Pribałtyki. To
trzy małe kraje, które przejeżdżamy w ciągu tygodnia, w drodze powrotnej. Można
by szybciej, bo to zaledwie kilkaset kilometrów, ale. No właśnie, ale. Kilka
miesięcy wcześniej, jadąc do Rosji, popatrzyliśmy na wschodnie rubieże tych
trzech krajów. I wcale nie był to czas stracony! Teraz zaplanowaliśmy trasę
bliżej bałtyckiego brzegu. Wnioski? Litwa, Łotwa i Estonia mają wspólną
historię. Przez wieki okupowane przez swoich sąsiadów. Niemieckie zakony,
Szwedzi, Rosjanie i Polacy. Trudno więc się dziwić, że historycznie rzecz
biorąc, to na przykład Litwini, wcale nas nie mają za co kochać. Ale to już
historia. Zostawmy ją różnym „zapamiętywaczom” z jednego, czy też drugiego
kraju.
Po opuszczeniu promu z Helsinek, spędzamy dwa dni w Tallinie. Bo jest, na co popatrzeć w estońskiej stolicy. Kamperem
stajemy prawie w centrum, pięć minut piechotą od starego miasta. Starówka, to
obowiązkowy punkt do zwiedzenia. Widać, że Estończycy wcale nie wstydzą się,
bliskich kiedyś kontaktów z Rosją – nawet tą radziecką. Zresztą, w Estonii
swobodnie możemy posługiwać się językiem rosyjskim. Gdy tymczasem taka Litwa,
przeszłą już chyba cała na angielski.
Czyli jeden dzień spacerujemy po
tallińskiej starówce, na której nie brakuje ciekawych zabytków, a dzień drugi
poświęcamy na „przyległości”. Skansen Rocca Al Mare, pałac carski, muzeum
sztuki współczesnej. To taki Tallinn w pigułce. Trzeba jeszcze dodać, że
turystów tu nie brakuje. Wakacje w pełni, a my zauważamy ciekawy sposób na
zarobienie kilku dodatkowych euro. Otóż w wielu sklepach, obok informacji o ofercie,
jest też wywieszka o możliwości skorzystania z WC. Wstęp ujednolicony 1 EUR.
Nie mniej ciekawa była dla nas natowska obecność. Wiadomo, ze Estonia
nie ma swoich wojsk lotniczych. Oddelegowane są tam samoloty innych krajów, a w
związku z napięciami na Ukrainie, byliśmy świadkami „demonstracji siły”. W
południe, kilkakrotnie przeleciała nad Tallinnem, na małej wysokości, para F16.
Narobiła tyle huku, że chyba każdy zrozumiał ich intencję – ręce precz od
Estonii!!! Tak tylko przez moment się rozmarzyłem o paliwie, które te samoloty
zużyły w ciągu kilku minut lotu. Starczyłoby tego paliwa (gdyby to był olej napędowy) na kilka lat podróży,
dla kilku kamperów. Bo mowa tu o 10 (~) tonach paliwa lotniczego. Ale dość tego
pacyfistycznego tonu.
Z Tallinna jedziemy na zachód, wzdłuż bałtyckiego
wybrzeża. Jakieś ciekawe klify są po drodze, jakieś fajne wodospady (Kejla-Joa). Potem miasto Haapsalu, z kilkoma interesującymi
zabytkami: zamkiem biskupim albo
starym dworcem kolejowym. Choć generalnie miasteczko to traktowane jest, jako
miejsce startowe do zwiedzania estońskich wysp. Dokonujemy tu jeszcze jednego „odkrycia”.
Po wielu miesiącach obcowania z czystymi wodami – czy to morskimi, czy wodami z
jezior – w czasie spaceru po hapsalskiej plaży, oczom naszym ukazał się
...... totalnie brudny Bałtyk. O ile sprawiało mi przyjemność nurkowanie i focenie w
wodach morza Białego czy Barentsa, to Bałtyk w Estonii zniechęcił mnie do
jakiegokolwiek kontaktu z nim.
Potem czas na kolejne estońskie miasteczko, a właściwie
to kurort – Parnu. Uważane jest za
letnią stolicę Estonii. Jest tu dobre biuro informacji turystycznej i ciekawa
Starówka. Tak w sam raz na 3-4 godzinny pobyt. Przy deptaku Ruutli zobaczymy kilka kilkusetletnich domów. Możemy tu też
spotkać muzykujących przy ulicy ….. Peruwiańczyków (to Ci z Zakopanego?). Potem
rzucamy okiem na średniowieczną Czerwoną
Wieżę z oryginalną dachówką. Jeszcze tylko jeden, czy drugi kościół i
jedziemy w kierunku Łotwy.
