czwartek, 9 lipca 2015

GRECJA cz.2 (Peloponez i Kreta) - praktyczny poradnik podróżnika

        Totalnie "old temat". Stary, bo nasz pobyt na Peloponezie (jako 3 tygodniowa dojazdówka) i na Krecie (kilkumiesięczny pobyt na wyspie), miały miejsce w 2009 roku (!). Czyli 6 lat temu. Oj, Grecja zmieniła się od tamtej pory, zmieniła i to bardzo.
My też zmieniliśmy się. Jak widać na foto, podróż odbyliśmy swoją nową (po kilkunastoletnim użytkowaniu N126) przyczepą kempingową. Byliśmy wtedy na rozdrożu. Traktować nasz karawaning jako dodatek do latania na paralotni, czy też poświęcić się tylko podróżowaniu?
        Uprzedzę i odpowiem, że po powrocie z tego wyjazdu, a dokładniej na początku 2010 roku zapadła jednomyślna decyzja. Nie da się wyczynowo uprawiać paraglidingu i jednocześnie karawaningu. Pewnego wieczoru przy lampce wina i kawie, odbyło się tajne głosowanie - latamy czy podróżujemy? Wynikiem 2:0 zakończyliśmy blisko dwudziestoletnią przygodę z lotnictwem, sprzedaliśmy przyczepę i ........ ruszyliśmy kamperem w świat.
        Wróćmy do Grecji. Będzie "sucho", ale na temat.
Podam miejsca gdzie zatrzymywaliśmy się na jeden dzień lub dni kilka. Wszystko za free. Czy wszystkie nasze miejsca postojowe są aktualne? Mam nadzieję, że większość tak.
Oto szkicowo wskazane miejsca:













                                                                                                                         W szczegółach, to wygląda tak. Z Salonik zjeżdżamy na południe wzdłuż wybrzeża, tak zwanego Olimpijskiego Wybrzeża. Dominują tutaj hotele, pensjonaty, prywatne plaże. Na nocleg znajdujemy coś takiego (foto obok): N 40.120010°  E 22.555308°. To miejsce koło plaży. Dość kamienistej. Zapamiętałem, że na dnie było sporo czarnych kuleczek z kolcami (jeżowce!). Za to można było dotankować wody z ogólnodostępnych plażowych pryszniców. Jednak odradzałbym szukania wzdłuż tego wybrzeża ciekawych miejscówek. Nie jest to tylko moje zdanie.
        Na nocleg lepiej już wybrać darmowe miejsca przy jednostce wojskowej w miejscowości Litochoro N 40.106474°  E 22.510047°. To miejsce położone u podnóża góry Olimp. Zdjęcia parkingów nie wykonałem, z wiadomego powodu.

        Pension ARSENIS N 39.708653°  E 21.654628° zna chyba każdy karawaniarz, który zwiedzał Meteory (powinno być chyba Meteora). Prywatny hotel, restauracja z przystępnymi cenami, który prowadzi dość sympatyczny "stary kawaler" Konstantin. Miejsce jest free, gdy zwyczajowo skorzystamy z posiłków w jego lokalu. Można zatankować wodę. Niektórzy korzystają z prądu.

        Logicznym wydaje się, aby zjechać z Meteorów do Delf na południe. Tylko w tych Delfach jest spory problem z zatrzymaniem się poza drogim kempingiem. My nocowaliśmy na spokojnej plaży Galaxidi, N 38.351329°  E 22.380314°, nad Zatoką Koryncką. Jadąc na zachód wzdłuż kanału korynckiego, widzieliśmy jeszcze kilka miejsc ze stojącymi przyczepami i kamperami.




                                                                                                                    Potem most (płatny) i wjazd do Patras. To już Peloponez. W samym mieście widzieliśmy kampery stojące w porcie N 38.244346°  E 21.727073°. Jednak już w 2009 roku, w czasie naszego pobytu w tym mieście, nie polecał bym tej miejscówki na dłuższy pobyt. Był to bowiem rejon wyczekiwania wszelkiej maści emigrantów, na okazję do dalszej drogi do EU.
        Bardziej "kultowe" są trzy miejsca w Kalogria (foto), gdzie można stać za free, dowolnie długo. Jeśli tylko posiada się zapas wody o którą tutaj baaaaardzo trudno. Koordynaty tych SP, kolejno od północy to:  N 38.162300°  E 21.365900°,   N 38.155517°  E 21.368108° i miejsce trzecie: N 38.152274°  E 21.368844°. Naszym zdaniem najlepsze jest miejsce środkowe, choć do wszystkich najlepiej przyjechać poza weekendem, gdy drogi dojazdowe nie są "zakorkowane" miejscowymi plażowiczami.
Na zdjęciu po lewej nasz siedmiodniowy SP na "środkowej" Kalogrii.


