Kolejny
dzień spędzamy w karelskim miasteczku Lieksa.
Na przedmieściach zatrzymujemy się przy zabudowaniach, w których działa
odpowiednik naszego „koła gospodyń wiejskich”. Jest tam, umieszczona w oborze,
galeria miejscowych fotoartystów, jest minibar z miejscowymi produktami, sklep
z rękodziełem. Jednak najwięcej czasu spędzamy w Pielielisen muzeum. To skansen karelskiego budownictwa. Podzielony
tematycznie pozwala, choć trochę zrozumieć kilka zagadnień z życia Finów.
Finowie to chyba naród bardzo „wiejski”, przywiązany do ziemi, lasu, wody.
Praktycznie bez rewolucji przemysłowej, dokonał niedawno gigantycznego skoku do
ery nowoczesnych technologii. Nokia, czy też Linux, to fińskie specjalności.
Trzeba pamiętać, że przez długie lata Nokia była przodującym producentem gumiaków
i prezerwatyw. Jednak te wiejskie korzenie Finów są nadal widoczne. Chyba każda
rodzina, ma gdzieś nad jeziorem swój domek. Łatwo je namierzyć. Gdy patrzymy w
boczne, polne dróżki, to na ich początku są skrzynki pocztowe. Kolorowe, często
z kwiatami w doniczkach. Jednak bezbłędnie wskazują, że gdzieś za kilometr,
pięć lub piętnaście, stoi na brzegu jeziora drewniany dom. Obok niego sauna
zapewne.
No właśnie, w temacie fińskiej sauny, to wydumaliśmy tak. Tu sauna, po rosyjskiej stronie bania. W końcu to jedna i ta sama
Karelia. W Rosji banie odchodzą trochę do lamusa. W Finlandii tradycja ta jest
bardziej pielęgnowana. Choć i tu i tam chodziło w przeszłości o normalne
utrzymanie higieny osobistej. Teorię „dorobiono” do sauny później. Pamiętajmy,
że zima na tych szerokościach geograficznych jest sroga i trwa wiele miesięcy,
a tu myć się trzeba. W miesiącach letnich, każda próba obnażenia się, grozi
atakiem owadów i to wcale nie tych popularnych komarów. To można przeżyć.
Gorsze są wszelkiego rodzaju gzy i strzyżaki (muchy, czy inne muchówki). Są
bezlitosne, sprytne, a ukąszenie jest widoczne nawet przez kilka miesięcy. Więc
zwiedzając Pielielisen muzeum, widzieliśmy
różne odmiany saun. Domowe, leśne, przybrzeżne, a wszystkie służyły zawsze
zachowaniu higieny.
Na inne
atrakcje Lieksy zabrakło czasu, bo pojechaliśmy do kolejnego miasteczka
położonego we wschodniej Finlandii, do Ilomatsi.
Po drodze oglądamy ciekawą cerkiewkę, potem prywatny zbiór armat i dział
wszelkiego kalibru, a w samym Ilomatsi spotykamy jedynego Polaka, na trasie naszej
wycieczki. Poznański motocyklista, samotnie jechał na przylądek północny. Razem
zwiedzamy dwa interesujące kościoły, a dokładniej to jeden luterański kościół i
jedną śliczną cerkiew z XIX wieku. W Ilomatsi godnym zwiedzenia jest jeszcze
mały skansen karelski, z ciekawą kaplicą, a niedaleko zobaczyć możemy dom
generała Rappaana. To taki fiński bohater narodowy, który wsławił się w wojnie
zimowej (1939). Mnie szczególnie zainteresowała gablotka z medalami generała.
Rozpoznałem tam Order Odrodzenia Polski (Polonia Restituta), a powyżej
niemiecki Krzyż Rycerski. I kto tu nadąży za Finami?
Przez
miasto Joensu tylko przemknęliśmy.
Późne popołudnie, muzea pozamykane. Zapamiętałem z tego miasta jeden pomnik.
Pomnik żołnierza. Ale nie takiego bohatera, który macha pepeszą lub innym
mieczem. Nie takiego, jakich często widujemy na naszych placach, czy też
skwerach. To żołnierz zmęczony. Siedzi z odłożonym karabinem i moim zdaniem ma
wszystko w przysłowiowym nosie. Bo jakże często zapominamy, że wojny wywołują
politycy, a krew przelewają zwykli żołnierze. I to nie generałowie, ale Ci w
pierwszych okopach. Tymczasem my idziemy za „wojennym ciosem” i jedziemy kilka
kilometrów za miasto, aby obejrzeć Bunkkermuseo.