Ale po drodze robimy sobie jeszcze mały zapas ryb.
Wspomnę tu o tym rybim ewenemencie. Otóż
jadąc kilka miesięcy wcześniej na północ, dokonaliśmy ciekawego odkrycia. Sklepowe
ryby w Pribałtykach i Rosji są o niebo smaczniejsze od tych w Polsce. I to te
wędzone, jak i w różnych marynatach. Co jest tego przyczyną? Ten sam Bałtyk. No,
ale tacy Czesi, dostępu do morza nie mają a też potrafią mieć atrakcyjne
smakowo ryby morskie. Stawiam więc na nasze ubogie przetwórstwo rybne.
Przez Rygę przejeżdżamy późnym wieczorem, a następny
dzień pracy zaczynamy od miasteczka Tukums,
a dokładniej od położonego nieopodal pałacyku
Durbe. To chyba najładniejszy klasycystyczny pałacyk na Łotwie. Za jakieś
symboliczne grosze można obejrzeć jego wnętrza. Potem ruszamy w Kurlandię.
Kurlandia, to historyczny region w zachodniej Łotwie. To tutaj, pod koniec II
wojny światowej, dzielnie broniły się oddziały Lettland Legion. Łotewskie wojsko zorganizowane w ramach
Waffen-SS. No cóż, Łotwa też ma trochę niechlubnej przeszłości za sobą. Dla nas
to jest jednak tylko było-minęło. Bo w międzyczasie przejeżdżamy przez Sabile. Małe miasteczko, a raczej
wioskę. Na chwil kilka, zatrzymała nas tutaj ekspozycja kukiełek ogrodowych,
ciekawy kościół ewangelicki i kilka starych domów. Ale dopiero w kolejnym
kurlandzkim miasteczku o nazwie Kuldiga,
zatrzymujemy się na kilka godzin. Muszę powiedzieć, że tak urokliwego miejsca
już dawno nie widzieliśmy. Są tutaj niespotykane wodospady. Może nie najwyższe,
ze 2 metry mają, ale szerokie na 120. Najdłuższy w Europie most ceglany.
Muzeum, kościół i kilka uliczek gdzie można się poczuć, niczym na planie filmu np.
Noce i dnie. Są też restauracje, gdzie próbujemy kilku kurlandzkich potraw. Takie
szprotki z ziemniakami? Palce lizać.
Z Kuldigi kierujemy się prosto na południe, ku Litwie.
Jeszcze tylko jedna przygoda nas spotkała. Jak nas Łotwa przywitała – tak i
pożegnała. Na mapie wszystko ok. Droga czerwona. Nawigacja mówi ok. Tymczasem w realu
znowu kilkanaście kilometrów drogi szutrowej!
Przeżyliśmy i kolejnego dnia Litwa, a dokładniej Żmudź i
miasteczko Telsza. Można ominąć to
miejsce. Z wyjątkiem dwupoziomowego kościoła, nie ma tu nic ciekawego do
zobaczenia. Potem zaglądamy do Plunge.
Pałac księcia Ogińskiego można oglądać tylko z zewnątrz. Od wielu lat trwa tu remont,
choć miejsce to jest szczególnie ważne dla Litwinów. W Retowie zwiedzamy największy na Litwie neoromański kościół, a w
rozreklamowanym, podkoweńskim miasteczku Czerwony
Dwór nic już nie zwiedzamy. Jest sobota i w zespole pałacowo-zamkowym trwają
ze trzy przyjęcia weselne. Kościół Tyszkiewiczów, pod wezwaniem świętej Teresy,
nie zrobił na nas specjalnego wrażenia. Może to jednak już przesyt
wielomiesięcznym "bieganiem po zabytkach"? Tak, to może być
przyczyną.
Za kilkadziesiąt kilometrów Polska i spotkanie z
bliskimi. Jeszcze tylko musimy pokonać ten krótki, ale jakże „ciekawy” odcinek
pomiędzy Kownem i Suwałkami. Tutaj królują kierowcy wielkich ciężarówek, tirami
zwanymi. Pomimo szeregu ograniczeń szybkości, ciągłej, czerwonej linii, o szerokości
ponad pół metra, trwa walka o przetrwanie! Pęd po nagrodę szefa, w wysokości 10
EUR. Byle szybciej dojechać do celu. Kto uskoczy na pobocze, ten przeżyje. Kto
nie zdąży, będzie bohaterem newsa w teleexpresie. Negatywnymi bohaterami są
kierowcy z rejestracją turecką, rumuńską, polską i litewską. Naprawdę nie ma na
nich sposobu?