        W Loutra Killinis trudno namierzyć miejsce do noclegu. Nam udało się w N 37.856189°  E 21.114774°. Dlaczego tutaj zajechaliśmy? Otóż kilkaset metrów dalej, a dokładniej N 37.858566°  E 21.117202° są ciągle czynne i bezpłatne miejsca, do obkładania się leczniczym błotem.Korzystali z tego miejsca już starożytni rzymianie. Naszym zdaniem warto tu zawitać.

        Na następny nocleg wybraliśmy duży parking przy plaży Thines Beach N 37.820325°  E 21.199323°, gdzie udało nam się nawet uzupełnić zapasy wody.
Kolejny skok do portu Katakolo N 37.648927°  E 21.317314° (foto obok). Miejsce to, a właściwie, to jedna uliczka w miasteczku, ożywia się na kilka godzin w ciągu dnia, gdy przybijają tu o świcie wielkie wycieczkowce pływające po Morzu Śródziemnym. Każdy z nich wypluwa po 2-3 tysięcy pasażerów, którzy kupują jakąś pamiątkę, a potem jadą autokarami i pociągami do pobliskich ruin Olimpii. Wieczorem wycieczkowce odpływają (fajny spektakl) i zapada błoga cisza.

        To dla tej ciszy na jedną noc przesunęliśmy się o kilkaset metrów dalej, do portu jachtowego Katakolo. Potem to już tylko uskuteczniamy spacery i rowerowe wycieczki po okolicznych wzgórzach, usianych starożytnymi ruinami.









        Jadąc dalej na południe, wzdłuż zachodniego wybrzeża Peloponezu, znajdujemy kolejne ciekawe miejsca do postoju. Możemy zatrzymać się wzdłuż plaży Kalo Nero, N 37.295623°  E 21.693597°. Bardziej urokliwe miejsce to malutki port (foto po lewej) Agios Kiriaki N 37.118580°  E 21.576022°. Jednak my pojechaliśmy dalej. Do kultowego miasteczka Pilos (Pylos).

        Pylos. Nasze miejsce postojowe w porcie N 36.918083°  E 21.700741°.  Zdjęcie po lewej. Cicho, spokojnie i woda się znajdzie do zatankowania. Jeśli jednak ktoś przyjechał do Pylos i nie przygotował się do tej wizyty, to szkoda było jego fatygi. Jeśli ktoś nie wie nic o pewnej bitwie morskiej (Navarino), o trzech admirałach i fragmentach książki Grek Zorba - to tak jakby oglądał TV z wyłączonym głosem. Oczywiście, że można - tylko po co? Ale nie miejsce tu na moralizowanie. Jeśli ktoś zatrzyma się tu na dłużej, to może odwiedzić jedną z 10 najpiękniejszych plaż na świecie (wg. NYT). Plaża Voidokilia. To ta na zdjęciu po prawej, choć jej urok widać najlepiej dopiero na ....... Google Earth! Przed plażą jest spokojny parking, ale czy z możliwością pozostania tam na noc? Tego nie wiem. N 36.966287°  E 21.661776°. Powyżej widnieją ruiny starej fortecy.

        W Methoni staliśmy kilka metrów od morza, z widokiem na zatokę i ruiny zamku N 36.817737°  E 21.708428°. Był prysznic i możliwość uzupełnienia wody. Pobliskich campingów (rok 2009) nie polecam.








        Kolejne nasze miejsce postojowe to Neo Itilo. Stoimy w sznurze kilkunastu kamperów na bulwarze N 36.692495°  E 22.389547°. W pobliżu jest kilka tawern. Udało nam się dobrać wody pitnej. Jeśli ktoś nie jest na dwutygodniowej objazdówce po Grecji, to może skusić się i pojechać na kilka godzin rowerem w głąb lądu. Spotka tam wiele niespodzianek!





