktowaliśmy jako tranzytowy, choć spędziliśmy w nim kilka dni. Jeszcze dziś widać dookoła piętno wojny z Serbią i ponad trzyletnie oblężenia Sarajeva. Jednak daje się odczuć otwartość na turystów. Ludzie są życzliwi i tolerancyjni. Waluta to marka, o sztywnym kursie względem euro, gdzie 1 EUR = 1,95 marki. Płacić w całym kraju możemy również w euro. Z bankomatami nie ma problemu. Przykładowe ceny: olej napędowy 2,3 KM (marki), chleb 1-1,2 KM, mleko w kartonie od 1,25 KM , woda mineralna od 0,55 KM, sery około 10 KM za kilogram, lody 0,7 KM za gałkę, filet z kurczaka 8,75 KM/kg, bilety tramwajowe w Sarajevie 1,6 KM. Płatna autostrada z Sarajeva na północ.
               Wstęp do muzeum historycznego w Sarajevie 2 KM, muzeum miejskie 4 KM, turecki dom w Sarajevie 3 KM, Piramida Słońca (ale odlot !!!) 1 KM, twierdza w Jajcu 1 KM.

    Sarajevo - prześliczne miasto, w centrum wszystkie parkingi płatne. Znaleźliśmy spokojny, bezpłatny parking koło Grand Hotelu (N 43.862732 E 18.400058). W nocy oświetlony. W odległości kilkuset metrów pętla tramwajowa, z szybkim dojazdem do starego miasta.


    Potem już tylko Chorwacja, Słowenia, Austria, Czechy i Polska.
             W sumie przejechaliśmy trochę ponad 6 tysięcy kilometrów w 88 dni. Ale co najważniejsze - zaczynamy w końcu trochę rozumieć Bałkany.




    piątek, 28 lutego 2014

    Recenzja przewodników Hachette.

    Przewodniki „Wiedzy i Życia”, Wydawca: Hachette Polska sp. z o.o.
    - tom „Portugalia”,  rok wydania 2012, 496 stron
    - tom „Hiszpania”, rok wydania 2012, 718 stron
    - tom „Maroko”, rok wydania 2010, 406 stron