To muzeum, to nic innego, jak kilkusetmetrowy fragment Linii Salpa, umocnień, która miała chronić Finlandię przed atakiem
Rosjan. Jednak samych bunkrów na terenie Skandynawii nie brakuje. Ale te w Bunkkermuseo, są wyposażone w oryginalne
uzbrojenie i sprzęt wojskowy. Systemy obserwacyjne, działka, broń maszynowa –
to wszystko można oglądać i dotykać. Fajna zabawa. Wieczorem, jak to bywa w
czasie „białych nocy”, znajdujemy jeszcze kilka godzin czasu, na spacer „Szlakiem
lisa”. Taki mały trekking.
Po południu „oddalamy się nieco od rosyjskiej granicy i
jedziemy do Vaalamo. Tak dokładnie,
to miejsce nazywa się Uusi Valamo,
czyli „nowe Walamo”. Jest to klasztor prawosławny, wybudowany po wojnie zimowej
(1939), gdy ponad setka mnichów uciekło z tego „prawdziwego” osiemsetletniego
klasztoru Valamo, z nad jeziora Ładoga. Uciekli z terenów zajętych wtedy przez
Rosjan, zabierając ze sobą większość zabytkowego wyposażenia. No i teraz na
terenie Rosji mamy klasztor „bez wyposażenia”, a na terenie Finlandii
„wyposażenie bez klasztoru”. Choć oczywiście w tym nowym Valamo są nawet dwie
cerkwie. Jedna z 1940, a druga z lat siedemdziesiątych ubiegłego roku. Ale
gdzie im tam do starych klasztornych murów? Mamy tutaj też i hotel i restaurację,
klasztorne sklepy i ciekawe koncerty muzyki klasztornej. Trochę pikanterii
dodaje fakt, że ten prawosławny monaster podlega ……. fińskiemu kościołowi
protestanckiemu. Jak już jesteśmy przy tematach religijnych, to trzeba
wiedzieć, że w Finlandii głową kościoła jest Prezydent kraju. Aby było jeszcze
ciekawiej, to powiem, że poprzednia Prezydent Pani Tarja Halonen (2000-2012), w czasach, gdy studiowała, wystąpiła z
kościoła protestanckiego. Jednak po wyborze na Prezydenta, automatycznie
została głową Kościoła protestanckiego.
Można pojąć tych Finów?
A my dalej na południe. Do Savonlinna. Miasto kurort, pięknie położone na kilku wyspach.
Trafiamy akurat w moment, gdy miasto zmienia się w najważniejszy fiński salon.
To za sprawą dorocznego festiwalu operowego. Spektakle odbywają się w
średniowiecznym zamczysku Olavinlinna.
Niestety, ceny na jeden koncert, oscylują koło 100 EUR od osoby. Więc nasze
wieczorowe kreacje pozostają w kamperze, a my zwiedzamy muzeum regionalne. Ups,
takiego muzeum dawno nie zwiedzałem. Dużo multimediów. Osobne ekspozycje dla
dzieci. Videoprezentacje. Popatrzyłem dłużej na rosyjskojęzyczny wykład, o
architekturze krajobrazu i zmieniłem swój pogląd o ochronie każdego drzewa w
naszym środowisku. Na pokazie posługiwano się samymi przykładami. Widok na
cerkiew, klasztor, fragment miasta, czy też wiejskie zabudowania. Jak wyglądały
przed 100 czy więcej lat, wkomponowane w krajobraz i najbliższe otoczenie, a
jak wyglądają obecnie. Zarośnięte wysokimi drzewami, ogrodami itp. Wstęp do
muzeum regionalnego pozwala nam na zwiedzenie starych parowców, zacumowanych
przy pobliskim molo. To też kawał historii Karelii. Kolejnego dnia zdążymy
jeszcze dojechać do pobliskiego Sulkava,
gdzie w drugim weekend sierpnia, odbywają się wyścigi łodzi wiosłowych. Takich
regionalnych, czasami trzywiosłowych, na dystansach nawet 60 kilometrów. Tylko,
że tłumy tam straszne, a nie wszystkie informację, czy komunikaty w języku
fińskim, do nas docierają. Więc postanawiamy. Koniec tej harówki. Są wakacje,
okres urlopów, więc i my udajemy się na zasłużony wypoczynek!
Na 3 dni zaszywamy się w uroczym miejscu, nad brzegiem jeziora Saimaa. Teraz tylko kąpiele,
nurkowanie i wycieczki rowerowe.
Zazdrościmy tym, którzy mają 2-3 tygodnie urlopu i
wyjeżdżają na camping, gdzieś do Włoch, albo innej Grecji. My, po zaledwie 3 dniach
obcowania z przyrodą, ruszamy dalej.
