piątek, 9 listopada 2012

Portugalia - trochę lądu, trochę morza.

Pogoda w kratkę. Trochę jesiennie robi się w tej północnej Portugalii. Jedziemy więc w kierunku wybrzeża. Najpierw miasteczko Barcelos. W czwartki organizowany jest tu ogromny targ. Pełen rękodzieła, z którego słynie okolica.


Barcelos. Widok z Pałacu Hrabiów.
Nie brakuje tu również zabytków. Muzeum archeologiczne, zorganizowane w ruinach pałacu. Na zdjęciu widoczny jest krzyż z XVI wieku, na którym wyryto legendę o słynnym koguciku.


Portugalska gra w rzutki.
 
Tutaj też zobaczyliśmy starą portugalską grę. Fonetycznie nazywa się "żuk de majla". Zawodnicy grają naprzeciwko siebie, rzucając naprzemiennie kamiennymi krążkami, do wkopanych palików.
 
 
Barcelos. Igreja Matriz.
Czas na trochę histroii. Obok ruin pałacu stoi romańska świątynia z XIII wieku z piękną rozetą nad wejściem i ciekawymi azulejos (dla  przypomnienia: portugalska odmiana malowanych płytek ceramicznych).


Rozgniewany Atlantyk.
Nadmorskie miasteczko Viana do Castelo, przywitało nas sztormową pogodą. Po jednej nocy, wycofaliśmy się dalej od brzegu.



Kościół Igreja Matriz.
Piętnastowieczny kościół przypomina twierdzę. Szkoda, że był zamknięty. Obok kościoła stoi dom, w którym prawdopodobnie urodził się Vasco da Gama. To taki żeglarz. Deszcze niestety ciągle pada i pada. Tak prawie już od Santiago.



Okręt GIL EANNES
Jednak miła Pani z informacji turystycznej poinformowała mnie, że przy nabrzeżu stoi okręt-szpital jako muzeum zakotwiczony. To było to! Okręt nie taki stary. Zaledwie w 1955 roku zwodowany (to najlepszy rocznik !!!!). Służył jako baza szpitalna portugalskim okrętom rybackim, łowiącym u wybrzeży Grenlandii. Służbę zakończył w latach dziewięćdziesiątych. Daję więc nura w jego wnętrze.
 
 
"Gil Eannes"
Kabina drugiego i trzeciego oficera. Była ich domem, przez średnio rok służby poza portem.
 
 
"Gil Eannes"
Roentgen. Lekarz rentgenolog spędził na tym statku blisko 30 lat.
 
 
"Gil Eannes"
Sala operacyjna.
 


"Gil Eannes"
I rzecz smutna ale ........... konieczna i normalna. Worek na ostatnią drogę marynarza. Gdy flota połowów dalekomorskich przez rok przebywa na morzu, czasami i morski pogrzeb trzeba zorganizować. Na statku była też kaplica i zapewne marynarz-ksiądz.
My jedziemy dalej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szukaj na blogu