    Z przewodników turystycznych korzystam od kilkunastu lat. Kilka półek w mojej domowej biblioteczce, zajmują przewodniki turystyczne różnych polskich wydawców. Tych mniej lub bardziej znanych. Okładki w różnych kolorach i różnych formatów. Wszystkie te przewodniki wykorzystywałem w czasie swoich wielomiesięcznych podróży karawaningowych po Polsce, Europie lub krajach azjatyckich. Wszystkie one nie w pełni spełniały moje oczekiwania merytoryczne, ale również i jakościowe. Teraz, od prawie siedmiu miesięcy, używam w podróży przewodników „Wiedzy i Życia”. Mamy już za sobą podróż przez Portugalię, Hiszpanię. Aktualnie zwiedzamy Maroko. Przewodniki używamy (żona i ja) dość intensywnie, bo praktycznie codziennie. Prawie codziennie zmieniamy kamperem miejsce pobytu, korzystając do planowania naszej trasy w 80 % z informacji przewodnikowych. Pozostałe to informacje pochodzą od innych, napotkanych podróżników lub sugestie miejscowej ludności. Układ przewodników jest bardzo logiczny. W pierwszej części każdego tomu mamy zwięzłe informacje o danym kraju. Dokładnie tyle, ile potrzeba informacji geograficznych, charakterystyki kraju, elementów wyróżniających dany kraj, czy też informacji o klimacie. Na kilku stronach zawarta jest historia kraju, bez znajomości której, nie mamy co marzyć o poznaniu i zrozumieniu danego regionu. Za część „historyczną” należy się przewodnikom duża szóstka. Informacje podane są nie w nudnej formie opisowej, lecz w formie kalendarium, od informacji najstarszych począwszy. Prawie każdy fakt historyczna zilustrowany jest małym zdjęciem lub rysunkiem obrazującym. Część druga przewodnika zawiera podział na regiony turystyczne, które są ściśle związane z regionami geograficznymi lub ważnymi centrami turystycznymi (np. stolica kraju).
    Sam podział jest usystematyzowany od północy, w kierunku południa kraju. Dobrym pomysłem jest pokolorowanie grzbietów kartek przewodnika, różnymi kolorami, dla różnych regionów. Opis każdego regionu zaczyna się od jednostronicowej charakterystyki regionu. Na kolejnych dwóch stronach mamy kolorową mapkę z zaznaczonymi i ponumerowanymi miejscowościami, lub miejscami, które należy zwiedzić. Na stronach kolejnych umieszczono opisy miejsc, według podanej na mapce numeracji. I tutaj należy się kolejna pochwała. Do każdego  opisywanego miejsca dodano charakterystyczne dla niego zdjęcie. Natomiast sam opis zaczyna się od podania podstawowych informacji: jak dojechać, ile ma mieszkańców (niekoniecznie potrzebne), adres (telefon) punktu informacji turystycznej (dla mnie jest to informacja super), dzień targowy (!) i regionalne święta. Przy muzeach podane są dni i godziny otwarcia, jakimi środkami komunikacji dojechać i na jakich przystankach wysiąść. Podane są również ogólnie ceny biletów, w formie tanie – drogie. Podane jest również kiedy jest wstęp wolny do danego obiektu. Przy cenach biletów, wynoszących czasami i kilkadziesiąt euro od osoby, informacja o wolnym wstępie jest bardzo wymierna. W tym miejscu warto dać dużego plusa za adresy informacji turystycznej i informacji o wolnym wstępie. Natomiast brakuje mi osobiście informacji o cenach biletów wstępu do poszczególnych obiektów. Z doświadczenia wiem, że w „krajach stabilnych” ceny biletów nie ulegają zmianom przez wiele lat. Można je ewentualnie aktualizować w kolejnych wydaniach przewodników. Takie informacje, pozwoliły by lepiej zaplanować zwiedzanie ciekawych miejsc, w zależności od możliwości finansowych turysty. Po podaniu w/w informacji następuje krótki opis miejscowości (miejsca). Wszystko to w kilku (kilkunastu zdaniach), z podkreśleniem miejsc, które warto zobaczyć (odwiedzić). Taka forma jest dobra, gdyż niepotrzebnie nie rozbudowuje przewodnika, a o miejscach szczególnie nas interesujących, możemy zdobyć więcej informacji z internetu lub informacji turystycznej. Kolejny duży plus to dodanie, pod większością opisów, krótkiej wzmianki co ewentualnie warto zobaczyć w okolicy. Tu na ogół podano odległości w kilometrach, od głównego miejsca.
    Natomiast rzeczą absolutnie wyróżniającą przewodniki „Wiedzy i Życia” są trójwymiarowe rysunki, na przykład spaceru po starym mieście oraz przekroje miejsc lub obiektów. Oczywiście wszystko w kolorach i czytelnie podane. Docenią to szczególnie podróżujący po Maroku, gdzie prawie wszystkie obiekty kultu religijnego są objęte zakazem wstępu dla nie wyznających islamu. Wtedy przekrój lub szkic obiektu jest wprost bezcenny.    W przewodnikach nie brakuje również map i planów. Trzeba tu podkreślić, że cała oprawa graficzna przewodników jest oczywiście barwna, czytelna i  wykonana na wysokim poziomie edytorskim – nie spotykanym w innych przewodnikach.
                Dwie kolejne części przewodnika, to informacje turystyczne oraz informacje praktyczne.
    Przyznam się, że z informacji turystycznych, zawartych w przewodnikach, nigdy jeszcze nie korzystałem. Może specyfika podróżowania kamperem nie wymaga informacji: gdzie zjeść, gdzie się zatrzymać, co warto kupić, czy też jakie sporty uprawiać? Natomiast bardzo wysoko oceniam część z informacjami praktycznymi, dotyczącymi danego kraju. To tutaj znajdują się informacje o specyficznych przepisach i obyczajach danego kraju. Tu również omówione są zasady związane z bezpieczeństwem i naszym zdrowiem. Osobiście wysoko oceniłem umieszczenie w przewodnikach zdjęć funkcjonariuszy służb porządkowych i omówienie ich uprawnień.
                Po części merytorycznej warto zapewne ocenić stronę wizualną i użytkową przewodników. Przewodniki, to książki dość specyficzne. Często zabierane ze sobą na czas zwiedzania. Użytkowane intensywnie, w czasie różnej pogody, czasami w sposób dość ekstremalny, jak na „zwykłą” książkę. I tutaj przewodniki zdały egzamin na ocenę „6”. Jak już wspomniałem, moje egzemplarze użytkuję od wielu miesięcy. Żadne strony nie odpadły. Laminowane okładki są wodoodporne. Dobre zszycie przewodników, wróży im jeszcze długi żywot. Kapitalnym pomysłem jest umieszczenie na okładkach dwóch „skrzydełek”, które pozwalają zaznaczyć poszczególne miejsca w przewodniku. Jest jednak i mały minus. Aż prosi się dodanie do tego rodzaju wydawnictw jednej, czy dwóch tasiemek, pozwalających „założyć” jakieś ważne dla nas miejsce w książce.
    I jeszcze jedna uwaga, albo raczej pytanie. Czy przewodniki „Wiedzy i Życia” muszą tyle kosztować? Średnio jest to dwa razy więcej od przewodników innych wydawnictw ! Niestety, wydaje się, że tak. Nie ma, na polskim rynku, tak bogato ilustrowanego wydawnictwa. Nie ma wydawnictwa z tak rzetelnymi informacjami (przez kilka miesięcy znalazłem tylko 2-3 lapsusy, np. pomylenie kierunku północnego z południowym). Nie ma w końcu innego przewodnika, o tak wysokiej jakości wykonania. 
    Na koniec postaram się podpowiedzieć, dla kogo są adresowane przewodniki „Wiedzy i Życia” ?          Wydaje się, że dla każdego turysty, wybierającego się do danego kraju. Na pewno najmniej skorzysta z niego uczestnik zbiorowego wypoczynku, który ma ograniczone „pole manewru turystycznego” i raczej zdany jest na organizatora i miejscowych przewodników. Natomiast najwięcej skorzysta turysta indywidualny, który sam planuje i przygotowuje swoje trasy zwiedzania danego kraju. Taki użytkownik wie, że nie po to angażuje, czasami znaczne środki finansowe na wyjazd, aby potem być pozbawiony rzetelnej informacji o danym kraju. I to winni być główni użytkownicy (czytelnicy?) przewodników turystycznych „Wiedzy i Życia” wydawnictwa Hachette.
    Teraz zła wiadomość. Powyższą recenzję pisałem „na bieżąco” w czasie naszej podróży po Afryce. Tymczasem teraz okazało się, że w połowie 2013 roku wydawca przewodników zaprzestał ich wydawania. Przyczyna – nierentowność. Udział w polskim rynku przewodników - około 5%. No cóż, w czasie, gdy spada sprzedaż luksusowych przewodników, wyraźnie wzrosła na polskim rynku sprzedaż luksusowych alkoholi. Bez komentarza.
     

     

    sobota, 1 lutego 2014

    Nieważne dokąd, ważne z kim i jak ?

            Oto nasza praca, która stała się laureatem konkursu     "Beztroskie podróżowanie we dwoje",  zorganizowanego przez National Geographic - Traveler.
    Na konkurs nadesłano 280 prac.
    Prace laureatów zostały wydrukowane w numerze
    lutowym 2014 roku NG Traveler.