Najpierw do Imatra,
aby o godzinie 19.00 zobaczyć spektakl wodno-muzyczny. Otóż codziennie, o tej
właśnie godzinie, ze zbiornika wodnego na rzece Vuoksi, wypuszczana jest woda.
Wszystko to przy muzyce Sibeliusa – największego fińskiego kompozytora.
Spektakl, z pobliskiego mostu, oglądają dziesiątki turystów. No tak,
kilkanaście kilometrów od Imatra, jest przejście graniczne z Rosją i turystów
ze wschodu tutaj nie brakuje. I tych zwiedzających i tych kupujących. Przy
okazji dodam, że Rosja i Finlandia chciały wprowadzić między sobą ruch
bezwizowy. Z oczywistą korzyścią dla obywateli obu krajów. Sprzeciwiła się temu
……. Unia Europejska. No tak, jak za dużo obywateli UE będzie jeździła na
wschód, zobaczą jak tam się żyje, co i za ile można kupić, to potem żadne
czary-mary wygłaszane w TV lub innych gazetach, będą „psu na budę”. Zostawmy jednak
politykę i jedźmy dalej.
Do Lappeenranta.
Miasta, kiedyś rosyjskiego, z dużą ilością ciekawych miejsc do zwiedzenia. A to
kościół zbudowany na planie podwójnego krzyża, a to ratusz z początku XIX
wieku, czy też stary rosyjski dom. Nas osobiście zainteresowały inne miejsca.
Wystawa rzeźb z piasku. Po raz pierwszy widzimy takie kilkumetrowe cuda. Mnie
osobiście piasek kojarzył się z „babkami” robionymi wiaderkiem. Kolejna
ciekawostka to muzeum sztuki. To znaczy nie tyle samo muzeum, co ekspozycja tam
umieszczona. Eksponowana tam właśnie była ……. sztuka polska. No dobra, nie mamy
czasu zobaczyć w Krakowie dzieł współczesnych polskich artystów, więc tu –
szok! Nie tak wyobrażałem sobie sztukę współczesną. Nie taką sztukę oglądaliśmy
w muzeach Petersburga, czy na południu Europy. Chyba ktoś chciał ośmieszyć nasz
kraj, ale z drugiej strony, to przecież ekspozycja wypożyczona z naszych
krajowych muzeów, które te „dzieła” zakupiły od „twórców”. Daruje sobie
omówienie całej ekspozycji. Powiem tylko, że szczególne wrażenie zrobiły na
mnie obrazy przedstawiające mix Maciarewicza (?) z Bogiem, Solidarnością,
pedofilią i emblematami faszystowskimi. Drugie dzieło, to tryptyk przecudnej
urody – kobieta robiąca kupę. Tak oto nas widzą za granicą.
Jednak największe wrażenie zrobiło na mnie spotkanie z
pewnym staruszkiem. A było to tak. Wszedłem do malutkiej galerii
fotograficznej, a tam zdjęcia lotnicze z samolotami ze swastykami. Między nimi
pomalutku porusza się staruszek. Właściciel galerii przedstawił mi go: to Ilmari Juutilainen, nasz największy as
myśliwski z okresu wojny zimowej. Ma równo 100 lat, a zaliczył prawie tyle samo
zwycięstw powietrznych. Ale gratka. Był on bohaterem na zdjęciach w tej
galerii, a i sam kilka ujęć pozwoliłem sobie w tym miejscu zrobić. Magia
miejsca i czasu.
Na koniec dnia jeszcze ciekawe spotkanie. Wracamy do
swojego kampera, a tu z pewnej odległości widzę coś dziwnego. Na ogół jestem
przyzwyczajony, że to nasz „biały domek”, o długości 7 metrów, robi dostojne
wrażenie przy innych kamperach. Tymczasem widzę, że obok nas zaparkował kamper,
przy którym wyglądamy wielkością jak maluch przy Goliacie. Tymczasem to był
tylko Detleffs XXL, takie coś o ponad 9 metrowej długości. Kierowcą był
sympatyczny Andriej z Puszkina. Pozdrawiamy.
Teraz czas, aby dotrzeć w końcu do morza. Tym razem to
Bałtyk, dokładnie to Zatoka Fińska. Docieramy do miasteczka Hamina. Warto tu zatrzymać się na 2-3
godziny. Tyle zajmie nam spacer po śródmieściu, wśród kilku kościołów, starych
drewnianych domków i wojskowych koszar. Taki romantyczny spacer, wśród niewielu
turystów.