        W końcu, po kilku tygodniach docieramy do Githio. Tu w jednym z wielu biur, położonych przy portowej ulicy, kupujemy bilet promowy na Kretę. Promy odpływają z końca mola N 36.759380°  E  22.570103°. Już kilka godzin wcześniej ustawia się tam kolejka samochodów wszelkiej maści. Jeśli mamy jeszcze kilka dni do rejsu to możemy się zatrzymać na plaży Selinitsa, w pobliżu wraku (foto po lewej). N 36.788853°  E 22.581774°. Przed wjazdem na plażę radzę sprawdzić, czy bezpiecznie tam wjedziemy i wrócimy na drogę. My przez trzy dni przebywaliśmy nieco dalej. Na plaży Trinisa N 36.805588°  E 22.622764°. Miejsce to mało atrakcyjne, a jedynym argumentem "za" był fakt, ze mieliśmy dostęp do słodkiej wody, a właściciele okolicznych sadów z cytrusami obdarowywali nas swoimi pomarańczami. Entuzjastą tego miejsca, a właściwie to całej Grecji, był nieżyjący już Kolega Janusz Kosiba (foto po prawej, na plaży Trinisa), który pierwszy pokazał nam Helladę, wiele opowiedział o podróżowaniu po tym kraju i za to pozostanie w naszej pamięci.

KRETA

          Największa grecka wyspa, ze wspaniałymi ruinami pałaców minojskich. Wyspa niewielka. Jej "wymiary" to 250 na 50 km. Takie dwa nasze województwa. 
          Kreta, to raj dla ludzi zainteresowanych historią. Jej mieszkańcy są znacząco inni od Greków kontynentalnych. Natura jest tu godna podziwu. Wspaniałe góry, wąwozy. Jeśli ktoś ma ciągotki do takich klimatów, to może spędzić tu wiele miesięcy, nie nudząc się. Jeśli chcemy tylko brylować na plaży, to raczej poszukajmy innych rejonów Europy. No chyba, ze jakieś szybkie 7-14 dni, na północnym wybrzeżu - leżing, plażing i smażing uskutecznimy.
        Na Krecie spędziliśmy 3 miesiące.


      Prom z Githio wypłynął z dwugodzinnym opóźnieniem, a po 6 godzinach, około ósmej rano, przybił do port w Kolymvari. Nikt nie miał siły jechać dalej, więc na kilkugodzinny odpoczynek zatrzymaliśmy się w pobliżu portu, przy plaży N 35.547645°  E 23.778414°. Spotkany tam Kreteńczyk nauczył nas jeść jeżowce, a dokładniej ich umięśnione części, z chlebem. Potem chrupał sobie ich kolce. Tego już nie próbowałem!

        Potem jedziemy na zachodni kraniec Krety. Stajemy w pobliżu plaży Falassarna, u nasady półwyspu Gramvousa.  N 35.488368°  E 23.579411°. To pierwszy z trzech dużych, kreteńskich półwyspów, w północnej części wyspy. Na plaży są prysznice, a wieczorem płynie z nich ciepła woda. Wspólnicy z podróży zainteresowani są tylko plażowaniem, więc nie zainteresowały ich ruiny portu Phalasarna N 35.511494°  E 23.570293°. Portu, który wynurzył się z morza o dobre kilka metrów.    

         Plaża koło Rapaniana N 35.536682°  E 23.798800°. Spędzamy tu jedną noc. Wieje. Nawiewa piasku. Jedziemy do portu.  Potem okazało się, że lepiej było stanąć kilkaset metrów dalej, na SP plaży Skoutelonas, gdzie jest nawet słodka woda. N 35.536497°  E 23.801536°   

        Port Kolimbari. Można też napisać Kolymvari, a najlepiej Κολυμπάρι N 35.547645°  E 23.778414°. Obok zjazdu z drogi do portu jest ujęcie wody. Przy okazji dopowiem z doświadczenia. Po miesięcznym pobycie w danym kraju, można już czytać w ich języku (Grecja, Gruzja). Po dwóch miesiącach łapiemy pierwsze słowa i zwroty. Po trzymiesięcznym pobycie swobodnie robimy zakupy, wymieniamy kilka grzecznościowych zdań.  W drodze na wschód możemy odwiedzić mini muzeum lotnicze N 35.528579°  E 23.831947°, albo cmentarz niemiecki z okresu inwazji na Kretę N 35.520317°  E 23.842086°