              Ś L A D A M I   M A U R Ó W

    Afryka Zachodnia
    Kto:
    Andrzej Walczak
    Z kim: Teresą Walczak

    O nas:
              Odkąd cztery lata temu oboje zostaliśmy emerytami, przynajmniej przez sześć miesięcy w roku podróżujemy kamperem. Pozostałe miesiące to przygotowania do podróży i czas dla wnuczki Justynki. Uprawiamy też paralotniarstwo.
    Pewnego dnia powiedzieliśmy z żoną „nie” temu, że emeryt ma pomnażać swoją masę spadkową czy spłacać kredyty swoich dzieci. Postanowiliśmy ruszyć w podróż. Po zsumowaniu naszych „średniokrajowych emerytur” okazało się, że się da. Trzeba tylko chcieć. Bardzo chcieć!
     
    Najpierw zamieniliśmy naszą przyczepę kempingową, którą przez lata zwiedzaliśmy Polskę, na kampera. To nasz nowy „mały biały domek”, z częścią kuchenną, lodówką, łazienką z prysznicem, sypialnią, telewizorem. No cóż, bezpowrotnie minęły nasze młodzieńcze czasy, gdy mogliśmy tolerować spanie pod drzewem, kąpiel w strumyku, czy też regularne spożywanie konserw. A potem wybraliśmy sobie cel wyprawy.

    Wielkie przygotowania.               Każdej podróży nadajemy jakiś konkretny tytuł. Tak było i w Gruzji, na Krecie czy też na Wołyniu... Tak też było przy ostatniej wyprawie do Afryki Zachodniej. Nazywamy ją podróżą „śladami Maurów”. Dlaczego Maurowie? No cóż, władali przez 700 lat prawie całym Półwyspem Iberyjskim. Gdzie są dzisiaj? Dlaczego wstydzimy się dzisiaj ich dziedzictwa?
    Teraz zaczynają się kilkumiesięczne przygotowania do wyjazdu. Przygotowania we dwoje. Bo zwykle ja wytyczam trasę (Polska, Portugalia, Maroko, Sahara Zachodnia, Mauretania, Senegal, Gambia), określam czas ośmiu miesięcy, w których powinniśmy wystarczająco poznać te rejony. Zbieram przewodniki, mapy i informacje. (Oj, o informacje o karawaningu w Afryce ciężko!). Przygotowuję też kampera i staram się pozyskać sponsorów.
    W tym czasie żona planuje i organizuje nasze bytowanie, dowiaduje się, jaka będzie aprowizacja. Jakie szczepienia. Organizuje produkty na święta: te bożonarodzeniowe i te wielkanocne. Sprawdziła się zasada, że ja odpowiadam za wszystko, co jest na zewnątrz kampera, a żona za jego wnętrze.
    W końcu, 15 września 2012 r., wyruszamy z Krakowa. W ciągu trzech dni docieramy zaledwie do Francji. Nie pędzimy na złamanie karku. Jest czas na posiłek, kawę i wieczorne rozmowy. Na zrobienie zdjęć i nakręcenie filmu. Bo przecież tyle ciekawych rzeczy widzimy dookoła. We Francji zwiedzamy zamki w Fontainebleau, Chartres, Mont Saint-Michel.
    Każdego wieczoru siadamy nad mapą i planujemy wspólnie kolejny dzień. Nie ma żadnej tragedii, gdy zatrzyma nas gdzieś jakiś urokliwy targ czy inna fiesta. Najwyżej w kolejne miejsce dojedziemy dzień później.
    Dwa miesiące spędzamy w Portugalii. Niczym w slalomie narciarskim zjeżdżamy z góry na dół, do Algarve. Dziesiątki miast, muzeów, atrakcji turystycznych. Większość zwiedzamy wspólnie.  
     
    Czasami jednak jedno z nas mówi, że po obiedzie, przykładowo, zostanie w kamperze, a drugie w tym czasie idzie na spacer po starówce. Bo w naszych wszystkich podróżach we dwoje obowiązuje jedna generalna zasada – nic nie musimy. Większość czasu spędzamy poza kamperem razem. Ale bywa i tak, że żona idzie na wielki targ, a ja do katedry. Wtedy wieczorem wymieniamy się spostrzeżeniami.

    Poza szlakiem.
             Co nam szczególnie utkwiło z portugalskiej części naszej podróży ? Na pewno wioska Vilarinho Seco – nieuwzględniana (jeszcze) w przewodnikach – gdzie człowiek czuje się jak w średniowieczu. Wspaniale było wspólnie uczestniczyć i chrząkać na koncercie fado w Coimbrze. Tak, tak – chrząkać, bo tak nakazuje tradycja w kolebce tego gatunku muzyki. Bo jeśli fado, to tylko w Coimbrze, to tylko muzycy mężczyźni, to tylko czarne peleryny.
    I jeszcze jedna malutka miejscowość – Mértola. Miała być punktem przelotowym, a zatrzymała nas na trzy dni. Spędziliśmy tu czas na wspaniałych spacerach i zwiedzaniu. A może lepiej powiedzieć: wspólnym duchowym degustowaniu aż jedenastu muzeów? Ktoś zapyta, a gdzie Lizbona? Gdzie Sintra? Byliśmy, widzieliśmy i pozostawiamy te miejsca masowej turystyce. Na równi z marokańskim Agadirem. Zdziwienie? No cóż, po dwóch miesiącach możemy mieć jakieś własne zdanie? De gustibus non disputandum est.
    Wspomniałem o Agadirze, czyli czas na Maroko. Najpierw promem przeprawiamy się z Hiszpanii do Tanger Medu. Potem wspólnie uczymy się Afryki. Uczymy i weryfikujemy wiadomości wydobyte z netu, a szczególnie różnych forów dyskusyjnych.
    Jaki wniosek? Taki, że współczesny podróżnik po Czarnym Lądzie to głównie turysta dowieziony do Agadiru. Na drugim miejscu to „sprinter” gotowy w ciągu 4–5 tygodni objechać swoim enduro lub innym 4x4 kilkanaście tysięcy kilometrów, przez kilka zachodnioafrykańskich krajów. Zaledwie drobny ułamek to wędrowcy, którzy pieszo, rowerem czy innym pojazdem tygodniami podróżują po danym kraju. Dla których nie ma kompromisu pomiędzy byłem a zwiedziłem czy też poznałem dany kraj lub region. Być można w danym państwie i kilka godzin. Zwiedzić można to, co oferuje organizator lub przewodnik pisany. Poznajemy coś dopiero wtedy, gdy obcujemy z ludźmi. Mieszkamy i żyjemy obok nich, choćby przez dni kilka. Gdy idziemy w teren za ich podpowiedziami. Gdy słuchamy ich opinii i opowiadań.

