sobota, 13 czerwca 2015

Kamperem ..... - na zlocie "Razem w Drodze".


        Jeszcze nie minęły wspomnienia z świętokrzyskiego zlotu "Szlakami Przygody". Jeszcze dochodzą wieści, że wywalczyliśmy tam coś w konkursie foto, a już zawitaliśmy na kolejny zlot karawaningowy. Znowu na ziemię świętokrzyską. Ty razem w okolice miejscowości Końskie.

Mariusz and Corp.
       
        Sympatyczna grupa karawaningowa Razem w Drodze, na zdjęciu jej przedstawiciele i organizatorzy, charakteryzuje się brakiem rozdymanego ego, miłą atmosferą i ciekawością podróżowania. Brakuje tego w innych polskich "kolektywach" internetowych, gdzie prym wiedzie domniemana rywalizacja i dyskusje nad rewitalizacją kamperów i przyczep. Czyli rzeczy najmniej przydatne w uprawianiu karawaningu!
Na kempingu Iglast Zakątek
Suma sumarum, na początku czerwca meldujemy się na kempingu Iglasty Zakątek, nad jeziorem (zalewem) w Sielpi Małej. Miejsce do postawienia kampera czy też przyczepy jest ok. Nad brzegiem wody, są media, ceny przystępne. Atmosfera rodzinna. Po czasie okazało się, ze wśród załóg zlotowych zatrzymali się też karawaniarze, którzy nic o spotkaniu Razem w Drodze nie wiedzieli! Zatrzymali się tu, gdyż było miło, wesoło i kulturalnie. Myślami cofnęliśmy się do zlotów organizowanych przez inne fora karawaningowe. Można tam było być "nawiedzanym" przez różnych pijanych właścicieli kamperów i przyczep, którzy wywracali się "zmęczeni swoimi podróżami", wysłuchiwać śpiewów, niczym chórów anielskich, albo uczestniczyć w dyskusjach "o niczym". Dziękujemy.    
     
        Tymczasem Razem w Drodze, w pierwszy wieczór organizuje ognisko powitalne, przy akompaniamencie miejscowego tria. Trio to, może nie najwyższych lotów, ale czas umilało w czasie zagryzania "pomarszczonej kiełbasy z rożna". W kolejny wieczór poszczególne załogi prezentują swoje talenty wokalne, w konkursie karaoke. Moja wrodzona skromność zmusza mnie do samochwalstwa, że w towarzystwie podkładu wokalnego duetu Hamak Singers, nasza interpretacja niemenowskiego utworu Pod papugami, doczekała sie zlotowej nagrody. Takie spotkanie karawaningowe, to nie tylko czas na wspólne zajęcia, ale i okazja do indywidualnego poznawania nowego rejonu. Na rowerze przepedałowałem, w tych dniach, ponad 200 kilometrów.        
Przed kościołem w m.Lipa
     
        W większości był to rower lądowy, w małej części rower wodny. Na tym drugim namiętnie oddawałem się dowodzenu jednostką pływającą. Młodsi ode mnie tworzyli siłę napędową. Po lądzie dotarłem i do Nieba i do Piekła. Gwarantuję, że różnicy specjalnej, pomiędzy tymi miejscami, nie ma. Objechałem ziemię włoszczowską. Zobaczyłem kilka ciekawych kościołów drewnianych i mniej ciekawe, bo na ogół zaniedbane dworki i inne ruiny. Ponieważ pogoda dopisała, więc czasu nie straciliśmy. W dużej mierze jest to sprawa promocji, jaką województwo świętokrzyskie prowadzi w temacie turystyki.
            Cała masa dostępnych folderów, mapek tematycznych, szlaków i opisów miejsc ciekawych - pozwala wybrać coś dla siebie. Dzięki temu my, prości emeryci rozkochani w karawaningu, możemy spędzać czas na poznawaniu tego ciekawego regionu Polski.

Dzwonnica obronna w grodzie Gallusa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szukaj na blogu