Potem wypada zatrzymać się w Porvoo. Tu chyba zatrzymują się wszyscy turyści zwiedzający
południową Finlandię. Stare, malownicze Porvoo. Średniowieczny układ
architektoniczny, drewniana, trzystuletnia zabudowa i te plenery! Plenery
malarskie, fotograficzne, a nawet dla poetów stworzone. Zrobiłem tu chyba
najwięcej zdjęć, w ciągu jednego dnia. Mój Olympus,
tylko dzięki zapasowemu akumulatorowi to wytrzymał. Wieczorem nogi odmawiają
posłuszeństwa, a my już w nocy docieramy do Helsinek.
Najpierw nocujemy przy muzeum lotnictwa. Położone koło
lotniska, eksponuje swoje zbiory w dwóch hangarach. Jest tam kilka ciekawych
egzemplarzy, a nie muszę już chyba dodawać, że większość płatowców na skrzydłach
ma czarne krzyże. Potem przenosimy się na wyspę z ZOO i tam cumujemy na 3 dni.
Helsinki. Nas zauroczyły, na równi z Petersburgiem, choć
oba miasta są nieporównywalne. Leżą na dwóch różnych płaszczyznach zachwytu.
Sankt Petersburg, pełen oszałamiających zabytków i cudownych muzeów. Helsinki,
to praktycznie brak historii, a swoją tożsamość zawdzięczają Szwecji i Rosji.
Ale przede wszystkim, to podziwiamy stolicę Finlandii za jej urodę, wdzięk i
atmosferę. To miasto nie zauroczy nas niczym, jeżeli potraktujemy je, jako port
przeładunkowy, w drodze na północ. My dopiero po 3 dniach zaczęliśmy odczuwać sympatię
i podziw do ludzi, którzy „stworzyli wygląd” Helsinek. Stworzyli i nadal tworzą
ten magiczny urok i czar stolicy. Wymienić tu muszę Carla Engela i znakomitego Saarina.
Urbanistów i architektów, którym Helsinki zawdzięczają swój obecny kształt. I
jak dotąd, od stu czy dwustu lat, nikt ich „dzieła” nie zepsuł. Ktoś zapyta, o
co dokładnie chodzi? Otóż w Helsinkach mamy przełamane pewne schematy. Nie ma
rynku, wyodrębnionego punktu centralnego. Brak wieżowców, kontrastów
architektonicznych. Wszystko, co ważne, skupia się przy nabrzeżu. Pałac prezydencki
jest taki …… normalny. Na targu rybnym spotkać można generała w mundurze i
reklamówką z zakupami. Rzeźby fińskich (ale i rosyjskich) bohaterów są takie …….
życiowe. Trudno na podróżniczym blogu rozpisywać się o magii jednego miasta. My
widzimy Helsinki w ten sposób. Symbioza designu i architektury na
najwyższym poziomie. Dopiero tu zrozumiałem, że zwykły dom może projektować
architekt-rzemieślnik, albo artysta. Że
drobny element „czegoś tam”, umieszczony na fasadzie budynku sprawi, że obiekt
nabiera innego wyglądu. Czy trzeba było przyjechać aż tutaj, aby przewartościować
swoje poglądy o miastach i miasteczkach? Że „ładne” to nie tylko rynek z
ratuszem i odchodzące od niego ulice? Trudno wymienić, co najbardziej zapamiętaliśmy
z wielogodzinnego szwendania się po Helsinkach? Może kościół w skale, po którego
dachu można jeździć rowerem, albo opalać się? Może promenady i wygodne ścieżki
rowerowe? Grający pomnik Sibeliusa? Małe, skaliste wysepki, z pojedynczymi
domkami? Może jednak miejską elektrociepłownie z blokami mieszkalnymi wokół?
Tak, zapewne każdy znajdzie tu coś urokliwego dla siebie. Pod warunkiem, rzecz
jasna, że potrafi dostrzec piękno i harmonię w swoim otoczeniu. Do tego jednak
potrzeba nam ……….. czasu.
Traktując Finlandię tylko, jako „dojazdówkę” do północnej
Europy, nigdy nie zobaczymy jej piękna. Nigdy też nie zrozumiemy – co Finowie
mają w głowie? Dlaczego są nad wyraz mało i prawdomówni? No i w końcu, dlaczego
w Finlandii niebo jest wyjątkowo niebieskie?
Wszystko ma jednak swój koniec. Pewnej niedzieli, tuż
przed północą, wjeżdżamy przez uniesiony dziób, do wnętrza wieloryba (prawdę
napiszę, prom to był), ostatni raz patrzymy na Helsinki, a potem slalomem,
wokół dziesiątek skalnych wysepek, kierujemy się do Tallinna.