        Jedno z najbardziej kultowych miejsc na Krecie. Stavros. N 35.592705°  E 24.095755° Jest tu miejsce na 4-5 kamperów. Podłoże, to skała. Miejsce urokliwe, a miłośnicy filmu Grek Zorba rozpoznają bez trudu plenery filmowe. Przy odrobinie chęci znajdziemy na przeciwko plaży bar, gdzie na ścianach wiszą zdjęcia z planu filmowego Zorby. Jeśli poprosimy obsługę, z z zaplecza przyniosą nam ...... statuetkę Oscara, którą ten film otrzymał.  Przy plaży są też toalety i ujęcia wody. Jeśli nie zmieścimy się z postojem nad zatoką, możemy spróbować na zachodniej plaży N 35.591337°  E 24.090690° Na mnie osobiście duże wrażenie zrobiła możliwość pieszych wycieczek w wąwozy półwysepu Akrotiri. Można zacząć gdzieś od punktu N 35.585468°  E 24.097871°. Reżyser Greka Zorby - Michael Cacoyannis - gdy brakowało mu weny twórczej, przerywał kręcenie i na kilka dni znikał w okolicznych górach. Półwysep Akrotiri, to również kilka ciekawych monasterów. Do bez trudu dojedziemy do Gouvernetou i zatrzymamy się tu na nocleg N 35.582392°  E 24.139495°


        Kalyves. N 35.451637°  E 24.175825° Miejsce przy plaży z dostępem do WC i zatankowania wody. Dla mnie osobiście za bardzo publiczne. Jak już tu jesteśmy, możemy wstąpić do malowniczo położonych na wzgórzu ruin fortecy Kalami. N 35.468867°  E 24.148823°. Przy odrobinie szczęścia, zobaczymy amerykańskie okręty wojenne stojące w pobliskiej zatoce.

        Georgioupoli. Miejscowość wypoczynkowa, ale wyjątkowo ciekawa. Zatrzymujemy się obok kamiennego falochronu N 35.364617°  E 24.261668°. Potem spacery wśród eukaliptusowych drzew, wycieczki rowerowe po okolicy.


        Kilka kilometrów dalej, jadąc w kierunku wschodnim, zatrzymujemy się na plaży koło Asprouliani N 35.355310°  E 24.281489°. Takich miejsc jak to, jest sporo w okolicy, ale żadne nie potrafi zachwycić. Piasek i morze. Zostawiamy więc wybrzeże i jedziemy w głąb Krety.

        Na dni kilka stajemy w Białych Górach. Czyli jesteśmy w Sfakii. Regionie, który słynie z wojowniczych mieszkańców i który nigdy nie był okupowany przez wrogów. Ze wszech miar polecam do zwiedzenia ten region. Do pieszych i rowerowych wypraw. Był problem ze znalezieniem miejsca do postoju. To jednak góry i każdy skrawek ziemi jest wykorzystywany. Dopiero w miejscowości Petres stajemy na byłym boisku N 35.288838°  E 24.180567° Nawet jakiś prąd i wodę dostajemy od sąsiada. Potem dni kilka wędrujemy po okolicy.

        Chora Sfakia i miejsce postojowe w porcie N 35.199493°  E 24.137838°. Jest dostęp do wody. Jest to stolica Sfakii. Stąd możemy ruszać do okolicznych wąwozów, opuszczonych wiosek, czy miejscowości, gdzie żaden samochód nigdy nie dojechał (bo dróg dojazdowych tam nie ma).. Jakie tu plaże! Miód. Dziwią mnie polscy karawaningowcy, którzy planują zimowanie na Krecie, a potem uparcie kręcą się bez sensu po jej północnym wybrzeżu i skarżą się na zimno. Do wyjazdów trzeba się jednak przygotowywać z głową. :-)

        Twierdza Frangokastello. N 35.182408°  E 24.234384° Dookoła sporo miejsca na zatrzymanie się kamperem, czy też przyczepą. Sama forteca słynie z Drosoulites . Grupy żołnierzy, którzy zginęli kiedyś walcząc o niepodległość Grecji, a teraz wyłaniają się z morskiej mgły i maszerują w ciszy. Zjawisko do tej pory niewytłumaczalne. Jak obawiamy się zjaw nadprzyrodzonych, zatrzymajmy się na plaży N 35.192573°  E 24.215536°

        Kokkinos Pirgos. Urocze miejsce postojowe w porcie rybackim N 35.082605°  E 24.735500° Na miejscu jest woda. Niedaleko stąd jest inne miejsce dla kamperów. Obok wykopalisk Komos N 35.012338°  E 24.760697° Niewiele dalej jest ciekawe miasteczko Matala, ale tam tylko kemping udało nam się namierzyć N 34.994023°  E 24.751002°

        Gortyna. Stara rzymska stolica Krety. Ruiny leżą tu dookoła. My stoimy na parkingu N 35.061937°  E 24.948502°

        Gourni. Są tutaj wielkie parkingi przy akwarium oceanicznym N 35.333177°  E 25.284460°. Trochę odludzie. Wcześniej była tutaj baza amerykańskiej marynarki wojennej.

