czwartek, 22 listopada 2012

Portugalia. Coimbra i dalej.


Coimbra. Na pierwszy rzut oka, to miasto, jakich już kilka spotkaliśmy na naszej portugalskiej drodze. Zwyczajowo już chyba, jest deszczowo. Wieczorny spacer po starówce nie zmienia naszego zdania. Dopiero kolejnego, w końcu słonecznego dnia, Coimbra odkrywa stopniowo swoje tajemnice. Najpierw spotykamy starych znajomych, to znaczy parę podróżników z Krakowa, których poznaliśmy kilka dni wcześniej w Porto. Potem ruszamy „w miasto”.

               
Plac Comercio.
        Główną ulicą starego miasta (dokładnie to zwanego Dolne Miasto) idziemy na ciekawy Plac Comercio, w którego rogu stoi stary kościół Sao Tiago. Przed kościołem, stoisko z różnymi egzotycznymi pamiątkami, prowadzi czarnoskóry sprzedawca. Krótkie zapoznanie  i po chwili wiem, że pochodzi z Senegalu, a to jeden z celów naszej podróży. Dowiadujemy się więc kilku szczegółów o przejściu granicznym i obyczajach tam panujących.


Organy i sklepienie kościoła Santa Cruz.
Potem zwiedzamy zabytkowy kościół Santa Cruz. Pochowani są tu pierwsi władcy Portugalii. Trzeba wiedzieć, że jak Portugalczycy stopniowo wypierali Maurów z północy na południe, to swoje stolice przenosili też coraz „niżej” – Guimaraes, Coimbra, Lizbona.


Katedra Stara.
W drodze na Uniwersytet, nawiasem mówiąc najstarszy w Portugalii, nie sposób przejść obojętnie obok Se Velha, czyli "starej katedry", która uważana jest za najwspanialszy zabytek romański w tym kraju. Popatrzcie na te klasyczne "rysy".


Katedra Nowa.
Po wejściu na wzgórze, najpierw docieramy do katedry Nowej (Se Nova). Tylko, że ta Nowa została założona przez Jezuitów w 1598 roku ! Więc jakoś tak dziwnie, na ponad 400 letnią budowlę mówić Nowa.


Portal budynku uniwersyteckiego w Coimbra.
Potem wchodzimy na imponujący dziedziniec Uniwersytetu. Popatrzmy na drzwi wejściowe do dość typowej budowli. Przekonujemy się też, że nie było przesady w twierdzeniu o kultywowaniu przez studentów, wielu wielowiekowych tradycji. W czarnych pelerynach wyglądają niczym nietoperze. Do strojów, których używają również na codzień, przypinają kolorowe kokardki, informujące o kierunku studiów. Jedno skrzydło zajmuje budynek z salami wykładowymi, z ciekawym portalem.


Brama wejściowa na dziedziniec uniwersytecki.
Tutaj też znajduje się Porta Ferrea (1634), brama prowadząca na dziedziniec uniwersytecki.


Budynki uczelni w Coimbra.
Kolejne skrzydło to Via Latina – kolumnowy krużganek oraz Koza. Kozą nazwali studenci dzwonnicę z XVIII wieku, której dźwięk wzywał ich na wykłady. Pogoda jest niesamowita, świeci słońce i jednocześnie pada deszcz. Zdjęcia robią wrażenie. Te jasne kreseczki, to krople padającego deszczu.


Spacer przez egzotyczny ogród.
Z Uniwersytetu schodzimy do kampera, przez największy w Portugalii ogród botaniczny Jardim Botanico. Ogród został założony, dla potrzeb studiów przyrodniczych, pod koniec XVIII wieku.
 
Koncert fado.
             Późnym popołudniem szybki obiad i prawie biegniemy na koncert, do centrum fado. Środek tygodnia, a wszystkie miejsca na sali zajęte. Trzeba wiedzieć, że Coimbra w przeciwieństwie do Lizbony, kultywuje fado w wydaniu klasycznym. Tylko w trio. Śpiew - tylko mężczyźni. Zamiast braw ........ chrząkanie. I nie ma tu miejsca na interpretacje różnych piosenek, niby w stylu fado, bo przecież fado jest tylko jedno.
             Sama muzyka przypadła nam do gustu. Po zakończeniu godzinnego koncertu, wszyscy zostali poczęstowani kieliszkiem dobrego porto.                                                        
My przed północą byliśmy już (w Portugalii dopuszczona jest jazda po wypiciu drobnej ilości alkoholu!) kilkanaście kilometrów dalej, na noclegu, pod murami starego zamku Maurów. W miejscowości Montemor-o-Velho.