Skandynawia pozostaje za nami.
 |
Joensuu. Gospodarstwo pokazowe |
 |
Joensuu. Karelskie potrawy: rusipyoronen, karjalan purakka. |
 |
Lieksa. Muzeum Pielisen. Karelski dom z XIX wieku |
 |
Lieksa. Muzeum Pielisen. Karelski dom z XIX wieku |
 |
Jezioro w okolicy Hattuvaara |
 |
Tsasouna. Prywatny skansen broni |
 |
Ilomantsi. Cerkiew Proroka Ilii z 1892 roku |
 |
Ilomantsi. Wnętrze cerkwi |
 |
Ilomantsi. Boczna droga |
 |
Imatra. Wodospad i Sybelius |
 |
Porvoo. Gotycka katedra z XIII wieku |
 |
Ilomantsi. Kościół luterański z 1796 roku |
 |
Ilomantsi. Spacer "Szlakiem lisa" |
 |
Ilomantsi. Skansen Parppeinvaara. Kaplica WŚ |
 |
Ilomantsi. Dom generała Raappana |
 |
Ilomantsi. Dom generała i jego medale |
 |
Joensuu. Miasto rowerów |
 |
Joensuu. Pomnik żołnierza |
 |
Joensuu. Bunkkerimuseo |
 |
Joensuu. Bunkkerimuseo, Wnętrze schronu. |
 |
Uusi Valamo. Kościół klasztoru |
 |
Uusi Valamo. Wnętrze cerkwi |
 |
Karimaki. Największy na świecie drewniany kościół z 1847 |
 |
Karimaki. Wnętrze kościoła |
 |
Karimaki. Wnętrze kościoła 2 |
 |
Karimaki. Widok z dzwonnicy |
 |
Savonlinna. Widok na zamek Olavinlinna z 1475 roku |
 |
Savonlinna. Statek muzeum |
 |
Savonlinna. Przewóz drzewa przed 100 lat |
 |
Sulkava. Wyścigi wioślarskie |
 |
Jezioro Saimaa. My na urlopie wypoczynkowym |
 |
Jezioro Saimaa. Rowerem wokół jeziora |
 |
Jezioro Saimaa. Gęsia rodzina |
 |
Imatra. Wodospad z muzyką Sybeliusa |
 |
Lappeenranta. Kościół dwukrzyżowy Lappe z 1894 |
 |
Lappeenranta. Polskie dzieło w Muzeum Sztuki |
 |
Lappeenranta. Polskie dzieło w Muzeum Sztuki |
 |
Lappeenranta. As myśliwski z 1939 roku |
 |
Lappeenranta. Rzeźby z piasku |
 |
Lappeenranta. SP dla kamperów |
 |
Hamina. Kościół prawosławny |
 |
Hamina. Kościół prawosławny. Wnętrze |
 |
Hamina. Karelski dom Aldina |
 |
Hamina. Ratusz z 1796 roku |
 |
Porvoo. Czerwone spichlerze i katedra |
 |
Helsinki. Muzeum Lotnictwa. Symulator SAAB J35 |
 |
Helsinki. Muzeum Lotnictwa. Radziecki I-16 |
 |
Helsinki. Bunge ze 150 m za 150 EUR |
 |
Helsinki. Wyspa Valkosaari |
 |
Helsinki. Plac targowy i Tuomiokirkko |
.jpg) |
Helsinki. Pomnik Kivena przed Fińskim Teatrem |
.jpg) |
Helsinki. Plac Dworcowy. Budynek dworca |
.jpg) |
Helsinki. Zachodnia część śródmieścia. Hare Kryszna |
.jpg) |
Helsinki. Temppeliaukion kirkko z 1969 |
.jpg) |
Helsinki. Jazda rowerem po dachu kościołą w skale |
.jpg) |
Helsinki. Demonstracja antyżydowska |
.jpg) |
Helsinki. Zachodnia część śródmieścia. Esplanada |
.jpg) |
Helsinki. Senaatintori. Katedra luterańska i pomnik cara |
 |
Helsinki. Uspenskin katedrali z 1868 |
 |
Helsinki. Wnętrze katedry Uspenskin |
 |
Dodaj napis |
.jpg) |
Helsinki. Na rogu Kauppaqtori i Etelaranta |
 |
Helsinki. Kauppatori. Pałac prezydencki |
.jpg) |
Helsinki. Widok z nabrzeża promowego |
.jpg) |
Helsinki. Widok z nabrzeża nasz prom |
.jpg) |
Na horyzoncie Helsinki, Minęła północ |
.jpg) |
Dwie godziny później. Na horyzoncie światła Tallinna |