        SP w Limnes. N 35.244950°  E 25.634608° Długo szukaliśmy tego miejsca. Położone jest między gajami pomarańczowymi, 100 metrów od tawerny, gdzie tylko miejscowi zaglądają. Gdy jedliśmy tam kolację, Grecy z sąsiedniego stolika podali nam przez kelnera rakiję, my im zafundowaliśmy wino, oni nam krewetki itd.itd. Dodatkowa atrakcja to okoliczne wzgórza, gdzie znajdziemy wiele ruin, kapliczek, wykopalisk, które nie są ujęte w przewodnikach.

Ag Nikolaos. SP obok wielkiego greckiego domu. Szalenie mili gospodarze. Z wiadomych względów nie podaję koordynat, ale zachęcam do samodzielnego szukania i nawiązywania znajomości z mieszkańcami rejonów, które zwiedzamy. Kontakt z tubylcami, to dla nas kwintesencja podróżowania!

        SP na parkingu w Fotia N 35.193334°  E 26.139681°. Miejsce mało atrakcyjne. Stacja benzynowa, restauracja, jakiś warsztat. Jednak nic lepszego nie wpadło nam w oko, w czasie jazdy na wschód. Na miejscu jest woda do zatankowania.

        Duży P w Vai N 35.253402°  E 26.264725°. W tym dość kultowym miejscu, gdzie tysiące palm rosną nawet na plażach, jest kilka miejsc postojowych i parkingów. To położone jest przy samej plaży (za szpalerem palm). W grudniu stał tam szwajcarski kamper. Mediów brak! Półtora kilometra od plaży jest inny wielki parking N 35.255135°  E 26.251733°. Koło wykopalisk Itanos też znajdziemy ciekawe miejsce do zatrzymania się N 35.263045°  E 26.261966°

       SP w parku za Koutsouras N 35.035320°  E 25.933216° Miejsce takie sobie, ale nic lepszego nie udało się namierzyć w tym rejonie. Trzeba pamiętać, że południowe wybrzeże Krety nie jest tak namaszczone plażami jak północ. Teren skalisty. Jest kilka kempingów okupowanych przez zimujących tu Niemców i Francuzów. My byliśmy tu tylko tranzytem.

        Plaża Koutsounari. Spotkaliśmy też nazwę Long Beach N 35.009148°  E 25.830740° Koordynaty przykładowe, bo stanąć tu można w kilku miejscach. Jednak nawet słodkiej wody tu nie ma. Może w sezonie? Staliśmy jedną noc.

        Ierapetra. Kolejny przykład bratania się z nowymi znajomymi. Tak to wygląda w przypadku naszych podróży. Oczywiście metoda ta jest niedopuszczalna w przypadku krajów "wysoko rozwiniętych". Nie wyobrażam sobie poprosić Niemca, czy Austriaka o możliwość zatrzymania się, pogadanie o tym i o owym, zaproszenia na kawę do kampera itp.

        Ierapetra. N 35.006171°  E 25.731575° Na tej plaży można się zatrzymać, choć nie grzeszy ona pięknością. Gdzieś niedaleko można wody zatankować. No i pamiętajmy, że Ierapetra, to najdalej na południe położone miasto Europy, ma bardzo ciepły mikroklimat, a średnia temperatura roczna wynosi ..... prawie 20 stopni.








        Ostatnie grudniowe dni na Krecie spędziliśmy w Myrtos. Są tu dwa miejsca do zatrzymania się przyczepą lub kamperem. To bardziej oficjalne to parking w mieście N 35.004190°  E 25.586093°. My wybraliśmy dla siebie nieużywane (z wyjątkiem mnie) boisko do koszykówki N 35.008033°  E 25.586946° Była tu woda i prąd. Przy okazji dodam, że wybierając dla siebie takie dziwne miejsca do zatrzymania się, od lat mamy swoją metodę. Najpierw dokładnie je oglądam: czy nie jest podmokłe, bez zbytniego nachylenia, czy w pobliżu nie ma jakiegoś zakładu pracy, albo dużego ruchu samochodowego, czy na asfalcie nie ma śladów po popisach motoryzacyjnych jurnej młodzieży. Jeśli korzystamy z TV Sat to muszę mieć otwarte niebo na południe. Do przyczepy potrzebowałem dodatkowo i często wodę słodką (zbiornik był tylko na 35 litrów!), a pod koniec pobytu na Krecie i prąd, gdyż chiński odpowiednik akumulatora odmówił pracy. Od tej pory wyleczyłem się z takich oszczędności.
Po takim rozpoznaniu idę do najbliższego domu i pytam, czy mogę tam się zatrzymać. Na Krecie pytałem też o możliwość skorzystania z wody i prądu - o ile takowe były. Mówię tu oczywiście o "najbliższym domu" oddalonym góra o 100-200 metrów. W tamtych czasach (2009) wody i prądu było na Krecie sporo i za free. Często otrzymywałem odpowiedz w rodzaju: jak jest woda, czy prąd, to niech bierze, a nie pyta! No ale te czasy, to już się nie wrócą. Unia Europejska stara się zmienić Grecję i mentalność Greków na swoje podobieństwo. 
Ciekawe z jakim skutkiem? 