    Tak właśnie postępowaliśmy przez kilka miesięcy w Maroku, Saharze Zachodniej i Mauretanii. Od Marokańczyków dowiedzieliśmy się o ich „francuskiej rekolonizacji” i o Saharze Zachodniej, którą teoretycznie wszyscy chcą, ale nikt nie ma na nią pomysłu. Saharyjczycy, czyli mieszkańcy Sahary Zachodniej, twierdzą, że ciągle są pod okupacją marokańską. Mauretańczycy, choć przyjęli nazwę od Maurów, mają z nimi mało wspólnego.

    Z wizytą u Maurów            W swoim „małym białym domku” tworzymy z żoną prawie jeden organizm. Dwie pary oczu lepiej wypatrują ciekawostek niż jedna. Kierujący może się skupić na jeździe, a siedzący obok pasażer na wypatrywaniu. Stając na nocleg koło jakiegoś namiotu nomadów lub posterunku żandarmerii, jesteśmy bardziej rozpoznawalni od pojedynczego wędrowcy. Daruję sobie w tym miejscu slogany w rodzaju: wspólnie przeżywaliśmy głęboko zachód słońca czy też wyłaniającą się na horyzoncie górę. Miejsc takich spotkaliśmy na swej drodze dziesiątki i trudno powiedzieć, które nas bardziej zachwyciły.
    Ale w naszej pamięci na pewno pozostały wizyty w domach, a najczęściej namiotach rodzimych mieszkańców. Jedzenie rękami z jednej miski kuskusu z odrobiną koźlęciny. Wieczorna gra patyczkami na piasku. Bezinteresowne podarowanie nam przez starą Mauretankę cennej pamiątki po swoim zmarłym mężu – medalu wojskowego, którym był odznaczony w czasie wojny z Marokiem. Co z Senegalem i Gambią ? Już na terenie Mauretanii spotkaliśmy polskie małżeństwo wracające samochodem terenowym z Senegalu i Mali. To oni podpowiedzieli nam, że droga asfaltowa zaprowadzi nas tylko do Dakaru, który nawet jak na warunki afrykańskie jest jednym wielkim slumsem. Natomiast wszystko to co ciekawe w tym kraju znajduje się wzdłuż rzeki Senegal, gdzie można dotrzeć raczej samochodem terenowym. Stąd nasza zmiana planu i jazda w kierunku środka Sahary.
    Co warto podkreślić w naszym beztroskim podróżowaniu we dwoje? To jest coś, co powinno łączyć dwie osoby w czasie takiej podróży. Co nie powoduje konfliktu, gdy przebywamy ze sobą na trzech metrach kwadratowych, części mieszkalnej kampera. Tradycyjne święta we dwoje, na obcym kontynencie, choć ze wszystkimi tradycyjnymi potrawami. Może z wyjątkiem wielkanocnej kiełbasy, która była z wielbłąda.

    K o n i e c

    środa, 22 stycznia 2014

    ALBANIA - praktyczne porady podróżnika

    Praktyczny Poradnik Podróżnika.

    Cel i trasa:

    (Szkic przebiegu trasy został opracowany przed wyjazdem:
    Kraków - Chyżne - Bańska Bystrzyca - Budapeszt - Szeged - Novi Sad - Belgrad - Lazarevac - Leskovac i dalej E-75, aż do granicy z Macedonią. Przed dwoma laty jechałem "wschodnią obwodnicą serbskiej autostrady" i wydaje mi się, że obie trasy są bardzo podobne jakościowo. Z macedońskiej autostrady skręcamy na kilka dni do stolicy Skopie, potem przez Veles - Prilep - Bitola wjeżdżamy do pólnocnej Grecji.


    Przed wyjazdem:
               Bałkany (nie mówię o Chorwacji czy też Słowenii) to wyjazd stosunkowo niskonakładowy. Ceny paliwa podobne lub niższe jak w Polsce. Ceny żywności zbliżone. Czyli nie ma sensu niczego w większych ilościach zabierać z kraju. Bierzemy przykładowo 100 EUR gotówką "na czarną godzinę" i karty płatnicze. Pamiętajmy, że w Polsce niektóre banki oferują już bezprowizyjne wypłaty z bankomatów zagranicznych ! Z tego warto korzystać. Poza tym pamiętajmy o przygotowaniu swoich pojazdów. Podzielmy go na dwie części:
    przygotowanie "części samochodowej" (silnik, zawieszenie, hamulce itp) oraz część mieszkalną (instalacja elektryczna, wodna, gazowa, szczelność zabudowy, dodatkowe zabezpieczenia itp). Czy jesteśmy w stanie zrobić to sami ? Na pewno nie wszystko ! O jakich ja już przygodach na trasie nie słyszałem, od naszych karawaningowych "złotych rączek" :-).
    Ze swej strony mogę polecić:
    1. Baterie słoneczną na dach (~100 W)
    2. Instalację do tankowania naszych butli na stacjach i przejściówki do podłączania butli LPG w innych krajach
    3. Jeśli jedziemy choćby w 2 pojazdy to CB radia
    4. Dodatkowe zabezpieczenie drzwi kabiny kierowcy, drzwi wejściowych i inne systemy "spokojnej nocy".
    5. Stosowny zestaw przewodników i map papierowych oraz dobrą nawigację GPS z zestawem POI.
    To te najważniejsze, które zapewne umilą nam dłuższy wyjazd kamperem.
    Porady z trasy
    Słowacja:
              Jeśli jedziemy na kierunku Chyżne - Budapeszt, to moim zdaniem nie ma sensu kupowanie ichniejszych winietek. Dwudziestokilometrowy odcinek autostrady pomiędzy Bańską Bystrzycą, a Zwoleniem bez problemu przejedziemy drogą bisową.
    Mogę natomiast polecić dwa miejsca na odpoczynek, a nawet na nocleg, w rejonie pasma Donovaly, przez które będziemy przejeżdżać:

