wtorek, 15 lipca 2014

Kamperem za kołem polarnym 2014. Część 9. SZWECJA


         Szwecję traktujemy tranzytowo. Wiadomo – brak czasu. W ciągu czterech dni przemieszczamy się z Norwegii do Finlandii – północną częścią tego kraju. Ciągle jesteśmy ponad 200 kilometrów ponad kręgiem polarnym.
Czyli za dużo o tej Szwecji nie napiszemy, ot najwyżej jakieś małe spostrzeżenia.
          Najpierw więc, spostrzegliśmy w tej Szwecji, że ledwo śniegi zeszły, a oni już użytkowują swoje kempingi. I te szwedzkie kampery nawracające tam i z powrotem.
Tacy z nich „ostrzy” turyści?

         Zobaczymy jak to będzie w najbliższym parku narodowym? Bo wyczytaliśmy w przewodniku, że będziemy przejeżdżać koło Parku Narodowego Abisko.  Mały to park, właściwie jedna dolina, ale za to najczęściej odwiedzany w całej Szwecji. Jedną z przyczyn, jest zapewne fakt, że zaczyna się tu (lub jak kto woli, kończy) szwedzki narodowy szlak turystyczny Kunglesden zwany. Są tu wielkie parkingi, na których ciągle stoi kilkadziesiąt samochodów. Ich właściciele ruszyli na „Królewski szlak”. Kiedy wrócą? No cóż, szlak liczy drobnostka, ponad 440 kilometrów! No chyba, że poszli na całość, czyli na szlak Nordkalottleden. To taki szlak pieszy przez całą Skandynawię, o długości około ……. 800 kilometrów. My mamy mniejsze ambicje. W jeden dzień……..
         No właśnie – dzień. Dokładnie to było tak. Kampera postawiliśmy coś koło godziny osiemnastej i ruszyliśmy pieszo w góry. To jest właśnie urok dnia polarnego. Można się włóczyć przez całą dobę! Słońce ciągle jeszcze nie zachodzi. Nawet, gdy niebo zachmurzone jest, to bez problemu można wędrować po górach. Ile tylko sił starczy. Cudowna pora dla lubiących naturę. Trzeba jeszcze dodać, że szereg gatunków zwierząt prowadzi nocny tryb życia. Chodząc więc, po „górach i lasach”, w takie „jasne noce”, zobaczyć można to, czego w środkowej Europy nigdy nie zobaczymy. Bo człowiek jakoś słabo w ciemnościach widzi. Jest to więc jeden z argumentów, aby podróżować również za kołem polarnym.

             Na pierwszy rzut ruszyliśmy zobaczyć kanion rzeki Abiskojokk. Kapitalne kaskady, w wąskim korycie rwącej rzeki. Potem kierujemy się z dna doliny, w stronę góry Niulla. Szczytu nie zdobywamy, ale widoki mieliśmy przepyszne. Powrót do kampera koło północy.  Potem pełne zaciemnienie żaluzjami, aby choć trochę oszukać organizm. Inaczej się nie da. Mam już za sobą okres, gdy w środku nocy brałem aparat fotograficzny i ruszałem w plener. Tak bywało w Rosji i na początku Norwegii, Bo takie super miękkie światło daje wtedy słońce! Bo wtedy ta magiczna „złota godzina” (interesujący się fotografią wiedzą, o czym piszę) trwa wiele, wiele godzin.  

        Kolejny dzień spędzam na szlaku królewskim. Oczywiście nie na całym! Jakieś 20 kilometrów udało mi się przejść. Zauważyłem jednocześnie, że sporo miejscowych turystów rusza na szlak – w gumiakach. No dobra, trochę błotka tu i ówdzie jest, ale od razu gumiaki? Gdy wracałem z Abisko bocznym szlakiem zrozumiałem, dlaczego? W terenie podmokłym, są na ogół położone drewniane kładki. Ale czasami ich brakuje. Albo chcemy sobie skrócić drogę przez łąkę. I wtedy wracamy z mokrymi butami do górskich wędrówek. Co dobre na Karpaty czy Alpy, wcale nie musi się sprawdzać w Skandynawii. Te ich gumiaki (zielone) mają chyba jakieś wkładki do wielogodzinnych wędrówek?