Jednak tytułem tego naszego wpisu jest podróż powrotna
przez kraje bałtyckie i tego się trzymajmy. Jakiś wniosek? Naszym zdaniem warto
choć raz w życiu zwiedzić ten region geograficzny. Choć niekoniecznie w takiej kolejności,
jak kraje są położone względem Polski. Najciekawszą jest naszym zdaniem
Estonia. Nie mniej interesująca jest Łotwa. Litwa? Choć leży „za miedzą”, to
zdobyła w naszym rankingu, trzecie medalowe miejsce. Dla wyjaśnienia – Wilno,
Troki, czy też Górę Krzyży – zwiedziliśmy już przed laty.
Teraz czas na podsumowanie naszej
wycieczki „Kamperem za Kołem Polarnym”.
Najpierw podziękujemy najbliższej
Rodzinie, która w czasie naszej kolejnej nieobecności w kraju, zajmuje się za
nas wszystkimi przyziemnymi i nie tylko, sprawami. Przyjaciołom i znajomym, a
szczególnie Sławkowi z malutkiego Waldwegu i Komplecikowi, którzy
wspierali nas na różne sposoby. Dziękujemy EXIDE za dobre akumulatory. Olympusowi
za użyczenie sprzętu fotograficznego, który idealnie wpasował się do naszego
stylu podróżowania. Wydawnictwom Bezdroża i Bernardinum za przewodniki
turystyczne, a National Geographic Traveler za wsparcie medialne.
Dziękujemy również Marszałkowi Województwa Małopolskiego, Prezydentowi
Miasta Krakowa, firmom Intrak, Truma, Glostar i Perfekt za kolejną
pomoc udzieloną naszej kamperowej podróży.bliski
Jeśli kogoś interesują nasze praktyczne porady, z podróżowania kamperem na północ Europy, to zapraszamy za dni kilka. do "Praktycznych Porad Podróżnika". Nie będą to jednak namiary na campingi, czy inne renomowane restauracje i hotele. Podzielimy się jedynie uwagami z przekraczania granic, koordynatami miejsc postojowych na naszej trasie, cenami, czy też miejscami przydatnymi osobom uprawiającym karawaning.
 |
EST Tallinn, widok ze wgórza Toompea |
 |
EST Tallinn, stara zabudowa wzgórza Toompea |
 |
EST Tallinn, sobór Aleksandra Newskiego i F16 |
 |
EST Tallinn, prawosławny sobór Aleksandra Newskiego |
 |
EST Tallinn, wnętrze soboru |
 |
EST Tallinn, wieża Długi Herman z XIV wieku |
 |
EST Tallinn, sklep z pamiątkami i WC |
 |
EST Tallinn, spacer po Toompea |
 |
EST Tallinn, Plac Ratuszowy |
 |
EST Tallinn, kościół św.Ducha i 400 letni zegar |
 |
EST Tallinn, budynek Bractwa Czarnogłowych |
 |
EST Tallinn, spacer po Dolnym Mieście |
 |
EST Tallinn, Muzeum Morskie |
 |
EST Tallinn, Muzeum Morskie i tablica pamiatkowa |
 |
EST Tallinn, skansen Rocca Al Mare |
 |
EST Tallinn, skansen Rocca Al Mare |
 |
EST Tallinn, skansen Rocca Al Mare |
 |
EST, Keila-Joa, wodospad |
 |
EST, Haapsalu, zamek biskupi z XIII wieku |
 |
EST, Haapsalu, wody Bałtyku |
 |
EST, Parnu, stare domy |
 |
EST, Parnu, średniowieczna Czerwona Wieża |
 |
EST, Parnu, uliczne występy |
 |
ŁOT, Tukums, klasycystyczny pałacyk i my |
 |
ŁOT, Tukums, pałacyk i sypialnia dziecięca |
 |
ŁOT, Sabile, przydrożne kukiełki |
 |
ŁOT, Sabile, obraz na budynku |
 |
ŁOT, Kuldiga, najdłuższy w Europie most z cegły |
 |
ŁOT, Kuldiga, wodospad Ventas rumba |
 |
ŁOT, Kuldiga, stare domy |
 |
ŁOT, szutr przed litewską granicą |
 |
LIT, Telsza, katedra św.Antoniego Padewskiego |
 |
LIT, Telsza, katedra św.Antoniego Padewskiego |
 |
LIT, Plunge, pałac Ogińskiego |
 |
LIT, Plunge, fragment fasady pałacu Ogińskiego |
 |
LIT, Czerwony Dwór, kościół św.Teresy |
 |
LIT za kilka kilometrów PL |
 |
POL, spotkanie gdzieś na Mazurach.
Synowa i syn ruszają "śladami ojców",
czyli motorami przez Pribałtyki. |