    1. Duże parkingi przy wyciągach narciarskich: (N 48.877587, E 19.234476) oraz ten większy parking oddalony o kilkaset metrów (N 48.877200, E 19.224989). Oba położone na wysokości ponad 900 metrów. Dojazd bezproblemowy. 
     



    Drugie ciekawe miejsce to oddalony o kilkanaście kilometrów, tuż przed Bańską, parking restauracji "Koliba św.Krzysztofa" (N 48.793927, E 19.099668). Przy okazji możemy coś zjeść, choć ........ po wejściu do strefy euro, Słowacja nie jest już dla nas atrakcyjna cenowo.
     
     






    Węgry, to chyba ostatni kraj, w którym nie trzeba oszczędzać na opłatach autostradowych. Zjeżdżamy do pierwszej lepszej stacji benzynowej, dajemy dowód rejestracyjny pojazdu, 1650 forintów (lub kartę), dostajemy kwit kasowy i ...... już jesteśmy w elektronicznej bazie opłat. W formie raczej żartobliwej podaję koordynaty naszego jedynego noclegu na Węgrzech w miejscowości Retsag koło domu schadzek. (N 47927476 E 19.139319)

     
    Granicę z Serbią przekraczamy w Horgos koło Suboticy. Aż do skrętu na Baćka Topola (ponad 50 km) jedziemy autostradą. Na tym odcinku autostrada do Belgradu jest bezpłatna. Ciekawe miejsce postojowe jest kilka kilometrów od autostrady, koło Baćka Topola (N 45.835446 E 19.635300), nad jeziorem Zobnatica . Jest to bezpłatny, duży, trawiasty parking. Możliwa kąpiel w jeziorze, zatankowanie wody, lokale gastronomiczne czynne w ciągu dnia. W nocy cicho i spokojnie.





    Kolejne miejsce na nocleg, w drodze "bezautostradowej" na południe, to duży parking w miejscowości Sremski Karlovci (N 45.206254 E 19.932819). Jeden raz korzystałem z P na dużej stacji OMV za miejscowością Indija (N 45.025929 E 20.105135)
     
     Kolejny SP godny polecenia na terenie Serbii, to duży oświetlony, bezpłatny parking, koło ośrodka sportowego w miejscowości Ljiga (N 44.218461 E 20.229971). Jest tu możliwość zatankowania wody (nawet mineralnej !), zwiedzenia ciekawych młynów, a nawet można się pokusić na dłuższe spacery, czy też małą wyprawę rowerową.Jadąc przez Serbię można ominąć dosyć drogą autostradę na południe.
    Oto tegoroczne ceny na poszczególnych odcinkach, w euro, z rozbiciem na grupy pojazdów:
    Subotica - Novi Sad: 3,50 / 5,00 / 10,00 EUR
    Novi Sad - Belgrad: 2,50 / 3,50 / 7,00 EUR
    Belgrad - Nis: 7,50 / 11,00 / 21,50 EUR
    Nis - Leskovac: 2,00 / 3,00 / 6,00 EUR
    Kampery należą prawdopodobnie (!) do grupy III.
              Nasza droga przez Serbię, po konsultacji z miejscowymi kierowcami, wiodła z Baćka Topola, do której zjechaliśmy z autostrady, drogą krajową 22.1 do Nowego Sadu i Belgradu. Z Belgradu jedziemy drogą E 763 na Lazarevac. Stąd możemy zrobić "skrót" na Kragujevac, lub bardziej spokojnie na Cacak i Kraljevo. Potem Krusevac, mały łuk przez Blace, Prokuplje i dojeżdżamy do drogi, która wzdłuż autostrady, doprowadzi nas do Leskovaca. Dalej na południe jedziemy już klasycznie.
                Jednak omijając w Serbii autostradę trzeba się liczyć z policyjnymi kontrolami, gdzie funkcjonariusze będą chcieli zarobić na nas trochę euro. Jeśli jesteśmy pewni swojej racji poprośmy policjanta o kontakt z polskim konsulem, tłumaczem i przełożonym policjanta. Powinno poskutkować. Warunek - nie popełniliśmy wykroczenia !
    Gdy komuś zabraknie gazu może kupić butlę propan butan za 4260 dinarów (drogo !!!)

    Macedonia:
            To najtańsze na trasie przejazdu paliwo. Autostrady płatne symbolicznie (60-70 denarów) ale oszukują na bramkach.
            Na pierwszej dałem odliczoną kwotę w denarach dla pojazdów grupy trzeciej, myśląc że tyle powinienem zapłacić. Dostałem bilecik dla grupy drugiej, bez reszty - jak potem policzyłem. Na drugiej bramce dałem już pieniążki jak dla grupy drugiej. Dostałem bilecik jak dla motocykla ! Na trzeciej bramce mówię w żartach - "dam Ci jak za motocykl - nie musisz mi dawać biletu". :-)
            Przykładowe ceny z Macedonii:
    piwo 75 denarów, chleb 30-34 denary, banany 63 denary, mandarynki 49 denarów, omlet 60 denarów, regionalne tavcze gravcze (czyli talerz fasoli) 50 denarów, jogurt 29 denarów.