      Potem zwiedzamy jeszcze skansen budownictwa saamów. Odległy kilkaset metrów od parku. No i jeszcze nauczka mała.

      Tyle ciekawych plenerów robię od dwóch dni, żongluję kartami pamięci i ….. tracę jeden dzień zdjęciowy. Po prostu nie zgrałem plików zdjęciowych z jednej karty. Poszła powtórnie do aparatu. Format i zdjęcia z ostatniego dnia pobytu w Abisko, a potem początek naszego pobytu w Kirunie, poszły się bujać.

       Jak już jesteśmy w pobliżu miasta Kiruna, to trzeba się tu zatrzymać na te 2-3 godziny. Krótki spacer, rzut oka na pobliską kopalnie rud żelaza. Zwiedzenie kościoła, który ufundował w 1912 roku koncern LKAB (właściciel kopalni rudy). Nie liczono się wtedy z pieniędzmi. Do prac przy budowie i wyposażeniu wnętrz tej świątyni, zaangażowano najlepszych, żyjących wtedy szwedzkich architektów i artystów. Trzeba jeszcze wspomnieć, że na północ od Kiruny, znajduje się olbrzymi teren we władaniu Centrum Przestrzeni Kosmicznej. Stąd w mieście, tu i ówdzie spotkać można, kilkumetrowe makiety rakiet.

        Kolejnych kilka godzin spędziliśmy na zwiedzaniu pobliskiej wsi Jukkasjarvi. Kiedyś byłą to wieś saamów (lapończyków). Pozostał tu po nich najstarszy w Laponii (1607) kościół drewniany, mały skansen i jeszcze coś współczesnego. To współczesne, to nic innego, jak budowany corocznie lodowy hotel (Ice Hotel). W zimie można w nim przenocować za jakieś 200-400 EUR, śpiąc na futrach z reniferów, na lodowym łóżku, między lodowymi ścianami, pod lodowym dachem. Coś dla turystycznych snobów, ale interes się kręci. Niestety w czasie naszej bytności, z hotelu pozostała tylko mokra plama i jeden lodowy blok. Nocna wycieczka rowerowa w poszukiwaniu łosia nic nie dała. Był lis, łosi niet. Choć znaki drogowe ostrzegające o ich istnieniu, stoją co krok.

        Ostatniego dnia stanęliśmy w rezerwacie przyrody Masugnsbyn. Znowu jakaś wycieczka piesza do przełomu małej rzeczki. Przed północą rowerowa przejażdżka po rezerwacie. Rano spacer po terenie starej kopalni rud żelaza.

        Po południu wjeżdżamy do Finlandii. Gdyby nie tablica informująca o tym, zapewne przegapilibyśmy granicę.

          O Szwecji powiedzieć muszę jeszcze jedno. Gdy tu będziesz drogi Czytelniku, kup w sklepie spożywczym i popróbuj polarnego chleba. Cena niska, ale za to przez dni kilka wyśmienite jedzenie gwarantowane. Dla mnie odlot. 
Pierwszy szwedzki kemping, koło Norwegii
PN Abisko. Wycieczka na górę Niulla. Kanion Abiskojokk
PN Abisko. Trasa Kungsleden. Kanion Abiskojokk
PN Abisko. Trasa Kungsleden. Na trasie
PN Abisko. Trasa Kungsleden. Start
Jukkasjarvi. Dalej na wschód, z drogami też różnie bywa
 Jukkasjarvi. Lapońska kaplica z 1607 roku
Jukkasjarvi. Lapońska kaplica i kamper
Jukkasjarvi. Ołtarz lapońskiej kaplicy
Jukkasjarvi. Ambona
Jukkasjarvi. Nocna jazda rowerowa
Kiruna. Dar firmy LKAB. Kościół z 1912 roku. Wnętrze
Kiruna. Kamper z rakietą z CPK Esrange
Masugnsbyn. Górniczy skansen
Masugnsbyn. Rezerwat przyrody
Masugnsbyn. Rezerwat przyrody
Opakowanie Polarnego Chleba

2 komentarze:

  1. Ciekawy wpis i piękne zdjęcia! Tylko pozazdrościć podróży... :)

    OdpowiedzUsuń

Szukaj na blogu