środa, 24 czerwca 2015

Filmoteka - Kamperem za kołem polarnym 2014 cz.1 ROSJA

        Po wielu miesiącach, udało mi się skończyć montaż rosyjskiej części naszej wycieczki "za koło polarne" w 2014 roku. Najpierw wydawało mi się, że warunki mam super! Ponad pół roku przebywać będziemy w "miejscu zameldowania". Jakieś drobne, wiosenne wyskoki kamperem, nie powinny zakłócić procesu twórczego, czyli montażu materiału video. Ale to teoria.
Jeszcze w jesieni okazało się, że mamy poślizg! Z naszej afrykańskiej wyprawy nie został zmontowany film z etapu powrotnego. Uporałem się z tym do końca roku. Potem jakieś przygotowania do pokazów na festiwalu podróżniczym, jakieś artykuły itp.
Wczesną wiosną zabieram się za nasze "koło polarne". Litwa, Łotwa i Estonia już zrobione, ale jeszcze nie do publikacji, bo trzeba dograć drogę powrotną przez te kraje.
        W końcu czas na Rosję. Praktycznie taki fim montuje się w 3 etapach.
Etap 1 to wersja FULL. Tylko dla uczestników "wycieczki", bo oni tam byli, dla nich każde ujęcie to wspomnienie. Wychodzi z tego 3 godzinny film.
Etap 2 to montaż, który nazywam NA POKAZ. Dla znajomych, przyjaciół. Muszę się zmieścić w czasie 30-40 minut. Więcej nikt nie wysiedzi przed TV. Ujęcia, czyli poszczególne sceny muszą mieć 2-3 sekundy długości. Inaczej ułożony podkład muzyczny, inne tempo akcji itp.
Etap 3 to montaż wersji MINI, dla znajomych i nieznajomych w internecie, na blogu, na fejsie itp. Najlepiej, aby ta wersja miała kilka minut. Kilkunastominutowy film, to już przesada. No, ale proszę wybaczyć. Chcemy się na maxa podzielić Rosją, którą widzieliśmy w czasie naszej podróży. Wyszło mi z tego naście minut i to przedstawiam poniżej.
            Ale to jesszcze nie wszystko. Te 3 wersje renderowane są osobno na płyty DVD i BR (blu ray). Więc z jednego filmu wychodzi nam tak naprawdę 6 wersji.
       Trochę przydługi ten wstęp, ale chciałem się podzielić moim kilkunastoletnim doświadczeniem w videofilmowaniu, montowaniu i ........... pokazywaniu publicznie swoich filmów z podróży.
Tych małych i tych dużych.





czwartek, 18 czerwca 2015

Kamperem ...... w Norwegii 2014, czyli prawo po norwesku - FINAŁ

        Kto nie pamięta, to przypomnę w skrócie. W czasie naszej podróży na północ Europy:

  • w czerwcu 2014 roku, 
  • nierozważny kierowca norweskiej ciężarówki, narodowości lapońskiej (Saam), 
  • w czasie wyprzedzania trochę nas poocierał, urwał lusterko i pojechał dalej
  • po krótkim pościgu w stylu Tommy Lee Jonesa z filmu Ścigany, kiedy chciałem uzyskać oświadczenie dla ubezpieczyciela, jurny Norweg potraktował mnie młotkiem i uciekł
  • dopiero przybyła policja ostudziła jego mordercze zapędy        
        Szczegóły zajścia opisałem na blogu w czerwcu 2014 roku, obiecując poinformować jak zakończyła się sprawa.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

        Minął rok i sprawa została "po norwesku", jak to bywa w cywilizowanym, europejskim kraju, ostatecznie i prawomocnie zakończona.
A było to tak.
        W sierpniu 2014 roku wracamy z wyjazdu, krwawe rany na moim przedramieniu, po ataku młotkiem, już sie zagoiły.
 W połowie pazdziernika 2014 otrzymałem polecony list, wzywający mnie do stawiennictwa w charakterze świadka, w dniu 27 pazdziernika, na godzinę 10.30, do sali numer 1  sądu w miasteczku Tannabru w Norwegii. Tak to mniej więcej wyglądało:

VITNESTEVNING 1 STRAFFES AK - Snr. 12484571  1279/14-54 - Aktor: Kirsti Jullum Jensen
De innkalles til ä mote        mandag 27. Oktober 2014 kl. 11.00
ved                                                          Indre Finnmark tingrett
i                                                               Sal 1, Tanabru
(kontroller rettssalnummeret ved fremm0te)
og avgi forklaring under hovedforhandling i straffesäk mot Veijo Arimo Turunen
tiltalt for overtredelse av vegtrafikkloven § 31 forste ledd jf § 3 m.m.. ..................

        Zrozumiałem, że będą mi zwrócone koszty podróży jeśli mam dalej niż 800 km do siedziby sądu i jak będę jechał zaprzęgiem reniferów. Jako człowiek z natury ciekawy a nawet ciekawski, chciał bym tam się stawić i popatrzyłem jakie mam szanse dotrzeć na miejsce innymi środkami komunikacji (nie zaprzęgiem reniferów), koszty hotelu itp.
Wyszła mi ta wycieczka coś za około 4000 EUR. Ponieważ do urzędów norweskich - po kontakcie z policją w Tanabru - mam takie zaufanie, jak do suki sąsiada, nie chciałem ryzykować inwestowania swoich pieniędzy i odpisałem, że:

- mogą mnie przesłuchać za pośrednictwem polskiego sądu
- za pośrednictwem komunikatora skype
- telefonicznie.
            Wybrali przesłuchanie telefoniczne, z udziałem polskiego tłumacza. Przesłuchanie trwało blisko półtorej godziny. Sędzina zdziwiona była, że pamiętam dokładnie, kto z jaką prędkością jechał. Zeznałem, że wystarczy spojrzeć na zapis tracka w GPS. Potem chciała się upewnić, czy napewno oskarżony wjechał na mój pas ruchu? Zeznałem, ze wystarczy spojrzeć na zapis z kamery video itp.
W ostatnim swoim słowie wyraziłem zdziwienie, że pomimo swojego pisemnego wniosku nie zostałem dopuszczony jako strona do toczącego sie procesu, a ponadto, że sprawy tak drobnej kolizji drogowej, w innych krajach załatwia się w 5 minut, a nie jak w Norwegii 5 miesięcy.
       
        Nastały zimowe miesiące, dni coraz krótsze, noce zimniejsze. Gdzieś koło lutego br. wpadam na genialny pomysł. Trzeba by jakiegoś paszkwila wysmarować do króla, lub innego dostojnika norweskiego, iż ława przysięgłych w sądzie Tanabru od wielu miesięcy wyroku nie może wydać.  Nie mogę namierzyć jednak własciwego adresata mojego zażalenia. Tamtejszy szef policji jest jednocześnie prokuratorem, czy jakoś tak? Pytam więc znajomych - do kogo się pożalić mogę? Odpowiedzieli - wyślij maila do sądu, każdy u nas tak robi. Ok. Wieczorem wysłałem, a rano na ekranie zobaczyłem:

SIS-FINNMÁRKKU DIGGEGODDI - INDRE FINNMARK TINGRETT
Ingen begrensninger i adgangen til offentlig gjengivelse
DOM
Avsagt:
30.10.2014
Veijo Arimo Turunen, er fřdt 01.03.1949 og bor i Itkonjarg, 9730 KARASJOK. Ved tiltalebeslutning utferdiget av Řstfinnmark politidistrikt 14.08.2014 er han satt under tiltale ved Sis-Finnmárkku diggegoddi - Indre Finnmark tingrett for overtredelse av
I Vegtrafikkloven § 31 fřrste ledd jf § 3
bla, bla, bla, bla ...................

Jest wyrok!
Sprawiedliwości stało się zadość!
Po tłumaczeniu treści wyroku okazało się, że:

1. Od oskarżenia o spowodowanie kolizji drogowej podejrzany został uniewinniony, bo nie działał umyślnie, było sucho, dobra widoczność, tylko mu troszkę nie wyszło i samym koniuszkiem przyczepy zawadził kampera, a chciał - co wykazał bezspornie w czasie procesu - aby mu wyszło.

2. Jednak za drugi zarzut wysoki sąd musi potraktować oskarżonego Turunena surowo, bo był on juz karany w przeszłości za kradzież! Sąd bierze pod uwagę, że Turunen, gdy zobaczył mnie idącego w jego kierunku, z grozną miną, to wystraszył się strasznie. Dlatego użył młotka ze strachu.