    Ciekawym miejscem postojowym w Skopje jest parking, w parku, koło budowanego stadionu piłkarskiego "Marakana" (N 42.004804 E 21.427166) W pobliżu można zatankować kanister z wodą. Jest kilka fajnych knajpek, niektóre użyczają nawet prąd. I to co najważniejsze. W ciągu kilkunastominutowego spaceru, brzegiem rzeki Wardar, dojdziemy do centrum miasta.


     



    Kolejne ciekawe miejsce postojowe to łąki na przedmieściu miasta Prilep - o nazwie Varos. (N 41.359556 E 21.531226). Jedynym minusem jest konieczność wypoziomowania pojazdów. Za to "rzut beretem" mamy do okolicznych zabytków, w tym tajemniczych grobów, o których cicho w internecie.







    Jako trzeci macedoński SP mogę wskazać parking przed ruinami starożytnego miasta Heraclea (N 41.010801 E 21.343695). Jest to oświetlony parking. Na terenie ruin jest całodobowa ochrona. Teraz tylko nie zapomnijmy zatankować "po korek". Można płacić kartą.
    Bo w Grecji minęły już czasy paliwa w cenie poniżej euro (jeszcze 2 lata temu). Teraz trzeba kalkulować 1.50 eur za litr diesla.
    Grecja:
    To chyba najlepiej poznany i opisany kraj, przez rzesze karawaningowców uwielbiających wolne biwakowanie. Być może dlatego nie będę zbyt odkrywczy ale co wiem, to powiem.
    Ceny w euro: chleb 0.70 - 1.20, pomidory 1.75, droźdźówki 1.30 - 1.50, syrop na kaszel 5.16, gaz propan butan 18 za butlę i 20 kaucja (konieczna przejściówka), LPG 0.77, przejazd tunelem (podmorskim) na Lefkadę 5.00 za kamper.
    Przykładowe ceny biletów wstępu: Meteora po 2 EUR od klasztoru, statek na wyspę w Ioaninie 4 EUR od osoby, muzeum Ali Paszy 0.80 centów, ruiny "Hadesu" 2 EUR osoba, muzeum fotografii w Monodendri 2 EUR
    .
     
    Kastoria - pięknie położone nad jeziorem, ptaki wodne, kilkadziesiąt bizantyjskich kościołów. Oficjalny SP z polem namiotowym został zorganizowany przez mnichów z klasztoru Panagia Mavriotissa (N 40.503973 E 21.280496). Jest tam również pole namiotowe z węzłem sanitarnym  i możliwość zatankowania wody. Cenę negocjujemy, najlepiej z Ojcem Gabrielem, który zna trochę język polski.
     Jeśli koniecznie chcemy free, to pomiędzy miastem, a klasztorem, nad brzegiem jeziora, biegnie droga przy której są 2 dość obszerne parkingi, na których możemy się zatrzymać na noc.  Na przykład: (N 40.505486°  E 21.284668°)
    Meteora.  Samo miejsce jest kultowym obiektem turystycznym w Grecji. Wokół w miejscowościach Kastraki i Kalabaka, jest kilka dość drogich kempingów. My po raz drugi korzystaliśmy z darmowego SP Arsenis (N 39.708390 E 21.655007). Na miejscu woda i rodzinna restauracji, którą w dobrym tonie jest odwiedzić, w zamian za darmowy postój, w pięknych okolicznościach przyrody.
    Dodoni ruiny starożytnego miasta ze znaną wyrocznią. Tuż obok, duży, darmowy SP - niestety bez mediów (N 39.546571 E 20.785163)
    Agio - koło miejscowości Parga. Bardzo sympatyczna zatoka, z możliwością darmowego postawienia kamperów. Miejsce wymieniane w niemieckich przewodnikach, jednak brak tu poza sezonem słodkiej wody (zamknięte okoliczne ośrodki). UWAGA !!! Na samą plażę jest bardzo stromy zjazd. Po deszczu problemy z wyjazdem (N 39.287822 E 20.342073).
    Ammoudia - wioska rybacka, niedaleko ........ ruiny z wejściem do Hadesu.
    SP wyznaczony jest obok przystani rybackiej i plaży. W pobliżu kilka restauracji. W czasie naszego pobytu brak było możliwości zatankowania wody. (N 39.236501 E 20.479851)

    Kanalia - pięknie położony darmowy SP, jednak z dala od miejscowych zabytków kultury materialnej. Położony na skraju miejscowości. Przydatny rower. Brak ujęcia wody. Atrakcją jest małe wzgórze z latającymi paralotniarzami. Sam próbowałem. (39.054518 E 20.699064)
    Porto Katsiki - jedno z kultowych miejsc na karawaningowej mapie Grecji. Położone z dala od ośrodków turystycznych. Niesamowity błękit morza. Raj dla fotografów. W pobliżu kilka innych ciekawych miejsc postojowych na plażach. Dość stromy zjazd ale każdy kamper sobie poradzi. Na miejscu toalety. Można polecić na kilkudniowy wypoczynek (N 38.602628 E 20.551109)
    I zmiana klimatu - skaczemy do Zagorii !
    Monodendri - miejsce oddalone o kilka minut drogi od punktu widokowego na wąwóz Vikos. Na końcu drogi mały parking. Bez mediów (N 39.906061 E 20.753217)