Zamek Maurów w Montemor-o-Velho.
                  Rano dołączyły do nas jeszcze kamper z Niemiec. Wymieniliśmy uwagi o swoich trasach i ruszyliśmy na zwiedzanie tego ciekawego zabytku. Chodząc po murach obronnych zamczyska, można sobie wyobrazić potęgę imperium tego afrykańskiego ludu.



Raj dla surferów.
               Po południu byliśmy znowu nad Atlantykiem, w zalecanej przez przewodniki Figueira da Foz. Jest tu, położone przy samej plaży, dobre miejsce do kaperowania. Niestety twierdza jest w remoncie, a znad wielkiej wody nadchodzą kolejne deszczowe chmury. Prognoza pogody nie daje złudzeń, po noclegu, zerknięciu na surferów, którym sztormowa pogoda sprzyja – uciekamy w głąb lądu. Do miejscowości Leiria.

                         Musimy dodać, że w dotychczasowej naszej podróży kierujemy się głównie przewodnikami Wiedza i Życie wydawnictwa Hachette. Informacje w nich zawarte są (jak na razie) rzetelne, aktualne i pożyteczne. W ciągu dwóch miesięcy nie mieliśmy żadnej przysłowiowej „wtopy”, co czasami miało miejsce, gdy korzystaliśmy z różnych innych wydawnictw.                                                                                                                        Wolę informację o dniach targowych w poszczególnych miejscach, siedzibie informacji turystycznej, dniach wolnego wstępu do atrakcji turystycznej, niż bezsensowne, wielostronicowe wykazy barów czy też miejsc noclegowych, które dezaktualizują się, w dzisiejszych czasach, z miesiąca na miesiąc.                                                               Słyszeliśmy też nie jedne anegdoty o autorach piszących poradniki dla turystów, którzy nigdy w danym rejonie świata nigdy nie byli !!! Obecnie wydaje nam się, że skoro na nasze karawaningowe podróże wydajemy tysiące złotych, wydajmy jeszcze kolejne 100, (zamiast np.50 złotych) na porządny przewodnik.                      

Wróćmy jednak do Leira.
Z miejscami postojowymi dla kamperów, nie ma tutaj problemów. Jednak, aby rano nie drapać się na zamkowe wzgórze, wieczorem wjechaliśmy tam kamperem. Zapytaliśmy napotkanego policjanta, czy możemy zostać do rana, koło jakiegoś zabytkowego kompleksu. Nie ma problemów.



Dwie władze: biskup i policja w jednym stali domu.
                   Rankiem okazało się, że ten zabytek, a dokładniej Pałac Biskupi z 1546 roku, to obecnie …………….. komenda miejscowej policji!                                                                Pozwolono mi nawet wejść na dziedziniec i wykonać zdjęcia, choć z miny policjantów widziałem, że obawiają się, czy aby nie będę chciał fotografować i chodzić po wszystkich pomieszczeniach policyjnych. Zachowałem jednak umiar w swojej „dociekliwości historyka amatora”. Wystarczy mi domniemanie, że chyba byłem w najstarszym na świecie budynku policji. No i niech nasi gliniarze przestaną teraz narzekać, że pracują w starych komendach, czy innych komisariatach J. Daleko im bowiem do portugalskich kolegów. Spocznij.

 

Zamek Leiria.
      Wróćmy jednak na ciekawy zamek Leiria. Budowla Maurów, dwukrotnie odbudowywana przez Portugalczyków, w XIV i XIX wieku. Posiada piękną loggie i gotycki kościół …….. bez dachu. Jak na zdjęciu.
Potem ruszam do ………. nazwał bym to:  „złotego trójkąta” najpiękniejszych zabytków środkowej Portugalii, czyli    Alcobaca-Batalha-Tomar.   Tu nie wypada nie być !!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szukaj na blogu