Za powyższe sąd skazuje go na:

30 dni aresztu, w zawieszeniu na 2 lata

Tak wygląda sprawiedliwość (i sądownictwo) norweskie! 
Szkoda komentować. 
Wakacje za tydzień więc piszę teraz o kolejnych miejscach postojowych w Grecji.

sobota, 13 czerwca 2015

Kamperem ..... - na zlocie "Razem w Drodze".


        Jeszcze nie minęły wspomnienia z świętokrzyskiego zlotu "Szlakami Przygody". Jeszcze dochodzą wieści, że wywalczyliśmy tam coś w konkursie foto, a już zawitaliśmy na kolejny zlot karawaningowy. Znowu na ziemię świętokrzyską. Ty razem w okolice miejscowości Końskie.

Mariusz and Corp.
       
        Sympatyczna grupa karawaningowa Razem w Drodze, na zdjęciu jej przedstawiciele i organizatorzy, charakteryzuje się brakiem rozdymanego ego, miłą atmosferą i ciekawością podróżowania. Brakuje tego w innych polskich "kolektywach" internetowych, gdzie prym wiedzie domniemana rywalizacja i dyskusje nad rewitalizacją kamperów i przyczep. Czyli rzeczy najmniej przydatne w uprawianiu karawaningu!
Na kempingu Iglast Zakątek
Suma sumarum, na początku czerwca meldujemy się na kempingu Iglasty Zakątek, nad jeziorem (zalewem) w Sielpi Małej. Miejsce do postawienia kampera czy też przyczepy jest ok. Nad brzegiem wody, są media, ceny przystępne. Atmosfera rodzinna. Po czasie okazało się, ze wśród załóg zlotowych zatrzymali się też karawaniarze, którzy nic o spotkaniu Razem w Drodze nie wiedzieli! Zatrzymali się tu, gdyż było miło, wesoło i kulturalnie. Myślami cofnęliśmy się do zlotów organizowanych przez inne fora karawaningowe. Można tam było być "nawiedzanym" przez różnych pijanych właścicieli kamperów i przyczep, którzy wywracali się "zmęczeni swoimi podróżami", wysłuchiwać śpiewów, niczym chórów anielskich, albo uczestniczyć w dyskusjach "o niczym". Dziękujemy.    
     
        Tymczasem Razem w Drodze, w pierwszy wieczór organizuje ognisko powitalne, przy akompaniamencie miejscowego tria. Trio to, może nie najwyższych lotów, ale czas umilało w czasie zagryzania "pomarszczonej kiełbasy z rożna". W kolejny wieczór poszczególne załogi prezentują swoje talenty wokalne, w konkursie karaoke. Moja wrodzona skromność zmusza mnie do samochwalstwa, że w towarzystwie podkładu wokalnego duetu Hamak Singers, nasza interpretacja niemenowskiego utworu Pod papugami, doczekała sie zlotowej nagrody. Takie spotkanie karawaningowe, to nie tylko czas na wspólne zajęcia, ale i okazja do indywidualnego poznawania nowego rejonu. Na rowerze przepedałowałem, w tych dniach, ponad 200 kilometrów.        
Przed kościołem w m.Lipa
     
        W większości był to rower lądowy, w małej części rower wodny. Na tym drugim namiętnie oddawałem się dowodzenu jednostką pływającą. Młodsi ode mnie tworzyli siłę napędową. Po lądzie dotarłem i do Nieba i do Piekła. Gwarantuję, że różnicy specjalnej, pomiędzy tymi miejscami, nie ma. Objechałem ziemię włoszczowską. Zobaczyłem kilka ciekawych kościołów drewnianych i mniej ciekawe, bo na ogół zaniedbane dworki i inne ruiny. Ponieważ pogoda dopisała, więc czasu nie straciliśmy. W dużej mierze jest to sprawa promocji, jaką województwo świętokrzyskie prowadzi w temacie turystyki.
            Cała masa dostępnych folderów, mapek tematycznych, szlaków i opisów miejsc ciekawych - pozwala wybrać coś dla siebie. Dzięki temu my, prości emeryci rozkochani w karawaningu, możemy spędzać czas na poznawaniu tego ciekawego regionu Polski.

Dzwonnica obronna w grodzie Gallusa.

Kamperem przez świat. Irak 2021

             Matko Boska! Krzyknąłem, gdy zobaczyłem swoje zaległości w prowadzeniu PPP (praktycznych porad podróżników) na naszym blogu. Gd...