    Albania:
              To chyba ostatni europejski kraj osnuty dla karawaningowców mgiełką tajemniczości. Aby nieco rozwiać wszelkie obawy, postaram się namówić niezdecydowanych do odwiedzenia tego rejonu. Trzeba to zrobić szybko, gdyż wybrzeże zabudowywane jest hotelami i innymi SPA w zastraszającym tempie. Dużo inwestuje w tym kraju "kapitał" rosyjski i albański. Na wybrzeżu widać już pomału chęć zarabiania na turystach. Nie jest to jeszcze Czarnogóra czy Chorwacja, ale za 10 lat ????
              Bezpieczeństwo: nie odbiega od średniej EU, jakieś drobne próby wyłudzenia 100 leków za parking w Durres. Policja drogowa (bywają okresowe blokady na drogach) ma chyba polecenie nieingerowania w pojazdy turystyczne. Przy drobnych wykroczeniach policjant odwraca głowę. Zero kontroli w czasie naszego ponad trzytygodniowego pobytu.
              Na drodze znacząca przewaga Mercedesów w różnym stanie technicznym. Ruch drogowy w stylu południowym.
              W miastach, na zatłoczonych skrzyżowaniach nie egzekwujemy swojego prawa, ale w sposób dynamiczny i zdecydowany dostosowujemy się do okoliczności :-). Kultura jazdy podobna do włoskiej.





    Radarów i fotoradarów nie zauważyłem ale za to ............... przydała by się baza koordynat z dziurami drogowymi. Mało powiedziane dziury. Dziury w drogach to bywają u nas. Tam namierzyliśmy kilka miejsc, w różnych miastach, gdzie brakuje pokryw do studzienek wszelakich. Niektóre otwory mają już zapewne po kilka lat (obrośnięte trawą). Wjechanie w taką przeszkodę skutkuje pozostawieniem koła lub elementów zawieszenia samochodu.
    Tu muszę przyznać, że dużo Albanii zrozumiałem w czasie pobytu w tym kraju. Ale kto i dlaczego toleruje te pułapki na drogach ? Nawet w stolicy - Tiranie !!! Brak logiki.

    Trochę przykładowych cen.
    Zacznijmy od przelicznika waluty: 100 leków = ok.2,90 zł
    Paliwo w całej Albanii w podobnej cenie 170 leków (eurodiesel), choć raz trafiło się po 165, a czasami 171 leków. Gaz LPG (nie na każdej stacji) 80-90 leków. Butla z propan-butan 10 kg - 1600 leków, kaucja za butlę 1500 leków, Wstęp do cytadeli w Gjirokaster - 200 leków, wstęp do "niebieskiego oka" 2 EUR, wstęp do ruin miasta Butrint 700 leków, wstęp do twierdzy Ali Paszy nad zatoką Palermo 100 leków, parking i wstęp do ruin i muzeum w Apolonii 700 leków (zawiera parking dla kampera + wstęp dla 2 osób), mycie kampera 300 - 500 leków, wstęp do muzeum archeologicznego w Durres 300 leków (w tym jest wstęp do amfiteatru położonego kilkaset metrów dalej), Kruja wstęp do twierdzy bezpłatny, wstęp do zamku Rozafa w Szkodrze 200 leków, muzeum fotografii w Szkodrze 100 leków itp.
    Chleb 60-80 leków,bułka 10 leków, mleko /karton/ od 100 leków za litr, 10 jajek 120 leków, woda mineralna od 60, woda mineralna w "sześciopaku" od 250 leków, ziemniaki 100lek/kg, ciastka kokosanki 800lek/kg, tabletki flavamed (na kaszel) 280 leków.
    W lokalach: byrek (odpowiednik bałkańskiego burka) 30 - 50 leków, suflaki (niby tortilla) 150 leków, pizza około 500 leków, pepsi 130 leków, sałatka grecka 250, piwo 150, kawa 50-120 leków.
    Przykładowe ceny w "Mercatorze": ziemniaki 105/kg, szynka 770-1300 leków, woda mineralna 52-70 leków, herbata Earl Grey 72 leki, owoce morza 245-400 leków. Koniak (winiak) na bazarze w Kruji 8 EUR za 3 butelki, butelka albańskiego wina od 250.
    Kartą płatniczą udało się zapłacić w JEDNYM supermarkecie w Gjirokaster. Poza tym gotówka. Na stacjach benzynowych tylko gotówka. Prawie wszędzie możemy zapłacić w EUR, ale moim zdaniem lepiej i bez przeliczników, zapłacimy w ichniejszych lekach. Z bankomatami nie ma problemu. Gdzie bank - tam bankomat. Korzystaliśmy z kart Maestro i Visa.

    Nasze miejsca postojowe na terenie Albanii, które mogę rekomendować.


    Gjirokastra - (N 40.079350 E 20.147450) Miasto godne polecenia, choć tutaj poniosła klęskę moja teoria, że koło stadionu sportowego, miejsce na zaparkowanie kampera zawsze się znajdzie. Teoria słuszna, ale nie a Albanii! Stadiony sportowe budowano tam w czasach, gdy nikt z "władców" nie przewidywał prywatnej własności pojazdów mechanicznych. Są więc stadiony, bez parkingów, często otoczone blokami. Dla porządku podam więc nasz SP, w uliczce przed szkołą. Nic lepszego nie znalazłem. Jest możliwość zatankowania wody przed małym sklepem, mieszczącym się koło bramy szkolnej.


    "Niebieskie Oko" - (N 39.924809 E 20.193698) Tu nie nocowaliśmy, choć jest to możliwe. Źródło jest atrakcją turystyczną, przed laty dostępną tylko dla albańskich prominentów.

    Z drogi asfaltowej trzeba przejechać około 2 km boczną drogą nieutwardzoną. Przy źródle parking i restauracja czynna w sezonie. Możliwość zatankowania wody.




    Ksamil - (N 39.773008 E 20.002823) Tu na południu, niecałe 3 km od greckiej wyspy Korfu, zaczęliśmy naszą przygodę z Albanią. Miejscowość ma charakter typowo letniskowy (hotele, pensjonaty). Poza sezonem cicho tu i sennie. Miejsce na SP oraz plaża położona kilkanaście metrów dalej, są dość urokliwe. Jednak muszę przyznać, że wcale nie gorsze miejsca na postój kamperem, możemy znaleźć choć by na plażach, skręcając w stronę morza przed Ksamil.

    Jeśli natomiast jedynym naszym celem w tym rejonie Albanii jest zwiedzenie starożytnego Butrint, to możemy śmiało jechać do samego wejścia do muzeum, gdzie mieści się duży parking (N 39.743985 E 20.018723). Droga dojazdowa jest b.dobrej jakości.
     
     
     
     
     
     
     
    Queparo - (N 40.052718 E 19.825436) Pierwszy SP z prawdziwego zdarzenia, choć bez jakichkolwiek mediów. Oświetlony.
    W górach, które widzimy na horyzoncie zdjęcia, położone są stare albańskie wioski. Warto udać się tam rowerem czy skuterem. Kilka kilometrów na północ, znajduje się zatoka Palermo, z warownią Ali Paszy i podwodnymi schronami, z lat pięćdziesiątych, dla radzieckich okrętów podwodnych.



    Jadąc dalej, wzdłuż wybrzeża, w kierunku północnym, musimy przejechać przez przełęcz Llogarase położoną na wysokości ponad 1000 metrów. W czasie wspinaczki towarzyszą nam wspaniałe widoki.
    Po drugiej stronie przełęczy zobaczymy jedno z bardziej tajemniczych miejsc w Albanii - półwysep Karaburun. Półwysep nigdy nie był zamieszkały. Na jego brzegu zalega wiele wraków. Legendy o skarbach piratów. Brak szlaków turystycznych. Można próbować wynająć łódź rybacką ale chętnych, ze względu na zdradzieckie prądy morskie, nie ma za dużo.

    Apollonia - (N 40.718881 E 19.472022) Górny parking, koło wejścia do ruin starożytnego miasta Apollonia. Płatny 100 leków. Sto metrów niżej jest większy parking. Nie ma problemu z pozostaniem na noc. Brak mediów.
    Jednak ruiny Apollonii nie sposób ominąć, w czasie swojej wędrówki po Albanii. Są one w lepszym stanie i lepiej są wyeksponowane, w porównaniu do wielu podobnych miejsc w Grecji.




    Ramsar - (N 40.971910 E 19.480123) Będąc w parku narodowym Divjake-Karavasta zatrzymaliśmy się na noc na parkingu miejscowej restauracji. Postój free, możliwość zatankowania wody. Park narodowy jest perełką ornitologiczną w skali Europy. Rowery i skutery były w ruchu.
    Mała ciekawostka. W Ramsar zobaczyliśmy pierwszy i ostatni kemping na ziemi albańskiej, niestety .................. nieczynny. Ale był !!!




    Durres - (N 41.308857 E 19.445194) Największy albański port i stara stolica kraju. Mimo chęci, nie udało nam się znaleźć jakiegoś logicznego miejsca na nocleg. Pozostał nam bezpłatny parking w samym centrum miasta. Warto tu wpaść na jeden dzień. Jest tu ciekawe muzeum archeologiczne, ruiny amfiteatru z II wieku, willa królewska i parę inny rzeczy, godnych zobaczenia.




    Kruja - (N 41.508997 E 19.796182) Chyba jedyne miejsce w Albanii, gdzie właściciel czuł potrzebę zorganizowania czegoś dla kamperów. Miejsce adoptowane z jakiegoś podwórka. Płatne 4 EUR/doba za kampera, bez względu na ilość osób. W cenie jest prąd i możliwość zatankowania wody. Teren ochraniany i oświetlony. Położony tuż przy atrakcjach turystycznych Kruji czyli budowli warownej i muzeum albańskiego bohatera narodowego Skanderbega.



    Lezha - (N 41.781730 E 19.642708) Duży, bezpłatny parking, przed mauzoleum Skanderbega. W nocy oświetlony, praktycznie bez innych pojazdów. Brak mediów. Oprócz zwiedzenia mauzoleum, ciekawscy mogą wspiąć się na pobliskie wzgórze, gdzie znajdują się ruiny iliryjskiego zamku, z którego roztacza się wspaniała panorama okolicy.






    Jezioro Szkoderskie - (N 42.063603 E 19.436762) Tutaj wybrałem na kilkudniowy pobyt, cichy, obszerny parking koło restauracji, kilka kilometrów od miasta. W tym rejonie warty zwiedzenia jest Zamek Rozafa, który znajduje się w wyjątkowo dobrym stanie, kilka zabytków tureckich, muzea w Szkodrze i .............. niezapomniane widoki. Będąc już tutaj podjęliśmy decyzję o "rzuceniu okiem" na otulone złą sławą Góry Przeklęte.




    Boge - (N 42.395918 E 19.644752) Tutaj nie ma specjalnego wyboru. Obok baru kończy się droga asfaltowa i ... " chcąc nie chcąc ", lądujesz w ogrodzie za barem. Teren zamykany, na powitanie drobny poczęstunek, można zatankować wodę. Na ogół przyjeżdża się tutaj, aby ruszyć w góry, więc dobrym pomysłem jest pozostawienie kampera w tym miejscu. Miejsce jest płatne !! O ile dobrze pamiętam to około 7 EUR za dobę. Wieczorem w to samo miejsce trafił włoski kamperowiec, który .......... z niejednego już afrykańskiego pieca (łącznie z Libią) chleb jadł.

    Szukaj w tym blogu

    Ładowanie...